Czerń przetykana złotem, rozdział 8
Czerń przetykana złotem
Rozdział 8 Kawa, dym i stare tajemnice
Wieczorem Dante znowu położył się spać przy Lilith. Złapał się na tym, że po raz kolejny przygląda się jej drobnej śpiącej twarzy. Wzięła prysznic przed snem, przebrała się znowu w jedną z jego koszul, ignorując rzeczy, które pokojówka dla niej kupiła, na prośbę Marii. Wiedział, że powinien ją nakłonić do ubrania czegoś normalnego i przede wszystkim do wyjścia z sypialni. Ale widok jej w jego ubraniach budził w nim dziwnie zaborcze i jednocześnie ochronne instynkty. W takim wydaniu, wyglądała na jego. Sam skrzywił się na tą myśl, przypominając sobie widok samego siebie w jej wizji, w momencie, w którym ją kupił.
Zakup drugiego człowieka był fundamentalnie sprzeczny z jego wewnętrzną moralnością. Nie był dobrym człowiekiem, nie uważał się za takiego. Nie miał oporów, żeby pociągnąć za spust, kiedy sytuacja tego wymagała. Nie miał problemów z ignorowaniem litery prawa, jeśli ta właśnie stała mu na drodze do tego co chciał. Wierzył, że światem rządzą Ci którzy mają do tego wystarczająco siły, uporu i bezczelności, żeby brać to co uważają, że im się należy. Ale nie tyczyło się do drugiego człowieka. Handel ludźmi... Nie takie wartości wpoił mu ojciec przed śmiercią.
A jednak to zrobił. Kupił dziewczynę. Mógł sobie teraz tłumaczyć, że zrobił to, po to, żeby ją chronić przed pozostałymi zainteresowanymi stronami na aukcji. Teraz tak właśnie było, ale to tak naprawdę przyszło później. Tego co kierowało nim w sekundzie, w której podnosił do góry paletkę, tego sam nie był w stanie zidentyfikować. Tak, była w tym potrzeba kontroli sytuacji, była zwykła męska satysfakcja z odebrania komuś tego, czego bardzo chciał. Była potrzeba pokazania swojej dominacji wszystkim zgromadzonym. Było jednak coś jeszcze.
Przekręcił się na plecy patrząc w sufit. Odesłał do Aurevexu uprzejmą wiadomość, w której odmawia sprzedania tego, co należało do niego, zaznaczając jasno, że nie jest otwarty na dalsze negocjacje. Pierdolić każe im się następnym razem. Ale to nie Aurevex go martwił. To była legalna firma. Widzieli potencjał w badaniach nad Lilith, więc próbowali ją odkupić. Oferty kupna mógł odrzucać, próby negocjacji ucinać. To nie stanowiło problemu, zwłaszcza, że przedstawiciele firmy w tych próbach zachowywali się jak dzieci we mgle, wykorzystując oficjalne kanały. Nie mieli bladego pojęcia o przestępczości zorganizowanej i podziemnej stronie miasta, ani jak nawigować w tym świecie.
To co zaczynało go martwić, to milczenie drugiej strony. IGG i Victora Vassari. On miał zasoby, żeby mu zagrozić, pieniądze i władzę, żeby próbować go zastraszyć. Nikt, kto wynajmuje do brudnej roboty ludzi jak Nero Valenti nie zamierza grać czysto i zgodnie z prawem. A przedłużająca się cisza z ich strony tylko utwierdzała go w przekonaniu, że coś się szykuje. Miał tylko tą samą nadzieję, co Rio. Że będą gotowi. Rezydencja była strzeżona, ludzie na mieście mieli oczy szeroko otwarte, Massimo monitorował przez swoje kanały działania zarówno Victora, jak Valentiego. Wszyscy mieli nakaz się nie wychylać i być w pogotowiu. Cisza przed burzą zaczynała się robić duszna.
Lilith koło niego lekko się poruszyła przez sen. Znowu przeniósł na nią wzrok. Spała, spokojnie oddychając. Zastanowił się nad słowami Rio. Nad tym, że dziewczyna może nim manipulować. Myślał już o tym wcześniej, zanim te słowa padły z ust przyjaciela. Zwykle potrafił dobrze rozszyfrowywać ludzi. Najczęściej umiał wyczytać, czego od niego chcą w bardzo szybkim czasie. Zwykle były to pieniądze, albo władza.
Kobiety, z którymi się spotykał do tej pory właśnie tego od niego chciały. Piękne, puste i fałszywe, zawsze teatralnie uśmiechnięte. Zawsze uległe, gotowe się przymilać na każde jego skinienie, byle tylko być w stanie ugrać coś dla siebie. Jedne chciały biżuterii, diamentów, inne blichtru, jeszcze inne władzy i układów, jakie szły za byciem kobietą Dante Romano.
Nie szukał miłości, uważał, że jej nie potrzebuje, że uczucia sprawiają, że człowiek jest słaby, ma czułe punkty, które można wykorzystać. Przez całe życie świetnie sobie radził ze swoimi pragnieniami. Kobiety pojawiały się w jego życiu, później znikały. Wszystko sprowadzało się do jednego. Miał wrażenie, że płaci za seks, po prostu robiąc to w różnych walutach. Moralnie nie miał z tym zbyt wielkiego problemu, jednak z czasem zrobiło się to męczące. Zwłaszcza udawanie, że to jednak nie jest obustronna transakcja. Jego związki nie trwały długo. Od takich na jedną noc, do takich na kilka tygodni. Nic Więcej. Ostatecznie wszystkie kobiety stawały się zbyt przewidywalne i zbyt nużące. Żadna z nich nigdy nie zamieszkała w rezydencji, raptem kilka z nich miało okazję przekroczyć jej próg. Kilka razy ulokował jakąś w jego apartamencie w centrum miasta, ale nigdy nie zostawał tam nawet na całą noc. Najczęściej kończyło się po prostu na pokojach hotelowych, z których po wszystkim wracał sam do swojego świata.
Ale Lilith... Lilith wymykała się wszelkim schematom, z jakimi do tej pory się zetknął. Pojawiła się w jego życiu nagle, znikąd, niczego od niego nie oczekując, o nic nie prosząc. Ona po prostu była blisko. W jego koszuli, w jego łóżku. I, co najbardziej było dla niego zaskakujące, nie tylko mu to nie przeszkadzało. Zaczynało mu się podobać to, że była obok. Przynosiła ze sobą dziwny spokój, chociaż nad jej głową zbierały się burzowe chmury.
Nie prosiła o uwagę, nie prosiła o przywileje, ani bogactwo. Nie prosiła nawet o bezpieczeństwo i ochronę. Jak do tej pory, jedyne czego chciała, to żeby nikt już nie musiał za nią umierać. Do tego pokazała mu siebie w sposób w jaki nikt nigdy się przed nim nie obnażył. Pokazała mu swój strach, pokazała mu swoje najgorsze momenty, wpuściła go do swojej świadomości. Dante nigdzie w tym nie widział manipulacji, ani ukrytych motywów. Z resztą, jakie mogła by mieć. To on, głowa mafijnej rodziny, kupił ją, jak żywy towar, a ona w zamian wydawała się ufać mu na tyle, że pokazała mu całą siebie.
I co ja mam z Tobą zrobić mała. Pomyślał. Dziewczyna znowu poruszyła się przy nim, tym razem gwałtowniej, przez jej twarz przetoczył się wyraz niepokoju. Pewnie znowu zły sen. Sięgnął ręką do jej karku i zaczął ją delikatnie gładzić kciukiem po jej gładkiej skórze. Jej twarz się rozluźniła. Przysunął się bliżej, obejmując ją ramieniem. Bycie z nią blisko było dla niego zaskakująco łatwe. Może to przez jej ufność, może przez wizję, nie umiał powiedzieć.
Przyciągnął ją jeszcze ostrożniej do siebie, wciągając w nozdrza jej świeży zapach. Przymknął na trochę oczy, odsuwając już większość myśli na bok, skupiając się jedynie na cieple płynącym z drobnego ciała, śpiącego obok. Powieki szybko zaczęły mu ciążyć i odpłynął w sen, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, kiedy.
***
Obudził się rano pierwszy, Lilith zdawała się ciągle jeszcze mocno spać, w nocy musiała go objąć ręką, bo teraz jej drobna dłoń była zaciśnięta na materiale jego T-shitru na piersi. Oddychała miarowo, przez lekko rozchylone usta. Przez chwilę zastanowił się, jak musiała smakować, ale odsunął od siebie te myśli. Nie miał zamiaru wykorzystywać jej w ten sposób, zwłaszcza, że to on formalnie ją kupił. Nie chciał wykorzystywać tego faktu przeciwko niej.
Zaczęła się budzić chwilę po nim. Lekko mruknęła najpierw przez sen, później wyprężyła ciało. Rozciągając się, otarła się mocno o jego bok, posyłając wzdłuż jego kręgosłupa przyjemne mrowienie. Zacisnął mocniej szczęki. Niewykorzystywanie sytuacji nie będzie dla niego zbyt łatwe.
W końcu otworzyła oczy i jej wzrok spoczął na jego twarzy. Uśmiechnęła się lekko i schowała na chwilę twarz w jego ramieniu.
- Dzień dobry, dobrze spałaś?
Wymruczała tylko coś niezrozumiałego w odpowiedzi i znowu zerknęła na niego tym swoim badawczym wzrokiem. Zawsze kiedy na niego patrzyła, patrzyła wprost, nie uciekała wzrokiem na boki, ale Dante nigdy nie czuł się przez to niekomfortowo. Wręcz przeciwnie. Czuł się widziany.
- Lilith, śpisz w moim łóżku, od kiedy tu trafiłaś. Może chciałabyś mieć własny pokój.
Pokręciła przecząco głową.
- W tym domu jest dużo pokoi - kontynuował, chociaż sam tak naprawdę nie chciał, żeby się przeniosła. Ale chciał jej dać jej wybór - możesz wybrać dowolny, który by Ci się spodobał.
Nie spuszczała z niego wzroku.
- Nie chcesz mnie tutaj?
- Nie, mała, to nie tak - jego palce musnęły jej policzek - ale nie chcę, żebyś czuła, że nie masz wyboru i tu właśnie musisz spać.
- Wiem, że nie muszę. - zrobiła krótką pauzę - A Ty? chcesz, żebym spała gdzieś indziej?
Wypuścił lekko powietrze.
- Nie. Chcę, żebyś była tu co noc. - jego ramię przyciągnęło ją bliżej do siebie - ale nie dlatego, że ja tego od Ciebie oczekuję. Chcę, żebyś tu była, bo tak wybrałaś.
- Więc, tak wybrałam. Kiedy śpisz obok, czuję się bezpiecznie.
Poczuł wyraźną ulgę. Nie tylko chciała zostać blisko, ale jeszcze ufała mu na tyle, żeby spokojnie przy nim spać.
- Jak to możliwe mała, że tak łatwo mi ufasz, po tym wszystkim co Cię spotkało?
Zamyśliła się przez chwilę, marszcząc przy tym nos, co wydało mu się niesamowicie urocze.
- Ludzie mają swoje kolory - uniosła się lekko na łokciu i oparła brodę na jego piersi - a kolory swoje krawędzie. Twoje krawędzie nigdy nie są ostre, kiedy na mnie patrzysz.
Jej odpowiedź zaskoczyła go mocniej, niż by się spodziewał.
- Jak to, kolory, co masz przez to na myśli?
- To trudno wyjaśnić. - wzruszyła ramionami - profesor Orlova często mnie o to pytała. To nie jest tak, że ludzie są kolorowi, po prostu kiedy na kogoś patrzę, widzę też w głowie kolor. Jedni ludzie mają proste kolory, inni cała paletę barw. Jedne kolory są stonowane, inne krzykliwe. To w dużej mierze zależy od osobowości. Brzegi tych kolorów mogą być ostre, albo lekko rozmyte.
- I moje są rozmyte?
- Zwykle nie, zwykle są ostre. Ale kiedy na mnie patrzysz, łagodnieją.
- To niesamowite, jak wiele widzą te Twoje niezwykłe oczy.
- Kolor podobno był nie planowany.
- A reszta była?
- Chyba też nie.
Jej dłoń delikatnie przesunęła się po jego piersi.
- Mała, zjedzmy dziś śniadanie w jadalni, co Ty na to?
Milczała.
- Wiem, że masz problem z wyjściem z tego pokoju, ale za drzwiami nic złego Cię nie spotka. Moi ludzie są tu po to, żeby pilnować bezpieczeństwa, nie będą Ci wchodzić w drogę, jeśli tego nie chcesz - pogładził linię jej szczęki kciukiem - spróbujesz?
Przytaknęła.
- Ale najpierw chcę spróbować czegoś innego.
Uniosła się na łokciu i przysunęła się bliżej. Jej usta musnęły nieśmiało jego wargi.
- Lilith...? - mruknął przy jej ustach zaskoczony.
Nie odsunęła się. Wręcz przeciwnie, jej usta zetknęły się z jego odważniej. Zamarł tylko na chwilę, czując jak jego serce gwałtownie uderza o żebra. Nie spodziewał się tego. Nie spodziewał się, że będzie chciała przekroczyć tą granicę. Nie wiedział w pierwszym momencie co powinien zrobić, ale później jego dłoń wplotła się w jej włosy i przyciągnął ją ostrożnie bliżej, pogłębiając pocałunek i przejmując inicjatywę. Całował ją powoli, dając jej czas na oswojenie się z tym, co się miedzy nimi działo, chociaż sam walczył ze sobą, żeby opanować własne emocje i nie dać się ponieść. Nie chciał jej przytłoczyć. Jej usta były miękkie i odpowiadały na jego pocałunek z nieśmiałą wręcz łagodnością.
Kiedy w końcu lekko się odsunęła, na jej zaczerwienionych ustał błąkał się nieśmiały, ale zadowolony uśmiech.
- Lilith... - wychrypiał tylko, ledwo mogąc znaleźć głos.
- Nigdy wcześniej się nie całowałam. Chciałam sprawdzić jak smakujesz.
Lekko się zaśmiał, z niedowierzaniem.
- I?
- Smakujesz jak połączenie kawy, dymu i starych tajemnic.
- Ty za to, jak najwspanialsza słodycz świata.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania