Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Touchdown! – Rozdział 4

(Cześć! Jak już wspomniałem wcześniej, jest to ostatni rozdział „Przyłożenia”, jaki napiszę przed powrotem do pisania „Tylko on, ona i motocykl”, plus wydarzenia związane z korona wirusem dały mi czas na zajęcie się moim trzecim projektem, który miałem w głowie już jeszcze zanim zebrałem w sobie odwagę, żeby dzielić się moją twórczością z innymi. Spokojnie, though! „Touchdown” będzie kontynuowany, tylko muszę się zastanowić w jakim kierunku ma iść to opowiadanie. Rozumiem, że czytelnikom średnio spodobałaby się prosta historia o nastolatkach z liceum grających w drużynie futbolowej i ich laskach cheerleaderkach, ale nie chcę również aby to opowiadanie zamieniło się w coś pokroju „13 Reasons Why”. Mam nadzieję, że rozumiecie co chcę przez to powiedzieć. No, starczy tych ogłoszeń. Zapraszam do czytania! :) )

 

Dzień po imprezie…

Nastał poranek, choć nie miałem ani trochę siły, żeby podnieść się z łóżka. Nie spałem prawie całą noc. Wciąż miałem w głowie ten niepokojący list, który znalazłem przed swoim domem. Czułem, że to nie mógł być jakiś nie śmieszny żart, choć po cichu liczyłem, że ktoś sobie zrobił z nas jaja. Kto go wysłał? Co on miał oznaczać? „Będziesz umierać powoli, suko”? Do kogo on był skierowany? Chyba nie do mnie, co? Więc kto był adresatem? Chyba nie…?

— Dzień dobry, śpiochu! Już jest jedenasta! Wyspałeś się po wczorajszych wydarzeniach, mam nadzieję? – przerwała mi nagle matka swoim ciepłym głosem i weszła do pokoju, żeby odsłonić żaluzje.

— Mamo, miałem ciężką noc… nie mogę jeszcze trochę pospać? W końcu jest weekend! – powiedziałem ziewając. Nie wiedziałem czy powiedzieć jej o tym liście. Uznałem, że na razie poczekam z tą informacją i zobaczę jak się sprawy potoczą? Może jednak to zwykły kawał kogoś ze szkoły? W końcu nawet popularni szkolni sportowcy mają wrogów i inne, życzące nam jak najgorzej osoby…

— W żadnym wypadku! Dzisiaj urządzamy sąsiedzkiego grilla! Wielu przyjaciół moich i ojca się pojawi, w tym być może Twoi znajomi ze szkoły! Musisz być przygotowany! – oznajmiła mi matka. No tak, zapomniałem o tym głupim grillu. Rodzice uwielbiali tego typu spotkania. Tatulek mógł sobie powspominać z kolegami jak to świetnie grali w Devilsach, a matka mogła poplotkować z dawnymi koleżankami ze szkoły. Ale cóż, przynajmniej mam pewność, że Jen się pojawi, gdyż nasze mamy to najlepsze przyjaciółki. Ironia, co? W sumie fajnie też będzie spędzić trochę czasu z kumplami. Może im jednak powiem o tym liście? Cholera, oby się okazało, że to któryś z nich mi wyciął ten numer…

— Grilla? No dobra, już wstaję… ale mam nadzieję, że mamy jakieś napoje energetyczne w lodówce, bo czuję, że za chwilę zasnę… – zaśmiałem się, po czym wstałem z wyrka i rozpocząłem poszukiwania ubrań.

— Dobrze! To ja wyjdę, żebyś mógł się ubrać. Jak już to zrobisz, idź do taty do ogrodu. Chciał z Tobą o czymś porozmawiać! – powiedziała, po czym opuściła pokój, a ja zacząłem się ubierać w to, co udało mi się znaleźć: koszulkę kibica Dallas Cowboys i jakieś luźne jeansy koloru bladoniebieskiego. Założyłem do tego moje czarne buty Nike i zgodnie ze słowami mamy zszedłem dół, wyszedłem tylnymi drzwiami do ogrodu, gdzie mój ojciec ustawiał stoliki i krzesła. Gdy mnie zauważył, uśmiechnął się.

— Hej, synu! – przywitał mnie podczas rozkładania nóg stołu. — Weź chodź mi pomóż, co? Te głupie stoliki mnie do szału chyba doprowadzą! – warknął, po czym ja od razu podszedłem mu asystować. Nic dziwnego, że się wkurzał. Ten złom był już tak stary, że rozłożenie go graniczyło z cudem, ale dobrze, że stary ma syna mięśniaka.

— Tato, a tak na serio to co myślisz o wczorajszym meczu? Dobrze zagraliśmy? – spytałem nagle. Oczekiwałem, że dopatrzy się czegoś, jak zawsze.

— No wiesz, synek, każdy mecz zakończony zwycięstwem jest dobry! – odpowiedział. — Ale te trzy kwarty na początku… Musisz przestać wpadać w panikę, kiedy obrońca na Ciebie biegnie! Jeśli widzisz, że linia ofensywna dała dupy z blokowaniem, nie bój się uciekać albo spróbować samemu zdobyć jardy biegiem. W końcu ścigający Cię obrońca to nie jest Lawrence Taylor lub Dick Butkus(1)! Nie złamie Ci kręgosłupa! No i kiedy widzisz, że żaden ze skrzydłowych nie pozbył się krycia, też nie miej strachu przed biegiem! Przecież jesteś jednym z najszybszych rozgrywających w Teksasie! – tłumaczył, mądrala jeden. Miał jednak rację. Potrafię szybko biegać, a w ogóle tego nie wykorzystuję! Może dlatego, że bezkrytycznie ufam Kevinowi i Ramonowi w kwestii łapania moich podań…

— Dzięki za radę, tato! – powiedziałem przy rozkładaniu ostatniego stołu. — Tak w ogóle to kto się pojawi na grillu? Znaczy, tak dokładnie? – spytałem zaciekawiony.

— Wiele osób! Todd Holt, ci Polacy, którzy się wprowadzili niedawno, Waltonowie, pani Bautista, Dylan Allen, Taylorowie no i Wardowie… – odpowiedział. Ostatnie nazwisko najbardziej mnie zainteresowało.

— Starzy Jennifer też będą?! – spytałem nagle i uśmiechnąłem się.

— No pewnie! W końcu Twoja matka i jej były najlepszymi przyjaciółkami, nie wspominając już o fakcie, że ja i stary Ward graliśmy w Devilsach! – odpowiedział ze śmiechem. — A co, pewnie jesteś ciekaw czy Jennifer i reszta też przyjdą?

— No w sumie tak… W końcu to moja dziewczyna!

— Spokojnie, przewidziałem to i spytałem wszystkich czy ich pociechy też przyjdą! Nie będziesz jedynym nastolatkiem na grillu! – zaśmiał się. A to cwaniak… tak planować z wyprzedzeniem? Imponujące! Może te jego przechwałki o IQ równym 121 to nie stek bzdur…

— Dzięki, tato… jesteś najlepszy! – przytuliłem go mocno.

— Nie ma sprawy, młody… Potraktuj to jako nagrodę za świetny mecz! Tylko nie mów więcej „starzy”, wiesz, że tego nienawidzę… – odpowiedział i popatrzył na mnie.

— No tak… sorka… – odparłem z lekkim uśmiechem, po czym zacząłem ustawiać krzesła już z większym entuzjazmem. Grill i towarzystwo Jennifer – moje dwie z trzech ulubionych czynności! Kończąc przygotowywać ogród moje myśli wróciły do tego dziwacznego listu. Postanowiłem, że pokażę go Jen i reszcie moich znajomych na grillu. Może oni będą wiedzieli co zrobić z tym gównem?

— O czym tak myślisz, Paul? – spytał nagle ojciec kładąc ostatnie krzesło.

— Hę? Co? Nie, o niczym! Byłem tylko ciekaw czy wszyscy przyjdą… – odpowiedziałem po otrząśnięciu się z rozmyślania.

— O to się nie martw! – zaśmiał się i udał się do domu, a ja znów wyjąłem list i zacząłem go jeszcze raz analizować. Jestem prawie pewien, że jest nie dom nie, ale… do mojej matki? Nieeee, kto mógłby jej życzyć źle? Przecież pogodziła się z ludźmi, których drażniła w liceum… prawda?

 

Kilka godzin później…

Zgodnie ze słowami mojego taty, pojawili się prawie wszyscy moi znajomi, a przynajmniej ci, którzy byli dziećmi zaproszonych na grilla: Jennifer, Ramon, Darius, Ted, ta Anna z Polski i Chase. Wyjątek stanowił Kevin Taylor. Pan Clinton, jego ojciec, wytłumaczył, że poczciwy Kev poczuł się niemrawo i musiał zostać w domu. No trudno, może następnym razem. W międzyczasie usiadłem koło Jen i rozkoszowałem się pysznym świeżo usmażonym burgerem.

— Twój starszy wyprawia najlepsze grillowanie w Whitewall! – stwierdziła Jennifer i pocałowała mnie. — Ciekawe czy kiedyś Winningtonowie dadzą się zaprosić…

— Może takie grille są poniżej ich godności? – zaśmiałem się, choć wiedziałem, że to bzdura. Rodzice Zane’a może i byli bogaci, ale nie patrzyli na nikogo z góry. Każdego traktowali na równym poziomie. Powiem szczerze, że jestem pod wrażeniem z tego powodu. Zawsze uważałem dzianych ludzi za kompletnych dupków i arogantów. Pewnie po prostu mieli spotkanie z partnerem biznesowym, a Zane bzyka którąś z cheerleaderek. Ostatnio widziałem jak kręcił się koło przyjaciółek Jen, więc to nie byłaby taka ubzdurana teoria. Skoro mowa o kręceniu z cheerleaderkami… Chase wznowił swoje próby poderwania tajemniczej Polki. Siedział koło niej i patrzył na nią z tym swoim spojrzeniem.

— Także widzisz, mała, życie w Teksasie to jak trafienie do nieba! Dobrze, że Twoi staruszkowie wybrali to miejsce, a nie otoczenie wielkich miast jak w Nowym Jorku lub Chicago! – mówił z uśmiechem i zjadł kawałek steku ze swojego talerza.

— No… muszę przyznać, że masz rację… – odpowiedziała niepewnie Anna, dziwacznie akcentując swoje słowa. — Teksas to jest bardzo ładny stan. A czy wszyscy tutaj są tacy patriotyczni?

— Nie masz nawet pojęcia jak bardzo! – zaśmiał się Chase. — Ja też nie jestem wyjątkiem od tej reguły. Powiem Ci, że zastanawiam się czy nie iść do wojska po szkole! – oznajmił z pełną powagą. Przyznam, że tego się nie spodziewałem. Owszem, Holt zawsze podkreśla jaki to jest dumny z bycia czerwono krwistym Amerykaninem, ale nigdy nie wspominał o chęci pójścia do wojska. Na Annie to chyba zrobiło wrażenie, bo od razu rozpromieniała.

— Naprawdę? To… niesamowite! – powiedziała z już większą pewnością siebie. — Żołnierze to są wielcy ludzie! Poświęcają swoje życie dla bezpieczeństwa swojego kraju… Tak jak w moim kraju podczas Drugiej Wojny Światowej! To mi się podoba. – dodała. No, Chase… chyba właśnie wyrwałeś laskę podrywem „na żołnierza”! Ledwo udało mi się powstrzymać śmiech. Ojciec Chase’a jednak musiał to skomentować.

— Wygląda na to, że mój chłoptyś zdążył się zaprzyjaźnić z naszymi polskimi sąsiadami, co, Chuck(2)? – powiedział do mojego ojca, gdy siedzieli obok siebie z resztą męskiej części imprezowiczów i pili piwo za piwem. — Ja bym tam nie miał nic przeciwko, gdyby Chase miał dziewczynę z innego kraju. W końcu Polska już nie jest komunistyczna…

— No, to świetnie, że się tak dogadują… – przyznał mu mój tata. — Wiesz, Todd, jak patrzę na Twojego syna, widzę Ciebie w jego wieku. Serio, jest taki podobny do Ciebie… no i gra tak jak Ty! Powala zawodników ataku jakby to był jego jedyny cel w życiu!

— To prawda, ale mi nie dorówna! Wciąż mam to coś! – powiedział ojciec Chase’a i parsknął śmiechem, po czym tata Teda wstał i podał mu rękę.

— No to pokaż co umiesz, wielkoludzie! Jeden na jednego! – oznajmił głosem typu „Wyzywam Cię na pojedynek, słabeuszu!”.

— Żebyś później mnie aresztował za napaść na funkcjonariusza?! – zaśmiał się pan Todd. Ups, zapomniałem wspomnieć, że Hank Walton, ojciec Teda, jest szeryfem w naszym miasteczku, a wcześniej również grał w drużynie z moim tatą, ale jako liniowy defensywny, czyli przeciwieństwo syna.

— Spokojnie, cykorze! Nie aresztuję Cię, jestem po służbie! – odparł pan Walton i oboje ustawili się w pozycji futbolowej naprzeciwko siebie. Moja matka uśmiechnęła się i pokręciła głową.

— Panowie, no dalej, wpadniecie na grilla czy coś! – próbowała im przemówić do rozsądku.

— Spokojnie, Mary! – zawołał ją mój tata. — To potrwa tylko chwilę! Todd zrobi z Hanka placek i tyle!

To będzie ciekawe. Gdy byli gotowi, dałem sygnał „HIKE” i obydwaj zaczęli się intensywnie przepychać. Walka była wyrównana, podczas gdy reszta zebranych zaczęła im kibicować. No, jak na starych pierdzieli całkiem nieźle sobie radzili. Emocje były jak podczas Super Bowl! Co jakiś czas jeden na drugiego napierał ze zdwojoną siłą i prawie go powalił, aż tu nagle ten drugi miał nagły przypływ siły i wyrównywał pojedynek! Po pięciu minutach zażartej walki oboje puścili się i zaczęli ciężko oddychać.

— Za …dużo …aktywności …fizycznej… – ledwie powiedział pan Holt.

— Już nie jesteśmy tacy młodzi… – zaśmiał się pan Walton. — Masz już dość?

— Nie… ale jak chcesz, bo jesteś zmęczony… możemy przestać…

Oboje przyjaźnie się uścisnęli i w oklaskach powrócili na swoje krzesła, żeby dalej opróżniać kolejne puszki Bud Light’a. Z kolei moja mama siedziała obok kobiety z czarnymi włosami oczyma zielonymi jak szmaragdy. Była to pani Amanda, matka Chase’a i druga najlepsza koleżanka mojej starszej. Obydwie śmiały się z tego, co właśnie zobaczyły.

— Czasami myślę, że zatrzymali się w rozwoju na liceum… – powiedziała. — Dobrze, że mają takie porządne kobiety jak my, co?

— Tak, bo z nas były taaaaakie aniołki w czasach szkolnych… – odparła sarkastycznym głosem pani Amanda.

— Hej, nie byłyśmy takie złe! Ty, ja, Diana, Judith, Violet i Laura… Aniołki jak się patrzy! – zaśmiała się moja mama. Właśnie wtedy przypomniałem sobie o tym przeklętym liście. Nie chciałem psuć nikomu nastroju ani nikogo niepokoić, ale ktoś musiał się o nim dowiedzieć. Zwróciłem się więc do Jen.

— Skarbie, posłuchaj… musimy pogadać… – zacząłem niepewnie.

— Oho, brzmisz poważnie… mamy kłopoty? – spytała, a jej słodki uśmiech zniknął jej z twarzy.

— Szczerze? Nie mam pojęcia. Ale zwołaj później wszystkich naszych kumpli, bo ich też może to dotyczyć… – odpowiedziałem ponuro. — Mam jednak nadzieję, że się mylę.

 

Wieczorem...

Jak się rzekło, tak się stało. Gdy już zaczynało się ściemniać i większość dorosłych udała się do domu na kontynuację naszego małego spotkania, zwołałem resztę naszych kumpli na małą… naradę w ogrodzie, żeby starzy nie zaczęli wypytywać co robimy i tak dalej…

— Dobra, słuchajcie… – zacząłem. — Nie będę owijał w bawełnę. Gdy wróciłem z naszej imprezy po pokonaniu Outlaws, dostałem ten dziwaczny list… Jest na nim napisana, że jakaś „suka” będzie umierać powoli i nie wiem co o tym myśleć. Czy któryś z Was zrobił mi kawał? – wyjaśniłem i spytałem z nadzieją, że usłyszę od kogoś słowo „tak”.

— Na mnie nie patrzcie! Nawet ja bym nie posunął żartu tak daleko! – powiedział z niespotykaną u siebie powagą Chase.

— Ja też nie! Takie głupie dowcipy są nie w moim stylu! – oznajmił Ramon.

— Chciałbym powiedzieć, że to ja dla świętego spokoju… ale nie mogę, bo to nie ja. – dodał Ted.

— Dobrze wiesz, że takie kawały są nie w moim stylu. – oznajmił krótko Darius.

— No a ja… nikogo tu jeszcze nie znam. I nikogo tu nie nienawidzę… – odezwała się niepewnie Anna.

Serio, kurwa? To nie jest żart. Świetnie… to mnie nie pociesza ani trochę… Kto to wysłał, do cholery?! Kevin?! Nieeee, to już paranoja, chociaż… wciąż nie ustaliłem jego tajemniczej relacji z trenerem Frankiem. Ale nie, dopóki nie poznam o co w niej chodzi, nie będę wyciągał pochopnych wniosków. Koleżanki Jen? Nie, nie zrobiłyby tego bez jej zgody. Winnington? Nie, pojebało mnie… jaki ON miałby mieć motyw? Przecież ma idealne życie! Czekaj, czekaj, czekaj… jest jedna osoba, która może nas szczerze nienawidzić…

— Więc nikt z tutaj obecnych, co? Cholera, nie takiej odpowiedzi się spodziewałam… – burknęła Jen.

— Spokojnie, Skarbie. Na pewno znajdziemy błazna, który myśli, że może nas nastraszyć. Wiem nawet kto to może być, bo widzicie…

Moje dzielenie się opinią z innymi przerwał jednak odgłos warkotu silnika. To może być dziwne, ale… brzmiał tak znajomo… Razem z Jennifer i przyjaciółmi poszedłem przed dom zobaczyć źródło tego hałasu. Tak, to był samochód. Zanim jednak zdążyłem go skojarzyć, nagle z jego okna otworzył się ogień maszynowy! Wszyscy padliśmy na ziemię płasko i krzyczeliśmy z przerażenia, podczas gdy strzelec dziurawił mój dom. W końcu odjechał z piskiem opon, a ja podniosłem się w sekundę i zacząłem biec w stronę domu.

— NIE! – krzyknąłem. — Błagam, niech wszyscy będą… O, CHOLERA, PANI HOLT!!! – wrzasnąłem. Matka Chase’a leżała na ziemi… miała na sobie rany postrzałowe… i nie oddychała. Gdy Chase usłyszał mnie, natychmiast pobiegł w stronę domu.

— Co?! Moja mama… O NIE! MAMOOOO!!! – ryknął i zanim wszedł, objąłem go i chciałem wyciągnąć z domu, żeby na to nie patrzył. Żaden nastolatek nie powinien widzieć swojego rodzica w takim stanie.

— Chase, stary, nie wchodź tam, nie patrz! – krzyknąłem, podczas gdy reszta moich przyjaciół i rodzice próbowali pomóc nam go odciągnąć i uspokoić.

— Mamoooo… – płakał Holt i upadł bezwładnie na ziemię, a Pan Todd uklęknął przy nim i przytulił go, również cicho szlochając.

Nie mogę uwierzyć w to, co się stało… po prostu nie mogę… mój mózg jakby stanął… ale jednak przesłał mi jedną myśl… to mogła być MOJA matka.

 

1) Lawrence Taylor i Dick Butkus – zawodnicy często uznawani za najbrutalniejszych w historii NFL

2) Chuck – zdrobnienie od imienia Charles

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • DEMONul1234 7 miesięcy temu
    No no...znalazłem jakoś czas, aby to przeczytać^^ Po pierwsze, trochę nie rozumiem dlaczego masz tendencję do pisania "Cię", "Tobie" z dużych liter? Takich zwrotów z zasady używa się głównie, gdy autor zwraca się a) do czytelnika oraz b) formalnie, taki mały błąd, który wprawdzie mało znaczy, jednak biorąc pod uwagę, że mówimy tak do innych członków drużyny, brzmi stylistycznie troszeczkę...nienaturalnie... Po drugie, zamiast pisać Ann z Polski, mogłeś podczas imprezy dodać jakiś o tym króciutki dialog, np. "A wy tam w Polsce robicie często grilowanie?" Myślę, że wypadłoby lepiej...
    Dobra teraz plusy^^ Fajnie, że zacząłeś choć troszeczkę zmieniać i kreować charakter głównego bohatera, wprowadziłeś nawet intrygujący suspens; nie wiadomo kto im(lub mu) grozi, trzeba czekać i się przekonać...Zastanawiam się, czy dobrze zrobił mówiąc o liście innym, bo jeśli morderca jest wśród nich to...ciężej będzie go zdemaskować. Tekst nawet starannie napisany, dobrze wstawiasz informacje o sporcie...
    Radą prostego czytelnika jakim jestem ja, jest abyś ciągle pracował nad charakterem głównej postaci; aby nie była taka...drętwa?^^
    Pozdrawiam.
  • TheRebelliousOne 7 miesięcy temu
    Haha, jak miło, że znalazłeś czas :D Twój pomysł odnośnie przyjaciół jest niezły, choć mam już wstępne plany odnośnie tego aspektu opowiadania. Muszę tylko przemyśleć jak ma się dalej potoczyć, bo jak mówiłem, nie chcę aby zamieniło się w "13 powodów", gdzie zbrodnie, intrygi i inne takie odgrywają PIERWSZE skrzypce, rozumiesz? Dzięki za wychwycenie tych wielkich liter, jest to paskudny nawyk, który mam przez pisanie listów, sms-ów i e-maili. Muszę się go pozbyć. Jeśli chodzi o charakter głównej postaci to oczywiście będę nad nim pracował.
    Dzięki za wizytę i pozdrawiam ciepło! :)
  • DEMONul1234 7 miesięcy temu
    A, co do zmiany charakteru postaci, ja bym zrobił tak, że przyjaciele by się od niego odwrócili, mówiąc np. "Jeśli się będziemy z tobą zadawać, to stanie nam się to samo" albo coś w ten design, wtedy postać by się zastanawiała "dlaczego to zrobiłem?" A może stała by się czymś w rodzaju detektywa? Dałeś w sumie spore pole manewrowe. Oczywiście powyższe pomysły to moje zdanie ^^
  • sisi55 7 miesięcy temu
    brzmiał tak znajomo… Razem ze znajomymi poszedłem— Oczy mnie szczypią od ,,znajomo" i ,,znajomi" obok siebie. ,,i upadł bezwładnie na ziemię" — to wtedy leżałby płasko, tobie chodziło chyba o to, że kucnął. Nooo rozkręca się. Nie spodziewałem się, że będzie aż tak drastycznie, ten człowiek musi być jakimś psycholem. Wyczekuje następnego.
  • TheRebelliousOne 7 miesięcy temu
    Powtórzenie poprawiłem. Dzięki za wychwycenie go. Cieszę się, że to opowiadanie Ci się spodobało i aż mi się głupio robi na myśl, że odkładam je na później, żeby zająć się "Tylko on, ona i motocykl" oraz moim trzecim projektem. Ale spokojnie, postaram się nie ociągać aż tak z kolejnym rozdziałem "Przyłożenia".
    Dzięki za wizytę i pozdrawiam serdecznie! :)
  • Pontàrú 7 miesięcy temu
    Wybacz taką nieobecność ale kwarantann mi nie służy. Za dużo nam dowalają. Tak czy inaczej powiem Ci, że odcinek wystrzałowy. Dosłownie... Kompletnie nie można się było tego spodziewać. Ten list nie wyglądał na aż tak poważny a jednak; chodzi zatem o matkę.
    Co do stylu to nasunęło mi się tylko parę mało znaczących błędów składniowych więc w sumie nic szczególnego. Czasami wystarczy pozamieniać miejscami niektóre słowa i jest git. Najlepiej przeczytać sobie wszystko na głos i błędy same wyjdą.
    Tak waham się między 4 a 5 ale jako że 4,5 zaokrągla się w górę to masz 5:)
  • TheRebelliousOne 7 miesięcy temu
    Dzięki za wizytę i ocenę ;) Nie przejmuj się, mam ten sam problem i przecież nie każę Ci pojawiać się REGULARNIE pod moimi opowiadaniami XD Rozumiem, że niektórzy mają swoje prywatne sprawy. Uszy do góry :D Cieszę się, że Ci się spodobał ten "odcinek". Tym bardziej żałuję, że na razie zawieszam to opowiadanie na rzecz "Tylko on, ona i motocykl" oraz mojego trzeciego... projektu. A co do błędów... dzięki, postaram się je poprawić, choć ktoś mi powiedział, że w przypadku narracji z pierwszej osoby można z przymrużeniem oka je tolerować.
    Pozdrawiam ciepło i jeszcze raz dziękuję :)

    PS.: Zapraszam na nowy rozdział motocykla, tak przy okazji :D Tylko nie przestrasz się jak zobaczysz oceny. Chyba komuś podpadłem... XD

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania