Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Tylko on, ona i motocykl - Rozdział 2 - Ten pamiętny wieczór... (część druga)

(Przeczytałeś/Przeczytałaś część pierwszą? Jeśli nie, zrób to, żeby uniknąć nieporozumień)

 

— Nie wierzę, że udało Ci się ukończyć szkołę… – Powiedziała Madison, biorąc dwa piwa z lodówki garażowej.

Evelyn wzruszyła ramionami i wzięła jedną butelkę od przyjaciółki. — Ledwie zdałam. Nie, żeby mnie to obchodziło… – odpowiedziała.

Na imprezę zaczęło przychodzić coraz więcej ludzi. Madison zaprosiła kilku znajomych, którzy tak jak ona i Evie byli szkolnymi wyrzutkami i buntownikami, w tym imigranta z Polski o imieniu Patryk. Jego mocny akcent sprawiał, że ludzie brali go za Rosjanina.

Madison Reed opierała się o lodówkę. Jedną rękę miała w kieszeni, a drugą trzymała butelkę alkoholu. Jej krótkie włosy były pomalowane na czarno, co pasowało do skórzanej kurtki, szminki i paznokci. Miała też pomalowane na czarno oczy, co odstawało od jej bladej skóry. Większość dzieciaków bała się jej, nauczyciele za nią nie przepadali, a jedynymi ludźmi, dla których nie była obojętna to jej rodzice. Evelyn na początku nie była do niej tak przywiązana, ale to z czasem się zmieniło. Cieszyła się jej towarzystwem i bardzo lubiła jej matkę o i ojca, którzy również darzyli sympatią przyjaciółkę ich córki.

 

„Ciekawe czy nadal wierzą, że będę mieć na nią dobry wpływ!”

 

Mads wzięła duży łyk i postawiła swoją butelkę na stole warsztatowym. Naprzeciwko niej i Evelyn, Josh i Dennis, przyjaciele obu dziewczyn (również szkolne wyrzutki), tłumaczyli Patrykowi zasady gry w futbol amerykański. Po tym jak opowiedzieli mu o New York Giants – swojej ulubionej drużynie, jeden z chłopaków wyciągnął jakąś płytę i włożył ją do radia. Był to album zespołu Cannibal Corpse. Nie minęła chwila, a całe pomieszczenie wypełniła niezbyt przyjemna dla ucha muzyka.

— O, tak! Zaczynamy imprezę! – krzyknął Dennis.

Evelyn naprawdę nie czuła się dobrze słuchając tych tortur dla uszu. Nigdy nie lubiła muzyki puszczanej przez chłopaków i nie mogła uwierzyć, że istnieją ludzie, którzy mogą tego słuchać. Zdecydowanie wolała takie zespoły jak Metallica lub Motorhead niż Cannibal Corpse. To było coś, z czym nigdy nie mogła się dogadać z innymi. Przykładowo, Madison lubiła Marylina Mansona i Green Day, a Evie preferowała Ozzy’ego Osbourne’a i Iron Maiden. Kiedyś nawet Mads stwierdziła, że „Evelyn utknęła w przeszłości ze swoim dziwnym gustem muzycznym”. Nie chciała tego słuchać, więc wzięła piwo i wyszła zaczerpnąć świeżego powietrza.

Stanęła pod światłem latarni ulicznej umieszczonej blisko domu. Wzięła szczodry łyk alkoholu i myślała o swojej przyszłości. Decyzja o opuszczeniu Newark lub pozostaniu w nim jeszcze trochę nie dawała jej spokoju. Było to duszące ją miasto z duszącymi ją ludźmi, ale nie chciała też porzucać swoich sióstr.

 

„To może okropne, ale nie mogę pozwolić, żeby inni trzymali mnie z dala od tego, czego chcę…”

 

Odeszła spod światła latarni i popatrzyła lepiej w gwiazdy. Już jutro, podliczyłaby pieniądze, jakie uzbierała dzięki pracy dorywczej w sklepie muzycznym i opuściła dom jak tylko skończyłaby osiemnaście lat. Wyjechałaby do Nowego Jorku, gdzie mogłaby znaleźć pracę i spróbować nie dać się złapać z ziołem podczas przerwy, bo tak właśnie straciła poprzednią pracę. No i przede wszystkim… byłaby bliżej Ryana.

W końcu Madison i reszta do niej dołączyli na zewnątrz. Wyjątek stanowił Patryk, który chciał już wracać.

— Hej, nie stój tak jak widły w łajnie… – powiedziała Mads.

Evelyn właśnie opróżniła butelkę do dna. Ta „impreza” nie była tym, czego się spodziewała. — Mam dużo na głowie – w końcu oznajmiła.

— Hej, chcesz o tym pogadać? Nie chcę aby te myśli popsuły Ci zabawę…

— Wiesz… nie jestem pewna czy powinnam opuszczać miasto. Od lat pragnę wolności, ale teraz będę ją miała i… no kurwa, nie wiem co z nią zrobić. No i czasem mam wyrzuty sumienia z powodu ewentualnego zostawienia w tyle Alice i Rachel. Cholera, nie wiem!

— Alice i Rachel sobie poradzą. Sama mówiłaś, że to mądre dzieciaki ze świetlaną przyszłością, pamiętasz? Dostaną zajebiste stypendia i wyniosą się stąd daleko, czyli tak jak Ty. Poza tym, Wasi starzy nie są agresywni ani nic.

— To prawda, ale mają nas gdzieś…

— Słuchaj, jeśli to Cię uspokoi, będę miała oko na nie. – zaproponowała Madison.

— Dzięki, już wolę zostać tutaj… – odpowiedziała Evelyn.

Obie dziewczyny zaśmiały się. — Może masz rację… – w końcu stwierdziła.

Mads poklepała koleżankę po plecach. — Dobrze, że mogłyśmy o tym pogadać. A teraz skończ marudzić i ciesz się zabawą!

— Masz rację, jebać wszystko i chodźmy się bawić! – odparła w końcu szczerze uśmiechnięta Evelyn.

A więc piła, jarała zielsko i w końcu mogła się zrelaksować. Jej zmartwienia zniknęły w mgnieniu oka. Inni ludzie wciągali kokę przy basenie, coś przed czym Evie czuła coś w rodzaju strachu. Nigdy nie brała „ciężkich” narkotyków. Gdy była już nieźle wstawiona, wiedziała, że jest w nieciekawej sytuacji. Jej rodzice zabiliby ją, jakby wyczuli alkohol. Przestała pić po szóstym piwie i zaczęła szukać w lodówce czegoś, zamaskowałoby tą woń.

Zabawa była przednia do momentu kiedy pojawił się ten cholerny Troy King. Jej zadowolenie prysło w momencie, kiedy zobaczyła jego starego Chevroleta Camaro. Wyskoczył z pojazdu, głośno wiwatując i śmiejąc się. Obrzydzenie Evelyn wzrosło dodatkowo po tym, jak zobaczyła Madison podbiegającą do niego i… obejmującą go! Weszła więc do domu, dokończyła swój napój i poszła do garażu, gdzie mogłaby obmyślić plan jak stąd zwiać zanim Troy ją zauważy. Ale kiedy już się tam znalazła, zaczęła się zastanawiać…

 

„Dlaczego jestem taką niedojdą? Przecież on mi nic nie zrobi! Ale w sumie i tak muszę już iść, tata nie chciałby, żebym wróciła po północy…”

 

Mimo wszystko, były już takie momenty, gdzie nie słuchała się rodziców. Kazali jej coś zrobić, a ona odmawiała. No bo dlaczego miałaby robić, co jej każą, skoro jednocześnie marudzą ile kosztuje utrzymanie jej?

— Haloooo? Ziemia do Evelyn!

Evie potrząsnęła głową i zobaczyła stojącą za nią Madison

— Co Ty tu robisz? Zabawa jest na zewnątrz! Troy przywiózł mnóstwo dobrych rzeczy na imprezę! – ciągnęła uśmiechnięta Mads.

— To znaczy co? – zapytała Evelyn podnosząc brew.

— Taaa, no wiesz…

Dziewczyna nie wiedziała o co chodzi koleżance, ale w tym momencie to już ją nic nie obchodziło.

Madison złapała Evelyn za rękę i pociągnęła za sobą. Niechętnie, poszła za przyjaciółką z powrotem na zewnątrz, gdzie znów z radia było słychać kawałki Cannibal Corpse. Evie słysząc ten syf żałowała, że nie jest głucha.

 

„Ta balanga robi się chujowa. Chyba zaraz stąd spadam…”

 

Troy oglądał ją jak lew swoją ranną ofiarę. Nawet jak rozmawiał z kimś innym, wciąż miał oczy na Evelyn, czego ona nie znosiła. Z każdym kolejnym jego uśmiechem czuła coraz większe obrzydzenie. Kompletnie ignorował fakt, że podczas ich ostatniego spotkania kazała mu spierdalać. Jej gniew tylko go bawił i nakręcał. Większość chłopaków wiedziała, kiedy dać sobie z nią spokój, ale nie on.

Kiedy straciła go z oczu, nagle poczuła jak ktoś kładzie na niej swoje ramię.

— Hejka, Evie… Widziałem jak na mnie patrzysz… – wyszeptał jej do ucha.

Odsunęła się od niego. — Hej, Troy, co tam u Ciebie?

— Po staremu, Skarbie… Chciałbym z Tobą pogadać na osobności. Mam trochę koksu, którym chętnie się podzielę… – odpowiedział, po czym złapał ją za rękę zanim zdążyła odejść.

— Tego typu dragi nie są dla mnie. Sorka.

— Mam coś jeszcze, co może Ci się spodobać… – odparł Troy sugestywnym głosem, na co ona wyszarpała mu się.

— Na razie, King!

Kiedy zdała sobie sprawę, że to zaszło za daleko, udała się do środka, a dokładniej do kuchni, gdzie wypiła trochę wody na uspokojenie.

 

„Muszę przestać martwić się tym kretynem. Przecież to mięczak, który jest mocny tylko w słowach…”

 

Po wypiciu dwóch szklanek poszła skorzystać z łazienki. Jak już skończyła, zaczęła myć ręce, gdy nagle usłyszała delikatne pukanie do drzwi.

— Zaraz wyjdę, Mads. – zawołała Evelyn.

Pukanie się nasiliło.

— Dziewczyno, wyluzuj! Powiedziałam, że zaraz wyjdę.

W końcu otworzyła drzwi i aż jej serce stanęło. W drzwiach stał Troy, który uśmiechał się tajemniczo.

 

„Nie boję się go. To zwykły laluś.”

 

— Łazienka jest już wolna… – oznajmiła chłodnym głosem Evelyn i próbowała wyjść, ale chłopak się nie ruszył z miejsca. — Halo?! Chcę przejść!

— Nie chcę skorzystać z kibla. Mam ochotę na coś innego… – odpowiedział Troy.

Evelyn patrzyła na niego i próbowała uspokoić bicie serca.

— Dobrze wiem, o czym myślisz i nie ma mowy, zapomnij! – w końcu oznajmiła głośno. Próbowała siłą przejść przez niego, ale on wepchnął ją z powrotem do łazienki, po czym sam wszedł i zamknął drzwi za sobą. Evelyn prawie się poślizgnęła i uderzyła głową o sedes, ale udało jej się odzyskać równowagę. Teraz była nie tylko przerażona, ale i wnerwiona.

— Co Ty odpierdalasz, idioto?! – krzyknęła w jego stronę. Ten bez słowa złapał ją za nadgarstki i przycisnął ją za nie do ściany. Był silniejszy niż myślała, co wywołało u niej panikę.

— Puszczaj mnie, bo zacznę krzyczeć!

Ten tylko przycisnął jej dolną część ciała swoją. Czuła jak jego przyrodzenie w stanie erekcji ją dotyka.

— No dalej, krzycz ile chcesz. Podnieca mnie, kiedy moje laski nie dają za wygraną! – zaśmiał się Troy, po czym zaczął ją agresywnie całować w usta. Evie czuła, że zaraz zwymiotuje. Jego oddech śmierdział na kilometr, a zęby wyglądały jakby ich nie mył od tygodnia lub nawet dwóch.

— Nie wygłupiaj się, laska, pokaż mi co umiesz zrobić tym językiem… – wyszeptał, po czym znów się pochylił, żeby ją pocałować. Tym razem jednak poczuł jak Evelyn gryzie go w dolną wargę tak mocno, że aż posmakowała jego krwi. Zacisnęła zęby, że czuła jakby miała mu ją zaraz odgryźć. Troy puścił ją i odskoczył, wyjąc z bólu. Dziewczyna podbiegła do drzwi łazienki i próbowała je otworzyć, ale nagle chłopak złapał ją za włosy i pociągnął od tyłu do siebie.

— Ty jebana dziwko! Jak z Tobą skończę, pożałujesz, że to zrobiłaś! – warknął jej do ucha.

— Długo nas nie ma… Będą nas szukać… – wyjąkała Evelyn.

— Raczej nie. Wszyscy są zbyt naćpani, abyśmy ich teraz obchodzili… – odpowiedział Troy, śmiejąc się. Odwrócił ją w swoją stronę, nadal mocno ją trzymając. Evie zobaczyła, jak krew leje się z dolnej części jego ust. Pomyślała, że drań musi mieć naprawdę dużą odporność na ból, skoro to nie zrobiło na nim aż takiego wrażenia. Musiała coś szybko wymyślić. Nagle z całej siły nadepnęła na nogę chłopaka, co sprawiło, że zaczął krzyczeć obolały. Odsunął się od niej, po czym Evie uderzyła go z całej siły w twarz, co spowodowało, że tym razem to on stracił równowagę i upadł. Kiedy próbował wstać oszołomiony, Evelyn odwróciła się, otworzyła drzwi i wybiegła przez korytarz na zewnątrz domu. Tam znajdowała się reszta imprezowiczów (pod wpływem, oczywiście). Dziewczyna szybko podbiegła do swojej przyjaciółki, która stała przy basenie.

— Muszę się stąd wydostać! – oświadczyła spanikowana.

— Evie, co się tam stało, do cholery? Słyszałam wrzask Troy’a. Co Ty robisz? Chcesz, abym straciła przyjaciół? – zapytała surowym tonem Madison.

O wilku mowa… pojawił się. Podszedł do Mads i zmierzył Evelyn nienawistnym spojrzeniem.

— Ona kłamie! Wszystko co ona mówi to jebane kłamstwa! Chciała się bzykać ze mną za parę gramów koki! Jak odmówiłem, zrobiła mi to! – krzyczał chłopak, po czym pokazał Madison i reszcie swoją wargę.

— To była samoobrona! – próbowała wytłumaczyć Evie.

— Bzdury! – krzyknął nagle Josh. — Wiemy jakim typem dziewczyny jesteś! Słyszeliśmy historie!

— Właśnie! – dodał od siebie Dennis.

— Mads… powiedz, że mi wierzysz… – powiedziała dziewczyna do przyjaciółki. Jej głos zaczął się łamać.

— No wiesz… masz jednak reputację dobrze-wiesz-jaką … – odpowiedziała Madison.

Evelyn poczuła się zraniona i zdradzona. Nawet jakby nie była dziewicą (a jest) to nie zmienia faktu, że ten bydlak chciał ją zgwałcić.

— Mads, spójrz co on mi zrobił! – powiedziała Evie.

— Troy, wejdź do środka, zaraz się Tobą zajmę. – zwróciła się do chłopaka, po czym popatrzyła na dziewczynę. — Evelyn, myślę, że powinnaś już iść. – oznajmiła chłodnym głosem.

Mimo, że bolała ją ręką od uderzenia Troy’a, nie zatrzymało jej to przed przywaleniem Madison z całej siły. Pod wpływem ciosu Mads osunęła się na bok i wpadła do basenu obok.

— PIERDOL SIĘ, SUKO! Jestem Twoją przyjaciółką, a Ty trzymasz stronę tego skurwysyna?! – wrzasnęła.

Madison powoli wychodziła z wody, trzymając się za rozwalony i krwawiący nos. Nim zdążyła cokolwiek powiedzieć, Evelyn odwróciła się i opuściła teren domu. Szła do domu, płacząc cicho.

 

„Jebać ich wszystkich! Po tym wszystkim, co zrobiłam dla Madison, po tym wszystkim, przez co razem przeszłyśmy... Jak ona mogła mi to zrobić?! I tylko po to, żeby ten chuj jebany na nią poleciał. Cóż, przynajmniej wiem jaka jest naprawdę. To KONIEC!”

 

Dwadzieścia minut później, w końcu dotarła na miejsce. Wszystkie światła w domu były wyłączone, nie licząc pokoju, który dzieliła z siostrami. Pomyślała, że dziewczyny nie mogą zasnąć. Podeszła w stronę okna sypialni i zaczęła się do niego wspinać. Drzwi mogą być zamknięte, ale wiedziała, że siostry zawsze mają odblokowane okno w razie takich nocy jak dzisiejsza.

Zapukała delikatnie w okno, aby zyskać ich uwagę. Widziała jak obie leżą w swoich łóżkach i rozmawiają ze sobą o czym, cicho rechocząc przy tym. Evelyn zapukała jeszcze raz i tym razem zwróciła ich uwagę. Alice podeszła i otworzyła okno.

— Tutaj jesteś. – szepnęła. — Mama i tata są mocno wkurzeni. Siedzą w salonie i czekają na Ciebie.

Evelyn weszła do środka i strzepała kurz z ubrania. — I dobra, i tak muszę z nimi pogadać. – odpowiedziała.

— Ale uważaj, są naprawdę wnerwieni i… hej, czemu się tak trzęsiesz? – zapytała podejrzliwie Alice.

Evie spojrzała na swoje ręce. Tak, trzęsła się. I to jak.

— Wszystko w porządku? – w końcu odezwała się nieśmiało Rachel.

— Tak, jest dobrze. Idę pogadać z rodzicami. Życzcie mi szczęścia…

Dziewczyna delikatnie zamknęła za sobą drzwi i zeszła powoli po schodach, kierując się do dużego pokoju. Jej rodzice siedzieli na kanapie przed wyłączonym telewizorem. Jedynym źródłem światła była lampa na stoliku.

— Mamo, tato, Muszę wam coś powie…

— Daruj sobie. – przerwał jej ostro Larry. — Nie mamy zamiaru słuchać żadnych wymówek.

— Proszę, wysłuchajcie mnie tym razem. Coś się stało u Madison i potrzebuję pomocy. – mówiła dalej. Miała nadzieję, że chociaż rodzice zrozumieją. Nawet jeśli brakowało im opiekuńczości, myślała, że kochają ją na tyle, że mogliby coś z tym zrobić.

— Evelyn, wróciłaś do domu późno po raz ostatni. Masz mieć niedługo osiemnaste urodziny, a dalej zachowujesz się tak nieodpowiedzialnie?! Wiedziałam, że ten spaliniarz sprowadzi Cię na złą drogę… – dodała Diana.

— Posłuchajcie, proszę, ktoś mnie napadł u Madison! – próbowała wytłumaczyć błagalnym głosem. — Nazywa się Troy King i próbował mnie zgwałcić! Proszę, musimy…

— Dość wymówek! – przerwał jej głośno ojciec. Evelyn aż zadrżała, nie spodziewała się takiej reakcji. — Przestań kłamać, ostrzegam Cię! To chyba najgorsze, co mogłaś wymyślić.

— Ja nie kłamię! – odwarknęła ostro dziewczyna. Popatrzyła na matkę z nadzieją, że stanie po jej stronie, ale ona tylko kiwała głową zawiedziona. — Po prostu nie wierzę. Najpierw Madison, a teraz Wy? W sumie czemu mnie to nie dziwi?

Skierowała się zła w stronę kuchni. Larry wstał i wściekły podszedł do niej. — Evelyn, jeśli wiesz co dla Ciebie dobre, zamkniesz się w tej chwili!

Nie mogła uwierzyć w to, co słyszała. Przytłoczona przez gniew i zranienie, podeszła do ojca jeszcze bliżej. W jej oczach, on i Diana byli zdrajcami jak jej tak zwana przyjaciółka.

— Co z Ciebie za ojciec… – syknęła.

— Marsz do pokoju i jak następnym razem ten Twój ćwok na motorynce się pojawi, odstrzelę mu jaja! – ostrzegł ją Larry.

— I kto tu niby jest ćwokiem?! Ledwie opłacasz rachunki i masz problem z położeniem żarcia na stole. Cały ten czas wszyscy żyjemy w biedzie i to wszystko Twoja wina! – wykrzyczała Evelyn. Nie mogła się powstrzymać, musiała w końcu powiedzieć to, co myśli.

W odpowiedzi ojciec popchnął ją na stos naczyń stojący na ladzie, które po kontakcie z przewracającą się dziewczyną spadły na podłogę i rozbiły się. Kiedy dotarło do niej, co się właśnie stało, poczuła pięść ojca na swojej twarzy. Larry stał nad nią i czekał aż wstanie. Nie czuł żalu za to, że właśnie uderzył swoją najstarszą córkę.

— Boże, Larry… Coś Ty narobił?! – krzyknęła Diana. Schowała twarz w dłonie i zaczęła płakać, ale nie ruszyła pomóc dziewczynie. Po prostu stała.

Tego było już za wiele dla Evelyn. Wstała z podłogi, cała we łzach.

— NIENAWIDZĘ WAS!!! – ryknęła.

— Pożegnaj się ze swoim gramofonem i tymi płytami z nazistowskim jazgotem, który nazywasz muzyką! Jutro rano wyrzucam je wszystkie na śmietnik! – odpowiedział wściekły ojciec.

Evie pobiegła do łazienki, gdzie opadła bezsilnie na podłogę i zaczęła głośno płakać. Gdy tak leżała, podjęła ostateczną decyzję. Nie zostanie dłużej w tym gównianym domu ani tym zjebanym mieście. Ucieka stąd i nigdy nie wraca. Do diabła z tym miejscem i jej chujowymi rodzicami. Pokazali właśnie jacy są naprawdę. W sumie wyświadczała im przysługę. Przynajmniej mieliby jedną gębę do wyżywienia mniej.

 

„Alice, Rachel… wybaczcie mi, ale wynoszę się stąd.”

 

Pół godziny później, Evelyn wstała z podłogi. W międzyczasie było słychać ostrą kłótnię jej rodziców. Czuła wstyd, że jej siostry musiały to słyszeć. Kiedy już przestali się kłócić, usłyszała jak oboje wchodzą do swojej sypialni. Zapanowała cisza. Po cichu przeszła do swojego pokoju, gdzie jej siostry spały, albo przynajmniej udawały sen. Wdrapała się na swoje łóżko, ale nie mogła spać. Po prostu leżała i próbowała znaleźć w sobie odwagę, żeby stąd odejść, ale dokąd miałaby pójść?

 

„Nowy Jork (1). Ryan błagał mnie, abym z nim zamieszkała, gdy będę mogła.”

 

Może to dziwne, ale Evie i Ryan nie uprawiali jeszcze seksu. Owszem, całowali się namiętnie, spali przytuleni do siebie, a nawet raz zrobiła mu loda na koncercie zespołu Motorhead, ale nic poza tym. To nie tak, że nie chciałaby z nim tego zrobić. Po prostu nie czuła się wtedy gotowa. Na szczęście Ryan był wyrozumiałym facetem i szanował jej decyzję, choć czasem nie krył rozczarowania.

Nie chciała jednak myśleć o seksie w tej chwili. Nie po tym, co ją spotkało.

 

„Nic mnie tu nie trzyma. Moi rodzice to skurwiele, Madison to dwulicowa dziwka, która zdradziła naszą przyjaźń dla kutasa Troy’a, a Alice na pewno zaopiekuje się sobą i Rachel. Najchętniej wyjechałabym na zachód, do Las Vegas lub nawet Los Angeles, ale to daleko i nie mam jeszcze tych osiemnastu lat. Jak świnie (2) mnie złapią, wyślą mnie tu z powrotem. Nie mogę uciec daleko. Tak bardzo chciałabym mieszkać z Ryanem… On by się mną opiekował, może nawet zyskałabym sympatię jego gangu. W sumie fajnie byłoby poznać resztę Fallen Angels. Może będą też tam jakieś kobiety…”

 

Godziny mijały i w okolicach pierwszej w nocy, Evelyn zaczęła się pakować. Oprócz wszystkich swoich ubrań (których i tak było niewiele) zabrała też swoje płyty oraz oszczędności, które sprytnie ukrywała przed wszystkimi pod materacem łóżka. Było to tylko siedemdziesiąt pięć dolarów, ale wiedziała, że może zdobyć więcej, choćby miała kogoś skrzywdzić. W końcu spakowała się i zaczęła powoli iść w stronę wyjścia. Po drodze zauważyła portfel ojca, z którego „pożyczyła” sto dolców. Wzięła telefon i po cichu zadzwoniła do Ryana. Minęło trochę czasu zanim odebrał. Na początku był zirytowany, ale jak dziewczyna zaczęła opowiadać o wydarzeniach z tej nocy, jego nastawienie zmieniło się natychmiast. Wyjaśniła mu w skrócie co się stało, po czym zgodził się, żeby u niego została. Brzmiał przy tym na dość… szczęśliwego. Gdy się rozłączyli, Evelyn zakradła się z powrotem do pokoju. Spakowana otworzyła okno i powoli wychodziła.

— Evie?

Dziewczyna poczuła się jakby jej żołądek był wypełniony kostkami lodu. Odwróciła głowę powoli za siebie. To Alice patrzyła na nią. Domyśliła się co siostra chce zrobić, ale nie wyglądała jakby chciała ją zatrzymać. Owszem, była smutna, ale spodziewała się tego, co widzi w tym momencie.

— Proszę, nie mów nikomu o tym, dobrze? – powiedziała Evelyn.

— Wrócisz kiedyś? – zapytała Alice, na co jej starsza siostra pokiwała głową przecząco.

— Nie. Przykro mi, młoda, ale nie zamierzam. Opiekuj się Rachel, ok?

— Dobrze… – wyszeptała młodsza siostra.

 

Po przytuleniu Alice na pożegnanie, Evelyn wyszła oknem i szybko pobiegła na pobliski przystanek, skąd wsiadła do autobusu skierowanego w stronę Nowego Jorku. Gdy przekroczyła granice miasta, obiecała sobie, że już nigdy w życiu nie wróci do Newark.

 

(1) Nowy Jork nie jest położony daleko od Newark. Około pół godziny drogi transportem publicznym lub własnym pojazdem.

(2) Świnie – obraźliwe określenie policjantów w USA, taki jakby odpowiednik mówienia „psy” na policję w Polsce.

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • pasja 9 miesięcy temu
    Ciekawie budujesz rusztowanie wstawiając pomiędzy luźne myśli bohaterki. Jak bardzo dorosłą i w zasadzie mądra dziewczyna okazała się Evelyn. Jej rozmyślania o przyszłości i dbałość o siostry są zaskakujące. Biedna dziewczyna szukająca zrozumienia i pomocy u rodziców nie znajduje. Myślę o jej ucieczce i obawiam się, że Ryan ma wobec niej inne plany. Chociaż mocno stąpa po ziemi to sporo jeszcze dozna cierpienia.
    Ciekawie się czyta i mimo drobnych potknięć jestem na tak.

    Pozdrawiam
  • TheRebelliousOne 9 miesięcy temu
    Dziękuję bardzo :) To prawda, nasza kochana Evie nie ma lekko w życiu i nie życzyłbym takiej sytuacji nawet największemu wrogowi (no, może jednak tak...). Ale kto wie, może jednak Ryan da jej wsparcie, którego tak potrzebuje... albo sprawi jej jeszcze więcej cierpienia, zobaczymy. Jedno jest pewne: od tej pory w jej życiu wszystko się zmieni. Jeszcze raz dziękuję za wizytę. Naprawdę doceniam, że ludzie poświęcają swój czas na czytanie mojej twórczości.

    Również pozdrawiam :)
  • Clariosis 4 miesiące temu
    Powiem Ci szczerze, że jestem pod wrażeniem tego, jak dobrze uchwyciłeś charakter młodych, zbuntowanych ludzi. Bo niestety, ale większość opowiadań skupiających się na młodzieży tzw. problematycznej, to historie wypełnione niejednokrotnie bezsensowną przemocą fizyczną, psychiczną i seksualną, która jednocześnie jest przedstawiana jako coś... dobrego. Na zasadzie, a co tam że ktoś mnie zgwałcił, bo jednak się w nim potem zakocham. Co z tego, że ktoś mnie porwał, bo potem się i tak w nim zakocham. (Wattpad wiedzie prym w takich gniotach). A tutaj, choć mamy do czynienia z ciężkim słownictwem, narkotykami i alkoholem, to jest to uchwycone bardzo wiarygodnie, wręcz, no niestety, realnie. Postaci nie klną by wydawać się "takie cool", tylko klną, ponieważ pasuje to do przedstawionej sytuacji. Niesamowitym jest, jak bardzo Evie jest mimo wszystko dojrzała - postarała się skończyć tą szkołę, przyznała się sama wobec siebie, że nie była gotowa na kontakty seksualne i nie bawi ją niszczenie swojego organizmu narkotykami. Dlaczego? Bo dbała między innymi o własne siostry, nie chciała, by zeszły na złą drogę. W czasach 90-tych przemoc nauczycieli wobec uczniów w USA to była istna plaga, nie mówiąc już o tym, że do tej pory wyskakują tzw. karczki, których jedynym celem w życiu jest gnębienie innych uczniów, a wszyscy puszczają to mimo uszu, ponieważ to "taki cool ziomek" (Stan Lee między innymi poruszył tą kwestię w Spider Manie). Jak mówiłam, mentalność amerykańska została tutaj po prostu pięknie złapana, a w szczególności amerykańskiej młodzieży. Tym 'pięknym i bogatym" zawsze wolno więcej, kiedy biedne, a niejednokrotnie zdolne dzieciaki zostają celem ataków zarówno psychicznych i fizycznych. Sądzę, że niechęć Evie do szkoły wynikła między innymi z tego, że rodzice od razu przekreślili jej możliwość dalszej edukacji. Po co miała się już starać, skoro wiedziała, że nawet jeżeli zdałaby zakichaną szkołę średnią z najwyższymi ocenami, to nic już jej to nie da? A praca dorywcza nie pozwoliłaby jej zebrać wystarczająco, by opłacić tak drogie studia, jakie są w Stanach - podobno rodzice zbierają na studia dla swoich dzieci jeszcze zanim te się urodzą, więc skąd niby tutaj miałyby być fundusze na coś takiego, kiedy ta rodzina ledwo co opłaca rachunki za wodę?
    I ten brak wsparcia... Krzyczą na córkę, że źle postępuje i się ich nie słucha, a sami tak naprawdę są winni. Gdyby dbali o swoje dzieci, a nie tylko o własne ego, byłoby zupełnie inaczej. Przyznam, poruszyło mnie to na poziomie osobistym i naprawdę bardzo dobrze Ci to wyszło. Ukazałeś brutalność młodego życia w bardzo wiarygodny sposób. Niektórzy mogliby pomyśleć, że taka sytuacja, gdzie córka mówi że prawie ją zgwałcono a rodzice krzyczą, że kłamie nie ma prawa bytu, ale tacy ludzie mało w życiu widzieli. Oj mało. Niejednokrotnie takie sytuacje dzieją się tuż obok, a oni tego nie widzą, ani nie słyszą. Albo po prostu nie chcą, bo przecież lepiej żyć w ułudzie, że rodzice zawsze są świetni, a to tylko młodzież taka zepsuta. ;)
  • TheRebelliousOne 4 miesiące temu
    Miło się czyta takie komentarze :) No cóż, ja nie tak dawno temu byłem "młodym, zbuntowanym człowiekiem", więc wiem jak to jest. I tak, Wattpad jest pełen takich gówien, które są tak złe, że po pijaku bym lepsze rzeczy napisał... Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko wulgaryzmom tu i tam, oczywiście nie w nadmiarze! :) Z tymi narkotykami to też prawda (no, może nie licząc zioła, ale czy to naprawdę narkotyk?). Niechęć do szkoły? No cóż, w opowiadaniu chyba zawarte jest wystarczająco dużo powodów, dla których Evelyn nienawidziła szkoły. I tak, potwierdzam to ze zbieraniem na studia, tak zwany "College Fund".

    Dziękuję, że dalej czytasz moją twórczość. Pozdrawiam ciepło! :)
  • Clariosis 4 miesiące temu
    TheRebelliousOne No, ja też taka stara nie jestem, w tym roku dopiero dwadzieścia jeden lat! ;) A rok temu dopiero z liceum wyszłam, wyobraź sobie.
    Przekleństwa jak najbardziej mi nie przeszkadzają, bo sama ich używam w historiach (w rzeczywistości również. xD). To część języka i pozwalają stylizować opowiadania. Dziwnym byłoby, gdyby taka młodzież nie używała soczystej "kurwy" czy innego typu łaciny podwórkowej, tak nienaturalnie by było. Ilość jest rozsądna, gdyby coś mi zgrzytało to bym napisała. :)
    Ja ogółem próbowałam na wattpadzie publikować też, bo jakaś to taka zasada rzekomo, że na wattpada też wypada wstawić by ktoś zobaczył, ale bugowanie tej strony mnie po prostu zniesmaczyło. Tekstu nie da się normalnie wkleić, bo ci nie zapisze, naprawdę jakaś porażka. A o jakości "literackiej" ów portalu lepiej już nie wspominać. x) Wierzę, że w stanie upojenia alkoholowego wyszłoby Ci o wiele lepiej niż 90% zamieszanych tam rzeczy.

    Jasne, będę czytała. ;) Jestem w trakcie 3 rozdziału, więc wkrótce jakiś komentarz na pewno się pojawi. Również pozdrawiam i życzę weny! :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania