Upadły-Rozdział 10

Przybyli następnego dnia, żądni tego, co do nich nie należało. Liczni i uzbrojeni, lecz próżno było szukać wśród nich elitarnych jednostek, motłoch myślący, że sama przewaga liczebna pomoże im podbić sąsiadów. Nero dostrzegł cztery rodzaje sztandarów, zapewne po masakrze na wyspie, ponownie rzuciliby się sobie do gardeł. Chwilowy prowizoryczny most na rzece wojny. Z łatwością zgniótłby ich pychę i dumę, radowałby się każdym strachem w oczach tych durniów.

Przyjemność musi jednak ustąpić rozsądkowi, lecz nie zamierzał poprzestać na swoich zwyczajnych tworach. W czasie odpoczynku wróciły mu siły, a wraz z nimi różne pomysły, jak tu upiększyć dzisiejszą rzeź.

— Wy, którzy nielegalnie osiedliliście się na wyspie! — usłyszał przez okienną wnękę. — Pozostańcie na swoich miejscach i nie czyńcie oporu. Wasz los zależy od nas.

Dawno nie usłyszał gorszej bzdury, nawet beznadziejny strateg wie, aby nie lekceważyć oponenta i zawsze zachować ostrożność. Również wśród wieśniaków może ukrywać się potężna osoba. Spojrzał na zbroje, stojącą w rogu. Gdy odnawiał posiadłość z pomocą jednego zaklęcia i ona przywróciła swą dawną postać. Na raz wszelkie pomysły uleciały z głowy, zastąpione przez jeden genialny. Przecież magia żywiołów to nie jedyna sztuka ataku. Uśmiechnął się do siebie, zadowolony z możliwości czynienia śmierci własnymi rękoma.

Z pomocą silnych uroków przysposobił dawną dekorację do warunków wojennych i nie czekając, założył ją na siebie, ze ściany wziął długi, szeroki miecz, jego również ulepszył maną. Pozostała tylko czerwona, niczym krew peleryna i mógł, głośno brzęcząc, ruszyć do wyjścia.

— Powtarzam! Z rozkazu lordów... — Popłynęło kolejny raz oświadczenie z brzegu, rycerze zdążyli już złożyć, przyniesione przez siebie łódki.

— Lewiatan? Armia gotowa? — rzucił Nero przez telepatię.

— Mistrzu, czyżbyś próbował osobiście dołączyć? Przecież o tym rozmawialiśmy. — W jej głosie zabrzmiała niechęć.

— Wiem, wiem — szybko odpowiedział, nie dając jej dojść do dalszego słowa. — Tyle lat nie miałem przyjemności, a teraz chcesz mi jej odmówić? Zresztą mam rozwiązanie, dzięki któremu nikt mnie nie rozpozna. Uwierz mi.

— Jak sobie mistrz życzy. Byle potem nie było lamentu.

Błękitnowłosy zakończył kontakt i dał znak Hipokratesowi, by nie zaprzątał sobie głowy krzykami z daleka. On się tym zajmie.

— Kto śmie zakłócać spokój czarnego rycerza? — krzyknął, wychodząc przed bramę. — Aż tak bardzo pragniecie zasmakować własnej krwi? — Zabrzmiało idiotycznie, lecz powinno zadziałać i zmylić napastników, co do prawdziwej tożsamości.

— Nie wiem, kim jesteś panie. — Zabrzmiał herold z drugiego brzegu. — Lecz to ziemie Lorda Sidero, Lorda Chalkosa, Lorda Kafe i Lorda Petra. Jeśli pragniesz tutaj osadzić swą siedzibę, musisz zapłacić należny trybut wielmożnym panom. W przeciwnym razie zostaniesz potraktowany jako wróg i zgładzony.

Imbecyle, podrzędne bóstwa marnych dóbr. Żelazo, miedź, brąz i kamień, a zachowują się, jak najwyżsi lordowie.

— Odstąpcie od jeziora wspaniali szlachcice, inaczej wasze kości będę bielić się na plaży ku przestrodze innym. Tak rzecze ja, czarny rycerz i zdania swego nie zmienię. — Doskonale wiedział, że nie odpuszczą, ich zaślinione ryje pożądliwie spoglądały na zamek.

Nie dostał odpowiedzi, rycerze zaczęli wsiadać na łódki i wiosłować w kierunku twierdzy.

— Lewiatan? — Chciał się czegoś dowiedzieć na szybko. — Powiedz mi, czy oni są głupcami, czy ja coś pomyliłem. Broniłaś tego miejsca przez cały ten czas, czyżby zapomnieli o tobie?

— Ostatnimi czasy byłam bardzo osłabiona, zwiadowcy widzieli, jak umieram. Zapewne teraz, widząc kolejną grupę na wyspie, uznali, że nie żyje. Inaczej pożarłabym ich, a skrawek lądu pozostawałby niezamieszkany.

— Nie ujawniaj się, niech dalej myślą, że cię nie ma. Pozostaniesz naszą kartą atutową. — Chciał już wydawać rozkazy, gdy ponownie odezwała się jego gwardzistka.

— Mistrz raczy żartować? Sam będzie się bawił, a ja mam czekać?

— Dlaczego jeszcze cię nie zabiłem? — rzucił telepatycznie Nero.

— Ponieważ ładna kobieta u boku zawsze oko cieszy. Sam mistrz tak mówił.

— A niech cię. — Nawet dawniej, będąc porywczym, nie potrafił się na nią gniewać. — Weźmiesz udział w ataku, ale w formie ludzkiej. Czy to jasne?

— Ma się rozumieć, wodzu! — Jej entuzjazm niemal rozsadził mu głowę, w porę zdążył zerwać połączenie. Wyjął miecz zza pleców i machnął nim, nakazując ukrytym jednostkom atak.

— Naprzód moi słudzy! Zabarwcie czystą wody toń, szkarłatem krwi. — Niemal natychmiast z wody zaczęły wyskakiwać jaszczur, głośno sycząc, zaczęły masakrę. Obcięte kończyny z głośnym pluskiem wpadały w głębiny, posoka błyszczała w słońcu południa, a krzyki umierających bawiły echo, które radośnie niosło je dalej.

Co by jednak nie mówić o tępocie lordów, posiadali jakieś doświadczenie wojenne. Wycofali jednostki i ustawili mur z tarcz, w międzyczasie łucznicy pruli ogromem strzał w nadchodzących. Musiał zmienić taktykę, upierdliwe było tworzenie kolejnych nowych żołnierzy. Wyczarował magiczny łańcuch i spętał nim rękojeść miecza, rzucił parę czarów i zaczął dookoła kręcić ciężkim ostrzem, jakby to była dziecinna zabawka. Wreszcie lekko jęknął i skierował rozbujaną rzecz w kierunku zebranych. Oręż z głośnym hukiem przebił szereg, dziesiątkując go. Dodanie do niego kamyczków w roli szrapneli było perfekcyjnym pomysłem. Bez wysiłku przywołał broń z powrotem do siebie, a w powstałą lukę zaczęły wdzierać się jaszczury.

Po chwili wojsko zaczęło wycofywać się w popłochu. Szkoda, że nie był bliżej, te wspaniałe twarze wykrzywione strachem i bólem, idealnie łechtałyby zmęczoną duszę. Od razu też wysłał rozkaz o zaprzestaniu pościgu.

— Mistrzu, dlaczego ich nie gonimy? — Spytała Lewiatan, wyłaniając się z wody.

— Jeśli wybijemy tych cieniasów teraz, inne kraje rzucą się na bezbronne ziemie, a nas uznają za wielkie zagrożenie. Pomimo strat nadal posiadają armię do skutecznej defensywy, po tej porażce zapewne będą pałać żądzą zemsty, lecz póki co skupią się na innych zagrożeniach zewnętrznych. Jeszcze przyjdzie czas, że sobie powalczysz. — Położył jej dłoń na głowie.

— Później to nie będzie już to samo. Nie co dzień jest możliwość zabicia Lordów — odparła napuszona.

— W nagrodę wezmę cię ze sobą w podróż. Może być?

— A po co mistrzu, chcesz podróżować? Przecież tu masz wszystko. — Zdziwiła się dziewczyna.

— Zbyt długo spałem, potworku. Muszę wpierw poznać ten świat, który bardzo zmienił się w czasie mego snu. W głowie mam nadal bałagan, a mała podróż pomoże mi pewne rzeczy poukładać. Jak sobie radzisz na lądzie?

— Nadal cię nie rozumiem mistrzu, jednak podążę za tobą — odpowiedziała z poważną miną. — Woda jest wszędzie, poradzę sobie.

— No to szykuj się, a ja załatwię jeszcze jedną sprawę z Hipokratesem.

— Po co szykować się? Przecież już mam wszystko.

Nero złapał się za głowę, Lewiatan była zacofana, a te tysiąclecia bez towarzystwa pogłębiły to jeszcze bardziej. No nic, będzie musiał wydać trochę złota w mieście.

— Poczekaj na mnie przy zamku — powiedział, kierując się do środka. Dłuższe tłumaczenie i tak nie miały sensu. Znalazł starego węża przy stoisku z rozdawanym jedzeniem.

— Witaj mistrzu. Rad jest z twojej wizyty, przypuszczam, że odprawiłeś intruzów z kwitkiem?

— Jakbyś mnie nie znał, stary przyjacielu. Musimy porozmawiać.

— Opuszczasz nas mistrzu? — spytał, gdy odeszli kawałek na ubocze.

— Przeraża mnie twoja znajomość Boga Wody. — Uśmiechnął się Nero. — Wędrówka jest mi pisana, po ponad tysiącletnim śnie, rzucanie się na głęboką wodę jest szaleństwem. Muszę najpierw poznać mieliznę, nim wypłynę dalej.

— Rozumiem to, lecz co będzie z naszą trzódką. Jak obronimy się bez twojej pomocy? — Zmarszczył czoło.

— Mam dla ciebie mały prezent, który ci w tym pomoże. — Skupił w palcu manę i dotknął nim odsłoniętej klatki piersiowej Hipokratesa. W tym miejscu pojawiło się znamię w kształcie fal o barwie wzburzonego morza.

— Teraz oficjalnie zostałeś moim zastępcom, Lewiatan idzie ze mną, więc swoje później dostanie. Od teraz dostałeś większą ilość many i inne fajne dodatki, które odkryjesz później. Możesz już tworzyć własnych sztucznych żołnierzy, nadawać rangi i tak dalej. Awansować możesz do poziomu niżej od siebie. Nazwy zostawiam tobie.

— Nie wiem, co powiedzieć... Taki wspaniały dar. — Głos ściskało mu wzruszenie. Błękitnowłosy nigdy nie spodziewał się, że taki drobny gest, wywoła taką reakcję.

— Ja się zbieram, Zostawiam los moich poddanych w twoich rękach.

— Wypełnię to zadanie i nie zawiodę cię. — Uklęknął na jedno kolano i spuścił głowę. Nero machnął dłonią i odszedł.

Wrócił do domu, lecz ponownie odchodzi. Właściwie nie czuł wzruszenia, czy nadchodzącej tęsknoty, była tylko pustka. Być może Ether nadal tkwiła niczym zadra w jego sercu, tłumiąc wszelkie uczucia. Skinął na Lewiatan i ruszył prostą drogą, nie wiedząc, gdzie tym razem trafi.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • little girl 3 miesiące temu
    "aby nie doceniać oponenta i zawsze zachować ostrożność." - nie doceniać?
    Coś tam z czasem niekiedy mieszasz I jakieś błędy drobne typu przecinek zamiast kropka.
  • krajew34 3 miesiące temu
    Na moje wytłumaczenie mam tylko, że pisałem to przy czterdziestu stopniach na dworze. Dzięki za wpadnięcie.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania