Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Touchdown! – Rozdział 3

(Cześć! To prawdopodobnie przedostatni rozdział „Przyłożenia”, który pojawi się przed nowym rozdziałem „Tylko on, ona i motocykl”, więc mam nadzieję, że podtrzyma dobre oceny reszty. Miłego czytania! :) )

***

 

Adrenalina jeszcze ze mnie nie zeszła, kiedy wchodziliśmy do szatni, głośno ciesząc się ze zwycięstwa. Człowieku… pierwszy mecz w sezonie i takie widowisko! To trzeba uczcić! Jak tylko skończymy świętować w szatni, jedziemy do chaty Zane’a na zajebisty melanż! Przebierałem się akurat po prysznicu i co chwilę inni zawodnicy klepali mnie po plecach za dzisiejsze spotkanie z Hightown.

— Mówię Ci, ese! Ci pendejos od Outlaws’ów nie mieli z nami szans! – odezwał się przebierający się obok mnie Ramon. —Szkoda tylko, że nie miałem okazji popisać się swoją siłą przed kibicami! Gdybym tylko miał więcej czasu po złapaniu piłki…

— Spokojnie, Ramon, będziesz miał jeszcze mnóstwo okazji! Może po prostu trafiłeś na gości, którzy przyzwyczaili się do gry przeciwko większym fizycznie graczom… – pocieszyłem go.

— Taa, masz rację! To pewnie głupie pytanie, ale… idziesz dziś na imprezę do Winningtona?

— Po co się pytasz jak znasz odpowiedź? No pewnie! Pojadę tylko z Jen do Starego Barta kupić coś do żarcia i picia, a potem od razu zapierdalamy na zabawę! – odpowiedziałem mu. Zastanawiałem się czy Stary Bart, właściciel lokalnego sklepu w Whitewall, sprzedałby mi alkohol za ten mecz. Staruszek wielokrotnie mi opowiadał, że za wygrywanie meczów sprzedawca przymykał oko na wiek zawodników, kiedy sprzedawał im alkohol. Może mnie też spotka ten przywilej, kto wie... No, wreszcie się przebrałem i już miałem żegnać się z kumplami i opuszczać szatnię, gdy nagle usłyszałem jakąś intensywną wymianę słów w pomieszczeniu personelu medycznego. Podszedłem do drzwi i jakby ignorując świętujących zwycięstwo kumpli zacząłem podsłuchiwać…

— Widzisz? Mówiłem Ci, że wszystko będzie dobrze, jeśli będziesz mnie słuchał! Po co nam była ta awantura? – odezwał się zadowolony głos trenera Franka. Z kim on tak rozmawia? Długo nie czekałem na odpowiedź…

— Nieważne! Ja wciąż nie czuję się z tym dobrze! Nie wiem… jak pan może spać po nocach, będąc taką osobą?! – odparł mu zirytowany Kevin.

— Liczę zdobyte mistrzostwa! – rzucił mu trener i parsknął śmiechem. — Poza tym, czemu się awanturujesz? Przecież zostałeś bohaterem meczu i przybliżyłeś się do zdobycia stypendium sportowego! – powiedział trener i chyba poklepał go po ramieniu, sądząc po odgłosie do tego pasującym. Nagle usłyszałem zbliżające się kroki do drzwi więc się odsunąłem szybko. Kevin wyszedł lekko zestresowany, ale kiedy znalazł się w polu widzenia reszty Devilsów, zrobił się szczęśliwy. Albo przynajmniej udawał. O co w tym wszystkim chodzi? Co ci dwaj ukrywają, do cholery? Nie, później będę o tym myślał, teraz nie zamierzam sobie zjebać nastroju!

— Dobra robota, panienki! – zagrzmiał uradowany trener Frank i zaczął chodzić po szatni i rozglądać się za nami. — Może i nie zaczęliśmy tego meczu dobrze, ale najważniejszy jest fakt, że udało nam się go ostatecznie wygrać! I to po jakiej nerwówce! Takie rzeczy przyciągają oczy wielu wpływowych ludzi! Tak czy inaczej, piłka meczowa tym razem ląduje w rękach Kevina Taylora za przyłożenie, które rozstrzygnęło losy meczu! Brawo, Kev! Oby tak dalej, chłopcze! – oznajmił i rzucił mu piłkę, po czym reszta graczy gratulowała mu i klepała go po plecach i ramionach. — No cóż, wszystko zostało powiedziane, więc idźcie świętować zwycięstwo! Zasłużyliście! Tylko nie zapominajcie, że pojutrze nasz pierwszy trening! Ok, chodźcie tu… – powiedział, po czym zebraliśmy się wszyscy w kółko położyliśmy na jego wyciągniętej ręce swoje.

— DEVILS NA TRZY! RAZ, DWA, TRZY…

— DEVILS!!!

 

Pół godziny później, parking przed stadionem Devilsów

 

No, w końcu wolny! Pora znaleźć Jennifer i udać się najpierw do sklepu po piwko, a potem na imprezę do Zane’a! Na szczęście nie musiałem długo jej szukać, bo stała tuż przed parkingiem.

— No, tu jest mój przyszły Troy Aikman! – powiedziała z pięknym uśmiechem i przytuliła mnie mocno. — Grałeś dzisiaj lepiej niż niejeden zawodnik NFL…

— Oj, przestań, zawstydzasz mnie! – zaśmiałem się i pocałowałem ją czule. — Poza tym, daleko mi do tych profesjonalistów…

— No już nie bądź taki skromny! Wygrałeś pierwszy mecz w sezonie! Masz prawo trochę się tym obnosić! Ale ok, mniejsza… To co, idziemy do Winningtona na melanż?

— Jasne! Wstąpimy tylko do Starego Barta po jakieś żarełko i napoje i od razu tam idziemy! – odpowiedziałem uradowany. Może miała rację co do tej skromności? Nie zaszkodzi mi być trochę… aroganckim. Muhammad Ali w końcu też był wygadany i zadufany w sobie, a wszyscy go uwielbiali!

— Nigdzie się nie wybieracie! – Oznajmił nagle tajemniczy osobnik za nami, którym okazał się mój ojciec. Wyglądał na niezadowolonego. No nie… wiem, że nie zagrałem idealnie, no ale do cholery, wygraliśmy!

— Tato, o co ci znowu chodzi?! Przecież zaliczyłem zwycięstwo! Przepraszam, że tylko czwarta kwarta była taka na miarę Twoich oczekiwań! – powiedziałem oburzony i z sarkastycznym głosem.

— Daj mi dokończyć, synu! – powiedział. — Nigdzie się nie wybieracie… pieszo! – dodał i nagle wyciągnął w moją stronę rękę z kluczykami do naszego bladoniebieskiego Forda Bronco (1).

— Okej, teraz się zgubiłem… dlaczego dajesz mi kluczyki do auta? – spytałem będąc kompletnie zagubionym w tym, co teraz ma miejsce.

— Dom Winningtona znajduje się na skraju miasteczka i uznałem, że pewnie jesteście zmęczeni po takim meczu… także bierz te kluczyki i jedźcie, gdzie mieliście jechać! O mnie się nie martw, Todd odwiezie mnie i matkę do domu. Trochę wypiłem na meczu… – oznajmił z uśmiechem. No proszę, jak chce to potrafi być kochanym ojcem! Wziąłem od niego kluczyki i razem z Jen wsiedliśmy podekscytowani do Forda, ruszając z piskiem opon do Starego Barta. Nagle zauważyłem, że Jennifer zaczęła zdejmować z siebie swój strój cheerleaderki…

— Hej, jeśli chcesz to zrobić w aucie, wystarczyło powiedzieć! Zaraz znajdę jakieś odludne miejsce! – powiedziałem ze złośliwym uśmiechem. Uwielbiam się z nią droczyć.

— Nie podniecaj się, bohaterze! – zaśmiała się. — Przebieram się tylko w swoje zwykłe ubrania. Ale nie przejmuj się, na gratulacje ode mnie jeszcze przyjdzie pora… – dodała zalotnym głosem. Ta to wie jak mnie nakręcić! Ale nie pora na myślenie o seksie. Jeszcze nie… Na razie zatrzymałem się przy sklepie Starego Barta, podczas gdy Jen skończyła się przebierać. Wysiadłem z samochodu i udałem się do środka. Sklep Barta był mały, jednak dobrze zaopatrzony i nie brakowało w nim niczego, Od razu poszedłem po trzy duże paczki chipsów Lay’s i sześciopak piwa Bud Light z nadzieją, że Bart sprzeda mi alkohol po znajomości z moim ojcem. Po wzięciu jedzenia podszedłem do kasy, za którą stał stary, łysiejący i szczupły wąsacz o pogodnym spojrzeniu. Uśmiechnął się na mój widok. To był właśnie Stary Bart.

— Świetny mecz, chłopcze, a zwłaszcza w końcówce! Słuchałem w radiu przebiegu i na miejscu Twojego ojca niósłbym Cię do domu na rękach! – powitał mnie i wziął moje zakupy do skasowania, po czym oddał mi je (tak, sprzedał mi Bud Light. Niesamowite, co?) i nagle podał mi… drugi sześciopak! — A to za godne reprezentowanie miasteczka! – oświadczył. Nie wiedziałem co powiedzieć…

— Wow… dziękuję, Bart! To wiele dla mnie znaczy! – powiedziałem nie mogąc wyjść z podziwu i wyciągałem portfel, żeby zapłacić, kiedy nagle…

— Nie wyciągaj portfela! Twoje pieniądze nie są tu konieczne! Bohaterowie boiska biorą na koszt firmy! – powiedział i puścił mi oczko. Stałem jak widły w łajnie i próbowałem ogarnąć co się dzieje w tej chwili… dostałem darmowe żarcie i mały bonus za wygranie jednego meczu?! OK, jeśli to nie jest idealna motywacja do dawania z siebie stu procent na boisku to ja nie wiem co nią jest!

— Nie wiem co powiedzieć… Dziękuję bardzo! – powiedziałem z uśmiechem, pożegnałem się z Bartem i wróciłem do Forda. — Skarbie! Nie uwierzysz jak Ci opowiem co się przed chwilą wydarzyło…

 

Dom Winningtonów, kwadrans później

 

Pamiętacie jak wspominałem o idealnej motywacji do dawania z siebie wszystkiego na meczach? Cóż, mam jeszcze jedną: imprezy pomeczowe w domu tego bogacza Zane’a! Wciąż nie mogę uwierzyć, że jego rodzice ufają mi tak bardzo, że zostawiają mu domSłowo daję, nie ma lepszego sposobu uczczenia zwycięstwa niż melanż z kolegami z drużyny, cheerleaderkami i resztą naszych fanów ze szkoły, podczas gdy to uszu docierają przyjemne utwory zespołu Nickelback z albumu Silver Side Up! Czego więcej może chcieć szkolny sportowiec? Myślałem sobie nad tym i piłem jednego Bud Light’ów, gdy nagle podeszła do Jen.

— Paul, kochanie, dobrze się bawisz? – spytała i uwiesiła mi się na szyi.

— No pewnie! Przecież imprezy u Zane’a to kosmos!

— Wiem, wiem... a może masz ochotę zdobyć przyłożenie… w mojej strefie punktowej? – spytała uwodzicielsko. Nic nie odpowiedziałem. Przytuliłem ją mocno i zacząłem namiętnie całować, jednocześnie prowadząc ją do łazienki, gdzie moglibyśmy być sami. Po drodze mijaliśmy resztę moich kolegów z drużyny, którzy też świetnie się bawili. Chase zaczął realizację swojego planu, jakim było poderwanie tajemniczej Anny z Polski. Siedział obok niej na kanapie w salonie bardzo blisko pił piwo razem z nią, nie spuszczając jej z oka.

— Powiem Ci, mała, że masz potencjał na zajebistą cheerleaderkę! Te Twoje ruchy to złoto! –powiedział i popatrzył jej w oczy z pewnym siebie uśmiechem.

—Uhh…eee… dzięki… Dobrze wiedzieć, że… komuś się podobają… –odpowiedziała nieśmiało.

— Musimy się kiedyś spotkać to opowiem Ci o futbolu amerykańskim. Wiem, że Wy, Polacy, nie macie zielonego pojęcia o tym sporcie! W sumie szkoda, bo nie wiecie co tracicie! – zaśmiał się i zaczął ją przyjaźnie obejmować jedną ręką, na co dziewczyna musiała go przeprosić i wyjść na zewnątrz, żeby ochłonąć. Chłopak poczuł, że trochę przesadził, ale nie zamierzał dawać za wygraną. W końcu nie na co dzień szkolny sportowiec trafia na laskę z innego kraju!

Ted siedział na fotelu obok i walczył przeciwko Dariusowi o to kto wypije więcej alkoholu i nie zwymiotuje. Młody Walton był w te klocki mistrzem, ale czarnoskóry chłopak nie poddawał się i pił coraz to mocniejsze napoje z procentami.

— Poddaj się, grubasku! – powiedział ze śmiechem Allen i opróżnił kolejną szklankę.

— NIGDY! – krzyknął Ted i nagle chwycił cztery butelki piwa i zaczął je opróżniać… jednocześnie. Darius i reszta kibicujących im imprezowiczów była w szoku i zaczęła gratulować młodemu Waltonowi wygranej.

— Kurde, Ty to jednak masz mocny łeb! – powiedział z uśmiechem Darius, poklepał Teda po plecach i poszedł do innych imprezowiczów w ogrodzie. Z resztą nieważne, już znaleźliśmy się w łazience, więc pora nacieszyć się moją Jennifer. Posadziłem ją na pralce, podszedłem do niej i zaczęliśmy się obściskiwać Cholera, jak ja ją kocham… Już nie mogę się doczekać, żeby zostawić szkołę za sobą i wyjechać z moją kochaną dziewczyną na studia. Wiem, może to wcześnie na takie przemyślenia, ale czuję, że to może być ta jedyna… Już miałem się z nią trochę zabawić, już moje spodnie powędrowały na dół, kiedy nagle… Ted wbiegł do łazienki i zaczął wymiotować do suszarki na pranie! Razem z Jen aż odskoczyliśmy z szoku i obrzydzenia. Gdy Walton już skończył, podniósł głowę i uśmiechnął się do nas.

— Sorki, papuszki nierozłączki, posprzątam to… jak wytrzeźwieję… – powiedział, po czym zwrócił się do reszty obserwujących go imprezowiczów. — MOŻEMY KONTYNUOWAĆ! – krzyknął, a oni zaczęli wiwatować. Ja z kolei popatrzyłem na Jen i też się uśmiechnąłem.

— Może kiedy indziej, Skarbie. Sama widzisz, że nawet tutaj nie ma prywatności… – powiedziałem i puściłem jej oczko.

— No niestety… – odpowiedziała zawiedziona. — … ale następnym razem nic nas nie powstrzyma, choćbyśmy mieli się rżnąć w salonie na oczach wszystkich! – dodała ze śmiechem, szybko ogarnęła ubranie i wyszła z łazienki, a ja tuż za nią. Zauważyłem jak Zane trzymając wielki kij bejsbolowy szedł się z Kevinem przed dom, gdzie również znajdowało się kilka osób. Poszedłem więc za nimi.

— She broke my heart… so I broke her jaw… – śpiewał sobie Winnington.

— Zane, pojebało Cię czy wypiłeś za dużo? Serio, Wy dwoje jesteście niesamowici w kwestii alkoholu! – stwierdził Kevin i parsknął śmiechem.

— Hej, to nie ja już jestem wstawiony! – odpowiedziałem mu złośliwie. Fakt, Taylor wypił już kilka mocniejszych i kołysał się z lewej na prawą. To się nazywa słaba głowa...

— Walcie się, białasy! – odpowiedział mu śmiejący się Kev, po czym razem wyszliśmy z domu, gdzie grupka zawodników blokowała drogę jakiemuś chudemu chłopakowi o wyglądzie skejta, który nie wyglądał na sportowca. Nie znałem go, bo nie zadaję się z niepopularnymi kolesiami w szkole, a zwłaszcza takimi mięczakami, którzy nie wiedzą jak wygląda prawdziwy facet. Mimo to, ostro się kłócił z moimi kolegami z drużyny. Widząc to, Zane zacisnął w dłoni kij i podszedł zobaczyć o co chodzi…

— Hej, ziomki! Co tu się dzieje? – spytał przeciskając się przez blokadę.

— Ten pendejo próbuje się wkręcić na melanż na krzywy ryj! – odpowiedział Ramon, który również się tam znajdował.

— Oj, no dalej! – powiedział chłopak. — Robicie najlepsze imprezy w Whitewall! Czy one muszą być tylko dla zawodników i cheerleaderek? – spytał pretensjonalnym głosem.

— Wiecie co… wpuśćmy go! – powiedział Zane. — Ale najpierw niech wykona nasz… rytuał inicjacji. – dodał z tajemniczym uśmiechem.

— Rytuał? Jaki rytuał? – spytał skejt.

— Masz, ese, weź to… – wtrącił się Ramon i podał mu krasnala ogrodowego, który stał na trawniku obok zebranych. — Dobrze, teraz trzymaj go sobie nad głową i zamknij oczy… – dodał, a chłopak wykonał polecenie.

— Czy tak?

— Bardzo dobrze! A teraz powiedz „Jestem głupi i zaraz oberwę po jajach!” – powiedział Zane, wziął zamach swoim kijem i z całej siły uderzył skejta tam, gdzie faceta boli najbardziej… Chłopak upuścił krasnala i upadł na ziemię zwijając się z bólu, a zebrani sportowcy i stojące obok cheerleaderki parsknęli śmiechem.

— Wypad stąd, pedale i więcej nie przyłaź na melanże Devilsów, jeśli nie jesteś zaproszony! – wrzasnął Kevin, a skejt powoli wstał i zaczął odchodzić kulejąc i trzymając się za genitalia. Zane również zaczął się śmiać, choć moim zdaniem troszeczkę przesadził z tym swoim zachowaniem. Przynajmniej jestem pewien, że nie będzie miał przez to problemów ze względu na fakt bycia dumą miasteczka…

— Nigdy tak się nie cieszyłem z obejrzenia Varsity Blues(1)! – powiedział roześmiany, gdy nagle zaczepił go Kevin.

— Zane, super impreza i nie mogę się doczekać kolejnej, ale będę już leciał na chatę. – oznajmił.

— Spoko, nie ma sprawy, Kev! Podwieźć Cię, żebyś nie zasnął w drodze? – spytał uśmiechnięty Winnington.

— Dzięki, ale nie, dam sobie radę, w końcu mieszkam blisko… – odparł czarnoskóry chłopak z dredami i po pożegnaniu się z kolegami powoli oddalił się w stronę swojego domu. Ja również powoli szykowałem się do wyjścia. Pożegnałem się z kolegami z drużyny i resztą imprezowiczów, po czym udałem się do Forda ojca razem z Jennifer, słuchając aplauzu żegnających mnie przyjaciół. Nazwijcie mnie dziwakiem, ale nie wypiłem ani jednego piwa na imprezie! Nie wiem, chyba chwila słabości! Szybko odwiozłem Jen do domu, pocałowałem ją na pożegnanie i udałem się w stronę swojego miejsca zamieszkania. Moi starzy chyba są już w domu, bo widzę zapalone światło w oknie ich sypialni. Gdy opuściłem auto i szedłem w stronę drzwi wejściowych, zauważyłem jakiś dziwny list bez nadawcy i adresata, ale miał nadrukowaną… trupią czaszkę. Podniosłem go z zaniepokojeniem, otworzyłem kopertę i przeczytałem słowa, które zmroziły mi krew w żyłach: „BĘDZIESZ UMIERAĆ POWOLI, SUKO”.

 

1) Varsity Blues – film, z którego Zane podpatrzył to, co zrobił skejtowi

Średnia ocena: 3.8  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • DEMONul1234 8 miesięcy temu
    Ciekawe, widzę, że dodajesz trochę suspensu. Czekam na ciąg dalszy ! Dam 5 ^^
  • Shogun 8 miesięcy temu
    Kurcze, wydaje mi się, iż nazbyt zaczęło to przypominać rzeczywistość z typowych amerykańskich filmów młodzieżowych o licealnej drużynie futbolowej. Rozumiem, że chciałeś zachować klimat, ale żeby chociaż główny bohater nie był również tak do bólu stereotypowy, to było by o wiele lepiej. Byłoby świetnie, gdyby chociaż trochę wyłamywał się poza schemat. Ode mnie mocne 4.
    Pozdrawiam :).
  • TheRebelliousOne 8 miesięcy temu
    No właśnie będę się starał, aby nie był takim stereotypowym bohaterem, choć trudno to zrobić ze szkolnymi sportowcami XD Mam jednak nadzieję, że uda mi się sprostać oczekiwaniom czytelników :) Dziękuję Tobie i Demonowi za wizytę i "naprawę" tej jedynki, którą ktoś mi dał. Whatever. Mam nadzieję, że ta osoba poczuła się lepiej dzięki temu.
    Pozdrawiam :)
  • DEMONul1234 8 miesięcy temu
    TheRebelliousOne Wlasnie ciekawe kto dal 1...Zalazłeś komuś za skórę? Bo na Opowi tak jest, że skomentujesz negatywnie pracę to od razu w ramach zemsty dają 1
  • TheRebelliousOne 8 miesięcy temu
    DEMONul1234 Ja już wiem kto to mógł być... ale jestem za dorosły, żeby wytykać palcami i robić z tego aferę. Trudno. Jeśli tej osobie ulżyło w ten sposób, miło mi :)
  • DEMONul1234 8 miesięcy temu
    TheRebelliousOne dobra, też już mam podejrzenie kto to był ^^
  • Pontàrú 8 miesięcy temu
    Dam 5 żeby podciągnąć trochę te ocenę bo uważam, że na aż tak niską nie zasługujesz. Jednak osobiście ode mnie leci czwórka. Głównie za stereotypowość co też już wyżej napisali. Tak jakby na razie nic się nie dzieje. Wiem, że to dopiero trzeci odcinek ale jednak. Szukam czegoś nowego w bohaterze a jak na razie pojawia się taki bardzo schematyczny chłopak. List na końcu natomiast zwiastuje nadejście czegoś bardziej oryginalnego także czekam na ciąg dalszy.
    Czwórka jeszcze bo pojawiło się parę powtórzeń, zwłaszcza na początku tekstu, głównie klepania po plecach. Trochę tak jakby w tej szatni niczego nie robili tylko się klepali. I to porównanie. Znowu mi nie pasuje. Stać jak widły w gnoju. To bu buło dobre do jakiejś kłótni gdyż uważam, że ten zwrot jest delikatnie nacechowany negatywnie. Coś w stylu" Rusz się a nie stoisz jak widły w gnoju". Do takiej zwykłej sytuacji raczej należałoby go unikać; tak mi się wydaje.
    W końcu wróci motocykl. Zobaczymy jak tam będzie dalej.
  • TheRebelliousOne 8 miesięcy temu
    Ale ja się w ogóle nie przejmuję tą jedynką! Jeśli ten ktoś poczuł się lepiej po tym jak mi ją wstawił, ok, fajnie! Dobrze zaznaczyłaś,to "dopiero trzeci odcinek", bo teraz zacznie się robić naprawdę ciekawie ;) Na razie chciałem jakoś... pokazać jak wyglądałoby "normalne" codzienne życie
    Paula i jego ekipy. Poza tym, naprawdę ciężko stworzyć szkolnego sportowca bez przynajmniej odrobiny stereotypów.
    Z tym klepaniem to może faktycznie trochę przegiąłem, ale po cichu liczyłem na to, że czytelnik wyobrazi sobie radosną atmosferę panującą w szatni po zwycięstwie jakiejś drużyny sportowej.
    Owszem, to częściowo moja wina, bo mogłem lepiej to opisać... Nie wiem co Ci powiedzieć o tych porównaniach, mi wydają się całkiem ok, mimo swojej negatywności.
    No i tak, druga część trzeciego "odcinka" będzie ostatnią przed kolejnym rozdziałem "motocykla". Mam co prawda w planach jeszcze jedno opowiadanie, ale zabiorę się za nie dopiero jak skończę któreś z tych dwóch.

    PS.: Dzięki za miły gest z tą oceną, doceniam, ale mi ta jedynka naprawdę nie popsuła humoru ani nic... XD
  • sisi55 8 miesięcy temu
    Przeczytaj ten tekst jeszcze raz bo co chwila jakieś powtórzenia słów widzę. Dobrze, że zakończyłeś w końcu jakoś ciekawie, ale gdybym był nim pomyślałbym, że ten list jest do matki przez ,,suko". Wszyscy bohaterowie są wkurzający, nie mówię, że to źle, ale przydałby się jeden, z którym mógłbym się utożsamić. Moim zdaniem ta polka coś knuję, bo po co miałbyś o niej pisać?
  • TheRebelliousOne 8 miesięcy temu
    Bo… lubię polskie akcenty i Polacy w Ameryce (poza Chicago, dodam!) to nie jest coś niezwykłego? :) Owszem, bohaterowie mogą irytować, jak to popularne dzieciaki w szkole. Podobny efekt można osiągnąć oglądając "Plotkarę" (ang. Gossip Girl) - większość bohaterów tam jest nie do zniesienia (przynajmniej przeze mnie, bo nie znoszę bogatych nastolatków), jednak mam nadzieję, że zyskają chociaż cień sympatii czytelników, a Ty znajdziesz kogoś, kto będzie Twoją bratnią duszą :D Jeśli chodzi o list... cóż, nie zdradzę szczegółów, ale jego sprawa będzie bardziej...skomplikowana. Dzięki za te powtórzenia, będę musiał zwrócić na to uwagę i poprawić to i owo.

    Dzięki za wizytę i fakt, że ciągle czytasz tą moją Pożal-Się-Boże twórczość! Pozdrawiam ciepło! :D

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania