Płonące Królestwo / The Kingdom Ablaze, rozdział II.II
Bez większego zawahania — choć nadal dość chwiejnie — Anxawrix otworzył drzwi i z miejsca oślepił go blask połyskującej od potu łysiny jego niezbyt lubianego i do tego wyjątkowo upierdliwego sąsiada: Żabò.
Zanim jednak zdążył zastanowić się nad celem tej "wyczekiwanej" wizyty, jak również wyśmiać w duchu bardzo krzykliwy szal swojego prawie-gościa, sam Żabò zaświergotał wesoło:
— Chwała Vurtessmonowi, drogi przyjacielu!
— A czym sobie zawdzięczam tę poranną wizytę, "drogi" sąsiedzie? – Odpowiedział tak słodko, jak tylko mógł, zważywszy na po-wczorajszą chrypkę, zgrabnie unikając przy tym odpowiedzi na obligatoryjne królewskie przywitanie.
— Poranną? No co ty, drogi kolego. Mlask. Jest prawie południe. Żar się leje z nieba... Uff. Popiło się troszkę wczoraj, co? Przyjacielu? – Wysapał prawie jednym ciągiem tak samo lepkich od słodyczy wyrazów. Uśmiechnął się szeroko, ukazując perłowo-biały zestaw zębów.
— Faktycznie... – Anxawrix zmrużył oczy, spoglądając przez ledwie chwilę na ostre słońce. Zwrócił zaraz swoje spojrzenie na lśniące od potu czoło i policzki Żabó, po czym zupełnie bez skrępowania zatrzymał wzrok na wściekle-musztardowej potworności na jego szyi, dodając drwiąco: — Żar się leje...
— Ekhm. Wiesz... Przyjacielu... Chrum. Gorąco to może i jest, ale... – Żabò rozejrzał się nerwowo, zupełnie straciwszy rezon. Bezwiednie przetarł czoło tym samym szalem. – Teraz jest ta, no, pora... taka niepewna, nie? Yhym. Tak... – Zamyślił się, nerwowo skubiąc swój misternie przystrzyżony wąsik à la konferansjer oberżysty. – Tak! Sezon! Leśnej grypy! Khy khy – Dodał pokasłując bardzo sztucznie. Wyraźnie odzyskał dobry humor.
— Leśna grypa? Przecież to bajka. Z wierszyka dla dzieci. Co ty pleciesz?
— Wierszyka, przyjacielu? Khy. Nie wiem, o czym mówisz...
Anxawrix przewrócił oczami i zaczął recytować beznamiętnie:
— "Jeśli szalik z szyi spadnie, grypa leśna Cię dopadnie."
— "I oplecie, capnie snadnie — mlask — gdy też czapka z głowy spadnie" – Podjął Żabò z uśmiechem.
— Właśnie tego.
Żabò uniósł wyprofilowane brwi, informując, że w końcu dotarł do niego sens słów sąsiada.
Po chwili, która w takich momentach lubi się nieznośnie przeciągać, odezwał się znowu:
— Chcesz mi powiedzieć, drogi kolego. Chrum. Że nie jest to cytat z Książeczki Samoleczenia Domowego?
— Rymowany?! – Jęknął Anxawrix, tracąc już resztki sił do ciągnięcia tej rozmowy. Ostentacyjnie zwalił cały swój ciężar ciała na framugę drzwi.
Anxawrix nie był w gruncie rzeczy złą osobą. Nie miał osobiście nic do Żabò. Za to doskonale wiedział, że wszyscy inni mieli dużo. Jego szalik, artykulacja, przesadnie regulaminowy wąsik, dobór słów, znowu szalik, manieryzm czy nawet sposób w jaki oddychał były w całej okolicy tematem licznych dyskusji i żartów, wcale nie wypowiadanych po kryjomu, tylko prosto w jego pełną naiwnego optymizmu twarz.
Przypomniał sobie właśnie jeden z tych bardzo niewybrednych żartów i uśmiechnął się w duchu. Spojrzał zaraz potem z politowaniem na tę zlaną potem masę w kształcie jego sąsiada i odezwał się zdecydowanie łagodniej:
— To co cię właściwie sprowadza do mnie?
Anxawrix widział wyraźnie jak kompletnie zbity z tropu Żabò wykonuje nie lada wysiłek umysłowy, żeby sprowadzić z powrotem rozmowę na właściwie sobie tory. Obserwował, jak gdyby w komicznie spowolnionym tempie jego twarz napinała się.
Krople potu na czole utworzyły jedną błyszczącą smugę. W jego oczach pojawiła się prawie namacalna iskra, która dynamiczna rosła. Usta otworzyły się w szerokim uśmiechu.
W końcu, drżącym z emocji głosem, Żabò wychrypiał:
— Dziś jest dzień zapisów do gildii!!!
Post scriptum auctoris:
Gildia Magów jest naczelną jednostką administracyjno-organizacyjną, która nadzoruje wszystkie szkoły, stowarzyszenia i pomniejsze kółka magiczne.
Każde państwo pod protektoratem ereńskim posiada swój odpowiednik gildii, a każda stolica jej siedzibę, która pełni również rolę urzędu do załatwiania zupełnie przyziemnych spraw.
W mniejszych miastach i wsiach główną rolę administracyjną odgrywają odpowiednio: szkoły z Naczelnym magiem w roli dyrektora, Głównym magiem w stowarzyszeniach i Starszym skrybą w kółkach, z zachowaniem właściwej hierarchii i podziału.
Z tego względu, zgodnie z oczywistym umiłowaniem wszystkich magów do złożonej biurokracji, dołączenie do gildii — szczególnie w wieku dorosłym — nie jest łatwym procesem, ponieważ wymagana jest choćby minimalna cząstka magiczna obecna w studencie.
Nie przeszkadza to jednak coraz to kolejnym niemagicznym petentom w usilnych próbach, ponieważ społeczność magów nie są wolna od pokus przekupstwa i nepotyzmu i chętnie przydziela swoim coraz to nowe ciepłe posadki w kolejnych pododdziałach urzędu magicznego.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania