Poprzednie częściTylko on, ona i motocykl - Prolog  

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Tylko on, ona i motocykl - Rozdział 1 - (Bez)interesowna pomoc

Manhattan, Nowy Jork, rok 1997

Mówią, że Manhattan jest najpiękniejszy i najaktywniejszy nocą. Nie można się z tym nie zgodzić. Rozświetlone budynki, ulice przepełnione samochodami, neony przyciągające oczy każdego przechodnia… Tak, nic dziwnego, że Nowy Jork jest nazywany „Miastem, Które Nigdy Nie Śpi”.

Evelyn Mitchell jednak miała tą atmosferę w poważaniu. Nie mogła marnować czasu na podziwianie pięknych widoków ani innych bzdur. Ona musiała jak najszybciej dostać się do swojego domu zanim matka lub ojciec zauważą, że jej nie ma. Swoim buntowniczym nastawieniem i tak wystawiała ich cierpliwość na surową próbę, a jakby się dowiedzieli, że poszła na nielegalną imprezę do pobliskiego miasta to wyrzucenie jej z domu byłoby najłagodniejszą możliwą karą. Biegła ile sił w nogach aby zdążyć na autobus, którym mogłaby szybko dojechać, gdyż powrót na piechotę nie wchodził w grę. Nie tylko miała dość daleko, ale także jej strój składający się z czarnej koszulki na ramiączkach, czarno-czerwonej spódniczki, czarnych rajstop i glanów przyciągał wzrok każdego zboczeńca w okolicy.

— Dalej, do cholery! Jeszcze tylko kawałek!– mówiła do siebie po cichu Evelyn, gdy nagle przeciskając się przez przechodniów zobaczyła autobus na przystanku.

„Tylko spróbuj odjechać, skurwielu jebany…”

I niestety, autobus jak na złość odjechał gdy Evelyn była pięć kroków od wejścia do niego. Kierowcy najwyraźniej tak bardzo się spieszyło, że musiał jej nie zauważyć. Nie było trudne przeoczyć Evelyn, ze względu na jej wzrost i na poziom zatłoczenia ulic Manhattanu. Dzisiejszy wieczór nie był inny.

— NIE! Przecież już prawie wsiadłam! Nienawidzę tego zjebanego miasta!– krzyczała wściekła po tym jak złapała oddech. Nie tak miało być, powinna była siedzieć w autobusie i jechać w stronę domu. Z każdą kolejną sekundą szansa wykrycia jej nieobecności rosła w zastraszającym tempie. Evelyn wiedziała o tym, co tylko napędzało jej gniew.

W końcu częściowo uspokoiła się i zaczęła żwawym krokiem iść w stronę miasteczka Newark, gdzie mieszkała ze swoją „kochaną” rodzinką. Evelyn nie znosiła swoich rodziców serdecznie. Ojciec nigdy jej nie wspierał i wytykał każdy błąd, a matka bezkrytycznie trzymała jego stronę i nigdy mu się nie stawiała, nawet kiedy ewidentnie przesadzał ze swoim zachowaniem. Tylko Alice i Rachel – jej dwie młodsze siostry darzyła sympatią.

Była już na południu Manhattanu gotowa do przejścia przez Most Brookliński, gdy jej uwagę przykuł jakiś budynek, który wyglądał jak jakiś przydrożny bar, ale po bliższej obserwacji zdała sobie sprawę, że to siedziba klubu motocyklowego o nazwie Cursed Riders MC. Evelyn znała ludzi tego typu z wiadomości. Przestępczość nie była tym ludziom obca. Porwania? Jasne. Handel bronią i narkotykami? Wiadomo, że tak. Zmuszanie kobiet do prostytucji? Chleb powszedni. Ogólno pojęte zdeprawowanie? Oczywiście.

Oby tylko żaden z tych brudnych spaliniarzy nie zechciał wyjść na papierosa… Ja pierdolę, że też ten autobus musiał mi tak zwiać chamsko!

Idąc i powoli mijając klub kopnęła w złości z całej siły w jakiś motocyl. Siła tego kopnięcia była na tyle mocna, że jednoślad się przewrócił, wybijając przy tym szybę przy kierownicy.

„Cholera! Co ja narobiłam…Muszę stąd szybko uciekać zanim ktoś tu przyjdzie, a zwłaszcza właściciel tego rzęcha!”

Evelyn była tak przerażona tym, co zrobiła, że nawet nie zauważyła trzech mężczyzn, którzy zaalarmowani hałasem poszli zbadać teren i zobaczyli jakąś dziewczynę stojącą koło jednośladu ze zbitą szybą. Od razu wyciągnęli daleko idące wnioski.

— Nie podoba Ci się mój motor, gówniaro?– spytał gniewnym głosem jeden z motocyklistów. Evelyn odwróciła się i zobaczyła ich. Wyglądali mało przyjaźnie. Stojący na środku był łysy, wysoki i miał tatuaże na całych rękach. Oprócz tego bardzo umięśniony i miał na sobie kamizelkę jeansową z naszywkami, pod spodem białą koszulkę, a na nogach poszarpane ciemnoniebieskie jeansy. Gość od lewej był nieco niższy, choć niewiele mniejszy muskularnie, zarośnięty na głowie i na twarzy, a miał na sobie poplamioną kurtkę skórzaną bez niczego pod spodem i brudne bojówki koloru szarego. Gdyby nie naszywki gangu, Evelyn pomyślałaby, że to zwykły menel. Koleś od prawej natomiast miał skórzaną kamizelkę również z nagim torsem, z wielkim tatuażem pająka na całej klatce piersiowej. O ile był najchudszy z nich to wielka maczeta, którą trzymał w prawej ręce nie napawała optymizmem…

— ZADAŁEM CI PYTANIE!!!– zagrzmiał mężczyzna pośrodku. Evelyn próbowała nie okazywać strachu, ale było ciężko, ludzie stojący przed nimi byli dosyć przerażający.

— Nie, to nie tak…ja tylko…to był wypadek– odpowiedziała próbując brzmiąc pewnie Evelyn. Mężczyźni słysząc to zaśmiali się i ten najchudszy nagle

— Chłopaki, nie wygląda Wam ona na dziewicę?– zapytał mężczyzna z maczetą.

— Oj, tak, Meathook. A ja uwielbiam dziewice… Tak fajnie krzyczą i wyginają się przy pierwszym razie.– dodał ten zarośnięty.

— Racja, Greaser, to nawet śmieszne w sumie.– Dodał najbardziej umięśniony mężczyzna. Nie trzeba geniusza, żeby wiedzieć co harleyowcy chcieli zrobić z Evelyn w ramach zemsty za zniszczenie motocykla jednego z nich. Evelyn też o tym wiedziała i czuła, że zaraz wpadnie w panikę.

— Słuchajcie, dogadajmy się jakoś…ja naprawdę nie chciałam uszkodzić Waszego motoru!– Mówiła, jednak oni tylko się zaśmiali ponownie, po czym Meathook pokazał jej maczetę i wycelował nią w gardło dziewczyny.

— Posłuchaj, młoda! To jest ten moment, w którym błagasz nas o litość i oferujesz coś w zamian, rozumiesz?!– Zapytał złowrogim głosem Meathook.

— Myślę, że bzyknięcie nas trzech załatwi sprawę. No, chyba że masz sto dolców na nową szybę do motocykla Earla? No to jak będzie?– Zaproponował z obleśnym uśmiechem Greaser.

— Panowie, proszę, nie róbcie mi krzywdy! Ja mam przy sobie portfel, weź sobie całą jego zawartość i pozwólcie mi odejść!– Mówiła przestraszona samą myślą o stosunku z nimi Evelyn. Oczywiście jej słowa były kłamstwem. Portfel był pusty, ale miała desperacki, choć jedyny dobry na tą sytuację plan. Mężczyźni zawiedzeni uspokoili się, po czym Meathook opuścił maczetę, a Evelyn zaczęła podawać im swój portfel drżącą ręką. Kiedy już Greaser miał go od niej wziąć, dziewczyna upuściła go na ziemię.

— Przepraszam bardzo…– Wyjąkała Evelyn.

— Chryste, ale z Ciebie niezdara.– Powiedział wściekle Greaser i schylił się po portfel.

Ledwie tylko kucnął, a Evelyn kopnęła go z całej siły w twarz. Kopniak był na tyle mocny, że oszołomiony motocyklista upadł do tyłu na plecy krzycząc z bólu i trzymając się za zakrwawioną twarz. Pozostali dwaj byli równie oszołomieni. Nawet nic nie zrobili z tym, że dziewczyna odepchnęła ich obu ze swojej drogi i zaczęła biec niczym piłkarz Diego Maradona do bramki Anglików.

— NIECH JA JĄ TYLKO DORWĘ!

— CO ZA GÓWNIARA PIERDOLONA!

— SPÓJRZ CO ZROBIŁAŚ MI Z NOSEM, DZIWKO!

Te słowa krzyczeli mężczyźni, którzy kierowali się w stronę swoich motocykli. Evelyn wiedziała, że nie ma szans uciec przed mężczyznami na motorach w otwartym pościgu, więc zaczęła biec przez różne boczne ulice, które mogłyby zmylić trop. Chęć jak najszybszego powrotu do domu musiała poczekać. Teraz musiała ratować życie przed bandą wściekłych harleyowców. Biegła tak szybko jak tylko mogła, ale jak już myślała, że ich zgubiła, widziała jak jadą w jej stronę, więc znowu przeciskała się przez zaułki i inne ciasne drogi, gdzie nawet jazda jednośladem byłaby dosyć trudna ze względu na śmieci, które się w nich piętrzyły. Kiedy uliczka się skończyła, znów zaczęła biec chodnikiem przy głównej ulicy z nadzieją, że jej tym razem nie znajdą, choć słyszała za plecami niepokojący warkot motoru, który się nasilał…

„Nie! Tylko nie to!”

Do oczu Evelyn cisnęły się łzy. Czyżby ją znaleźli? Jeśli tak to może równie dobrze pożegnać się z życiem. Jakby z nikąd pojawił się motocyklista. Nie był to jednak nikt z tej cholernej trójki. Był to dosyć młody, przyzwoicie umięśniony brunet o niebieskich oczach. Miał na sobie czarną kamizelkę skórzaną z rozmaitymi naszywkami, w tym jedną na piersi z napisem Prospect , pod spodem czarny T-Shirt z logo zespołu Black Sabbath. Oprócz tego na nogach miał spodnie moro, masywne buty na motocykl, a na głowie zawiązaną bandanę z flagą Stanów Zjednoczonych. Jak zobaczył biegnącą dziewczynę, uśmiechnął się i zaczął jechać obok niej, gdyż ona widząc go nie zatrzymała się i wciąż biegła.

— Co się stało, Skarbie? Podpadłaś komuś i uciekasz?– zapytał śmiejąc się.

— A co Cię to obchodzi, palancie? Nie masz może jakiś hipisów do pobicia czy co?– Zapytała go wściekła. Słyszała o tym jak motocykliści bili hipisów protestujących przeciwko wojnom, w których Ameryka brała udział i stąd to złośliwe pytanie.

— A no nie mam, więc na Twoje szczęście mogę Ci pomóc uciec przed kimkolwiek, kto na Ciebie poluje, jeśli znajdziesz jakiś sposób, by mi się…odwdzięczyć…– Odpowiedział mężczyzna patrząc na nią i nie zatrzymując się. Evelyn nie chciała mieć do czynienia z kolejnym białasem na motocyklu Harleya – Davidsona, ale czuła, że nie ma wyjścia. Albo to albo bycie złapaną przez tamtych.

„Czy żaden z tych spaliniarzy nie wie co to bezinteresowność?! No pięknie, chyba trafiłam z deszczu pod rynnę. Chociaż nie powiedział czego chce i nie wygląda jakby trzymał z nimi, więc co mi tam. W sumie to i tak lepsze niż dać się złapać przez tych trzech…”

— Ok, chyba nie jesteś jednym z nich. Dobra, zrobię wszystko co chcesz tylko zabierz mnie do Newark jak najszybciej!– W końcu powiedziała szybko wskakując na motor, po czym brunet przyspieszył i ruszyli w stronę miasteczka wskazanego przez dziewczynę. Na całe szczęście Newark leży niedaleko od Nowego Jorku, więc szybkie dotarcie tam nie powinno być problemem, gdy nagle…

— O cholera, to oni!– wykrzyknęła Evelyn, gdy ujrzała swoich niedoszłych oprawców przed sobą. Tak, to byli oni. Najwyraźniej uznali, że dziewczyna może uciekać w kierunku Brooklynu i tam wznowili jej poszukiwania. Kiedy jej wybawca ich zobaczył, ciężko westchnął, zmierzył ich wzrokiem i gwałtownie skręcił w stronę Brooklyn Bridge.

— Trzymaj się mocno, zgubię ich!– Powiedział do dziewczyny brunet i mocno przyspieszył, a tamta trójka ruszyła za nimi w pogoń.

Brunet wiedział co robi, bo nawet jak jeden z napastników zbliżał się i podjeżdżał, by zrobić im krzywdę, ten kopał ich po nogach, co wywoływało dekoncentrację i zmuszało do zwolnienia. Nawet Meathook, który podczas jazdy na motorze wciąż trzymał swoją groźną maczetę nie mógł ich zaatakować, bo intensywność pościgu i agresywna jazda nie dały mu szansy do wymierzenia celnego ciosu. Jedno jednak trzeba było im przyznać: potrafili jeździć na motocyklach, choć parę razy byli o krok od wypadku. Wybawca Evelyn żałował, że nie miał przy sobie pistoletu. Parę celnych strzałów w ich stronę lub w opony ich maszyn zakończyłyby ten denerwujący pościg w parę sekund, a tak musiał się męczyć z tą bandą psycholi siedzących im na ogonie. Ścigający ich motocykliści byli strasznie uparci w swoim pościgu. Wydawało im się, że ich dogonią, jednakże nie przewidzieli faktu, że ścigany harleyowiec tak dobrze zna miejsce, w którym się obecnie znajdowali. Byli bowiem w Jersey City – rodzinnych stronach bruneta. Znał on każdą ulicę, alejkę, zaułek… Nie mieli z nim szans. Po kwadransie intensywnej pogoni Evelyn i jej wybawca zdołali zgubić pościg. Zatrzymali się w jednym z zaułków, żeby odsapnąć. Dziewczyna nie kryła radości.

— Człowieku, jesteś bogiem! A teraz zawieź mnie do Newark!– Powiedziała uradowana Evelyn, po czym wsiadła na motocykl.

— Spokojnie, młoda, już jedziemy… Ale pamiętaj, że wciąż jesteś mi coś winna…– Odpowiedział harleyowiec, po czym ruszył w stronę Newark. —Tak w ogóle mam na imię Ryan, dzięki, że spytałaś…Jestem kadetem klubu motocyklowego Fallen Angels, co z resztą przeczytałaś na plecach mojej kamizelki.– Dodał mężczyzna śmiejąc się przy tym.

— Evelyn jestem. I dzięki za to, co robisz. Ale skoro jesteś w gangu to nie powinieneś mieć klubowego logo na plecach?– Zapytała zaciekawiona dziewczyna. To prawda, motocyklista nie miał na plecach kamizelki z klubowymi barwami. Tylko nazwę klubu i napis Prospect na dolnej części pleców.

—Jak mówiłem, jestem kadetem. Muszę jeszcze zasłużyć na klubowe barwy, chociaż myślę, że już niedługo je dostanę. Wiesz, masz szczęście, że akurat przejeżdżałem załatwiać sprawy dla prezesa klubu. Gdyby nie to, ci skurwiele by Cię dorwali. Co Ty im w ogóle zrobiłaś? Usiadłaś na motocyklu jednego z nich bez pytania?– Dopytywał brunet.

„Co Cię to obchodzi, człowieku? No ale w sumie co mi szkodzi mu powiedzieć. Poza tym nie chcę zdenerwować kolejnego spaliniarza…”

— Gorzej. Niechcący uszkodziłam jeden z nich. Chcieli mnie za to zgwałcić, więc sprytem im uciekłam. No i…chyba złamałam nos kopniakiem jednemu…– Odpowiedziała niepewnie dziewczyna, na co mężczyzna się zaśmiał.

— Wow, musisz mieć niezłe myśli samobójcze, jeśli zadzierasz z takim gangiem. Z tymi ludźmi nie ma żartów, trzymaj się od nich z daleka, jeśli chces dożyć emerytury!– Powiedział Ryan po tym jak skończył się śmiać.

— Co to w ogóle za goście?– Zapytała zaintrygowana Evelyn, ignorując złośliwy śmiech Ryana.

— Cursed Riders! Najgorsi degeneraci jakich widziało to miasto. To paskudny gang motocyklowy, z którym mój ma niezłą kosę! Co prawda jest między nami teraz rozejm, ale to może ulec zmianie w każdej chwili! A goście, których spotkałaś to jego członkowie: Greaser, Meathook i Beefy Earl. Wredne typy, których ten gang ma więcej!– Wyjaśnił dziewczynie Ryan. Brzmiał dosyć entuzjastycznie, kiedy to tłumaczył.

„Wow, nie wiedziałam, że to sięga tak daleko. Ale nie czas myśleć o tym. On wciąż coś chce ode mnie. Muszę się mieć na baczności…”

W końcu dotarli do miasteczka Newark. Evelyn wskazała Ryanowi miejsce, gdzie ma ją wysadzić. Ryan posłuchał dziewczyny i grzecznie stanął przy stacji benzynowej, po czym dziewczyna zeszła z motocykla.

— Dzięki za podwózkę. To czego chciałeś ode mnie w zamian?– Zapytała niecierpliwie dziewczyna.

„Proszę, tylko nie szybki numerek, proszę, tylko nie szybki numerek…”

W odpowiedzi Ryan… pocałował ją w usta. Był to bardzo namiętny pocałunek. Evelyn była w niezłym szoku. Powinna była dać mu w pysk i uciec, ale jednak coś w tym harleyowcu było takiego, że nie tylko odwzajemniła pocałunek, ale także chciała kontynuować go najdłużej jak się da. Kiedy już zerwali pocałunek, Ryan popatrzył na zszokowaną Evelyn z uśmiechem.

— Co chcę w zamian? Żebyśmy się kiedyś spotkali…– Powiedział Ryan, po czym puścił jej oczko i odjechał z powrotem w stronę Jersey City.

Evelyn stała chwilę nieruchomo próbując zrozumieć co się właśnie stało. Naraziła się jednej grupie grupie motocyklistów, uratował ją kolejny, pocałował i jeszcze chce się spotkać po raz drugi. Może i wyglądał na dużo starszego od niej i śmierdział papierosami, ale dziewczyna czuła, że chce się z nim spotkać ponownie. Chciała poznać go lepiej. To jednak musiało poczekać. Teraz musi dotrzeć do domu, z nadzieją, że nikt nie wykrył jej nieobecności. Szybko znalazła swój mały i zaniedbany dom, otworzyła kluczem drzwi wejściowe i po cichu weszła do środka, nie budząc nikogo. Na szczęście jej rodzice spali jak zabici. Weszła ona zatem do swojego pokoju, który dzieliła z dwiema młodszymi siostrami, zdjęła z siebie ubranie i już miała położyć się spać, gdy nagle jedna z dziewczyn w pokoju powiedziała do niej:

— Siostrzyczko, gdzie byłaś? Masz szczęście, że rodzice się nie zorientowali…

To była Alice, jedna z młodszych sióstr. Była to szczupła, piętnastoletnia blondynka o drobnej buzi, ale dość dorosłym wyrazie twarzy. Leżała na łóżku i patrzyła zmartwiona na Evelyn.

— Spokojnie, Alice, nic mi nie jest. Wszystko opowiem Ci jutro rano, idź już spać. – odpowiedziała z uśmiechem Evelyn, po czym położyła się i niemalże natychmiast zasnęła. Alice niedługo potem zrobiła to samo.

 

Prospect - kadet, osoba, która chce dołączyć do klubu motocyklowego i przechodząca przez proces inicjacji.

Średnia ocena: 4.3  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • krajew34 4 miesiące temu
    miała tą atmosferę w poważaniu. Nie miała - miała, miała.
    Później możesz wyrzucić "ona", moim zdaniem jest zbyteczne : poszła ona na nielegalną imprezę, Biegła ona ile sił.
    —Dalej, - brak spacji po kresce.
    I niestety, autobus jak na złość odjechał - może i tak się własnie się stało? Zdanie wcześniej zostało użyte odjechać.
    . Nie byłoby to trudne o nie zwrócenie uwagi, gdyż Evelyn była niska, a ulice Manhattanu są na ogół zatłoczone. - tu coś nie wyszło. Może warto pomyśleć, jak je przerobić? Np. Nie było trudne przeoczyć Evylyn, ze względu na jej wzrost i na poziom zatłoczenia ulic.
    —NIE! Przecież już prawie wsiadłam! Nienawidzę tego zjebanego miasta!– krzyczała wściekła po tym jak złapała oddech i zrozumiała co się stało. - zostawiłbym do oddechu, reszta zbędna.
    Nie tak miało być, powinna była siedzieć w autobusie i jechać w stronę domu. Z każdą kolejną sekundą szansa wykrycia jej nieobecności w domu rosła w zastraszającym tempie. - powtórzenie dom, domu.
    Jej ojciec nigdy jej nie wspierał i wytykał jej każdy błąd, a matka bezkrytycznie trzymała jego stronę nigdy mu się nie stawiając, nawet kiedy ewidentnie przesadzał ze swoim zachowaniem. - Może: Ojciec nigdy jej nie wspierał? Nie potrzebnie dwa razy jejować :) Można też podzielić to zdanie, ale to nie jest aż takie konieczne.
    Była już na południu Manhattanu gotowa do przejścia przez Most Brookliński, gdy jej uwagę przykuł jakiś budynek, który wyglądał jak jakiś przydrożny bar, ale po bliższej obserwacji zdała sobie sprawę, że to budynek klubu motocyklowego Cursed Riders MC. Evelyn znała gangi motocyklowe z wiadomości. - budynek,budynek, motocyklowy,motocyklowego. Może warto użyć jakiś synonimów?
    Evelyn była tak przerażona tym, co zrobiła, że nawet nie zauważyła trzech mężczyzn, którzy zaalarmowani hałasem wyszli z klubu i zobaczyli jakąś dziewczynę, która stoi koło jednośladu ze świeżo zbitą szybą. - to też trochę źle brzmi. Początek ok, ale po którzy... już nie bardzo.
    W dodatku cały śmierdział olejem silnikowym. - jak mniemam nie podszedł aż tak blisko bohaterki, by było coś czuć? Może to pominąć.
    „NIECH JA JĄ TYLKO DORWĘ! CO ZA GÓWNIARA PIERDOLONA! SPÓJRZ CO ZROBIŁAŚ MI Z NOSEM, DZIWKO!” - tu chyba krzyczał, więc kreski dialogowe. W końcu to nie są myśli.
    I tak dalej. Pomysł na fabułę jest, ale brakuje synonimów, zbyt dużo powtórzeń i niektóre zdania się nie kleją. Polecam ortograf.pl, wprawdzie strona nieidealna, ale zawsze pomoże. I po kreskach dialogowych spacja. :) Twór nawet ciekawy, a kwestie techniczne zawsze można usprawnić. Pozdrawiam i życzę udanej twórczości i nie przejmuj się moją krytyką pewnych rzeczy, tylko jeśli oczywiście chcesz wyciągnij z niej coś dla siebie.
  • TheRebelliousOne 4 miesiące temu
    Twoja krytyka daje mi dużo do myślenia przed pisaniem kolejnych rozdziałów. Dziękuję Ci. To pewnie widać na pierwszy rzut oka, ale jestem zupełnym "noobem" w pisaniu opowiadań, mimo byłem asem z języka polskiego. Ta historia jednak to jest coś, co tworzyłem od dłuższego czasu i myślę, że grzechem byłoby nie podzielić się nią i nie posłuchać opinii innych. Także jeszcze raz: dzięki za słowa krytyki i pozdrawiam :)
  • krajew34 4 miesiące temu
    TheRebelliousOne też nadal zmagam się z technikaliami. :) Nie jestem orłem w edycji, ale niektóre błędy nawet ja zauważam u innych. Powodzenia zatem, wiesz, jak edytować tekst? I pamiętaj, jak najwięcej synonimów.
  • krajew34 4 miesiące temu
    i byłbym zapomniał, czytaj u innych, by uzyskać reakcje zwrotną. :)
  • TheRebelliousOne 4 miesiące temu
    krajew34 Dzięki za wszystkie rady :) Tak, wiem jak edytować tekst i zaraz zabieram się za poprawianie tekstu w oparciu o to, co mi powiedziałeś.
    PS.: Czytałem parę Twoich opowiadań. Są świetne.
  • krajew34 4 miesiące temu
    TheRebelliousOne nawet nie chodzi o moje, ale ogółem dobrze jest wchodzić pod teksty innych i po przeczytaniu zostawiać komentarze. ;)
  • Pontàrú 3 miesiące temu
    "No pięknie, chyba trafiłam trafiłam z deszczu pod rynnę." jakieś błędne powtórzenie

    " stanął przystacji benzynowej" brak spacji

    Jeśli masz dwa lub więcej przymiotników olisujących ten sam rzeczownik to rozdzielaj je przecinkami. Np. dojrzałe, czerwone, dorodne jabłko. Pojawia się u ciebie czasem taki błąd.

    Też znów to samo co w prologu czyli zdania typu 'wiedziała ona, że'. Bez 'ona' bo wiadomo to z kontekstu

    Więcej uwag nie mam a tekst teraz to na poważnie wciągnął, chociaż boję się, że przekształci się w kliszowy romantyk. Ogólnie całość wypada dobrze. 4 ode mnie i będę czytać dalej ;)
  • TheRebelliousOne 3 miesiące temu
    Spokojnie, to na pewno nie będzie kliszowy romantyk :P To w końcu opowiadanie o gangu motocyklowym. Choć fakt, Ryan i Evelyn to główni bohaterowie. A co do błędów...no niestety, tak to jest jak się pisze o późnej godzinie, już poprawiam. Dziękuję i pozdrawiam :)
  • pasja 3 miesiące temu
    Ciekawie prowadzisz akcję i nie zanudzasz. Wybawca pewnie ma jakiś cel w tym (bez)interesownym przedsięwzięciu. Evelyn zauroczona chłopakiem pewnie nie zaskoczy. Już pocałunek na pożegnanie jest niedomówieniem. Czy aby Ryan jest do końca lojalny? Zobaczymy.

    W paru miejscach brak spacji ale to już napisali poprzednicy. Ale fajnie się czyta i zaciekawia.

    Pozdrawiam
  • TheRebelliousOne 3 miesiące temu
    Dziękuję za miły komentarz. Cieszę się, że moje opowiadanie potrafi zaciekawić i nie jest nudne. Oby kolejne rozdziały również się spodobały. Pozdrawiam. :)
  • weatherwax83 miesiąc temu
    Jak powiedziałam, tak przybywam ;) Podobnie, jak Ty nie czytasz romansów, ja nie czytam o gangach, ale zrobię wyjątek! Choćby dlatego, że jestem ciekawa, jak facet podejdzie do tematu ;) Niestety trochę błędów się tu znajdzie, gdyby to był wattpad, byłoby mi łatwiej je pomóc poprawić, wszelkie braki przecinków itp... a tak wymienię tylko kilka większych, po pierwsze piszemy "tę sytuację" nie "tą sytuację", "tę atmosferę" (jeśli słowo kończy się na ę to piszemy tę nie tą - nie martw się sama się tej reguły nauczyłam niedawno), "No i…chyba złamałam nos kopniakiem jednemu…– Odpowiedziała" - odpowiedziała musi być z małej. Gdy w dialogu używasz "mówi" "odpowiada" "krzyczy" etc, to zawsze z małej, a na końcu wypowiedzi nie daje się kropki. Natomiast, gdy wypowiedz przerywasz jakąś czynnością to wówczas z dużej np: "- Nie mogę tego zrobić. - Poprawiła dłonią włosy.". I jeszcze rzuciło mi się w oczy: w dialogach Cię, Tobie itp piszemy zawsze z małej! To chyba tyle, z tego co mi się najbardziej rzuciło w oczy. I to nie tak, że ja pisze bezbłędnie, moje "Tamte wakacje" są już od dwóch lat na wattpadzie, wiec większość błędów zdążyłam poprawić, ale zawsze się jakieś znajdą.
    Co do fabuły, to mnie trochę rozbawiła (w pozytywnym sensie), bo wiem jak to jest biegać w glanach, ona nie miała w nich szansy uciec przed trzema facetami! Ale kopniak z glana musiał bolec ;) Popracowałabym też na dialogami trochę, miejscami są nieco naciągnięte, tak jak Evelyn mówiąca w stresie do zbirów "panowie", albo tu: "Tak w ogóle mam na imię Ryan, dzięki, że spytałaś…Jestem kadetem klubu motocyklowego Fallen Angels, co z resztą przeczytałaś na plecach mojej kamizelki.– Dodał mężczyzna śmiejąc się przy tym." - nie potrzebnie tłumaczy się ze jest kadetem, brzmi to nienaturalnie, lepiej żeby go ona spytała czy tez należy do gangu... (i tu tez powinno być "...kamizelki - dodał, śmiejąc się przy tym.).
    Ogólnie ja preferuje narrację pierwszoosobową, a jeszcze w czasie teraźniejszym można fajnie nadać dynamiki akcji rozgrywającej się w rozdziale. Natomiast jeśli postawiłeś na narrację 3 os to również uważaj i trzymaj się danego bohatera, bo jak przeskakujesz miedzy perspektywą Evelyn, bandziorami, a Ryanem, można się pogubić. A do tego pisząc w 3 osobie nadużywasz przyimka "jej"
    Jeśli chodzi o bohaterów to Evelyn nie mogę rozgryźć, wiedziała, że przechodzi obok klubu motocyklistów, to po co kopała ich motor, ma z nimi jakieś zatargi? Martwiło mnie tez to jej proszenie w duchy "oby to był szybki numerek" - nie świadczy to o niej dobrze :p Natomiast Ryan już zdobył moje serce - po pierwsze koszulką Black Sabath, a po drugie tym, że skradł od niej jedynie całusa - co było mega urocze. No i sam fakt dziewczyny w glanach sprawił, że na pewno pozostanę z tą historią! (moje się niestety kurzą już, ale ja stara jestem, wyciągam je tylko na koncerty).
    ufff, ale się rozpisałam... co do ciężkiej muzy, to nie wiem, czy zdążyłeś przeczytać moje "Z tobą zawsze" tam muzyka grała pierwsze skrzypce ;)
  • TheRebelliousOne miesiąc temu
    Dziękuję za wizytę :) Zdaję sobie sprawę, że mam troszkę błędów, ale sumiennie pracuję nad ich usunięciem. Dziękuję, że je wychwyciłaś, by the way. Taa, narracja 3-osobowa może być wymagająca, ale myślę, że daję sobie radę jak dotąd. Zachowanie Evelyn? No cóż, nastolatkowie nie należą do najmądrzejszych ludzi na ziemi (wiem z doświadczenia, sam nim kiedyś byłem, after all XD). No ten "szybki numerek"... Nie wiem czy nie zauważyłaś, ale ona wyraźnie myśli "TYLKO NIE SZYBKI NUMEREK" :D Jeszcze raz dziękuję za wizytkę, krytykę i komentarz. Serdecznie pozdrawiam i zachęcam do dalszego czytania! :)
  • weatherwax83 miesiąc temu
    TheRebelliousOne ja pitole, a ja z tym numerkiem źle zrozumiałam! wybacz! haha dziś mam słaby dzień, i jaka krytyka ja się pytam? ja nic nie krytykuje, tylko staram się pomóc :p byłoby mi łatwiej na wattpadzie, bo tam się lepiej błędy poprawia. I spokojnie na pewno przeczytam resztę, wtedy wypowiem się, co do całości. I tak, z tymi nastolatkami, to się zgadzam, dlatego lubię o nich pisać, bo dużo można zwalić na ich wiek :P

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania