Bogini księżyca i śmierci cz. 4

Mijały dni, a poszukiwania nie przynosiły żadnych efektów. Artemida była tego pewna, bo ojciec chodził z zaciętą miną i pogrążył się w takim zamyśleniu, że nie dostrzegał innych mieszkańców pałacu. Osobiście widziała, jak minął Hermesa i nawet nie odpowiedział na jego powitanie. Wiele można było powiedzieć o Zeusie, ale Artemis nigdy jeszcze nie widziała go tak wytrąconego z równowagi. Jego mądrość i stoicki spokój tworzyły aurę władzy oraz ogólnego poszanowania, a rzadko prowokowane wybuchy złości trwożyły wrogów i niepokoiły przyjaciół. To… rozproszenie – Artemida nie odważyłaby się w stosunku do ojca użyć słów „strach” czy „bezsilność” – było jednak czymś zupełnie nowym. I nikt nie potrafił sobie z tym poradzić.

Nie nadeszły też żadne wieści od Hery i Posejdona. O ile brat Zeusa miał wiele spraw do załatwienia podczas szukania informacji na temat Atlantydy, o tyle jego żona powinna już dawno wrócić do pałacu. Wycieczka do wyroczni zajmowała ledwie trzy dni i to z odpoczynkami dla śmiertelnego ciała, które zapewne przybrała bogini. Niedługo jednak miał minąć tydzień, odkąd bogowie rozdzielili się i Artemida wiedziała, że to również denerwowało Zeusa. Podsłuchała raz, jak Ares zasugerował, aby posłać na zwiad Hermesa, który najlepiej przecież nadawał się do podobnych zadań. Wystarczyło jedno spojrzenie Zeusa, aby sam bóg wojny nie odezwał się już do końca rozmowy.

- Kiedy ojciec przyzna w końcu, że potrzebuje nas wszystkich do rozwiązania tej sprawy? – zapytała retorycznie Artemida, opierając stopy o wyciągnięte na ziemi nogi bliźniaka.

Aby poprawić jej humor, Apollo w ostatnim czasie często proponował odpoczynek na wzgórzu, z którego kaskady czystej jak łza wody spływały aż do podnóża i ginęły w ziemi magicznym sposobem. Czasem zabierali ze sobą także Hermesa i Atenę, choć ta ostatnia sprawiała zwykle wrażenie, jakby towarzystwo rodzeństwa ją męczyło. A może chodziło po prostu o Artemis i upór, z jakim nalegała na pomoc w poszukiwaniach. Tego dnia, ku zaskoczeniu wszystkich, dołączyła do nich również Hestia. Siostra Zeusa przechyliła z zainteresowaniem głowę i uśmiechnęła się ciepło do Artemidy, jakby rozmawiała z krnąbrnym dzieckiem.

- Nie ma sensu na razie mieszać was w te sprawy – powiedziała. – Jeśli faktycznie okażecie się niezbędni, Zeus na pewno podejmie odpowiednią decyzję.

Atena pokiwała głową. Z jakiegoś powodu zawsze zgadzała się ze zdaniem Hestii. Artemida uważała, że takie faworyzowanie nie odpowiadało bogini sprawiedliwości, ale ona zwykle kwitowała wszystko stwierdzeniem, że podoba jej się rozsądek Hestii. Młodsza z sióstr miała na ten temat zupełnie inne zdanie.

- Jak już będzie za późno na podejmowanie jakichkolwiek decyzji? – Nie chciała, żeby pytanie zabrzmiało jak atak, ale kompletnie jej się nie udało.

- Sytuacja jest pod kontrolą – powiedziała tylko Hestia.

Artemida przewróciła oczami. Jasne, Hestia zawsze chciała dla wszystkich dobrze. W końcu była boginią ogniska domowego i troszczyła się o nich lepiej niż matka. Artemis swojej nie widziała już od wielu lat. Być może zginęła albo nadal mieszkała na wyspie Delos, bogini nie miała pojęcia. Kiedy tylko podrosła, ojciec zabrał ją i Apollina do pałacu, żeby zasiedli w gronie najwyższych bogów. To chyba wtedy bliźniacy widzieli Latonę po raz ostatni. Gdyby Artemida czuła cokolwiek do matki, zastanowiłaby się pewnie, czy w tej sytuacji by ją poparła, czy odsunęła na bok zupełnie jak Zeus. Prawda jednak była taka, że bogini ledwie pamiętała twarz Latony. Zbyt wiele lat minęło, za dużo się wydarzyło, żeby Artemida roztrząsała podobne problemy.

- A co z Herą? – wtrącił się Apollo.

Artemis obrzuciła go niechętnym spojrzeniem. Pytał o to tylko dlatego, że chciał przerwać jej dyskusję z Hestią, była tego pewna.

- Nadal nie mamy wieści. – Hestia posmutniała. W końcu Hera była nie tylko żoną jej brata, ale także siostrą. Artemida nigdy nie pojmowała, jak można poślubić członka najbliższej rodziny. Nie z powodu jakiś wzorców etycznych, w które ślepo wierzyli śmiertelnicy. Nic podobnego nie obowiązywało bogów. Zwyczajnie jednak Artemida nie wyobrażała sobie poczuć coś takiego do brata. Apollo był miłością jej życia, choć w zupełnie innym stylu. Byli nierozłączni, ale nie było w tym zupełnie nic romantycznego. – Niech wiatr jej sprzyja, a gwiazdy i księżyc wskazują odpowiednią drogę.

- A skoro o tym mowa – odezwała się Atena. Jej poważne spojrzenie skierowało się na młodszą siostrę. – Czy nie mogłabyś porozmawiać z księżycem?

- Myślisz, że nie próbowałam? – Czy wszyscy naprawdę mieli ją za skończoną idiotkę? – Ale Hera dla niego zniknęła. Księżyc nie jest w stanie zajrzeć wszędzie. I nie widzi za dnia.

- Słońce jej nie widziało – powiedział natychmiast Apollo. – Dotarła do wyroczni, ale później przepadła.

Zapadła nieprzyjemna cisza.

Artemida i Hera nigdy nie pałały do siebie szczególną sympatią. Bogini niebios była mściwa i często działała pod wpływem emocji, jak wtedy, gdy oślepiła Terezjasza za poparcie Zeusa w jednej z ich sprzeczek. Poza tym, Artemida nadal nie wybaczyła Herze tego, że usiłowała przeszkodzić Latonie w urodzeniu bliźniaków. Była też zła za to, że żona Zeusa podstępem namówiła ją do zabicia jednej z nimf. Co roku bogini oddawała jej cześć skromną ceremonią, w której tylko ona jedna brała udział. Traktowała to osobiście i żałowała błędu młodości.

W gruncie rzeczy, Artemida i Hera były do siebie dość podobne, choć starsza częściej wybierała rozwiązania siłowe. Ich wybuchowe charaktery nie stanowiły jednak najlepszego połączenia. Ale Hera była żoną Zeusa, a on ojcem Artemidy. Bogini nie mogła tak po prostu zignorować jej zaginięcia. Dlatego pytała księżyc wielokrotnie, każdej nocy, czy dostrzegł cokolwiek mogącego świadczyć o obecności Hery. To były trudne rozmowy. Długo trzeba było czekać na odpowiedzi księżyca, a nawet, gdy już padały, ich interpretacja zajmowała niemal drugie tyle samo czasu. Przez stulecia Artemida nauczyła się tej sztuki, ale nijak nie przyspieszało to jej pracy. Godzinami klęczała na podłodze swojej sypialni tuż przed otwartymi szeroko drzwiami balkonowymi i czekała. Ale księżyc nie miał jej nic przydatnego do powiedzenia.

O Posejdona martwili się mniej. Jednej nocy księżyc napomknął, że dostrzegł go w okolicach Cieśniny Beringa, a innego dnia słońce zauważyło jego obecność przy Morzu Czarnym. To były jedynie wzmianki, ale pozwalały wierzyć, że z bogiem mórz i oceanów nie działo się nic złego.

- Dobrze było z wami odpocząć, ale obowiązki mnie wzywają – powiedziała z uśmiechem Hestia, podnosząc się z trawy. – I nie martwcie się, wkrótce znajdziemy rozwiązanie.

Kiedy później Artemida próbowała sobie przypomnieć, co było pierwsze – huk czy wstrząs – nie potrafiła znaleźć jednoznacznej odpowiedzi. Nagle bowiem całym pałacem zatrzęsło w posadach, a ogłuszający dźwięk potoczył się niebem. Hestia zachwiała się i przyklękła na jedno kolano, usiłując zachować równowagę. Czwórka bogów natomiast spojrzała w kierunku, z którego zdawał się dochodzić hałas. Główna brama. Artemis zmrużyła oczy, stając prosto. Ciężko taki huk uznać za pukanie do drzwi. Byłoby to, zresztą, zbędne. Zazwyczaj informacje o przybyszu dostarczał Zeusowi jego wierny orzeł, Kuret.

Kolejny wstrząs niemal zrzucił Artemidę z nóg, ale Apollo zdążył chwycić ją za ramię i utrzymać w stabilnej pozycji. Hermes i Atena również wstali, patrząc w tym samym kierunku, co siostra. I sądząc po ich minach, oni także doszli do podobnych wniosków.

Ktoś próbował wedrzeć się do pałacu bogów.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • LBnDrabble rok temu
    Zapraszamy do wzięcia udziału w Konkursie na stusłówka.
    Tematy to:
    - Szał
    - Największe szczęście w świecie na końskim jeździ grzbiecie.
    Piszemy do 17.07.2021 godz.23.59
    W tej Bitwie nie może zabraknąć ciebie!!!

    Literkowa

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania