Upadły-Rozdział 16

Gromy rozrywające niebo oraz wiecznie łkające chmury zmusiły naszą dwójkę do schronienia się w przydrożnej karczmie. Wprawdzie Nero uwielbiał deszcz, ale perspektywa dostania w głowę, mknącą na wietrze przeszkodą, nie zachęcała do kontynuowania wędrówki. Ach bezkresne wody, tylko wy powinniście istnieć, gdzie fale obmywają ciało, nie robiąc przy tym żadnej krzywdy.

Rozsiedli się przy kominku, zmoczeni od stóp do głów. Mógł pozbyć się nadmiaru wilgoci magią, ale przyciągnęło, by to nadmierną uwagę w i tak pustej karczmie.

— Co podać? — spytała młoda dziewczyna, podchodząc do nich.

— Macie coś ciepłego? — Wyciągnął rękę nad płomieniem.

— Resztkę gulaszu z warzywami. — Wskazała na kocioł za ladą. — Dwa miedziaki za porcję. Podać?

— Trzy, jedna dla mnie, dwie dla niej. — Wysupłał jedną srebrną monetę i położył na stole. — Reszty nie trzeba. — Zaczekał, aż odejdzie i spojrzał na Lewi. — Wybrałaś już, jaki chcesz ekwipunek? Do następnego miasta mamy niedaleko, nie chce mi się biegać po sklepach.

— Mistrzu, a nie wystarczy przyzwana przeze mnie włócznia i zbroja? — Z zapałem zabrała się do konsumowania, przyniesionego przed chwilą posiłku.

— Wyobrażasz sobie, by zwykły najemnik mógł mieć tak legendarne i cenne rzeczy? Twoją bronią można kontrolować potężne zaklęcia wody, a zbroja posiada efekty, praktycznie czyniące cię niewrażliwą na ataki broni białej. Pamiętaj, według świstka papieru jesteś wojowniczką, która dodatkowo zna parę zaklęć, nie zmieniasz się w potwora i nie mordujesz nieprzyjaciół, niczym bogini śmierci. Więc pytam jeszcze raz, jaki chcesz nowy ekwipunek?

— A nie mogę sama sobie kupić? — Zawartość pierwszej miski znikła w niesamowitym tempie.

— Żebyś nasze pieniądze wydała na bezwartościowe błyskotki? — Spojrzał na nią krytycznie. — Twój pokój wyglądał jak gniazdo sroki, pełno błyszczących kamyczków, naszyjników i innego cholerstwa. Co z nimi zrobiłaś po mojej porażce?

— Zapieczętowałam w bezpiecznym miejscu, trochę poszerzyłam swoją kolekcję — odparła bezwstydnie.

— Marnotrawstwo złota. Gdyby tylko coś były warte... — Złapał się za głowę. — Dowódca mej gwardii, złapałaś tyle szpiegów i zabójców, a wystarczy, że jakiś kretyn wspomni o błyskotkach i głupiejesz. Tyle przepłacić za bezwartościowe kawałki skały.

— Ale to wszystko jest warte skarbca złota.

— Niech zgadnę, wiesz to od handlarzy, którzy ci to badziewie sprzedali?

Lewiatan nie odpowiedziała, lekko czerwona na twarzy kończyła posiłek.

— Tak myślałem. Oberżystko! — Zwrócił się do dziewczyny za ladą. — Można u was wynająć pokój?

— Jest parę pustych, ale niestety luksusu i elegancji nie znajdziecie. Ot łóżka i parę mebli — rzuciła, wycierając naczynia. — Ale to muszę porozmawiać z szefem. Nie wiem, czy nadal je wynajmujemy. Na ile nocy chcecie?

— Tylko na noc. Jutro ruszymy z nadejściem świtu.

Karczmarka po chwili weszła do zamkniętego wcześniej pomieszczenia, dbając, by nikt nie zobaczył, co jest w środku. Nero zaczął nabierać podejrzeń co do tego miejsca, a cuchnąca energia, dochodząca zza drzwi, tylko go w tym upewniała.

— Mamy jeden wolny podwójny za dziesięć miedzianych monet za noc — powiedziała, przychodząc do ich stolika.

— Może być. — Zapłacił i ruszyli za dziewczyną. Poprowadziła ich po schodach, aż do ciemnego korytarza z kilkoma pomieszczeniami. Z kieszeni wyciągnęła klucz i otworzyła pierwsze drzwi z lewej strony. Skrzypnęły zawiasy, tak jak mówiła, dwa łóżka i stół z krzesłami. Nic innego nie było.

— Życzę miłych snów. — W jej oczach dostrzegł strach i nieme wołanie o pomoc. Kłopoty, nawet na szlaku nie odpuszczały, przeklęty los.

— Prawdziwe łóżko! — krzyknęła Lewi, kładąc się na nim. Na twarzy Nero wykwitł uśmiech, całkowicie zapomniał, że przez dłuższy czas nocowała w wodzie, a odnowiony zamek jeszcze nie posiadał takich udogodnień.

— Muszę coś załatwić, wrócę za kilka minut. — Otworzył drzwi i skierował swe kroki za migotliwym światłem na schodach. Jeśli miał przespać całą noc, musiał pozbyć się natrętów. Zszedł na dół i stanął przed ladą, tuż za plecami sprzątającej karczmarki.

— Panienka jeszcze nie śpi?

Dziewczyna aż podskoczyła ze strachu.

— A to pan? Czegoś potrzeba? — Próbowała zachować niewzruszoną twarz, lecz jej głos drżał.

— Po prostu późno chodzę spać. — Spojrzał na tajemniczy, zamknięty pokój. — Długo tę karczmę budowano?

— A dlaczego pan pyta? — Z trudem ukrywała strach, choć widać było, że bardziej obawiała się czegoś innego, cały czas spoglądała wokół.

— Wyczuwam magię z murów, widocznie budynek nowo postawiony, że jeszcze nie "wyschła". Musieliście czymś zdenerwować budowniczych, że wam coś takiego zrobili.

— Nie rozumiem. — Dziewczyna zbladła.

— Mówię o smrodzie zgniłych jaj, musieli wam je wmurować. Pewnie dlatego są tu takie pustki. — Uśmiechnął się w stronę zamkniętych wrót, jakby wiedział, że ktoś go stamtąd obserwuje.

— Niech pan już stąd idzie, razem z towarzyszką. Proszę, inaczej coś złego się stanie — szepnęła panicznie.

— Jestem świadomy „prawdy” tego miejsca. Już nie możecie wytrzymać, co nie, małe gówniane pomioty?

W tym momencie z niemal każdej strony wybiegły małe potworki, wielkości karła z ostrymi pazurami i wystającymi kłami. Z przeraźliwym piskiem rzuciły się na Nero, ten jednak w spokoju pstryknął palcami, przywołując kolce z kropel wody na podłodze. Po atakujących pozostało tylko mnóstwo ciał i plamy niebieskiej posoki.

— Kim ty jesteś? — Karczmarka cofnęła się.

— Nie bój się, akurat z torturowania kobiet nie mam zabawy, szczególnie zjaw, prowadź do królowej.

— Do królowej?

— No wiesz takiej paskudy, gdzie rodzą się te małe gówienka i mają swoje gniazdo. Zapewne wielu podróżnych skończyło w jej żołądku. — Jednym urokiem zmył z siebie błękitną krew paskud.

— Ale... — Zupełnie nie wiedziała, co robić.

— Zniszczę ją, a ty jako duch będziesz wolna. Aż tyle i tylko tyle. A co potem, nie wiem, zapewne Nekros cię poprowadzi, w końcu duch nie ma zbyt wielu opcji do wyboru.

Kiwnęła głową i drżącymi rękoma otworzyła pomieszczenia za nią. Przy pierwszym rzucie oka nie dało się zauważyć niczego podejrzanego, dopiero po zniszczeniu bariery ukazała się prawda.

Ogromny potwór od pasa w górę wyglądał jak kobieta demon z zakrzywionymi pazurami i ciemniejszą cerą. Zajmowała większość pomieszczenia aż pod sam dach, nie miała nóg, a jej ciało u dołu było rozciągnięte na boki. Puste, zakrwawione haki na bokach świadczyły, że zapasy uległy wykończeniu, widocznie na drodze panowała mniejsza aktywność, niż się mogło wydawać. Smród tego miejsca uderzał prosto w nozdrza, krew, fekalia, płyny ustrojowe i inne rzeczy, o których lepiej nie wspominać przy posiłku.

Nero odebrał lampę z rąk dziewczyny i rzucił w kierunku paskudztwa. Stwór zapłonął żywym ogniem, krzycząc przeraźliwie.

— Musisz uciekać, ogień zaraz rozprzestrzeni się na cały budynek. — Karczmarka złapała błękitnowłosego za ramie.

— Nie miałaś przedtem do czynienia z magią, prawda?

— Niezbyt, byłam prostą wieśniaczką, która wraz z rodziną zmierzała do miasta i wstąpiła tam, gdzie nie trzeba. — Na ładnej twarzy pojawił się smutek. — Skąd wiedziałeś, że jestem zjawą?

— Demony deszczu są specyficznymi tworami — odpowiedział, w spokoju patrząc, jak pomieszczenie płonie. Obserwował z bezpiecznej odległości, stojąc w gospodzie. — Tworzą one budynek, w zależności od miejsca może to być burdel, karczma, szpital, czy coś innego, gdzie ludzie śpią. Tak naprawdę lokum nie istnieje, prawdziwe jest tylko jedno pomieszczenie, gdzie potwory chowają się i żyje ich królowa. „Matka” nie porusza się, ale może teleportować swe ciało, po uzyskaniu odpowiedniej energii. Ale żeby ją zdobyć, musi pożerać ludzi. Uśmierca ich w czasie snu, a potem zabiera ciała do kanciapy, niektóre wybiera do służby, ożywiając je, tatuując małym symbolem deszczu. Czas jest ograniczony, przez cały tydzień zsyłają deszcz na okolicę, a potem znikają, przenosząc się wraz ze służbą gdzie indziej. Słudzy żyją tylko i wyłącznie, dzięki temu małemu obrazkowi na ciele, męka trwa, aż ktoś zabiję królową. Znam przypadki, gdy nieszczęśnicy przetrwali tak tysiąclecia.

— Co się ze mną stanie? Moja dusza zostanie zniszczona?

— A gdzie tam. Po prostu będzie, tak jakbyś właśnie teraz umarła. Trafisz przed sąd, Nekros osądzi cię za uczynki i tyle. Raczej wątpię, byś trafiła do najgorszego miejsca, zjawy nie mogą odpowiadać za swoje uczynki w czasie służby demonom.

Dziewczyna zaczęła zanikać, podobnie, jak karczma.

— Widzisz? Tak, jak mówiłem.

— Bardzo ci dziękuje. — Po twarzy ducha poleciały łzy, po chwili już jej nie było.

— Zbędne podziękowania, gdybym nie zapomniał, że po wszystkim budynek zniknie, inaczej byłbym to rozegrał. — Podszedł do leżącej na trawie Lewiatan, lekko ją kopnął. — Wstawaj, zdaje się, że po naszym noclegu.

— Gdzie jest pokój? Co się stało? — Rozglądała się lekko nieprzytomna.

— Za dużo do wyjaśniania, ruszaj swe cztery litery. W mieście odpoczniemy, już prawie ranek, nie opłaca się spać.

Gwardzistka przyzwyczajona do takiego zachowania mistrza rozciągnęła zbolałe mięśnie i przy świetle wschodzącego słońca kontynuowali drogę.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania