Virgil cz. 1 (pełna)

Najpopularniejszą, rodzinną historią, opowiadaną podczas każdego spotkania czy świąt, było zdarzenie ze szwedzkiego zoo z udziałem mojego wujka. Został on pożarty przez imigranta w sztokholmskim ogrodzie zoologicznym. Początkowo światowe depesze informowały o zjedzeniu wujka przez lwa, jednak po interwencji władz ogrodu informacja została sprostowana. Okazało się bowiem, że z powodu braku mieszkań spora grupa imigrantów zamieszkała w zoo, uprzednio zjadliwszy wszystkie zwierzęta. Wujek bardzo przypominał świnie. A według niektórych była z niego 'wielka świnia'.

Wujek był też pierwszym Szwedem bez imienia i nazwiska. Jego rodzice nie chcieli mu ich nadać, ponieważ uważali to za ograniczenie praw człowieka. Sąd zgodził się i zaproponował, aby nazywano go tak, jak sobie tego życzy w danym momencie. Najczęściej wuj chciał być Jezusem, Gandhim i Dalajlamą, a kiedy miał zły nastrój Hitlerem.

Syn wujka (syna imigrantów z USA) i Etiopki (imigrantki z Niemiec) w przeciwieństwie do ojca był już Szwedem z krwi i kości oraz kolejną jaskrawą postacią w mojej rodzinie. Wystarczy tylko powiedzieć, że jako pierwszy Szwed nie był ani mężczyzną, ani kobietą. Uważał nadawanie płci za dyskryminujące. Państwo przyznało mu rację i pozwoliło na dowolne określanie przez niego własnej tożsamości płciowej. Zmieniał zatem płeć przeciętnie dwa razy w ciągu miesiąca: przychodził po zasiłek dla bezrobotnych raz jako mężczyzna, drugi jako kobieta. Rzecz jasna nie miał imienia ani nazwiska, co wywalczył już wcześniej jego ojciec.

Z pewnością odwiedzę kiedyś Szwecję, jednak dzisiaj mam na głowie poważniejsze problemy: interes, który prowadzę, chyli się ku upadkowi. A wszystko przez podatki.

Zajmuję się profesjonalnymi pobiciami i niszczeniem odzieży. Rozwinąłem skrzydła dzięki powstaniu w mieście punktów z darmowym jedzeniem dla ubogich i kalek. Stowarzyszenie Nakarmić Świat otworzyło takich miejsc już dziesiątki, a ja nie nadążałem z robotą. Zgłaszali się do mnie studenci, urzędnicy oraz kiepsko zarabiający artyści. Nie obsługiwałem jedynie matek z dziećmi oraz czarnych. Czarni w ogóle nie potrzebowali mojej pomocy. Najczęściej mieli gotowe podbite oczy. Często też posiadali własne rany postrzałowe oraz blizny po dźgnięciu nożem. Sam nie wykonywałem takich rzeczy z uwagi na wysoką akcyzę.

Na początku mojej kariery biznes był nielegalny, lecz coraz większa popularność usług sprawiła, że państwo postanowiło je zalegalizować oraz opodatkować. W tamtym okresie otworzyłem nawet spółkę córkę zajmującą się świadczeniem usług aktorom, którzy chcieli wyglądać realistycznie w filmach i sztukach teatralnych. A największym zaszczytem była dla mnie realizacja zlecenia od kilkunastu polityków solidaryzujących się z ofiarami przemocy, chcących udowodnić autentyczność swojej solidarności. Tę usługę jako jedyną wykonałem z przyjemnością.

 

***

 

Niestety urząd skarbowy zrujnował życie Virgila. Nie pomógł mu strajk głodowy ogłoszony przez niego w momencie, kiedy dowiedział się, że jest podejrzewany o wszystkie pobicia w mieście w ciągu ostatnich dwudziestu lat, w związku z czym musi zapłacić zaległe podatki wraz z odsetkami. Psychika Virgila nie wytrzymała takiego obciążenia. Załamany przyznał się do wszystkich pobić tylko po to, by mieć spokój. Bez pieniędzy i z długami zaczął poszukiwać pomocy. Dostał ją od stowarzyszenia Nakarmić Świat, gdzie w zamian za obiad rozdawał jedzenie ubogim i kalekom.

Był jednak na tyle ambitny, aby pracę w przytułku potraktować wyłącznie jako jeden z epizodów w karierze. Szybko stanął na nogi dzięki swoim licznym znajomościom. Jego życie mogło wydawać się znowu stabilne.

Virgil mieszkał w kamienicy, w centrum miasta. W mieszkaniu pod nim był katolicki ksiądz, obok rabin, a na najwyższym piętrze mieszkał muzułmanin, który myślał, że jest dzięki temu najbliżej Boga. Virgil często zapraszał wszystkich trzech do siebie na dyskusje. Czerpał wiedzę na temat każdej z religii, dzięki czemu – jak uważał – był bardzo uduchowionym człowiekiem. Od czasu, kiedy na spotkania przychodził tylko muzułmanin, Virgil zaczął zastanawiać się, gdzie jest ksiądz i rabin.

Oprócz religii Virgila interesowała sztuka. Miał z nią pierwszy kontakt biorąc jako dziecko udział w szkolnym konkursie poetyckim. Wygrał go wierszem, który ukradł koleżance. Kiedy sprawa oszustwa wyszła na jaw, uzasadniał swoje postępowanie sprawiedliwością społeczną.

Virgil był kłopotliwym uczniem. Rada pedagogiczna wielokrotnie posądzała go o promowanie narodowego socjalizmu, komunizmu i maoizmu. Przestał używać tych terminów, kiedy rodzice kupili mu lepsze okulary i mógł dokładnie przeczytać, co oznaczają.

 

***

 

Kim był naprawdę Virgil? Choć próbował być szczęśliwy, nie wiedział, że dla innych jest przygnębiający. A nawet stwarzający zagrożenie zdrowia i życia.

— Myślę, że odpowiednim miejscem na spotkanie jest park. — Radził Virgilowi przyjaciel.

— Nie uważasz, że park w dzisiejszych czasach może być odstraszający. — Ripostował Virgil. — Według gazet dwie trzecie gwałtów odbywa się w parkach. — Wyjaśniał.

— Przecież nie zamierzasz jej zgwałcić, a poza tym nie wyglądasz jak gwałciciel — odparł przyjaciel.

— Tak, ale wyglądam jak ewentualna ofiara... — powiedział z zaniepokojeniem w głosie Virgil.

— Spokojnie, stary, kiedy patrzę na ciebie, myślę, że na pewno nikt cię nigdy nie zgwałci — mówił przyjaciel, głośno się śmiejąc.

— Dzięki Bob — westchnął Virgil. — Chociaż, gdyby miała mnie zgwałcić kobieta, nie miałbym nic przeciwko temu — dodał po chwili zastanowienia.

— Myślę, że ta kobieta musiałaby być bardzo zdesperowana. — Żartował Bob.

— Tak jak uchodźcy w Niemczech — odparł Virgil.

Zgodnie z radą przyjaciela, Virgil umówił się w parku, nad rzeką, z poznaną wcześniej w księgarni kobietą. W wyniku nieporozumienia znaleźli się po dwóch stronach rzeki. Krzycząc, rozmawiali o literaturze, sztuce i poglądach politycznych. Kiedy rozmowa zeszła na bardziej przyziemny temat Jungowskich dychotomii i poziomów świadomości Clare'a W. Gravesa, zerwał się silny wiatr, przez co nie mogli zrozumieć, co mówią do siebie nawzajem o tej sprawie. Prawdopodobnie, nawet gdyby wiatr nie przeszkadzał w rozmowie, również nie rozumieliby, o czym mówią, ale był to modny temat, więc nie wypadało go nie napocząć.

W końcu warunki atmosferyczne nie pozwoliły na kontynuowanie randki, więc Virgil pomyślał, że przekaże informację o miejscu i dacie kolejnego spotkania.

— Może w piątek, nad jeziorem, pod miastem? — wrzeszczał.

— Naprawdę nie masz już dość tej wody?! — krzyczała dziewczyna. — Może w takim razie umówmy się nad oceanem... — Ironizowała.

— Myślę, że to nie jest dobry pomysł. Mogłoby znowu dojść do nieporozumienia i spotkalibyśmy się po dwóch stronach, a już teraz boli mnie gardło i nie dałbym rady krzyczeć do ciebie z Europy — rzekł.

— Nic już nie słyszę, Virgil! — Zwracała uwagę dziewczyna.

— To nic. — Domyślał się, że siebie nie słyszą.

Propozycję kolejnego spotkania napisał na kartce, po czym, owinął nią kamień i rzucił w stronę dziewczyny.

Następne randki odbywali w szpitalu, na oddziale z urazami twarzoczaszki.

 

***

 

Virgil udawał kogoś, kim nie jest. Było to częste źródło jego problemów. Jeszcze w szkole bywał przewodniczącym związku zawodowego uczniów domagającego się wypłat za uczęszczanie na lekcje. Pierwszy strajk przeprowadził w wieku sześciu lat. Niestety koledzy go opuścili, kiedy dowiedzieli się, że za przerwanie protestu dostaną od dyrekcji szkoły ciepłe pączki. Wtedy Virgil po raz pierwszy zrozumiał, jak działa państwo, w którym żyje.

Virgil starał się odnaleźć w każdej sytuacji. Kiedy przychodzili do niego znajomi zawsze miał wytłumaczenie, dlaczego akurat nie ma służącego.

— Sam wam zaraz coś podam do picia. — Odbierał płaszcze. — Zrobiłby to mój służący, ale bierze udział w Rewolucji Francuskiej po stronie... — Wyjaśniał.

— Rewolucji Francuskiej?! — Nie dowierzali goście.

— Przepraszam, pomyliłem epoki. Jest na paradzie równości gejów i lesbijek.

Innym razem tłumaczył nieobecność służącego:

— Oh! Masz służącego?! Naprawdę? — Zachwycała się dziewczyna.

— Tak, ale dziś będziemy sami. Mój służący wyjechał do kraju, skąd pochodzi. Toczy się tam wojna domowa.

— To niesamowite, a kiedy wróci? — zapytała.

— Myślę, że za około czterdzieści lat — odparł.

 

***

 

Virgil pociągał kobiety, chociaż nie był atrakcyjny fizycznie. Uważały go za uroczego, ponieważ wydawał się nieporadny i często miewał wzwody intelektualne. W szczególności podobało się to młodym feministkom.

— Jesteś niepoważny, zbyt zabawny — twierdził Bob.

— Czuję, że nie umiem być poważny. Zawsze wszyscy się ze mnie śmiali. Myślę, że gdybym został terrorystą i próbował opanować pociąg, wszyscy pasażerowie śmialiby się, zamawiali popcorn i klaskali, myśląc, że to przedstawienie teatralne — narzekał Virgil.

— Ale spotkałeś się z nią, z tą młodą z księgarni? — Bob był ciekawy.

— Tak, rozmawialiśmy nad rzeką... — Virgil mówił niechętnie.

— I?

— Zwykła randka. Prawie zabiłem ją kamieniem. — Przyznał się.

— Jak to?! Za co? — Bob się poderwał.

— Chciałem przesłać jej wiadomość, rzucając kamień przez rzekę. Widocznie wiadomość była zbyt dużej wagi...

— Virgil, przyjacielu, nadajesz się na Broadway. — Śmiał się Bob.

 

***

 

Virgil kochał miasto, w którym mieszkał. Czuł, że ma wpływ na jego funkcjonowanie. W przeciwieństwie do państwa, gdyż wcale nie uważał, żeby kształtował jakoś obraz USA. Twierdził, że ciężko byłoby na tak wielkim obszarze dać poznać się jako idiota, co w mieście wychodziło mu bez przeszkód.

W Nowym Jorku mówiono ośmiomaset językami, a mimo to mało kto rozumiał Virgila. Nie raz próbował przebić się do opinii publicznej, zamieszczając teksty w miejscowych gazetach. Specjalizował się w obnażaniu grafomańskich przypadłości anonimowych pisarzy, wydających za grosze, albo za darmo, opowiadania i sztuki teatralne. Był za to chwalony i nawet urósł do rangi poczytnego, poważnego krytyka, chociaż sam uważał siebie za dupka, który zazdrości talentu innym i wyżywa się na cudzej twórczości, dając upust swoim frustracjom, wynikającym z artystycznego niespełnienia.

Virgil w swoich artykułach z premedytacją wdeptywał w ziemię najlepsze opowiadania i dowcipy. Szczególnie nie cierpiał długich, świetnie napisanych, pobudzających wyobraźnie opisów. Sam uważał siebie za niezdolnego do napisania czegoś podobnego. Czuł się okropną szują. Siedział zakamuflowany w mieszkaniu i pod osłoną nocy obnażał wyimaginowane braki w czyjejś twórczości. I tak, nie podobały mu się rozwlekłe opisy przyrody:

— Bob, musisz to przeczytać, tego nie da się czytać! — Zwracał się do przyjaciela, który był pierwszym recenzentem jego recenzji.

— Dlaczego nie da, piękny obraz łona natury?! — Zdumiewał się Bob.

— To nie ma być „obraz”, tylko książka! Po co zajmować dwie strony opisem zielonego kaktusa z kolcami, skoro można napisać, że bohater jest na pustyni? — Irytował się Virgil zniechęcony.

— Virgil, to jest proste, gdyby nie było rozbudowanych opisów, książki liczyłyby o połowę mniej stron, straciłyby wydawnictwa i drukarnie, nie mówiąc już o stratach okulistów...

— Spisek okulistów byłby możliwy. Od kiedy zacząłem czytać klasykę, trzy razy zmieniałem już sobie okulary na mocniejsze.

Czy prologi:

— Co chcesz od prologów? — pytał Bob.

— Są koszmarne, jakby miały być wstępem do wstępu, do Biblii — tłumaczył. — Oprócz tego, często to, co jest w prologu, potem nie zgadza się z tym, co jest dalej.

— Po prostu, Virgil, nie każde objawienie przekłada się na Nowy Testament. Nie wszyscy piszący są prorokami — wyjaśnił Bob. — A ty napisałeś kiedyś prolog? — zapytał?

— Tak, mam ich około trzystu.

 

***

 

Virgil szedł ulicą. Ulica była mokra, bo padał deszcz. Deszcz był mokry, bo to była woda. Woda wlewała się do studzienek, bo było jej dużo, ponieważ deszcz już padał długo, gdyż od dawna wisiały nad miastem chmury...

— Dlaczego ci narratorzy nigdy nie stosują się do uwag — westchnął.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 12

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • 60secondsToDie dwa lata temu
    Niezdrowo zaintrygowało mnie to opowiadanie.
    Profesja Virgila wydaje się być dość nietypowa i interesująca, jak i sam wstęp do historii, tak samo rozwinięcie i zakończenie.
    Zostawiam 5.
  • Neurotyk dwa lata temu
    Cóż, jestem fanem Woodego Allena:)
  • Neurotyk dwa lata temu
    czy poprawnie: Woody Allena?:)
  • Angela dwa lata temu
    Ale się uśmiałam, skąd Ty bierzesz takie pomysły? Zostawiam 5 : )
  • Nazareth dwa lata temu
    Świetny tekst. Szczególnie rozbawił mnie kawałek o Szwecji po krótkej wizycie w tym kraju jestem w stanie uwierzyć w to co napisałeś. Ja swoje myśli na ten temat zawarłem w tekście "Dwie noce w Szwecji", który możesz znaleźć na opowi :) Zostawiam 5 :)
  • Neurotyk dwa lata temu
    Zaraz przeczytam " Dwie noce w Szwecji":) Dziękuję za pochlebną recenzję!:) Obiecuję, że Virgil jeszcze nie raz Was zaskoczy, rozbawi i zasmuc : )
  • KarolaKorman dwa lata temu
    Czytałam wcześniej tę część i jestem zdziwiona dlaczego nie ma mojego komentarza :( Teraz zajrzałam tylko dla przypomnienia, bo idę do kolejnej części. Zostawiłam 5 :)
  • Neurotyk dwa lata temu
    Dziękuję:)
  • Akwus dwa lata temu
    Spoko, zerknę. Nie obiecuję, że dziś - dopiero co obroniłem Kaer Morhen i pochowałem Vesemira, daj mi chwilę :(
  • Neurotyk dwa lata temu
    Cokolwiek to znaczy, dziękuję, że zerkniesz :)
  • Akwus dwa lata temu
    Dobra, podchodzę do tego po raz drugi. Niemal zapomniałem, że czytałem to już zaraz po tym jak wrzuciłeś i wtedy nie przebrnąłem przez historię wujka, któremu nie nadano imienia - zupełnie nie moja bajka, po prostu wymiękłem.
    Ponieważ jednak się zobligowałem, to tym razem dotrwałem do końca... I to nadal nie moja bajka :) Ciężko to oceniać pod kontem struktury, fabuły czy dialogów (czyli to co najbardziej lubię), właściwie prócz bohatera nie ma tu nic więcej. Nie ma spójności historii, nie ma logiki, nie ma celu... Nie ma też nic złego, po prostu to inna konwencja niż opowiadanie :)

    Najfajniejsze zakończenie, bo przez te zarzuty pod adresem autorów, złapałem kontakt z bohaterem, choć od początku zakładałem, że to niemożliwe! Dla mnie to rewelacyjnie trafne akapity - mogły jednak nie zadziałać na resztę świata.

    Pytanie co chcesz pokazać czytelnikowi? Bo na razie mam jakiś sympatyczny obraz Virgila, humorystyczny (część humoru do mnie trafia, cześć totalnie nie), oryginalny, ale nijak nie fascynujący na tyle bym czytał dalej, z ciekawością,co stanie się dalej. Bardzo fajny obrazek. Zero opowiadania. U mnie powoduje to tyle, że nie przeczytam kolejnej części. Z pewnością jednak są osoby, które właśnie ze względu na humor będą przy tym trwały - pytanie jak długo.

    Zostawiam 3.
  • Neurotyk dwa lata temu
    Dziękuję Ci za refleksję nad tym rodzajem prozy. Nie jest to klasyczne opowiadanie jak zauważyłeś. Może gdy rozwinę historię, wybrzmią bardziej cechy opowiadania, ale, tak czy inaczej, chcę zachować formę luźno powiązanych anegdot, krótkich historii, retrospekcji, wybiegów w czasie. Mam w planach retrospekcje dłuższe (tam będzie można powiedzieć, że widać cechy powiadania), niemniej jednak to tylko plany, a rzecz się tyczy tego, co jest.

    Biorąc po uwagę, że konwencja zaprezentowana w "Virgil" to nie Twoja bajka, cieszy mnie, że zauważyłeś kilka pozytywów :)
  • Akwus dwa lata temu
    Neurotyk, to nie tak, że szukałem pozytywów na siłę :) Są różne gusta i nie wszystko musi się mi podobać, ale tekst jako tekst nie jest zły. Jestem przekonany, że dla wielu osób będzie genialny. Zresztą widać to chyba w komentarzach :)
  • alfonsyna dwa lata temu
    Jestem absolutną fanką absurdów, a jednak na Opowi raczej ciężko znaleźć jakiś zjadliwy, a co dopiero smaczny, absurd. Tym razem też myślałam, że się rozczaruję, bo na początku, przy historii o wujku, miałam wrażenie, że to jednak nie jest moja bajka i jakoś ciężko mi było przez to przebrnąć. Ale... potem było coraz lepiej. Mniej więcej od kwestii zainteresowania Virgila religią i sztuką zaczęłam się do niego przekonywać coraz bardziej, poprzez zakończoną w szpitalu randkę (zdecydowanie mój ulubiony rodzaj romantyzmu XD), a skończywszy na sprawie "krytyki dla samej krytyki" - bardzo to ironiczne, a zarazem niezwykle trafne w moim przekonaniu. Forma luźno powiązanych anegdot wydaje się w tym wypadku zdawać egzamin, przynajmniej w moim odbiorze. Wychodzi na to, że jednak jakąś część poczucia humoru mamy wspólną, podobnie jak zamiłowanie do Woody'ego Allena (bo czyż można go nie lubić?) ;)
    Virgil zdołał mnie do siebie przekonać, więc chyba byłoby to niesprawiedliwe, gdybym dała mniej niż 5 :) Za chwilę zostawię jeszcze parę słów pod kolejną częścią.
  • Neurotyk dwa lata temu
    Naprawdę, mi nie zależy na tych ocenach, 5 czy 4, czy 3, mi zależy własnie na takiej, umotywowanej, uargumentowanej krytyce jak Twoja, jak Nazareta, jak Akwusa i wielu innych. Postać grana w filmach Allena jest pierwowzorem Virgil (w jednym filmie Allen grał bohatera o imieniu Virgil). Czerpie pomysły z życia, obserwacji i... nieraz własnej nieudolności – tak, czasem ze mnie fajtłapa :) Mamy podobne poczucie humoru! Co za spotkanie, już Cię lubię :D Dziękuję za chęci przeczytania i miło mi, że niszowy humor ma jednak amatorów :D
  • alfonsyna dwa lata temu
    Akurat na tym portalu te oceny są tak naprawdę tylko "na ozdobę", bo żadnej wymiernej wartości, w moim odczuciu, nie mają, szczególnie że każdy sobie może w zasadzie dać, co chce "bo tak" i koniec. Nie widziałam wszystkich filmów Allena, ale da się go wyczuć w Virgilu zdecydowanie :). Mnie często śmieszą rzeczy, które w gruncie rzeczy zabawne nie są, na szczęście znam paru ludzi, którzy mają podobnie, więc nie czuję się skrajnym dziwadłem XD. Mam zresztą taki ulubiony film, "Jabłka Adama", który tak naprawdę jest okropnie smutny i refleksyjny, ale podane to jest w taki sposób, że nie można się nie uśmiechać. Tutaj też to czuję - pewnie dlatego mi to odpowiada :)
  • ausek rok temu
    No, to znalazłam sobie coś do czytania na dzisiaj ;)
  • Neurotyk rok temu
    Krótkie, więc już powinna ogarnąć :)
  • ausek rok temu
    Hm, poprzez różne wydarzenia z życia bohatera budujesz obraz ciekawej postaci. Wbrew pozorom nie jest to takie łatwe jak mogłoby się zdawać. Zaciekawienie czytelnika to jedno, a utrzymanie go to już zupełnie inna kwestia. Po przeczytaniu zastanawiam się do czego doprowadzi go taka postawa, a to chyba dobrze. Chcę wiedzieć, co jeszcze przygotowałeś dla biedaka. Zaintrygował mnie też kategoria, w której umieściłeś tekst. Czyżby perypetie Virgila miały mieć smutne zakończenie? ;) 5
  • Neurotyk rok temu
    ausek, dziękuję za pozytywny odbiór moich absurdów :) Virgil, to wbrew humorowi, smutna postać. Nieszczęśliwa, niemogąca odnaleźć miłości i miejsca tej miłości w hierarchii wartości – skonfrontowana ze światem, który zawsze wymyka się z rąk...

    Raz myślisz, że to, jak jest, jest dobre, potem dotyka Cię zwątpienie, na końcu jesteś pewna, że tak świat nie ma wyglądać, po czym boisz się niewiadomej – to jak? I czy żyjesz zgodnie ze sobą czy zgodnie ze światem.

    To historia zagubienia...

    Są kolejne części :)
  • ObcaPlaneta rok temu
    Ciekawe. Idę dalej. Tu zostawiam 5 :)
  • Okropny rok temu
    Bardzo mi to przypomina.., jeszcze nie wiem, kogo, ale sobie przypomnę.
  • Neurotyk rok temu
    Ok, czekam, sam jestem ciekawy.
  • Pan Buczybór 7 miesięcy temu
    Neurotyk Nadal czekasz?
  • Joker 7 miesięcy temu
    Pan Buczybór jak Ty chyba górnik
  • Margerita 7 miesięcy temu
    Pięć
  • Pan Buczybór 7 miesięcy temu
    Dziesięć
  • Pan Buczybór 7 miesięcy temu
    Pierwszy fragment świetny. Jak tu nie kochać Szwecji? Resztę przeczytam później. Życz mi powiedzenia.
  • Neurotyk 7 miesięcy temu
    Nie kocham Szwecji, Danii, Niemiec i Austrii.

    Powodzenia!
  • Nazareth 7 miesięcy temu
    Szwecji można nie kochać bardzo prosto. Nie wiele tam rzeczy które dają się chociaż lubić. Ale nie można nie kochać Virgila!
  • Neurotyk 7 miesięcy temu
    Nazareth, jeszcze zastanawiam się, czy lubię Holandię, za krótko byłem i się waham... Natomiast miesiąc w Niemczech wystarczył by potwierdziło się to, co wiem o Szwabach nie z autopsji. W Szwecji nie byłem, ale czytam blogi Polaków ze Szwecji i nawet nie muszę tam jechać, by niecierpiec tego Szwedzkiego państwa opiekuńczego.

    Natomiast Holandia... Ludzie milsi niż w Niemczech, swobodniejsi raczej, a kraj bardzo ładny. Tyle na razie wiem. Czas to pieniądz, więc zaraz jadę nabijać PKB Holendrom. Poznam lepiej te Wiatraki.
  • Margerita 7 miesięcy temu
    Neurotyk
    To jesteś światowiec

Napisz komentarz