Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Cisza duszy, rozdział dziesiąty

^Alfa Matthew^

 

Po kilkugodzinnej jeździe dojechaliśmy na miejsce. Courtney spała przez ten czas jak zabita. Nie chcąc jej budzić, wziąłem ukochaną na ręce, po czym z pomocą Hoppera wyszedłem z samochodu. Od razu skierowałem się do gabinetu Roberta. Jest on jednym z dwóch lekarzy. Poszedłbym do lekarki, jednak ta wyjechała do innej watahy, pilnować mojej matki. Cieszę się, że Robert jest jej bratem. Wiem, że nie będzie dotykał jej w niewłaściwy sposób, jednak żeby się o tym przekonać na badaniu będę z nią. Jej brat podbiegł do nas i otworzył drzwi do swojego domu.

 

- Połóż ją na kanapie alfo. Zaraz wrócę z przyrządami. - powiedział szybko. Pobiegł wgłąb domu, a ja poszedłem do salonu. Położyłem kruszynkę bokiem na kanapie. Widziałem, w jakim stanie są jej plecy. Dziewczyna otworzyła swoje oczy i rozejrzała się po pomieszczeniu. Na koniec jej wzrok spoczął na mnie. Uśmiechnąłem się delikatnie i dotknąłem wierzchem dłoni jej policzka.

 

- Gdzie ja jestem? - zapytała sennie.

 

- W domu brata. - zacząłem. W tym samym momencie w salonie pojawił się Robert z małą walizką w dłoni. Podszedł szybkim krokiem do nas. Położył walizkę na podłodze. Otworzył ją, a moim oczom ukazały się różne narzędzia lekarskie. Kucnął przy siostrze i spojrzał na jej twarz. Wziął jakieś pudełko, które szybko otworzył.

 

- To jest maść na siniaki. Jesteś człowiekiem, więc minie trochę czasu nim wyzdrowiejesz całkowicie. - powiedział. Zabrałem od niego pudełeczko, po czym poszedłem do kuchni. Wiem, gdzie się mieści, ponieważ byłem tutaj nie raz. Naciąłem nożem rękę, którą dałem nad pudełkiem i ścisnąłem dłoń w pięść, aby moja krew skapnęła do maści. Pomieszałem szybko łyżką i wróciłem do salonu. Podałem Robertowi lek z powrotem.

 

- Z moją krwią wyzdrowieje szybciej. - wyjaśniłem, widząc jego pytające spojrzenie. Mężczyzna pokiwał głową, po czym nabrał maści na palce i zaczął delikatnie wmasowywać ją w policzek Courtney. Kiedy dotknął jej opuchniętego oka, dziewczyna jęknęła cicho. Warknąłem na ten dźwięk i złapałem rękę doktorka. Sprawił jej ból. Czułem rosnący gniew mojego wilka. Nagle poczułem delikatną dłoń na swoim policzku i iskry przepływające przez nią. Spojrzałem na ukochaną, która uśmiechnęła się delikatnie.

 

- Proszę. Puść go. To nie bolało tak bardzo. - powiedziała. Puściłem dłoń lekarza i wtuliłem się w dłoń ukochanej, patrząc jej w oczy. Nagle twarz kobiety wykrzywiła się w bólu, a z jej ust wyrwał się głośny pisk.

 

- Co się dzieje? - zapytał Robert, jednak dziewczyna zacisnęła usta w cienką kreskę. Zamknęła oczy i złapała się za rękę. Spojrzałem na nią. Cholerna bransoletka. Całkowicie zapomniałem, że ona ją jeszcze ma. Złapałem jej dłoń, po czym zerwałem z niej ozdobę. Rzuciłem bransoletkę na stół i spojrzałem na ukochaną. Otworzyła oczy i spojrzała na mnie z ulgą. Wziąłem pudełko z maścią od jej brata.

 

- Biegnij do bety Hoppera i powiedz, żeby wszystkie dziewczyny zdjęły te cholerne bransoletki. Dopilnuj wraz z nim, aby w pokoju spały nie mniej niż cztery dziewczyny. - rozkazałem. Brunet zawahał się, jednak po chwili kiwnął głową, po czym wstał i wybiegł z domu. Jego siostra jest pod dobrą opieką.

 

- Dziękuję. Wiele razy próbowałam to ściągnąć, jednak nie miałam wystarczającej siły. - wyszeptała. Pocałowałem wierzch jej dłoni, po czym nałożyłem maść na palec. Posmarowałem jej wargę.

 

- Zrobiłem to, bo nie potrafię patrzeć na twój ból, skarbie. Posmaruję teraz twoje oko, dobrze? - zapytałem cicho. Kobieta pokiwała powoli głową, po czym usiadła.

 

- Musisz leżeć.

 

- Znając życie, później się wyleżę. W ogóle kanapa jest niewygodna do leżenia. - powiedziała cicho. Zaśmiałem się głośno, po czym delikatnie dotknąłem jej opuchnięte oko.

 

- Było w gorszym stanie. Nie widziałam na nie. - powiedziała, kiedy zacząłem je smarować. Na jej słowa spiąłem się i przerwałem ruch ręki. Kobieta widząc to, odchrząknęła.

 

- Ale już jest dobrze. Naprawdę. - powiedziała, dotykając delikatnie mojej dłoni. Zawarczałem cicho.

 

- Zapłaci za to wszystko. Obiecuję. Nie wyjdzie z tego żywo. - teraz wiedziałem na sto procent, że Bestia mi w tym pomoże. W pomieszczeniu pojawił się Hopper wraz z Robertem. Lekarz podszedł do nas.

 

- Wszystkie na raz zostały poczęstowane prądem. - powiedział Hopper, jednak czułem, że nie powiedział mi wszystkiego. Spojrzałem na niego, kiedy Robert doglądał swoją siostrę. Mężczyzna widząc mój wzrok, westchnął.

 

- Pięć dziewczyn zmarło. - odezwał się nagle Robert. Spojrzałem na niego, tak samo, jak moja mate. Zmarszczyłem brwi.

 

- Musisz podnieść koszulkę Courtney. Chcę zobaczyć, jak wygląda twój brzuch. Najpierw może zajmę się ranami na plecach, więc musisz obrócić się do mnie tyłem. Najlepiej, gdybyś położyła się na boku. - powiedział do siostry. Dziewczyna powoli zrobiła, o co prosił. Kiedy Robert podniósł jej koszulkę odsłaniając plecy, usłyszałem głośne warczenie. Spojrzałem na betę, który z zaciśniętymi pięściami wzrok miał skierowany w rany na jej ciele. Wstałem z podłogi, pocałowałem ją w tył głowy i poszedłem do kuchni. Mężczyzna poszedł za mną. Otworzyłem lodówkę i widząc trzy piwa, wziąłem dwa, z czego jedne dałem becie.

 

- Skurwiel pożałuje tego. - odezwałem się. Hopper pokiwał głową.

 

- Musisz powiedzieć wszystkim, że znalazłeś lunę. Widzieli dziewczyny i ich stan, nie wiedzą co się dzieje. Wyjechaliśmy w trójkę a wróciliśmy, mając ze sobą dwadzieścia dziewczyn, do tego deltę ze stada Alfreda. - powiedział Hopper.

 

- Będę musiał im też powiedzieć o stanie ich luny. Wiesz, że będą pałali rządzą zemsty. Poza tym poczekam do tego, aż wyzdrowieje i będzie wiedziała, że nie musi się już niczego bać.

 

- Może ty tego nie czujesz, ale... Wszystkie wilki poczuł zmianę w tobie i małą cząstkę siły. Mogą się domyślać, skąd się wzięła. - powiedział powoli Hopper, robiąc duży łyk. Westchnąłem i zrobiłem to samo. Do kuchni wszedł nagle Robert i przystanął widząc nas. Hopper uśmiechnął się szeroko. Robert uratował jego mate, kiedy była w poważnym stanie. Każdy wilkołak ma do niego szacunek. Wyjąłem z lodówki trzecie piwo, które podałem brunetowi. Mężczyzna umył ręce pełne krwi, które po chwili dopiero zobaczyłem. Zawarczałem głośno wiedząc, że należała ona do mojej mate.

 

- Musiałem zszyć jej rany, alfo. Niektóre cięcia były naprawdę paskudne. Do tego ma połamane żebra. Nie może chodzić i przez najbliższe tygodnie musi leżeć. Teraz śpi, podałem jej leki przeciwbólowe. Może ją alfa jeszcze dzisiaj zabrać, ale codziennie będę musiał sprawdzać jej stan. - powiedział. Pokiwałem głową i westchnąłem.

 

- Teraz będziemy rodziną. Do tego nie patrząc, uratowałeś moją mate.

 

- Jest moją siostrą alfo. Myślałem, że nie żyje. Gdybyśmy jej nie znaleźli w rany wdałoby się zakażenie, a tego by już nie przeżyła.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania