Trybiki - część II - Sen

Aureliusz zmuszony był przerwać i przytrzymać się barierki, serce błyskawicznie windą podjechało mu do gardła. W ostatniej sekundzie przyparł się do żelaznych prętów zachowując równowagę. Jego zalany w pestkę kumpel z tego samego roku wydziału administracji, wystrzelił jak torpeda przez drzwi balkonowe detonując tykający w nim ładunek na chodnik trzy piętra pod nim wprost na pedałującego ze wszystkich sił nastolatka o tytuł króla podwórka. Dzieciak zacisnął palce na hamulcu wydobywając z opon przeciągnięte rzępolenie, prędko reszta bandy się przy nim zebrała. Gdy zadzierając głowę skąpany w niestrawionym alkoholu i zagrysce dzieciak zreflektował się, co zaszło, to z jego i towarzyszących mu współplemieńców ust posypały się wyzwiska, zwieńczone wisienką obrazowych obelg o matce Radka i czego to pół darmo nie robi w krzakach z byle kundlem. Radek nie bacząc, że prawie zafundował kumplowi skok na bungee bez liny wdał się w pyskówki z młokosami, wymachując w ich kierunku środkowym palcem. Wzajemnie wymieniany epitet roznosił się echem po osiedlu, w paru oknach zapaliły się światła, tutejszy organiczny monitoring, nader ciekawski wyszedł przyjrzeć się zajściu na własne oczy przed blok niby wyrzucić śmieci. Znikąd ponownie pojawił się policyjny dron, strzelił fleszem wprost w umorusaną wymiocinami twarz sprawcy zgiełku, młodzi samcy alfa zobaczywszy drona prysnęli jak kamfora. Aureliusz złapał go za bark wielkości przerośniętego schabu, pociągnął go w stronę nieznajomej.

-Kaziu- zaczął Aureliusz z walącym wciąż w piersi sercem.

-Radziu- sprostował go obcierając usta mężczyzna

-Kumplu zarekomenduj nowo mi poznanej koleżance naszą imprezkę

Jakby nie zrozumiawszy polecenia, zeskanował stojącą naprzeciw niego kobietę, obnażył rząd połyskujących bielą zębów w uśmiechu, po czym zgiął obwieszony pozłacanym łańcuchem kark, oddając pokłon z gracją chama na królewskim dworze. Dopiero po tym czyniąc ręką gest zapraszający w kierunku źródła wysokich decybeli powiedział nieco poplątanym językiem.

-Zapraszamy…. łaskawą…. panią na małego kielonka. Towarzystwo dobowe, kwiat polskiej młodzieży

Po tych słowach idąc rakiem wrócił w ciągłym pokłonie do kawalerki, na progu odwrócił się na pięcie i poszedł w dalszy cug.

Nieznajoma nieco rozbawiona już po całym zajściu z młodzieżą przytaknęła, miała szybko doprowadzić się do porządku, a Aureliusz miał czekać na nią przy drzwiach. Kiedy kobieta opuściła balkon Aureliusz przypominał sobie o naglącej go potrzebie, wiedział, że prawdopodobnie łazienka z braku miejsca służy za hospicjum zezgonowanym i nie zdąży w porę otworzyć nowej koleżance drzwi. Zaczął rozważać czy nie oddać średniowiecznym zwyczajem moczu z balonu, lecz w nie smak mu było żyjąc z lichego stypendium i z dorywczych prac bulić krocie za mandat. Nieoczekiwanie nieznajoma wróciła na balkon mając zmyty niedokładnie makijaż, spięte w kok włosy. Okazało się, że wychodząc z hukiem drzwi jej aktualnie już były chłopak zatrzasnął ją w mieszkaniu. Ale dla Aureliusza nie stanowiło to przeszkody, drapiąc się po czubku głowy uruchomił metrówkę w oczach, oszacował odległość dzielącą dwa balkony na plus, minus jeden drobny skok. Dziewczyna, która jeszcze dwa kwadranse temu chciała z niego zlecieć skrzywiła się na pomysł przeskakiwania z jednego na drugi, jednak uległa pod nagabywaniem Aureliusza. Nie chciała być dłużej sama, potrzebowała towarzystwa jak chloroplasty słońca do wytworzenia energii niezbędnej do przeżycia.

By zmobilizować ptaszynę do lotu i dodać jej animuszu zaklaskał wrzawo w dłonie, złapał żelaznym uściskiem boczną barierkę lewą ręką, prawą wyciągnął ku nieznajomej. Ona chwiejnie, drżąc jak liść na wietrze stanęła na poręczy nieco skrzywiona, zapierając się o chropowatą ścianę budynku w kolorze makreli. Lekkie powiewy targały końcówkami jej włosów, mimowolnie wysunęła ćwierć języka przygryzając go silnie z nerwów. Miała smukłą figurę, kreśloną finezyjnymi pociągnięciami pędzla wielkiego mistrza w swoim fachu, zostawiającego cząstkę duszy zaimpregnowaną w płótno.

Prostując rękę opuszkami zetknęła się z palcami Aureliusza zgięła kolana po czym zbijając się kilka cali w powietrze pisnęła. Aureliusz czuł już w tym czasie ją w swoich objęciach, gdy dziewczyna w jego oczach na moment zastygła w ruchu na tle intensywnie czarnego nieboskłonu, zatrzepotał powiekami, raptem balkony jak magnesy o bliźniaczych biegunach zaczęły się od siebie oddalać. Nie znana mu z imienia dziewczyna szybowała w przeraźliwym krzyku, on czując w koniuszkach ciepło jej gładkiej dłoni znieruchomiał. Każdy centymetr sześcienny jego czaszki przeszył świst powietrza towarzyszący lądowaniu samolotu, po nim dźwięk jak trzask kadłuba uderzającego o drogę startową napierał na skronie. Przed oczami rozciągnęła mu się nitka z fotografiami z ich wspólnego życia, którego już nie będzie miało prawa zaistnieć. Pierwsze wspólne walentynki, wyprowadzka do własnego domu, utrwalenie najbardziej ośmieszających i brukających godność chwil na zdjęciach, które zobaczywszy za parę dekad wywoływały by szeroki uśmiech. Zobaczył wizje scen, w których wpierw dzieciom, z czasem wnukom po stokroć z tymi samymi, nasączonymi wrzącym uczuciem słowami opowiada anegdotę, jak to uczestnicząc w jednej z wielu libacji alkoholowych w okresie studiów, poznał przyszłą żonę i zachęcił ją do uczestnictwa w niej, w dniu którym rozważała samobójstwo. To wszystko się rozmyło w czasie potrzebnym do wciśnięcia klawisza DELETE.

---------------------------------

 

Dziękuję za przeczytanie, jeżeli masz ochotę podzielić się swoją opinią, to bardzo proszę. Jest to druga część tekstu, który nie był pisany z myślą o podziale na fragmenty, sądzę, że jest to warte odnotowania. Zachęcam do zapoznania się z pierwszą częścią opowieści :)

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Narrator 2 tygodnie temu
    Jak w poprzedniej części w zabawny sposób opisujesz nie tak zabawne, dość absurdalne, nawet fantastyczne zdarzenie. Niewątpliwie trzymasz się tego samego stylu, co jest dobre. Trochę brakuje mi tła, delikatnej przygrywki, jakiegoś chórku z boku. Wszystko dzieje się w pierwszym planie. Opis przedmiotów również. Nie wiadomo co jest dalej. A tło czasem wzbogaca opowiadanie, podkreślając, bądź łagodząc wydarzenia pierwszoplanowe. Dla mnie to rodzaj drugiego wymiaru prozy.

    Dobrze pisane, olbrzymia doza czarnego humoru, zaskakujące lecz obrazowe porównania, w sumie wysiłek wart pięciu gwiazdek.

    Kilka szczegółów:
    „Dzieciak zacisnął palce na hamulcu wydobywając z opon przeciągnięte pizzicato...”. Nie pasuje mi to pizzicato, bo jest to szarapanie strunami, czyli zamienianie instrumentu smyczkowego w perkusję, więc nie może być przeciągłe. Jeśli już to gwałtowne, donośne, wystrzałowe. Przeciągnięte rzępolenie, żałosne pojękiwanie, zabójczy pisk, czy coś w tym rodzaju.

    „Wzajemnie wymieniane epitet roznosił się echem po osiedlu...” -> „Wzajemnie wymieniany epitet roznosił się echem po osiedlu...”

    „To wszystko się rozmyło się w czasie” -> „To wszystko się rozmyło w czasie”
  • Vincent Vega 2 tygodnie temu
    Dziękuję za kolejny wnikliwy komentarz, dodają mi one wiatru w skrzydła oraz sprawiają, że chcę pisać więcej, a przede wszystkim lepiej. Rozumiem uwagę, postaram się poprawić. Pozdrawiam serdecznie :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania