Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Cisza duszy, rozdział piąty

^Courtney^

 

Nie wiem, ile tygodni minęło, od kiedy wylądowałam w pokoju numer dwa. Po czterech dniach przestałam liczyć. Skąd wiem, kiedy zaczyna się nowy dzień? To proste. Kiedy alfa wraz z betą kończą swoje tortury, mówią "wrócimy jutro". Dzięki czemu straciłam rachubę czasu. Jest za to jeden plus-nie jestem przyczepiona kajdankami do sufitu. Jednak nie opuściłam tego pokoju. A wszystko przez cholerny ogród. Mam połamane dwa palce. Ledwo oddycham i nie widzę na jedno oko. Moja bluzka jest przecięta na plecach na strzępy a na brzuchu mam ślady krwi. Moje całe ciało jest wytatuowane w siniaki. Dostawałam małe porcje jedzenia w misce i jeden kubek wody na cały dzień. Po prostu żyć nie umierać! Oparłam głowę o ścianę i czekałam na swoich oprawców, którzy jeszcze się nie pojawili. Jestem ciekawa, jak dziewczyny dają radę. Czy wszystkie żyją? A najważniejsze-czy wspierają Emily? Dziewczynka jest najmłodsza z naszej grupy, reszta dziewczyn są w wieku od szesnastu lat wzwyż. Najstarsza z nas była Lili, ale odkąd beta uznał ją za swoją mate, ja przejęłam ten chwalebny tytuł. Pewnie już jest oznaczona. Westchnęłam głośno. Tyle pytań a żadnej odpowiedzi.

 

Nagle drzwi pokoju się otworzyły. Zobaczyłam betę, jednak nie było alfy. Przełknęłam ślinę. Za betą do pokoju weszło dwóch wilkołaków. Nie podoba mi się to.

 

- Zabrać ją. - powiedział beta. Mężczyźni podnieśli mnie i zaczęli ciągnąć do drzwi.

 

- Jak na razie musimy przerwać tortury. Za kilka dni przybędzie do nas główny alfa. On się tobą zajmie. Na ten czas wrócisz do swojego pokoju. Osobiście będę pilnować, abyś nie rozmawiała z nikim i nie próbowała zwiać. Chociaż w twoim obecnym stanie jest to niemożliwe. - powiedział, śmiejąc się. Zamknęłam oczy i próbowałam nie pokazywać bólu, kiedy przez całą drogę byłam szarpana. Na koniec zostałam wrzucona do swojego pokoju. Usłyszałam kliknięcie w drzwiach, co oznaczało, że zamknęli mnie tu na klucz. Położyłam głowę na zimnej podłodze. Pozwoliłam sobie w tamtym momencie na łzy. Jeśli sam główny alfa ma mnie przesłuchiwać... To już mój koniec. Leżałam na zimnej podłodze kilka minut. Postanowiłam wziąć tym razem dłuższy prysznic. Muszę zmyć z siebie krew i brud. Przy okazji dokładnie zobaczę w lustrze, jak wygląda moja twarz. Wstałam powoli z podłogi. Próbowałam nie wydawać żadnych dźwięków, czując ból brzucha. Z pewnością mam pęknięte czy połamane żebra. Nie jestem lekarzem, więc nie wiem. Wolnym krokiem poszłam do łazienki, opierając się o ścianę. Zamknęłam za sobą drzwi i zdjęłam z siebie brudne ubrania. Spodnie dałam do umywalki, a koszulkę wrzuciłam do kosza. Na nic się już nie przyda. Weszłam do kabiny i puściłam wodę. Jak zawsze lodowata.

 

Kiedy się umyłam i wyszłam z kabiny, stanęłam przed lustrem. Spojrzałam na swoje odbicie. Przecięty i posiniaczony policzek, opuchnięte oko i pęknięta warga. Myślałam, że będzie gorzej. Wyszłam z łazienki i poszłam do pokoju. Najszybciej jak mogłam, ubrałam bieliznę i spodnie dresowe. Do tego czarna koszulka i bluza mojego pewnie zmarłego już brata. Robert był ode mnie starszy o trzy lata i zawsze pilnował mnie, jak na starszego brata przystało. Najgorzej było, kiedy przyprowadziłam pierwszego chłopaka do domu. Biedak nie wrócił. Uśmiechnęłam się smutno pod nosem. Strasznie za nim tęsknię. Kiedy wilkołaki się ujawniły, rozdzielili nas. Ja zostałam tutaj a gdzie brat? Nie wiem, ale więcej o nim nie słyszałam.

 

Położyłam się na łóżku na boku i zaczęłam wpatrywać się w ścianę. Wspomnienia ogarnęły moją głowę. Oczywiście w roli głównej był Robert. Wysoki i wysportowany mężczyzna, z zielonymi oczami i czarnymi włosami, ściętymi na krótko. Pierwsze wspomnienie przyszło same. Graliśmy na dworze w piłkę. Ja stałam na bramce, a on kopał. Było to rok przed całym tym zamieszaniem z wilkami. Wtedy pierwszy raz miałam opuchniętą rękę. Mama też się wtedy na nas mocno wkurzyła. Zaśmiałam się cicho, kiedy przypomniałam sobie jej minę. Przedrzeźniałam się z Robertem, aż ten kopnął piłkę w moją stronę z całej swojej siły. Oczywiście obroniłam ją jedną ręką, która strasznie mi napuchnęła, ale piłka trafiła w szklarnię mamy, trafiając w szybę. Wtedy wpadliśmy na pomysł, aby duże kawałki szkła przykleić do siebie taśmą... Pomysł nie wyszedł. W tym samym momencie, kiedy ojciec wszedł do środka, taśma puściła i wszystko wyszło na jaw. To były piękne czasy. Wspominając i z delikatnym uśmiechem na ustach pozwoliłam sobie na sen.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania