Poprzednie częściTouchdown! – Prolog

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Touchdown! – Rozdział 1

(Cześć! Ponieważ prolog mojej małej odskoczni przyjął się całkiem nieźle, jest kontynuacja. Dzięki za pozytywny feedback i pozdrawiam czytelników! :) :)

 

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

Wczesny wrzesień, rok 2002

Wiecie co jest najgorszym wynalazkiem człowieka? Budzik. To cholerne ustrojstwo właśnie przerwało mi piękny sen o wygraniu Super Bowl(1). Wstałem zły i przeciągnąłem się, przy okazji wyłączając to przeklęte narzędzie diabła. Rozejrzałem się po swoim małym, ale przyjemnym dla nastolatka pokoju: wszystkie ściany były pokryte plakatami zawodników Dallas Cowboys (2), łóżko z pościelą, na której było nadrukowane logo tejże drużyny, duża szafa na ciuchy, zawieszone na ścianie półki z moimi futbolowymi trofeami, biurko, na którym stał komputer i więcej futbolowych „śmieci” stojących obok niego... Można powiedzieć „ciasny, ale własny”. Włączyłem radio stojące na moim biurku i ubierając się słuchałem co tam do powiedzenia ma spiker…

 

„… i na ustach całego Whitewall jest mecz na inauguracje sezonu na Hell Stadium pomiędzy naszymi ulubieńcami z Whitewall Devils a Hightown Outlaws, który odbędzie się dziś wieczorem o godzinie 19:30! Nie oczekujemy niczego poza pewnym zwycięstwem! Czy Paul Parish stanie na wysokości zadania i je nam zapewni? Chłopak z pewnością ma talent, jednak nie ustrzegł się kilku błędów podczas gry w juniorskiej drużynie. Miejmy nadzieję, że jego legendarny ojciec przekaże mu parę wskazówek, bo nic tak nie zadowala kibiców jak zwycięstwo na inaugurację nowego sezonu! Z innych wiadomości…”

 

Wyłączyłem radio. Tak jakby presja, jaką wywiera na mnie mój staruszek i trener Frank była za mała… Cholera, wiem, że nie jestem rozgrywającym na miarę Troy’a Aikmana(3), ale zejdźcie ze mnie, jestem tylko człowiekiem! Z resztą, nieważne, i tak skończyłem się ubierać. Miałem na sobie swoje luźne jeansy koloru bladoniebieskiego, zapięte na czarny pasek oraz moją nierozłączną koszulkę sportową koloru czerwonego i z trzema białymi paskami na rękawach, a także z numerem 9 z przodu i z tyłu oraz moim nazwiskiem na górnej części pleców. To właśnie ją mam na sobie, kiedy reprezentuję szkołę Whitwall High na meczach futbolowych. Wszyscy zawodnicy noszą je w szkole z dumą. Szybko przejrzałem się lustrze. Co widzę? Wysokiego na około 180 centymetrów i przyzwoicie umięśnionego blondyna o niebieskich oczach, który jest gotowy skupiać na sobie uwagę całego liceum i skopać dupę grającej przeciwko nam szkole!

Kiedy już upewniłem się, że wyglądam wyjściowo, wyszedłem ze swojego pokoju i udałem się po schodach na dół do jadalni na szybkie śniadanie, zanim przyjadą po mnie kumple z drużyny. Przy stole siedział starzejący się, choć wyglądający na eks-sportowca mężczyzna o brązowych, choć siwiejących już włosach, ubrany w białą koszulę do garnituru i czarny krawat oraz czarne spodnie, również do garnituru. Zapewne przed chwilą skończył jeść i czytał gazetę, wyraźnie skupiony na jakimś artykule. To właśnie był mój ojciec, fantastyczny Charles Parish, była gwiazda teksańskiego futbolu na poziomie szkolnym. Usiadłem koło niego i gdy mnie zobaczył, odłożył gazetę i spojrzał na mnie typowym ojcowskim wzrokiem.

— Dzień dobry, synu! – powiedział do mnie, a na jego twarzy pojawił się uśmiech. No cóż, może i jest surowy, ale przynajmniej wciąż się do mnie uśmiecha jak na kochanego tatulka przystało…

— Hej, tato… – odpowiedziałem leniwie, wziąłem kawałek chleba i zacząłem smarować go masłem i kłaść różne składniki. — Będziesz dzisiaj na meczu czy pracujesz do późna? – spytałem.

— Synek, zapomniałeś już, że na czas Waszych meczów całe miasto obumiera? – odpowiedział pytaniem na pytanie tata. — Oczywiście, że będę! Odkąd zostałeś pierwszym rozgrywającym w swojej szkole, robię wszystko, żeby oglądać jak spuszczacie łomot reszcie Teksasu! – dodał. No tak, przypomniałem sobie, że jak mamy mecz, Whitewall zamienia się w miasto duchów…

— No tak, wybacz, zapomniałem! – odpowiedziałem sarkastycznie i zaśmiałem się, sięgając po kolejną kromkę chleba. Po chwili z kuchni przyszła do nas i usiadła ubrana w biały szlafrok dorosła kobieta o długich blond włosach, zadbanej sylwetce i dołeczkach w policzkach. Była to Mary Ann Parish - była kapitan cheerleaderek Whitewall Devils i najpopularniejsza dziewczyna w szkole, a obecnie moja matka.

—Dzień dobry, Skarbie! Dobrze dziś spałeś? – spytała mnie opiekuńczym głosem. Wiecie, aż mi się wierzyć nie chce, że ta kochana i rodzinna kobieta była arogancką cheerleaderką, kiedy chodziła do Whitewall High z moim ojcem. Pewnie z wiekiem człowiekowi przechodzi, chociaż słyszałem, że za tą metamorfozą kryje się jakaś grubsza historia, którą moi starzy nie chcą się ze mną podzielić, a pytałem wielokrotnie…

— Tak, mamo… Do czasu aż nie obudził mnie… – nie dokończyłem, ponieważ usłyszałem znajomy dźwięk klaksonu samochodowego… — Ups, to chyba Ted Walton po mnie przyjechał. Muszę lecieć! – wstałem z krzesła, pożegnałem się z rodzicami i wyszedłem z domu. Od razu zauważyłem czerwonego Forda F150 w wersji z 1980 roku i z białym numerem 72 na drzwiach. Za jego kierownicą siedział bardzo gruby chłopak o białym kolorze skóry i czarnej fryzurze typu Flattop noszący koszulkę futbolową właśnie z tym numerem. To właśnie Ted Walton, mój ulubiony liniowy ofensywny (4), który chroni mnie przed zawodnikami obrony jak swojego młodszego brata. Bardzo sympatyczny człowiek. Jeśli istnieje ktoś taki jak prawdziwy przyjaciel, to byłby nim właśnie on.

— Hej, Parish! Ty chudy sukinkocie! Jedziemyyyy! Iiiihaaaa! – krzyknął z uśmiechem na twarzy i ruszył, a ja rzuciłem się w pogoń za ciężarówką. To była ulubiona zabawa Waltona podczas naszej wspólnej podróży do szkoły. Uwielbiał patrzeć jak próbujemy go dogonić i wskoczyć do środka. — No dalej, Paul! Musisz zasłużyć! – śmiał się dalej i otworzył mi drzwi do swojego samochodu. W końcu udało mi się wskoczyć na próg i wsiąść do środka.

— I co Ty na to, Teddy?! – spytałem zamykając drzwi z powrotem.

— No i to jest mój rozgrywający! – odpowiedział i wziął hamburgera, który leżał na desce rozdzielczej, po czym zaczął go konsumować.

— Mój też! Hola, amigo!– odezwał się nagle głos z tyłu. Nawet nie zauważyłem podczas biegu, że na pace siedział ktoś jeszcze: skrzydłowy(5) Ramon Bautista. Był to umięśniony Latynos o rozchełstanych włosach koloru czarnego i posturze pięściarza wagi ciężkiej, ubrany w koszulkę Whitewall Devils, na której znajdował się numer 86. W sumie to porównanie jest całkiem trafne, ponieważ Ramon oprócz futbolu amerykańskiego trenuje boks i zdobył nawet stanowe mistrzostwo juniorów w tej dyscyplinie. Przeprowadził się do Whitewall z przedmieść Las Vegas, kiedy miał trzynaście lat. Wspominał coś, że to z powodu śmierci jego ojca, ale nic poza tym nie wiemy o tych okolicznościach. To dobry zawodnik. Może nie jest taki szybki jak na skrzydłowego, ale nadrabia to nadzwyczajną jak na pozycję, na której gra siłą. Złapanie go to jedna rzecz, ale sprowadzenie go na ziemię? Powodzenia…

— Ramon! Ty też tu jesteś? – odwróciłem się i zapytałem.

— Jak widać! W ogóle miałem najpiękniejszy sen tej nocy, wiesz? – pochwalił się.

— Piękniejszy niż wygranie Super Bowl? – odpowiedziałem mu i parsknąłem śmiechem. On zrobił to samo. Ramon opowiadał nam o swoim śnie, w którym walczył na ringu z obydwoma braćmi Kliczko jednocześnie i wygrał. Może to głupie, ale nie byłaby to jakaś fantazja moim zdaniem. Nawet na meczach futbolowych Ramon niejednokrotnie radził sobie z zawodnikami większymi od siebie. Po chwili Ted zatrzymał się przed jakimś domem jednorodzinnym, przed którym łopotała na maszcie flaga Stanów Zjednoczonych. Nagle zauważyliśmy jak w naszą stronę biegł biały chłopak, ubrany w koszulkę Devilsów z numerem 51 oraz czarny kapelusz kowbojski na głowie. Miał jeszcze większą muskulaturę niż Bautista. Gdybym miał go do kogoś porównać, celowałbym w Schwarzeneggera, kiedy grał w Terminatorze. Podbiegł energicznie na jakąś małą górkę przed jego domem i wskoczył na pakę Forda ze śmiechem, podczas gdy Ted odpalił w radiu piosenkę Manthem autorstwa Bouncing Souls i ruszył z piskiem opon swojego pickupa.

— Wszechpotężny linebacker(6) Chase Holt, syn brutalnego Todd’a Holta! Witamy na pokładzie! – powitał go Ramon i odsunął się, żeby zrobić mu miejsce. On z kolei pochylił się w stronę szoferki, gdzie siedziałem ja i Walton.

— Dzień dobry, Panienki, dzień dobry! – powiedział radośnie. — Słuchajcie, nie śpię od bladego świtu i muszę zadać Wam pytanie… O co chodzi z tą całą Anną Wachowski? Wiecie, tą rudowłosą lalunią z dziwacznym akcentem?

— Nową cheerleaderką? – spytałem zaciekawiony. — To nowa przyjaciółka Jen(7), podobno świetnie sobie radzi.

— O, mój Boże! Tak, ona! Ma to cudowne spojrzenie, które mówi „mam ochotę Cię ujeżdżać jak kowbojka byka na rodeo tak długo aż nic z Ciebie nie zostanie! – odpowiedział napalony, na co ja i Ted wybuchliśmy śmiechem.

— Skup się, chłopie, mamy mecz do wygrania! – upomniałem go, śmiejąc się.

— Nie mogę się skupić, muszę dorwać jakąś dupeczkę! Już! – wrzasnął Chase i też się zaśmiał, po czym zwrócił się do Ramona. — Hej, Ramon, weź załóż perukę czy coś, Ciebie zaraz stuknę! – zażartował.

— Mam Ci przypomnieć, że trenuję boks?! – spytał Latynos z udawanym groźnym głosem i poklepał go przyjacielsko po nodze.

Resztę drogi spędziliśmy gadając o dzisiejszym meczu, słuchając takich kawałków jak właśnie Manthem lub Nice Guys Finish Last od Green Day i obstawiając między sobą iloma punktami wygramy z Hightown Outlaws. Jechaliśmy przez bezdroża, a potem pustą drogę jednokierunkową w stronę centrum naszego miasteczka, gdzie znajdowała się też nasza szkoła. Po drodze mijaliśmy rozmaite budynki od ratusza i biura szeryfa po sklepy i małe biurowce. Wszystkie miały jednak wspólną cechę: były powywieszane na nich flagi i transparenty Whitewall Devils. Nic dziwnego, przecież byliśmy dumą naszego miasteczka! W końcu dojechaliśmy na teren szkoły, gdzie powitało nas całkiem spore stado uczniów, którzy wielbili nas na każdym kroku. Wśród nich byli również inni zawodnicy oraz cheerleaderki, w tym moja ukochana Jennifer. Wszędzie rozpoznałbym tą niewiele niższą ode mnie, ale piękną laskę z długimi włosami koloru brunatnego, zielonych oczach i jędrnymi piersiami. Wysiadłem z pickupa i powitałem ją przytuleniem i czułym pocałunkiem.

— Hej, Skarbie! Długo musiałaś czekać na nas? – spytałem.

— Nie, spokojnie! Też dopiero co przyjechałam. Brittney… wiesz, ta z krótkimi blond włosami mnie podwiozła. Nie mogę się doczekać dzisiejszej imprezy po meczu, który na pewno wygracie! Muszę spędzić z Tobą… trochę czasu. – powiedziała zalotnie i patrzyła na mnie z usmiechem

— W to nie wątpię… – odpowiedziałem i pocałowałem ją znowu. — Zobaczysz, Outlaws nie mają z nami szans…

— Nic innego nie wchodzi w grę! – zaśmiała się Jen. —A tak poza tym to koniecznie musisz zobaczyć tą rudą Polkę w akcji. No urodzona cheerleaderka! – dodała z zachwytem.

— Polkę? – spytałem zdziwiony.

— Nie mówiłam Ci ostatnio? Ta cała Anna pochodzi z Polski. Przeprowadziła się tu z rodziną rok temu, bo jej tata dostał w Whitewall pracę. Będzie jeździł ciężarówką w firmie przewozowej taty Zane’a! – wyjaśniła mi. A więc mamy obcokrajowców w miasteczku. Nie, żeby mi to przeszkadzało… tak długo jak są tu legalnie i pracują na swoje, rzecz jasna. Mimo wszystko, byłem zaskoczony tą informacją. Owszem, Wachowski to dosyć egzotyczne nazwisko w Ameryce, no ale myślałem, że imigranci z Europy preferują Wschodnie Wybrzeże, nie Południe.

— Ok, rozumiem. To dobrze, że u Ciebie wszystko w porządku! Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć Wasz układ na meczu! – powiedziałem i razem z Jennifer poszliśmy w stronę szkoły, bo zaraz miał zabrzmieć dzwonek na lekcje. Gdy znaleźliśmy się w środku, pożegnałem się z nią, gdyż mieliśmy zajęcia w różnych salach lekcyjnych i udałem się do swojej szafki po książki. Nie było trudno ją znaleźć, bo my, gracze Whitewall Devils, mieliśmy przyczepione na drzwiczki szafek nalepki w kształcie piłek futbolowych, na których były nasze nazwiska, a pod nimi numery. Już zamykałem szafkę, kiedy obok mnie pojawiła się znajoma twarz.

— Hej, Parish! Gotowy na mecz? – spytał biały chłopak z krótkimi włosami koloru brunatnego, okrągłą twarzą i wysportowanej sylwetce. Miał na sobię koszulkę Devilsów z numerem 30, jeansy marki Levis oraz drogo wyglądające adidasy w kolorze białym. Tym szpanerem był Zane Winnington, nasz safety (7) oraz najbogatszy dzieciak w szkole. Jego rodzice dorobili się fortuny na firmie przewozowej i chociaż Zane lubił nabijać się z patrzących na niego z zazdrością uczniów z biedniejszych rodzin, kolegów z drużyny traktował jak przyjaciół bez względu na wszystko.

— Hej, Zane… – odpowiedziałem niechętnie i spojrzałem na niego. — No jasne! To w końcu nasz pierwszy mecz w tym sezonie! – dodałem, uzbrajając się w entuzjazm

— No i takie nastawienie to ja lubię! Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć zazdrosne spojrzenia tych wszystkich biedaków z Hightown jak zobaczą moje nowe korki! Adidas, nówka sztuka, nawet zawodnicy NFL ich jeszcze nie mają! – zaśmiał się arogancko Winnington.

— Słuchaj, chętnie bym został i pogadał o Twoich nowych korkach, ale muszę uciekać na lekcję! Narka! – pożegnałem go i pobiegłem na lekcję biologii. Słowo daję, nie rozumiem jak my z nim wytrzymujemy. Gdyby nie fakt, że gra fantastycznie w obronie, wszyscy przekonalibyśmy trenera Franka do wywalenia go na zbity pysk. Z resztą, nieważne, teraz trzeba przetrwać biologię… i resztę przedmiotów. Wszedłem do klasy, przywitałem się z panią Dawson – naszą nauczycielką i usiadłem w ławce na końcu sali. Już miałem się zdrzemnąć, kiedy nagle usłyszałem jakiś głos z lewej strony.

— Hej! Paul! Pamiętaj, że po tej lekcji jest apel przedmeczowy(8)! – szepnął do mnie niski, czarnoskóry chłopak o łysej głowie i lekko zestresowanym spojrzeniu. Miał na sobie koszulkę Devilsów z numerem 22 i nazwiskiem Allen z tyłu.

— Spokojnie, Darius, pamiętam… Ty lepiej znajdź w sobie siłę na przebijanie się przez obrońców dzisiaj. Potrzebujemy naszego najlepszego biegacza (10) dzisiaj! – odpowiedziałem mu cicho i uśmiechnąłem się. Darius choć był niski to nadrabiał ten fakt świetną szybkością, zwinnością i niesamowitą jak na niego siłą. Komentatorzy mówią na niego per „Bestia”. Podobnie jak ja, Dariusa też spotyka ten zaszczyt bycia synem licealnego mistrza Teksasu z 1983 roku. Jego ojciec, Dylan Allen, grał w Devilsach z moim tatą, również jako biegacz.

— O to się nie martw! Będę biegał po ich ciałach, jeśli będzie trzeba! – puścił mi oko i próbował się nie śmiać. — A gdzie jest mój ulubiony czarny skrzydłowy z dredami jak u Predatora? – spytał. Osobą, o którą pytał był Kevin Taylor - koleś, który gra na skrzydle razem z Ramonem. Też byłem zdziwiony jego nieobecnością, w końcu uwielbia jak cała szkoła patrzy na niego podczas apelu przedmeczowego.

— Nie wiem, nie widziałem go przed szkołą ani w szkole. Może zaspał czy coś… – powiedziałem obojętnie. — A teraz wybacz, ale chcę się zdrzemnąć... – powiedziałem i położyłem głowę na ławce. Dobrze, że jakiś grubas przede mną zasłaniał mnie przed Panią Dawson. Nie wiem ile czasu zajęła mi drzemka, ale obudził mnie dzwonek na przerwę. Szybko wstałem z Dariusem i skierowaliśmy się w stronę sali gimnastycznej, gdzie mieliśmy przygotować się do apelu. Ciekawe co pokaże Jen i reszta cheerleaderek…

 

1) Super Bowl - najważniejszy mecz w sezonie ligi futbolu amerykańskiego (NFL) pomiędzy najlepszymi drużynami w dwóch dywizjonach, na które składa się liga.

2) Dallas Cowboys – drużyna NFL, która w latach 90-tych rządziła ligą. Wygrali w tamtej dekadzie Super Bowl trzy razy i mówiono na nich „America’s Team”

3) Troy Aikman – były zawodnik Dallas Cowboys, który grał na pozycji rozgrywającego w latach 1989 – 2000.

4) Liniowy ofensywny – jeden z pięciu zawodników linii ofensywnej, który ustawia się przed rozgrywającym i chroni go przed szarżującymi na niego obrońcami, głównie liniowymi defensywnym, którzy ustawiają się naprzeciwko.

5) Skrzydłowy – zawodnik formacji ataku, który łapie podania od rozgrywającego i próbuje przebiec z piłką do pola punktowego.

6) Linebacker – zawodnik obrony, który ustawia się za linią defensywną i zazwyczaj jego celem jest zatrzymanie biegacza lub krótkich podań. Może też jednak szarżować na rozgrywającego, jeśli jest wystarczająco szybki i nie zostanie zablokowany.

7) Jen – zdrobnienie od imienia Jennifer.

8) Safety – zawodnik formacji obrony, który ustawia się najdalej. Jest ostatnią deską ratunku, jeśli zawodnik formacji ataku znajdzie się za daleko dla pozostałych obrońców. Istnieje dwóch graczy typu safety w futbolu: Free Safety (i Strong) Safety.

9) Apel przedmeczowy (po angielsku Pep Rally) - spotkanie przed meczem mające podnieść szkołę na duchu.

10) Biegacz – zawodnik ustawiający się zazwyczaj obok lub za rozgrywającym i dostaje od niego piłkę „od ręki do ręki”, po czym biegnie w stronę pola punktowego, uważając, żeby go nie powalili. Istnieją dwie pozycje biegaczy w futbolu: Halfback i Fullback.

Średnia ocena: 4.3  Głosów: 9

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • sisi55 8 miesięcy temu
    Nudny ten rozdział, ale jestem pewny, że się rozkręci.
  • TheRebelliousOne 8 miesięcy temu
    Taaa, ten rozdział to bardziej przedstawienie bohaterów opowiadania... Ale spokojnie, od drugiego już się akcja rozkręci bardziej! :D
  • DEMONul1234 8 miesięcy temu
    Rozdział, choć mało treściwy, to zręcznie napisany. Osobiście nie interesowałem się dyscypliną będącą trescią twego dzieła. Mam nadzieję, że kolejne rozdzialy "Przyłożenia" będą dobre...
  • TheRebelliousOne 8 miesięcy temu
    Wiem, Polacy, którzy FAKTYCZNIE się interesują futbolem amerykańskim to gatunek na wyginięciu. Spokojnie, następne rozdziały na pewno będą lepsze... a przynajmniej taką mam nadzieję! :D Pozdrawiam serdecznie
  • slawko00 8 miesięcy temu
    Teraz iść po jakąś kanapkę i przeczytać :D Wiem, że podobał Ci się mój Nowy Wspaniały Świat, więc zapraszam też do mnie niedawno drugą część wrzuciłem
  • TheRebelliousOne 8 miesięcy temu
    Czytałem, ta piątka za niego jest ode mnie nawet :D Nie trudź się z tą kanapką, bo ten rozdział jest krótki i taki "średni" trochę... Zachowaj kanapkę na następne. Pozdrawiam serdecznie :)
  • slawko00 8 miesięcy temu
    TheRebelliousOne e tam zrobi się następne :D no za ten rodział mogę Ci 4 dać. Ciekawy jest, ale trochę jakby się ciągnął tak mi się wydaję. Pozdrawiam :)
  • Shogun 8 miesięcy temu
    Rozdział dobry jako o przedstawienie bohaterów. Dobrze napisany. Mam nadzieję, że z rozdziału na rozdział będzie się rozkręcać :D.
    Pozdrawiam :).
  • TheRebelliousOne 8 miesięcy temu
    No właśnie taki mam zamiar! :D Wiem, że może być troszkę nudny jak powiedział sisi, ale mogę zapewnić, że następne rozdziały BĘDĄ miały więcej akcji. W końcu to opowiadanie o FUTBOLU AMERYKAŃSKIM! :D Dzięki za wizytę i również pozdrawiam :)
  • Pontàrú 8 miesięcy temu
    Dobry start. Lubisz te polskie akcenty, nie? Uwag w zasadzie niet i ode mnie 5. Na razie nie mówię czy kliszowe czy nie. Zobaczę jak będzie dalej
  • TheRebelliousOne 8 miesięcy temu
    Dzięki za wizytę. Jak powiedziałem Ci wcześniej, będę się starał, żeby było jak najmniej kliszowe. I nie, mam obojętny stosunek do polskich akcentów, choć uśmiecham się na ich widok jak każdy Polak ;) (Pamiętam jak się zaśmiałem, gdy pokojówka Waldorfów z "Gossip Girl" nagle zaczęła krzyczeć na Chucka po polsku XD)
    Pozdrawiam :)
  • pasja 5 miesięcy temu
    Trochę ten przystojny blondyn napawa narcyzmem. Numer dziewięć, wzrost i spora dawka mocy pewnie daje przewagę nad innymi zawodnikami. No i wiara w swoje ego. Czuje bluesa, ale chyba za bardzo uroda przyćmiewa jego warunki. Pierwszy rozgrywający i do tego uroczy.
    Do tego ojciec z przeszłością gwiazdy futbolu i pewnie ambicja w stosunku do syna. Matka cheerleaderka - kapitan? I tajemnica ich związku w czasach licealnych.
    Rozmowa podczas jazdy z akcentem polskim... rudowłosą lalunią z dziwacznym akcentem? Ciekawie się zapowiada. Tym bardziej że masz sporo wiadomości i sporo zdolności do amerykańskich nazw. Czyżbyś tam mieszkał? Wspaniale budujesz klimat futbolu i tego życia, jakim jest należenie do drużyny i to nie byle jakiej. Sen amerykański różni się od naszego - niestety.
    Paul i Jennifer i obok Anna.
    Fajnie się czyta i można rzec, że sporo się wydarzy w życiu Paula. Przystojniak pewnie odniesie na meczu sukces.
    Pozdrawiam
  • TheRebelliousOne 5 miesięcy temu
    Dziękuję za komentarz. Miło mi, że zajrzałaś do innych moich opowiadań, choć następna część "Tylko on, ona i motocykl" powinna pojawić się jakoś po weekendzie. I nie, nie mieszkam w Stanach, choć bardzo bym chciał. Jestem fanem amerykańskiej kultury i historii. A klimat futbolu buduję w ten sposób, ponieważ swego czasu sam w niego grałem.

    Pozdrawiam ciepło :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania