Niechciana miłość - Rozdział 7

I w końcu nadszedł ten dzień. Dzień, na który powinnam wyczekiwać od dawna, ale jakoś uważam, że mógłby on nigdy nie nadejść. A chodzi oczywiście o ... moje zaręczyny.

Cała służba chodzi jak w zegarku, aby wszystko było idealnie, czego nie rozumiem, bo to w końcu to my jesteśmy gośćmi. Rodzinę widziałam tylko rano przy śniadaniu, a później każdy rozszedł się do swoich pokoi, aby się przygotować. Już od paru godzin siedzę przed lustrem, a służące zajmują się moim makijażem i fryzurą.

Mając tyle czasu ciężko nie myśleć o tym, jak dzisiaj będzie. Nie powinnam niepotrzebnie wyobrażać sobie problemów, ale ciągle nie mogę przestać zastanawiać się jak to będzie, Czy dzisiaj książę będzie mniej oschły, czy jego rodzice mnie polubią?

Jak Sean może mi pomóc? Czy w ogóle dzisiaj będzie, a czy stwierdzi, że nie lubi takich przyjęć i pójdzie do naszego miejsca, aby mieć spokój? A jeśli przyjdzie to jak będzie ubrany?

Nie mogę przestać o nim myśleć, od kiedy miałam ten dziwny sen o obcej kobiecie Próbuję się skupić na swoim zadaniu, ale ciężko jest mi teraz o myśleć o księciu. Dużo lepiej dogaduję się z jego młodszym bratem i wiem, że moje życie mogłoby być dużo lepsze, gdyby to Sean był pierworodnym.

***

Jadąc do zamku bardzo się stresowałam, co chyba było widoczne, bo mama złapała mnie za rękę i przyjaźnie się uśmiechnęła.

- Nie martw się skarbie. Wszystko będzie dobrze. Dzisiejszy dzień jest na twoją cześć więc korzystaj z tego i ciesz się z tego przyjęcia. Jeśli będziesz myśleć pozytywie i postępować według serca to będziesz mieć szczęśliwe życie. Tylko nie daj nikomu się zastraszyć.

Reszta podróży minęła w ciszy, a ja próbowałam uspokoić oddech i myśli. Mama miała rację. Muszę uwierzyć, że wszystko będzie dobrze inaczej nic się nie uda.

Starałam przypomnieć sobie coś miłego, aby odwrócić trochę uwagę od obecnej sytuacji. Niestety jedyne co mi przychodziło do głowy, to Sean, a muszę o nim zapomnieć. Myślenie o nim w tej chwili jest nie na miejscu. Ale nie potrafię wybić go sobie z głowy od tak, jakby nigdy go nie poznałam.

***

Na miejscu czekali już na nas strażnicy, którzy towarzyszyli nam do głównej sali. Tam znów wyczytano nasze imiona jak ostatnio i znowu wszyscy przestali rozmawiać i skupili całą uwagę na mnie, gdy weszłam do głównej sali balowej. Król z małżonką rozmawiał z urzędnikami, a książę śmiał się z jakąś dziewczyną. Wyglądało to, jakby ze sobą filtrowali. Może po prostu stara się być miły dla każdego.

Spojrzał w moją stronę i zrobił minę, jakby zobaczył coś paskudnego i miał zwymiotować, a później odwrócił się do dziewczyny i znowu zaczęli się śmiać, lecz tym razem na pewno ze mnie. A więc poprawka. Jest miły dla każdego, oprócz mnie. Ładnie się zapowiadają nasze zaręczyny i przyszłe życie. I jak mam teraz myśleć pozytywnie? O czym?! Wiem. Mogę na przykład zażyczyć sobie, żeby spadła na mnie asteroida. Tak, to będzie w tym momencie naprawdę przyjemne.

A skoro mowa o czymś przyjemnym, to próbowałam znaleźć wzrokiem Seana, ale nigdzie go nie było. Czyli wolał opuścić dzisiejsze przyjęcie. Zostawił mnie tu samą. Jest po prostu cudownie. Lepiej już chyba być nie może.

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Shogun 3 tygodnie temu
    No, za ciekawie się te zaręczyny naprawdę nie zapowiadają. Jakby wszystko było przeciwko niej, a zwłaszcza książę. Cóż, po co komu uczucia, jak jest polityka i interesy. No nic, czekam na kolejny rozdział i na to jak się to wszystko rozwinie.
    Pozdrawiam ;)
  • Sori 3 tygodnie temu
    Dziękuję Shogun :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania