Biznes pasztecikowy znacjonalizowany (i dobrze) cz. 2

Nowosybirsk. Modernistyczne kościoły. Cherubinkowe stacje kolejowe w kolorze pedalskiego melachitu, saladymu, czy tam mohoniowego gówna. Groteskowe pałacyki są naszą renomą, bo wewnątrz nich znajdują się centra handlowe i każdy na początku miesiąca kupuje markowe gówno w betoniarce, żeby na jego koniec ubrać się w suprema i wpierdalać żwirek do srania dla kotów. Szczątki caratu. Bolszewickie wysokościowce. Siedem Sióstr Stalina. Bilboardy z brzydkim desingem reklamy. A za tęczową mgławicą: postindustrialne kamienice, niszczejące blokowiska, niedomyte dzieci, kobiety z niedopasowanym podkładem do ryja, odpychający mężczyźni z fryzurą na jeża i wygolonymi bokami. Ohyda. Radzieckie ochłapy, stereotypowa awangarda, truchło carskiego dobytku, który dzisiaj jest już błazenerią. Nowosybirsk wygląda jak ostateczne starcie największych bossów. Iwan Groźny ze swoją żelazną lagą przeciwko Leninowi, uzbrojonemu w kałasznikow. Parodia.

Kawałek odklejonej, kremowej tapety przybiera kształt bażanta. Leżąc na tym niewygodnym drągu, zwanym ironicznie łóżkiem, o rdzewiejących, metalowych nogach, układam w głowie idealny scenariusz ucieczki. Powiecie: nawet jeżeli ci się uda, ty ludzka spierdolino, to dokąd się udasz? Matka jest warzywem, ojciec siedzi za kratami, a babka dogląda pampersa twojej starej. Gdzie? Dziadek też cię nie lubi, nie powie ci w twarz, że jesteś pedałem, ale on wie, bo sam jest kryptopedałem. Wystarczy. Już dosyć.

Telefon zawibrował. Wiadomość od Daszy. Boże, boję się. Pęknięty wyświetlacz, ekran blokady, wiadomość: „zGODZIŁ SIE!!!". Kretynko, nie masz czym się jeszcze ekscytować.

Dobra, mnie również ogarnęła ulga i nadzeja.

Jest pora nauki, ale uda mi się wymknąć. Przemykam ciasnym korytarzem, ściany pokrywa stara, popękana farba lateksowa. Schodzę na parter. Jestem blisko wyjścia. Chwytam jedne ze skrzydeł drzwi ewakuacyjnych. ZAMKNIĘTE. Terkot szpilek. Odwracam się na pięcie.

— Gdzie idziesz? — zapytała szantrapa w średnim wieku. Oczy ma wyłupiaste i wściekłe. Na nosie spoczywają okulary z niebieskim sznurkiem. Jak to możliwe, że każda stara jędza nosi ten wełniany, szorstki sweter? Nie mają już dotyku? Nie swędzą je łuski?

— Chciałem... do sklepu — wyjąkałem — bo się napój mi skończył.

— Idź na stołówkę, nalej sobie kompotu, chłopcze, i więcej nie podchodź do tych drzwi bez mojej zgody — rozkazała.

Nagle wiadomość: „Borys powiedzal ze musimy sie z nim dzis spotkac tak zaraz najlepiej bo musi byc pewny ze nie jestesmy niewypalem".

Myśl pokurwiu, myśl.

— Proszę pani ja się zaraz zerzygam, muszę pójść się przewietrzyć, bo inaczej... — Tutaj rozpoczynam plejadę żenady, bo wydaję z siebie nieudolne dźwięki pawiowania.

— Misza, dziecko, wyjdź, dobra, przewietrz się i masz zaraz wrócić, rozumiemy się? Poczekaj, pójdę po klucz.

 

O chuj. Udało się.

 

Jesteśmy przed kamienicą, w której pomieszkuje Borys ze swoją szajką. Nie mówiłem. Borys to student, który udziela darmowych korepetycji w zamian za małostkowe przysługi. Dasza od podstawówki marzy o jego fiucie. Wszystkie szkaradne blondynki z chmarą piegów na twarzy, o karlęcym wzroście i przygłupim usposobieniu mierzą zbyt wysoko. Moja matka też tak miała. Była trochę wyższa, nie miała piegów ani blond włosów, ale zawsze leciała na zbyt atrakcyjnych facetów. O dziwo, oni na nią też.

— Misza! Misza! Misza! — Dasza podskakiwała z poddenerwowania. — Nie dzwoń do nich jeszcze, proszę! — Chwyciła mnie za rękę, kiedy chciałem nacisnąć numer mieszkania Borysa na domofonie.

— Nie pękaj, kretynko. Zbyt długo staraliśmy się o jego kontakt, żeby teraz spyniać na samym początku! — kiedy palec ponownie dotknął guzika, spojrzałem na Daszę, skuloną, opartą o czerowone cegły budynku, z twarzą w dłoniach. — Ej, głupku. — złapałem ją za ręce, przykucając tak, aby móc zrównać się z jej wzrostem. — Pokręcisz trochę tym dupskiem i będziesz miała nawet z dwadzieścia takich Borysów. Zresztą, to przygłup.

Tak naprawdę, to nawet ja się obawiałem. Wyglądam jak sto nieszczęść, mam tłuste, brązowo-rudawe włosy i jestem okropnie chudy, a w dodatku przychodzę z kretynką. Pewnie wszyscy są gburowaci, a ten cały Borys uważa się za pana życia i śmierci, bo jako dwudziestolatek stać go na własne mieszkanie, które wcale nie jest kolejną, ruską meliną.

— Dasza. Ja nie chcę skończyć jak moja matka. Muszę zapewnić sobie przyszłość... i ty też musisz sobie coś zapewnić. — Pogłaskałem ją po tym kędzierzawym łbie tak dla otuchy, na co ona przetarła łzy swoją szarą bluzą i głęboko westchnęła.

— Zróbmy to.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (17)

  • Adam T 21.07.2018
    Witam. Ot, okiem rzuciłem. Coś takiego mi wpadło:
    „...czy tam mohoniowego gówna.” – mahoniowego?

    „Iwan Groźny ze swoją żelazną lagą przeciwko Leninowi, uzbrojonego w kałasznikow. Parodia.” – jeśli przeciwko, to „uzbrojonemu w kałasznikow”.

    „— Chciałem... do sklepu — wyjąkałem[.] — Bo się napój mi skończył.” – zaczynasz wielką, więc komentarz musi skończyć się kropką. Bez kropki – zaczynasz małą, wtedy komentarz robi za przecinek. I może nawet tak byłoby naturalniej.

    „...nalej sobie kompotu, chłopcze[,] i więcej nie podchodź...” – „chłopcze” w tym przypadku to wtrącenie, więc musi być z obu stron wyodrębnione przecinakmi.

    „...bo inaczej... - Tutaj rozpoczynam plejadę żenady, bo wydaję z siebie nieudolne dźwięki pawiowania.” – dywiz zamiast pauzy.

    „Misza! - Dasza podskakiwała z poddenerwowania[.] — Nie dzwoń...” – dywiz zamiast pauzy i brak kropki (bo zaczynasz wypowiedź wielką literą).

    „...żeby teraz spyniać na samym początku! — [K]iedy palec ponownie dotknął guzika, spojrzałem na Daszę, skuloną, opartą o czerowone [czerwone] cegły budynku[,] z twarzą w dłoniach[.] — Ej, głupku[.] — [Z]łapałem ją za ręce, przykucając tak, aby móc zrównać się z jej wzrostem[.] [—] Pokręcisz trochę tym dupskiem i będziesz miała nawet z dwadzieścia takich Borysów. Zresztą, to przygłup.” – w nawiasach jest tak, jak ma być. Po „budynku” przecinek, bo bez niego masz „cegły budynku z twarzą w dłoniach”, co nawet pasowałoby do specyficznych opisów, jakie stosujesz, ale mniemam, że tu chodziło o Daszę, czyli fraza „opartą o czerwone cegły budynku” należy potraktować jako wtrącenie i wydzielić przecinkami. Wielkie litery na początku komentarzy dialogowych dlatego, bo komentarze odnoszą się do zachowania bohatera, nie do mowy. A jeśli zaczynasz komentarz wielką literą, wypowiwdź musi się zakończyć kropką (względnie pytajnikiem, wykrzyknikiem).

    „...i ty też musisz sobie coś zapewnić[.] — [P]ogłaskałem ją po tym kędzierzawym łbie...” – ta sama sytuacja.
    Piszesz bardzo męsko (możeś Ty jednak chłop? Nie ma się czego wstydzić... podobno). Język bohater jest twardy, arogancki, (przy okazji niezwykle barwny, błyskotliwy), choć on sam uważa siebie za gorszy sort, jest w nim ogrom pogardy dla świata. Taki sposób pisania kupuję bez zająknięcia. Akcji na razie nie wychwyciłem, ale sama narracja jest na tyle żywa i krwista, że brak akcji rekompensuje.
    Bardzo mi się podoba Twoje pisanie, nimfetko/nimfetku. Powiem nawet, bliskie jest ono memu sercu.
    Pozdrawiaki ;)
  • nimfetka 21.07.2018
    Poprawiłam. Mam nadzieję, że niczego nie przeoczyłam. Co do "mohoniowego gówna", jak Misza zaczynać wymieniać te kolory, to w każdym z nich specjalnie popełniłam błąd, tak dla konrastu. Cieszę się, że podoba Ci się Adamie. Ogólnie, to mogłabym zmieścić w tym jeszcze jakąś akcję, ale bałam się, że tekst będzie za długi. W nastepnęj części postaram się rozwinąć . Co do tych chłopowych spekulacji - jestem dziewczynką z krwi i kości. Lubię wczuwać się w bohatera, ale to chyba dobrze, że nie jest nazbyt zniewieściały, a nawet powiedziałabym, że całkiem wiarygodny? :>
    Dziękuję za odczyt. Pozdrawiam.
  • Adam T 21.07.2018
    nimfetka, tak czulem z tymi kolorami, dlatego znak zapytania dałem. Powiem szczerze, dajesz radę. Aż się gęba cieszy na kawał nowej, fajnej prozy.
  • Canulas 21.07.2018
    "— Gdzie idziesz? — pyta" - tu masz teraźniejszy


    "— Chciałem... do sklepu — wyjąkałem — bo się napój mi skończył.

    — Idź na stołówkę, nalej sobie kompotu, chłopcze, i więcej nie podchodź do tych drzwi bez mojej zgody — rozkazała." - a tu już nie. Tu już masz: wyjąkałem/rozkazała

    Fajne. Nieco się gubilem, musiałem wracać, ale rekompensuje to bogaty język.
    Panujesz nad detalem. Błędny zapis kolorów, bezogonkowe SMS-y. Są smaczki. Jest żywo i barwie. Zwłaszcza sfera narracyjna się wydaje bardzo dopracowana.
    Git
  • nimfetka 21.07.2018
    Poprawione. Dzięki, Can.
  • Elorence 22.07.2018
    Uwaga! Komunikat!
    Ogłaszamy tworzenie nowego projektu TW 3.0!
    Wszystkich zainteresowanych zapraszamy jutro (poniedziałek, 23.07.2018) do wątku "TW 2.0". Obrady rozpoczną się między godziną 19 a 20.

    PS: Przepraszam za spam :)
  • nimfetka 22.07.2018
    Okej, postaram się być!
  • Elorence 22.07.2018
    Dobra, wpadłam na drugą część pasztetu i się nie zawiodłam. Ostatnio polubiłam ruskie klimaty (mój facet stwierdził, że powinnam uczyć się ruskiego, bo dobry akcent mam do tego). A kurczę, Ty sobie świetnie radzisz w takich klimatach. I w ogóle, naprawdę świetnie piszesz!
    Potrafię się wczuć w bohatera (chociaż nie wiem czy powinnam, bo to nie żaden "american dream"). Ciekawi mnie co będzie dalej. Kim jest Borys. Czy Dasza go poderwie (ale skoro to kretynka, może załatwi sobie jakiś klin czy coś). No i, co zrobi główny bohater, a raczej: jaki ma plan.

    Odnosząc się do rozmowy komentarzowej Twojej i Adama, naprawdę ciężko mi uwierzyć, że jesteś dziewczyną. Dobrze Ci idzie pisanie z punktu widzenia faceta, i to jeszcze ruska :D Na dodatek, ten awatar jest tak strasznie mylący! Ruskie klimaty jak nic!

    Dobra, kolejna piąteczka ode mnie, no i ciepło pozdrawiam :)
  • nimfetka 22.07.2018
    Ojej, dziękuję za serdeczność i pozytywny odbiór. Cieszę się, że się zainteresowałaś.
    Dziękuję za piątka, pozdrawiam równie ciepło!
  • pasja 22.07.2018
    Witam
    Nowosybirsk i pozostałości po przeszłych czasach. Plan ucieczki Miszy powiódł się. Borys ten z pierwszej części oprawca pewnie dorobił się mieszkania na wstrzykiwaniu krokodyla. Czy Dasza dalej będzie z Miszą? Obawiam się, że nie. Bohater pragnie lepszego życia niż jego bliscy. Czy uda mi się zrobić to?
    — Nie pękaj, kretynko. Zbyt długo staraliśmy się o jego kontakt, żeby teraz spyniać na samym początku!... Tylko za jaką cenę dostaną bilet do lepszej przyszłości.
    Nie zapominajmy, że Misza uciekł.
    Pozdrawiam serdecznie
  • nimfetka 22.07.2018
    Podoba mi się jak relacjonujesz tekst. Dziękuję za przeczytanie.
    Pozdrawiam ciepło.
  • Enchanteuse 19.09.2018
    Przybyłam :)

    "Cherubinkowe stacje kolejowe w kolorze pedalskiego melachitu, saladymu, czy tam mohoniowego gówna."

    Nie chodziło czasem o mahoń?

    "Kawałek odklejonej, kremowej tapety przybiera kształt bażanta. Leżąc na tym niewygodnym drągu, zwanym ironicznie łóżkiem o rdzewiejących, metalowych nogach, układam w głowie idealny scenariusz ucieczki. "

    "Zwanym ironicznie łóżkiem" to wtrącenie. Dlatego z obu stron przecinki. Robiąc tylko jeden - przed - zmieniasz sens zdania, i czytamy jej tak jakby ten przedmiot był zwany ironicznie łóżkiem o rdzewiejących... itd.

    "Dziadek też cię nie lubi, nie powie ci w twarz, że jesteś pedałem, ale on wie, bo sam jest kryptopedałem. "

    O Jessu. To dobre :)

    Kurczę, tutaj już uderza narracja z całą mocą. Ostra, bez pierdzielenia się. Ciężko mi uwierzyć, że jesteś tą samą dziewczyną która napisała tamten wiersz, który wtedy skrytykowałam.
    To jest absolutnie inne. Żywe, mocne, dające poczuć klimat od samego początku czytania. Masz dobre pióro nimfetko, i zastanawis mnie, na ile ten typ narracji jest nagięty, a na ile Twój własny. A może wszystko tak piszesz ;)

    Pozdrawiam :)
  • nimfetka 21.09.2018
    Dzięki wielkie. Poprawiłam przecinek. A jeżeli chodzi o mahoń - błędy specjalne.
    A narracja? Bardzo chcę, aby czytając mój tekst, odbiorca miał przed oczyma pyskatego chłopca z niską samooceną i traumą, a nie dziewczynkę, która próbuje go imitować. Raczej potrafię stosować różne narracje, mniej krwiste.
    Jeszcze raz ślicznie dziękuję za odwiedziny i obszerny komentarz.
  • Ritha 19.12.2018
    „Nowosybirsk. Modernistyczne kościoły. Cherubinkowe stacje kolejowe w kolorze pedalskiego melachitu, saladymu, czy tam mohoniowego gówna” – kolejny dobry początek

    „Cherubinkowe stacje kolejowe w kolorze pedalskiego melachitu, saladymu, czy tam mohoniowego gówna. Groteskowe pałacyki są naszą renomą, bo wewnątrz nich znajdują się centra handlowe i każdy na początku miesiąca kupuje markowe gówno w betoniarce” – tutaj 2 x gówna, lekko mi się gniecie

    „Bolszewickie wysokościowce. Siedem Sióstr Stalina. Bilboardy z brzydkim desingem reklamy. A za tęczową mgławicą: postindustrialne kamienice, niszczejące blokowiska, niedomyte dzieci, kobiety z niedopasowanym podkładem do ryja, odpychający mężczyźni z fryzurą na jeża i wygolonymi bokami. Ohyda. Radzieckie ochłapy, stereotypowa awangarda, truchło carskiego dobytku, który dzisiaj jest już błazenerią. Nowosybirsk wygląda jak ostateczne starcie największych bossów. Iwan Groźny ze swoją żelazną lagą przeciwko Leninowi, uzbrojonemu w kałasznikow. Parodia” – całe mi się podoba

    Kurde, następny akapit tez cały do skopiowania. Caluśki.
    Sms fajnie zapisany, bez polskich znaków, tak jak to często wygląda w realu. Bardzo lekko napisane, przyjemna narracja, taka jak lubię, wyczuwalny luz, dobre wprowadzenie w klimat, fabuła zaciekawia.
    Więcej grzechów nie pamiętam.
    Tu tyż pinć. Leży mi Twój styl.
  • nimfetka 20.12.2018
    Nie wiem, to "gówno" chyba już zostawię. Jakoś się, aż tak tragicznie nie gryzie według mnie.
    Bardzo się cieszę, że się podoba!
  • Ritha 20.12.2018
    nimfetka spoko zostaw, czytam właśnie czwórkę ;)
  • nimfetka 20.12.2018
    Jaaaaa, mega się cieszę!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania