Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Cisza duszy, rozdział dziewiąty

Nie odpowiedziałam nic mężczyźnie. Ten złapał mnie delikatnie za dłoń.

 

- Masz coś, co chciałabyś zabrać? - zapytał. Zaśmiałam się ponuro.

 

- Nie ma tutaj nic, co należy do mnie. Ubrania należą do alfy, my mamy tylko przywilej ich noszenia na sobie. - powiedziałam. Jednak alfa poszedł do toalety. Przypomniałam sobie o rozerwanej i pełnej krwi koszulce, kiedy usłyszałam głośny ryk mężczyzny.

 

- Ta koszula jest z tortur? - zapytał, wchodząc do pokoju trzymając koszulkę.

 

- Miałam ją przez ten czas na sobie. - powiedziałam cicho. Alfa zawarczał głośno, po czym rzucił koszulkę w kąt i szybkim krokiem zaczął iść w moją stronę. Wystraszona zaczęłam się cofać.

 

- Nie zrobię ci krzywdy. Nie bój się mnie kochanie. - powiedział mężczyzna, widząc mój przerażony wzrok wbity w niego. Przełknęłam głośno ślinę, gdy znalazł się przy mnie i złapał mnie za rękę.

 

- Na nas już czas. - powiedział, ciągnąc mnie do drzwi. Jednak ja zaczęłam się wyrywać.

 

- Nie. Nie mogę. On nas zabije. - powiedziałam. Alfa stanął przede mną i złapał moją twarz w swoje dłonie, przybliżając się do mnie. Patrzyliśmy sobie w oczy przez dłuższy moment.

 

- Nie pozwolę na to. Zabieramy was do mojej watahy. Tam wyzdrowiejesz a z alfą Alfredem zrobię porządek. Musisz mi tylko zaufać. Żyje tam twój brat i widziałaś sama, że nie miał żadnego siniaka na twarzy. Uśmiercamy tylko spiskowców. - powiedział. Nic nie odpowiedziałam. Widziałam, jak brunet przełknął ślinę, po czym przybliżył swoje usta do moich. Kiedy nie odsunęłam się ani nic nie powiedziałam, musnął moje usta delikatnie. Odsunął się i otworzył drzwi.

 

- Zaufaj mi. - powiedział. Przełknęłam głośno ślinę. Pokiwałam głową, mając nadzieję, że tego nie pożałuję. W ciszy przemierzyliśmy korytarz. Przed domem zauważyłam dwa samochody i mały autobus. Zmarszczyłam brwi na widok wściekłego alfy, który stał przed domem i dziewczyn wsiadających do pojazdu. Uśmiechnęłam się na widok Emily. Dziewczynka czując mój wzrok na sobie odwróciła się i uśmiechnęła szeroko. Alfa zaprowadził mnie do czarnego samochodu i pomógł usiąść z tyłu, po czym zajął miejsce obok mnie. Za kierownicą usiadł beta Hopper, który ruszył z miejsca. Spojrzałam przez tylną szybę.

 

- Kto prowadzi drugi samochód alfo? - zapytałam. Widziałam, że autobus kierował delta watahy. Jest on strasznie miły. Zawsze, gdy przynosił nam jedzenie do pokoi, miałyśmy dodatkowo jakiś owoc. Oczywiście alfa i beta nic o tym nie wiedzą.

 

- Robert. Gdy dotrzemy na miejsce od razu pójdziemy do lekarza. Jeśli będziesz musiała leżeć i się kurować, co na pewno będziesz musiała robić, będę tego pilnował. - odpowiedział. Pokiwałam głową.

 

- I mówiłem ci, że masz mówić do mnie po imieniu, skarbie. - odchrząknęłam cicho.

 

- Przepraszam alfo. Znaczy Matthew. - poprawiłam się szybko, jednak mężczyzna zaśmiał się cicho i pocałował mnie w czoło. Czułam się cholernie dziwnie. Główny alfa wilkołaków, który stworzył mniejsze watahy, do którego należałam i byłam katowana wraz z innymi ludźmi, zabiera mnie do siebie i cały czas całuje w czoło, mówiąc czułe słówka. Pewnie nie tylko ja jestem zdezorientowana.

 

- Połóż się kochanie. Obudzę cię, kiedy będziemy na miejscu. - powiedział, biorąc mnie na swoje kolana i kładąc moją głowę na swoim ramieniu. Westchnęłam, czując cudowny zapach lasu i mięty. Zamknęłam oczy i pozwoliłam sobie uciąć małą drzemkę.

 

^Alfa Matthew^

 

- Co zamierzasz zrobić tym ścierwem? - zapytał Hopper. Warknąłem ostrzegająco.

 

- Nie chodzi mi o lunę, ale o alfę i betę, którzy jej to zrobili. - powiedział, zaciskając pięści na kierownicy. Zacisnąłem usta w cienką linię i sam zacisnąłem pięści, jednak poluzowałem dłonie, kiedy usłyszałem cichy jęk swojej mate. Pocałowałem kobietę w czoło.

 

- Kiedy dowiemy się więcej co działo się pod jego rządami, zabiję go własnymi rękami. - odpowiedziałem.

 

- Betę zostawisz mi. - powiedział Hopper. Nienawidzi go z całego serca. Przez niego, jego mate poroniła. Na szczęście może mieć dzieci, co świadczy o tym jej ciąża. Zgodziłem się, kiwając głową.

 

- Nie mogę uwierzyć, że złamał prawo... Doskonale wiedział, że ludzie mają żyć a tylko ci, którzy brali udział w spisku zabijani. - zaczął cicho Hopper. Zawarczałem na jego słowa.

 

- Za to odpowie w najbardziej bolesny sposób. - powiedziałem. Hopper spojrzał na mnie w lusterku.

 

- Co masz na myśli?

 

- Użyjemy Arona. - na moje słowa Hopper się skrzywił. Aron jest najlepszym wojownikiem. Do tego woli facetów, więc będzie to mu na rękę. Dzięki niemu niejeden zdrajca zaczął mówić jak z płatka. Wystarczy wymówić Bestia, a jeśli ktoś nie wie, o co chodzi, Aron wkracza do akcji. Zawsze, gdy kończy, więzień mówi jak z karabinu.

 

- Nie rozumiem, jak można pieprzyć faceta. - powiedział Hopper. Zaśmiałem się głośno.

 

- Widać można. A to, że mamy takiego wśród swoich jest nam nawet na rękę. - odpowiedziałem. Resztę drogi przemierzyliśmy w ciszy. Co chwilę całowałem moją słodką mate w czoło.

 

- Cieszę się, że ją w końcu znalazłeś alfo. Szkoda tylko, że jest ona w takim stanie.

 

- Wyjdzie z tego. Nie dopuszczę, aby stało jej się coś podobnego. - wywarczałem. Zabiję każdego, kto się do niej zbliży, mając złe zamiary.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania