Upadły-Rozdział 7

Sprowadziła błękitnowłosego do swego pałacu, próżno jednak było to szukać złota, czy innych bogactw. Cały budynek oplótł zielony bluszcz z kwitnącymi kwiatami, spomiędzy nich uważny dostrzeże litą skałę. Leśna Pani mimo wszystko nie jest głupia, twierdza jest opoką władcy i należy zbudować ją trwałą i bezpieczną. Wnętrze przypominało zarośnięte gruzy niż obiekt mieszkalny. Jedna, wielka komnata i wszechobecna roślinność, zwierzęta przechadzające się i małe jeziorko z nieskazitelną taflą wody.

Nero pokręcił głową, pewne rzeczy nigdy nie ulegają zmianie. Dasos jak była ekscentryczką, tak i nadal nią jest. Nie pasowała do żadnej z władczyni, którą znał, oddana osobistym zachciankom i lasowi. Nikt do końca nie wiedział, co siedzi w jej głowie.

Zmysłowym krokiem podeszła do sadzawki i jednym ruchem rozpięła płaszcz. Karły zdążyły go zwinąć, nim dotknął ziemi, bezszelestnym krokiem czmychnęły w swoją stronę, nim ktokolwiek zdążył to zauważyć. Pani lasu spojrzała wymownym wzrokiem na swego gościa i uśmiechnęła się niczym nieskrępowana. Powolnym krokiem zanurzyła ciało, delektując się wodą. Usiadła wreszcie na brzegu, zatopiona po pas.

— Nie dołączysz do mnie? — rzekła, specjalnie eksponując swe wdzięki.

— Kuszące, ale mam ważniejsze sprawy. — Odebrał puchar z winem od małego człowieka. — Widzę, że nadal używasz tych pokurczy, jako osobistej służby. Taka wyuzdana osoba, jak ty, powinna mieć mroczniejszy i zboczony dom. No wiesz seks niemal w każdym zakątku, a nie pustą komnatę z jeziorem na środku. Mógłbym przypuszczać, że spokorniałaś.

Delikatny i słodki śmiech rozbrzmiał echem.

— Mój drogi nie wszystko jest takie proste, jak się wydaje. Pragnę rozkoszy i zdobywam ją na różne sposoby, jednak potrzebuje też chwili ciszy i spokoju. Na odpowiednie doznania jest miejsce i czas. Nazywam to miejsce azylem, lecz dla ciebie mogę zrobić wyjątek. Zapewniam, że nie pożałujesz. — Od tego uśmiechu z pożądania oszalałby nie jeden.

— Nigdy nie byłem niczyim niewolnikiem, czy to ciała, czy istot. Przejdźmy do interesów, czy raczej przybierzesz formę paskudy i zaatakujesz mnie? — Mimo swej odmowy, nadal pożerał ją oczyma.

— Wbrew tym wszystkim opowieściom o Driadach, to moja prawdziwa forma. Piękno złączone z naturą, dar od Gi, bogini ziemi. Choć nie sądziła, że to nasiono wyda aż tak hm... zmysłowy owoc. Nie potrzebuje, uciekać się do przemocy, by zdobyć to, czego pragnę. Mam swoje sposoby, a kochankowie, uwiezieni przez swoje żądze, czekają tylko na moje skinięcie. — Zanurzyła się cała i po chwili wypłynęła, powoli machając rękoma. — Jednak czegoś pragniesz, inaczej po tej krótkiej wizycie nie czekałbyś na moje pozwolenie i poszedł w swoją stronę. Co więc może ci podarować piękna Dasos?

— Podarować? Za twoje podarunki trzeba zapłacić wielką cenę. — Upił łyka z napełnionego, drewnianego pucharu.

— Zależy, o co prosisz. Nie żyjesz od wczoraj, by wiedzieć, że za darmo rzadko coś się dostanie.

— Potrzebuje masę ziół, twoje ziemie są bogate, nie odczujesz znaczącego braku. Dodatkowo pozwolisz nam przejść dalej. — Alkohol smakował wspaniale, jednak każdy haust poprzedzał magią ochroną. Wiedział, że trunek zawiera mieszankę różnych roślin, ułatwiających kontrole nad umysłem pijącego. Nie mógł się powstrzymać, zakazany owoc smakuje najlepiej.

— Nie żądasz wiele, ale muszę odebrać odpowiednią cenę. Zostaw trochę ze swej licznej gromadki, będą miłym urozmaiceniem pośród samych znanych twarzy — odpowiedziała, pływając wśród czystej toni.

— Mam gdzieś ich los, lecz obiecałem Hipokratesowi, że ich obronię. Dostaniesz trochę złota i dodam parę zaklęć do tej twojej sadzawki, które umilą kąpiele. — Opróżnił naczynie i spojrzał na nią uważnie. Miejsce pożądania zajęła chłodna kalkulacja.

— Co, jeśli się nie zgodzę? — odparła figlarnie.

— Dasos, zapewne wiesz, że denerwowanie mnie nikomu nie przynosi korzyści. — Za plecami Nero pojawiły się trzy ogromne, wodne węże, spoglądające bezbarwnymi ślepiami w stronę kobiety.

— Ty również nie zmieniłeś się Bogu Wody, nadal masz słabe nerwy. Już wydałam rozkaz mojej gwardii, by przyszykowały odpowiednie surowce. — Mimo napiętej sytuacji urodziwa twarz pozostawała niewzruszona. Trudno było wystraszyć Leśną Panią. — Dobrze wiedzieć, że nie straciłeś niczego ze swego charakteru. Skończmy z żartami i przejdźmy się, w międzyczasie przysposobimy was do dalszej drogi, tylko niech ten stary wąż się uspokoi, wbrew powszechnej wiedzy, nie jesteśmy diablicami i nie porywamy podróżnych. Przynajmniej nie zawsze.

Nie spiesząc się, opuściła miejsce kąpieli, a małe, latające wróżki narzuciły jej płaszcz. Ruszyli w stronę balkonu, gdzie królował wspaniały widok na okolice. Władczyni oparła ręce o balustradę i podziwiała potęgę natury.

— Piękne, nieprawdaż? Helios chciał zrobić tu poligon dla swoich ludzi, na całe szczęście panienka Gi przepędziła go na cztery wiatry. Co zamierzasz dalej robić Upadły? — Zwróciła się do Nero. — Pragniesz zemsty za zdradę i pomsty na rywalu? Dlatego zbierasz dawnych sojuszników?

— To już nie jest mój świat Dasos. Zmarli idą do Neksosa, a nie do Złotych Niebios, miejsca tylko dla najwyższych bogów. To, co było, nie zmienię. Porywanie się na krwawe zadośćuczynienie, prowadzi do nudnych końców. Nie porzuciłem odwetu, lecz nie będę głupcem. Świat z mojej ziemi stał się placem zabaw. Poczekamy, zobaczymy. — Usiadł na poręczy, wypatrując zachodzącego słońca.

— A jeśli spotkasz Ether? Nadal pozostaniesz taki spokojny i opanowany? Znam cię na wylot i wiem, że nie puścisz płazem tej zdrady.

— Jeśli teraz zjawiłaby się przede mną, natychmiast zabiłbym ją bez namysłu. — Zacisnął dłonie w pięści. — Jednak z czasem zaczynam odczuwać obojętność. Sam nie wiem, czy łączyło nas uczucie, czy tylko pożądanie i służba wobec silniejszego. Na pewno nie zacznę wojny z tego powodu, ale nie będę też siedział w spokoju w razie potencjalnego ataku. Najpierw odzyskam siły i popleczników, a co dalej? Zobaczę.

— Zatem powodzenia. W razie klęski zawsze przyjmę cię jako niewolnika. — Uśmiechnęła się szczerze.

— Oby to nie nastąpiło. — Zeskoczył z bocznej części tarasu i dołączył do Hipokratesa. Po chwili usłyszała śmiech, gdy błękitnowłosy wysłuchiwał wzburzonego przyjaciela.

— Jesteś zadowolona z tego, co usłyszałaś? — Zwróciła się Dasos do osoby, czającej się w cieniu.

— Cieszę się, że jest cały i zdrowy. — Z mroku wyszła kobieta o długich blond włosach, jej oczy podobne były do tych Nero, lecz w przeciwieństwie do niego, wyrażały błękit i bezgraniczność nieba.

— Zrobiłam to tylko dla panienki. — W głosie dało się usłyszeć niechęć.

— Jestem wdzięczna za twoją pomoc, wiem, że mnie nie cierpisz.

— To mało powiedziane. Najpierw udajesz wielce zakochaną, wbijasz niby ukochanemu nóż w plecy, wychodzisz za mąż, wybierając jego największego rywala, a teraz śledzisz energię i docierasz tutaj, ciesząc się z jego przeżycia. Większego absurdu nie widziałam. — Wściekle spojrzała na bogini.

— To bardziej skomplikowane, niż ci się wydaje...

— Być może, ale nigdy nie zdradziłabym ukochanego, jaki on by nie był. Pomagałabym mu... A zresztą co, to obchodzi taką kobietę, jak ty. Nie znam się na polityce, ale nawet ja mam swój honor. Opuść jak najszybciej moje ziemie. Brzydzę się tobą. —Zniknęła w mroku korytarza, nie odwracają się do swego gościa.

Odchodzącego boga żegnał smutny wzrok blondwłosej kobiety. Po chwili znikła, a lekki wiatr musnął policzek Upadłego, jakby delikatna dłoń przejechała po jego twarzy. Wicher przyniósł tylko złe wspomnienia, Nero zasępił się i w ciszy słuchał opowieści Hipokratesa, tylko one chroniły go przed natłokiem nostalgii i złości.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania