Poprzednie częściSklep rzeczy utraconych

Sklep rzeczy utraconych - rozdział 8

Eveline nie spała dobrze tej nocy. Za każdym razem, gdy zamykała oczy, słyszała trzask pękającej liny. W końcu usiadła na łóżku i odsunęła kołdrę. Celia spała obok, zwinięta na boku, z twarzą częściowo ukrytą w poduszce. Eveline wstała. Podeszła do stojącej przy ścianie miednicy i nalała do niej trochę wody z dzbanka. Zanurzyła dłonie. Woda była lodowata. Przemyła twarz i odgarnęła przyklejone do czoła mokre włosy. Palce mimowolnie przesunęły się po skórze. Pod opuszkami wyczuła cienką krawędź blizny. Przesunęła po niej powoli.

Miała wtedy cztery lata. Nie wiedziała, gdzie była ani jak się tam znalazła. Pamiętała zimno oraz to, że leżała i nie mogła przestać się trząść. Wołała, ale nikt nie przychodził. Wszystko wokół było ciemne. A potem ciemność ustąpiła. Ktoś nad nią stał. Pochylił się i wziął ją na ręce. Pamiętała tylko, że przestała marznąć.

Eveline otworzyła oczy. Jej palce nadal spoczywały na bliznie. Zabrała rękę i zaczesała grzywkę z powrotem na czoło. Wróciła do łóżka i położyła się ostrożnie, żeby nie poruszyć materaca.

Celia odetchnęła głębiej.

— Zimno ci? — mruknęła przez sen.

— Nie.

Eveline leżała nieruchomo aż do świtu.

***

Rano Vaelen był już w sklepie. Eveline zauważyła go przez szybę, zanim otworzyła drzwi. Stał przy biurku na zapleczu, widoczny przez otwarte drzwi prowadzące z sali sprzedażowej. Dzwonek nad drzwiami zabrzmiał cicho. Vaelen oderwał wzrok od dokumentów.

— Dzień dobry, panno Vale.

— Dzień dobry.

Zdjęła płaszcz i odwiesiła go na haczyk. Vaelen przyglądał jej się przez moment.

— Źle pani spała.

Eveline odruchowo poprawiła grzywkę. Vaelen odsunął krzesło po drugiej stronie biurka.

— Proszę usiąść.

Eveline zawahała się, ale podeszła i usiadła. Vaelen oparł się o krawędź blatu.

— Kilka dni temu pytała mnie pani o znak na medalionie.

— Pamiętam.

— Znalazła pani odpowiedź.

Eveline zmrużyła oczy.

— Skąd pan wie?

Vaelen wskazał głową półkę nad biurkiem.

— Bo trzeci tom stoi grzbietem do środka.

Eveline spojrzała na półkę. Rzeczywiście. Trzeci tom stał odwrotnie.

— Dom Archen — powiedziała w końcu.

Vaelen nie zareagował.

— Co jeszcze?

— „Linia wygasła".

Skinął głową.

— I co pani z tego wywnioskowała?

— Że medalion należał do rodu, który przestał istnieć razem z Archen.

— Odwrotnie.

Eveline podniosła wzrok.

— Słucham?

— Archen przestało istnieć razem z rodem.

Przez chwilę żadne z nich się nie odezwało.

— Skąd pan to wie?

— Na to pytanie nie odpowiem.

Vaelen wyrównał papiery leżące na blacie.

— Ładunek — powiedział. — Od tego trzeba zacząć.

— Czego pan właściwie szuka? — zapytała.

Jego palce zatrzymały się na moment na krawędzi papieru.

— Tego, gdzie kończyły się transporty Mareta.

— Nie tego, co przewoził?

— Nie.

Odpowiedział zbyt szybko.

— Pan wie.

— Tego nie powiedziałem.

— Nie musiał pan.

Vaelen wyprostował się.

— Od tej chwili nie chodzi pani sama do archiwów, portów ani magazynów.

— Czyli jednak mam siedzieć w sklepie.

— Nie.

Eveline spojrzała na niego.

— Jeśli chce pani dalej szukać, będzie pani szukać.

— Z panem.

— Pod moją wiedzą.

— To brzmi mniej hojnie.

— Bo nie jest propozycją.

— A jeśli znajdę coś, czego pan nie chce, żebym znalazła?

Vaelen milczał przez chwilę.

— Wtedy przyniesie mi to pani pierwsza.

— Dlaczego?

— Bo wczoraj ktoś próbował panią zabić.

Eveline otworzyła usta i zaraz je zamknęła. Gdzieś od strony ulicy trzasnęły drzwi. Drgnęła, zanim zdążyła się powstrzymać.

— Dobrze — powiedziała w końcu.

W szufladzie pod blatem, między dokumentami pani Maret, nadal leżała koperta z monetą. Nie wspomniała o niej.

Vaelen przesunął w jej stronę czystą kartkę.

— Jutro złoży pani formalny wniosek o dostęp do zbiorów wyłączonych z udostępniania.

Eveline spojrzała na papier.

— Odmówią.

— Mam taką nadzieję.

Podniosła na niego wzrok.

— Nie chce pan tych dokumentów?

— Chcę podpisu pod odmową.

Eveline odchyliła się na krześle. Wniosek trzeba było rozpatrzyć. Ktoś musiał go przyjąć, przekazać dalej, a na końcu podpisać odmowę. Odmowa miała datę, podstawę i nazwisko.

— Dlaczego to ja mam złożyć wniosek?

— Bo pani była w archiwum.

Eveline podniosła wzrok.

Vaelen przesunął kartkę bliżej.

— Pani wniosek jest wiarygodny.

To była prawda. Nie była całą prawdą, ale Eveline nie umiała jeszcze powiedzieć, której części brakuje.

Sięgnęła po pióro.

— A do tego czasu?

Vaelen otworzył szufladę biurka i wyjął niewielką kopertę.

— Do tego czasu odprawy portowe i tak nigdy nie trafiły do archiwum miejskiego.

Podał jej kopertę. Na grubym kremowym papierze widniało nazwisko gospodarza oraz adres jednej z kamienic w zachodniej części miasta.

Lucien de Rhen.

— Jego ojciec był naczelnikiem wydziału odpraw portowych — powiedział Vaelen. — W czasie, gdy działała Północna Kompania.

— Więc powinien mieć rejestry.

— Powinien był mieć.

Eveline spojrzała na niego.

— Nie żyje. Od siedmiu lat.

— Lucien ma dokumenty ojca?

— Tego musimy się dowiedzieć.

Obróciła kopertę w palcach. Zaproszenie było na dziś wieczór.

— Od kiedy pan je ma?

— Od pewnego czasu.

— Wczoraj też?

Vaelen nie odpowiedział. Eveline odłożyła kopertę na blat.

— Czyli mamy tam wejść, znaleźć Luciena i wypytać go o papiery jego ojca.

— Niezupełnie.

Eveline uniosła brwi.

— Nie sądzę, żeby Lucien chciał nam je pokazać.

— Więc po co tam idziemy?

Vaelen oparł się wygodniej o krawędź biurka.

— Żeby je zobaczyć bez jego zgody.

Eveline patrzyła na niego przez chwilę.

— Chce pan ukraść dokumenty.

— „Ukraść" brzmi bardzo ostatecznie.

— A co pan proponuje?

— Pożyczyć.

— Bez pytania.

— Na krótko.

— To nadal kradzież.

Vaelen wskazał głową czystą kartkę leżącą przed nią.

— Cieszę się, że ustaliliśmy terminologię. Proszę napisać wniosek.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • karcian wczoraj o 22:25

    Uff... to był/jest dla mnie bardzo trudny rozdział. Cieszę się, że mam go już za sobą ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania