Brama – 8 – Czy ja zwariowałem?
Czy ja zwariowałem? Na własne oczy widziałem popielniczkę leżącą pod stołem! Słyszałem, jak upada! Przecież kot, który skutecznie gdzieś się ukrył, nie podniósł jej i nie odstawił z powrotem! Ale słyszałem też stuknięcie, jakby ktoś odstawił ją na miejsce.
Co się tutaj dzieje?
Dyskomfort spowodowany brakiem logiki stawał się nie do zniesienia.
Tym razem jednak chciałem uniknąć paniki. Skierowałem się w stronę wyjścia. Powoli idąc, miałem wrażenie, że krótki korytarz wydłuża się. Czułem, jak pokryte popękaną farbą ściany przytłaczają mnie swoim ciężarem. Wokół panowała cisza. Czułem, że chcę uciekać, ale w myślach mówiłem sobie: „tylko nie panikuj, zaraz wszystko jakoś się wyjaśni".
Otworzyłem drzwi, wyszedłem na zewnątrz i trzęsącą się ręką nerwowo zamknąłem je na klucz.
Lekkie, nocne powietrze oraz przestrzeń podwórka przyniosły mi ulgę. Bruno nie czekał na mnie pod drzwiami.
Kiedy oddalałem się od budynku, zorientowałem się, że znowu nie zgasiłem świateł. Ale przynajmniej to na zewnątrz przydało się, sprawiało, że nie panowała całkowita ciemność.
A co, jeśli zamknąłem kota? Przez całą noc będzie tam uwięziony bez jedzenia i wody.
Ale przecież szukałem go i nigdzie nie znalazłem. Na pewno czmychnął, kiedy wyganiałem Bruna. Poza tym wrócę tam jutro. Nawet jeśli gdzieś się schował, to nic mu się nie stanie, rano go wypuszczę.
Doszedłem do drzwi swojego domu. Psa nie było również tam.
– Brunooo!
Cisza.
– Brunooo, wracaj do domu!
Nadal nic.
Jeszcze tego brakowało, żeby pies gdzieś pobiegł. Idę do domu, na pewno zaraz wróci.
Usiadłem na sofie. W telewizji była powtórka rozmowy z jakimś politykiem, a na pasku informacyjnym przemykały bieżące wiadomości.
Dobrze, teraz muszę pomyśleć na spokojnie. Co tam się wydarzyło...? Nie wiem! Nie mam wyjaśnienia, co się stało z tą cholerną popielniczką! Oprócz tego jednego, że po prostu przywidziało mi się. Przywidziało i przesłyszało. A kot?
A bo mało tu kotów w okolicy? Przybłąkał się i poszedł. Pal licho kota, to akurat żadna zagadka.
Potem moje myśli zaczęły niepokojąco podążać w kierunku tajemniczej dziewczyny, którą spotkałem na łące.
Kim jest Elza? Czego tak uparcie i emocjonalnie szukała? Dlaczego powiedziała, że mieszka w domu moich dziadków? To oczywista pomyłka, ale po dzisiejszych przeżyciach nie mogłem pozbyć się wrażenia, że nie była ona przypadkowa.
I ta brama... Czy miała coś wspólnego z tą sytuacją?
Nie mogła mieć, bo to po prostu zwykła brama, nic wielkiego.
Nie wiem, jak długo siedziałem tak pogrążony w myślach. W każdym razie odczuwałem coraz większe zmęczenie i zaczynałem mieć ochotę pójść do łóżka.
Martwiła mnie nieobecność Bruna, który jeszcze nie wrócił.
Pościeliłem łóżko w przylegającym do salonu pokoju, którego okno skierowane było na ciemny ogród. Widać było kilka jabłonek, ledwie dostrzegalnych w świetle księżyca. W oddali latarnia oświetlała wiejską drogę.
Jeszcze raz wyszedłem na zewnątrz, by zawołać psa.
– Bruuunooo!
Wyszedłem dalej przed dom i rozejrzałem się po okolicy. Mimo jasnego księżyca niewiele mogłem dostrzec. Zaczynałem się naprawdę martwić.
Krzyknąłem jeszcze kilka razy, ale pies nadal nie wracał.
Wróciłem do domu i postanowiłem jednak się położyć. Przeżycia tego wieczoru sprawiały, że czułem się niepewnie, więc ściszyłem telewizor, ale zostawiłem go włączonego. Żeby sobie tam świecił, migał i gadał.
Kiedy już przysypiałem, obudził mnie dobiegający z oddali... strzał, który odbił się echem. Potem rozniosło się szczekanie okolicznych, wybudzonych ze snu psów.
Bruno! Gdzie on jest?! I co to za strzał? Pewnie myśliwi polują na dziki, które ryją rolnikom pola. Ale czy teraz na pewno jest sezon na dziki?
Po chwili usłyszałem znajome drapanie do drzwi. Wstałem i otworzyłem je. Przy wejściu siedział pies. Okropnie zdyszany, z wywieszonym językiem.
Jego łapy były ubłocone.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania