Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Cisza duszy, rozdział siódmy

^Alfa Matthew^

 

Kiedy skończyłem rozmawiać z Hopperem na temat tej watahy, zeszliśmy na kolację organizowaną na cześć naszego przyjazdu. Kiedy weszliśmy do jadalni, przywitała nas luna stada.

 

- Witamy alfo, beto. Zapraszamy do stołu. - przy stole siedziały tylko trzy osoby - alfa, jego luna i beta. Usiedliśmy na krzesłach. W tym samym czasie do jadalni weszło sześć dziewczyn. Na moje oko nie miały nawet osiemnastu lat, a jedna mogła mieć jakieś jedenaście. Każda dziewczyna niosła talerz, który postawiła przed nami.

 

- Te dziewczyny będą dzisiaj usługiwać nam przy jedzeniu. - powiedział. Stanęła przy mnie najmłodsza z nich. Zauważyłem, że miała opuchnięte oczy i siniak na policzku.

 

- Chce alfa coś do picia? - zapytała cicho. Chciałem uśmiechnąć się pod nosem, wyobrażając sobie swoje własne dzieci, jednak się powstrzymałem.

 

- Wodę poproszę. - odpowiedziałem i zacząłem konsumować swój posiłek. Na talerzu znajdował się średniej wielkości stek. Idealna porcja dla jednego wilkołaka, aby najadł się na godzinę.

 

- Zanim wyjedziemy, chcę osobiście przesłuchać dziewczynę, która podejrzewana jest o branie w spisku. - powiedziałem, patrząc na alfę. Dziewczynka postawiła wodę obok talerza. Podziękowałem jej skinieniem głowy, po czym upiłem łyk. Alfa odchrząknął głośno i spojrzał na lunę.

 

- Oczywiście alfo. Kiedy zamierzacie wyjechać?

 

- Jeszcze dziś. Po kolacji mój beta zaprowadzi mnie do jej pokoju. Nie chcę żadnych świadków przy tej rozmowie. - powiedziałem. Alfa pokiwał głową. Reszta posiłku przebiegłą w ciszy. Jedynie dziewczyny co jakiś czas podchodziły i dolewały każdemu wody. Alfie, oczywiście wina.

 

Kolacja skończyła się po jakiejś godzinie. Alfa Alfred w połowie zaczął opowiadać o harmonii i spokoju pod jego rządami. Wie dobrze, że mogę go unieszkodliwić, gdy coś mi się nie spodoba, więc najlepiej zacząć mi się podlizywać. Gdyby nie to, szybciej byśmy opuścili jadalnię. Jednak na szczęście ten moment nadszedł. Wytarłem usta serwetką, po czym razem z Hopperem wstaliśmy z krzeseł. To samo zrobiła pozostała trójka.

 

- Tak jak mówiłem, w pokoju będę przesłuchiwał ją tylko i wyłącznie ja. Mój beta będzie pilnował pod drzwiami, aby nikogo nie było w pobliżu. - powiedziałem ostrym głosem. Alfa Alfred pokiwał głową i rozkazał tej małej, aby zaprowadziła nas do pokoju przesłuchiwanej. Z tego, co usłyszałem, miała na imię Emily. Dziewczynka spojrzała na nas, kiedy drzwi jadalni zamknęły się za nami.

 

- Tędy proszę. Alfo ja, nie wiem, czy mogę...

 

- Mów śmiało. Jest coś, co wiesz i chciałabyś się tym z nami podzielić? - powiedziałem w połowie drogi. Dziewczynka przystanęła. Rozejrzała się i kiedy była pewna, że nikogo innego nie ma, nieśmiało podeszła do mnie. Przykucnąłem. Należy pamiętać, że gdy rozmawia się z dzieckiem najlepiej zrównać się z nimi. Wtedy nie będą się bały i czuły gorsze. Czułem na sobie zdziwione spojrzenie Hoppera.

 

- To nie Courtney. Ona nic złego nie zrobiła. - wyszeptała. Zmarszczyłem brwi i spojrzałem na betę, który także przykucnął.

 

- A wiesz, kto zrobił coś złego? - zapytał blondyn. Dziewczynka przygryzła wargę. Postanowiłem zmienić taktykę.

 

- Jak masz na imię? - zapytałem.

 

- Emily.

 

- Emily. Śliczne imię. Ja jestem Matthew, a to Hopper. Możesz mówić do nas po imieniu. Kim jest Courtney? - zapytał Hopper. Emily spojrzała na niego, a w jej oczach momentalnie pojawił się łzy.

 

- Jest dla nas jak siostra. Pomagała nam i cały czas nas... mnie wspierała. Tylko ona przyszła zapytać się, jak się czuję, kiedy to zadało mi ból. - powiedziała, pokazując bransoletkę na ręce. To o tym czymś mówił Hopper?

 

- Gdzie ona teraz jest? - zapytałem, jednak odezwał się Hopper.

 

- Czy ta Courtney ma długie czarne włosy i piwne oczy? - dziewczyna pokiwała głową.

 

- Courtney to jest dziewczyna, którą idziesz przesłuchać. - powiedział, wstając. Zrobiłem to samo.

 

- Zaprowadź mnie do twojej koleżanki. Obiecuję, że nic jej nie zrobię. Chcę z nią tylko porozmawiać. - powiedziałem. Emily nic nie mówiąc, wyszła z domu. Poszliśmy za nią. Po kilku minutach znaleźliśmy się w innej części domu. Znajdowały się tu pokoje z numerami na drzwiach. Dziewczynka zatrzymała się na końcu, gdzie znajdował się numer piętnaście.

 

- Courtney Andrews. Kojarzę to nazwisko. - powiedziałem cicho.

 

- Robert Andrews jest w naszej watasze. Pracuje jako lekarz. Uratował niejednego wilkołaka. Przyjechał z nami. - odezwał się Hopper. Pokiwałem głową i spojrzałem na Emily.

 

- Możesz wrócić do swojego pokoju. - powiedziałem. Dziewczynka jednak podeszła do mnie i powiedziała cicho:

 

- Alfa jest tym złym. - po czym poszła. Zmarszczyłem brwi na jej słowa.

 

- Ta mała coś wie. Może więcej niż nam się wydaje. - wyszeptał Hopper.

 

- Też tak myślę. Gdy skończę z tą Courtney, porozmawiamy jeszcze z tą małą. - odpowiedziałem, po czym otworzyłem drzwi i wszedłem do środka.

Średnia ocena: 3.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania