Bogini księżyca i śmierci cz. 10

Aleks skłamałby, twierdząc, że zupełnie nie zawahał się przed podążeniem za nową znajomą. Nie rozumiał nic z tego, co właśnie wydarzyło się na jego oczach. Niewiele brakowało, a zginąłby na miejscu – zauważył zmierzający ku niemu nóż dopiero wówczas, gdy strzała wypuszczona przez Ami strąciła go z toru. Wcześniej Aleks brał łuk i kołczan za elementy stroju inspirowanego jakimś anime albo inna głupotą, ale w tamtej chwili pierwszy raz przemknęło mu przez myśl, że być może białowłosa dziewczyna wcale nie była taka bezbronna. Ile razy usiłowała przekonać go, że doskonale daje sobie radę sama? Wątpił, by przypadkiem uratowała mu życie. Pewności, że to nie szczęśliwy traf nabrał, gdy podszedł do noża i podniósł go z ziemi. Ślad po strzale znajdował się idealnie pośrodku ostrza.

Co tu się wyprawia?

Młody mężczyzna szybko wyrwał drugi nóż z pnia dębu i zgarnął po drodze strzałę Ami. Nie zastanawiając się już dłużej, pobiegł za dziewczyną. Nie miał zielonego pojęcia, kto próbował ich zabić ani czemu Ami postanowiła gonić tę osobę. A już tym bardziej nie pojmował, czemu się w to pakował. Przecież mógł zostawić tę zwariowaną dziewczynę i uciec jak najdalej stąd. Nie był jednak pewien, czy później potrafiłby spojrzeć na siebie w lustrze. Kim by nie była Ami, obiecał, że jej nie porzuci.

Był zaskoczony, jak długo szedł przez zarośla, podążając po śladach pościgu. Widział połamane gałęzie i rozdeptane kępy trawy, które prowadziły go w głąb lasu. Choć tyle kilometrów od cywilizacji ciężko było stwierdzić, gdzie dokładnie znajdowało się serce tej puszczy. Od spotkania z Ami ani razu nie sprawdził swojego położenia na mapie.

Przeszywający wrzask przetoczył się przez las, sprawiając, że Aleks zamarł w pół kroku. Ciężko było mu ocenić, czy głos mógł należeć do jego nowej znajomej. Równie dobrze krzyczeć mógł tajemniczy napastnik lub ktoś zupełnie inny. Mimo to Aleksa oblał zimny pot. Co tam się działo?

Przyspieszył krok, choć w naturalny sposób czuł potrzebę zawrócenia. Nie zmieniał tego fakt, że w rękach trzymał dwa noże oraz strzałę z ostrym grotem.

Między drzewami Aleks dostrzegł skuloną sylwetkę o włosach w kolorze księżyca w pełni. Dziewczyna klęczała na ziemi, opierając się na dłoniach. Nagle machnęła ręką i warknęła ze złością, najwyraźniej zupełnie nie zauważając towarzystwa. Kiedy przesunęła dłonią po twarzy, mężczyzna zrobił niepewny krok do przodu.

- Ami?

Plecy widoczne przez cienki materiał natychmiast się spięły. Dłoń dziewczyny opadła z powrotem na ziemię, ale Ami nie spojrzała na mężczyznę stojącego za nią.

- Mówiłam, żebyś uciekał.

Aleks odetchnął ciężko. Ile razy mieli odbywać podobną rozmowę?

- Wplątałaś się w trudną sytuację – odezwał się, stojąc nadal na swoim miejscu. – Znalazłaś się w jakimś niebezpieczeństwie, rozumiem, ale…

- Nie – przerwała mu ostro. Dlaczego nie chciała na niego spojrzeć? – Problem w tym, że nie rozumiesz, Aleks. To ciebie nie dotyczy. Mało brakowało, a byłbyś martwy. Nie mam…

- Dziękuję za to – wtrącił równie bezczelnie. – Uratowałaś mi życie i już zawsze będę miał u ciebie dług wdzięczności. Pozwól więc, że…

- Nie masz żadnego długu!

Ze złością uniosła głos. Wreszcie też obejrzała się przez ramię, obrzucając go wściekłym spojrzeniem. Jej skroń znaczył ślad ziemi, który musiała zostawić umorusaną dłonią. Przez chwilę wyglądała naprawdę dziko i Aleks nie pierwszy raz zadał sobie pytanie, kim tak naprawdę była.

- Nie mam zamiaru mieć cię na sumieniu – ciągnęła. – Nie wiem, czy jesteś zwyczajnie głupi, czy niemożliwie naiwny, ale ja nie potrzebuję bohatera. Ani tym bardziej dodatkowego ciężaru, którym musiałabym się przejmować.

Ciężko było nie zauważyć urazy, która przemknęła po twarzy Aleksa. Może nie poruszał się po lesie cicho jak duch i nie zareagował odpowiednio szybko na atakującego ich napastnika, ale nie uważał, żeby był tak zupełnie bezużyteczny. Gdyby Ami od początku powiedziała mu, co się dzieje, mógłby lepiej się przygotować na tego rodzaju okoliczności.

Dziewczyna zreflektowała się, widząc reakcję Aleksa. Wstała i spojrzała mężczyźnie prosto w oczy.

- Słuchaj, lubię cię – wyznała ku własnemu zaskoczeniu. – Jesteś sympatyczny i miło spędza się z tobą czas, ale ja nie mam teraz do tego głowy. Muszę coś załatwić, a ty nie powinieneś w tym uczestniczyć. Więc przepraszam, ale… dalej muszę iść sama.

Przez kilka chwil stali naprzeciw siebie bez ruchu. Aleks trawił słowa dziewczyny, szukając wyjścia z tej sytuacji. Nie chciał jej porzucać. Znali się zaledwie kilka godzin i ciężko było nazwać to szczególnie owocną relacją, ale czuł przemożoną chęć, żeby dalej towarzyszyć Ami. Może było to dziwny przejaw opiekuńczości, a może po prostu był ciekaw, dokąd to wszystko prowadziło. Nie wykluczał też faktu, że dziewczyna zwyczajnie mu się spodobała i wszystkie te myśli powodowane były głupim, niedojrzałym zauroczeniem.

Aleks westchnął. Nie mógł przecież na przekór Ami podążać za nią krok w krok. To znaczy, oczywiście, że mógł, ale nie był psychopatą. Dość już upierał się przy swoim. Jeśli dziewczyna nie życzyła sobie jego towarzystwa to kimże był, by się sprzeciwiać?

W milczeniu skinął głową.

- Dziękuję – powiedziała Ami, a w jej głosie rzeczywiście słychać było wdzięczność. – Mimo wszystko, miło mi było cię poznać. Żegnaj.

Nie zaczekała na jego reakcję, choć Aleks pomyślał, że może to i lepiej, bo nie wiedział, co mógłby odpowiedzieć. Nie lubił się żegnać. Zawsze był dość samodzielny i świadomie wybierał samotność, ale miał dom i chętnie do niego wracał. Jego bliscy szanowali potrzebę włóczenia się po lasach, górach, a kilkakrotnie nawet pustyniach, choć nie do końca rozumieli tego rodzaju zainteresowania. Dla nich prawdziwe wakacje oznaczały hotel, drinki i zorganizowane wycieczki z doświadczonymi przewodnikami. Kiedy Aleks w wieku osiemnastu lat poinformował ich o pierwszym wyjeździe, matka była bliska zawałowi. Mimo jej lamentów i próśb, chłopak nie zmienił zdania i kilka dni później stanął w drzwiach domu rodzinnego z dużym plecakiem przerzuconym przez ramię. Spojrzał wtedy na rodziców i powiedział:

- Nie żegnam się, bo za dwa tygodnie widzimy się z powrotem.

Dopiero kilka miesięcy później matka przyznała mu się, że w chwilach zwątpienia powtarzała sobie te słowa jak mantrę. W końcu, jeśli się nie pożegnali to musieli znów się zobaczyć, prawda? Aleks nie kwestionował jej punktu widzenia i od tego czasu „nieżegnanie się” było ich tradycją.

Patrząc na Ami, która odwróciła się do niego plecami i ruszyła dalej w las, młody mężczyzna szepnął:

- Nie żegnam się.

Może było to naiwne i głupie, a Ami miała co do niego rację. Rodzinna tradycja sprawiła jednak, że pożegnania nie chciały przejść Aleksowi przez gardło. Wbijał wzrok w plecy dziewczyny, dopóki nawet jej jasne włosy nie zniknęły wśród półmroku lasu. Potem opuścił wzrok i z zaskoczeniem odkrył, że w dłoniach nadal trzymał dwa noże o ciemnogranatowych rękojeściach oraz strzałę o brązowo-szarym drzewcu. Jego uwagę przyciągnęło żłobienie przy lotkach. Uniósł strzałę, żeby lepiej widzieć. W sprawnie wyrytym zwierzęciu rozpoznał łanię z pyskiem dumnie zwróconym ku górze. Wyglądała, jakby wpatrywała się w niebo.

Aleks pokręcił głową, myśląc o jeleniach, które towarzyszyły jemu i Ami jeszcze jakiś czas wcześniej. Czy naprawdę istniały tego rodzaju zbiegi okoliczności? Tknięty jakimś nostalgicznym odruchem zrzucił plecak z ramion i wsunął strzałę między gumki spinające zewnętrzną kieszeń. Noże wrzucił do bocznej kieszonki wzmacnianej skórą. Przy odrobinie szczęścia miał nadzieję nie zniszczyć zanadto plecaka swoimi zdobyczami. Żal było wyrzucać dobrej jakości broń, która mogła przydać się podczas jego licznych wycieczek. Poza tym, choć Aleks głośno by się do tego nie przyznał, chciał, żeby strzała i noże przypominały mu o zaskakującej dziewczynie zdolnej kroczyć z dzikimi zwierzętami.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania