Poprzednie częściCórka mroku

Córka mroku 8

Wielorybi Odór i Srebrny Deszcz

Goldun, oficer z bielmem na oku, leżał nieruchomo w śnieżnej zaspie. Jego oddech, spowolniony do granic możliwości, nie tworzył nawet mgiełki – Vilkundzi żuli liście lodowej mięty, by schłodzić płuca. Wszyscy byli wysmarowani grubą warstwą wielorybiego sadła. Śmierdzieli tak potwornie, że nawet własne psy trzymały się od nich z daleka, ale to był jedyny sposób, by oszukać drapieżne nosy Zakonu.

Ragnar Bezbrody czuł, jak drży pod nim ziemia. To nie był zryw setek koni, jakiego się spodziewał. To był miarowy, pewny siebie kłus zaledwie dwudziestu wierzchowców. Jarl poczuł ukłucie zawodu, ale szybko je stłumił. Dwudziestu to wciąż dwudziestu mścicieli mniej.

Uniósł dłoń i pokazał jeden palec. Sygnał przeszedł przez linię zasypanych śniegiem wojowników niczym dreszcz. Jeden żywy. Reszta do piachu.

Kilkadziesiąt końskich długości dalej Wanora gwałtownie ściągnęła wodze. Jej koń parsknął, czując narastające napięcie swojej pani.

– Dlaczego zatrzymałeś oddział?! – syknęła księżniczka, rzucając Gironowi wściekłe spojrzenie. – To nie pora ani miejsce na postój!

– Śmierdzi tu człowiekiem – odparł Giron, mrużąc oczy. Jego dłoń spoczywała na rękojeści miecza, a całe ciało było napięte jak struna.

– A może tchórz cię obleciał?! – zadrwiła Wanora, prostując się w siodle. – Ciągle nas spowalniasz! Próbowałeś nas zawrócić, szukałeś drogi dookoła przez Szpony, a teraz jako jedyny „wyczuwasz ludzi”? Czyżby krew mojego ojca w twoich żyłach stała się rzadka jak woda?

– Nic nie czujesz? – zapytał Giron, ignorując obelgę.

Wanora zaciągnęła się powietrzem, przymykając oczy. Filtrowała zapachy z precyzją, której uczyła się przez dwadzieścia cykli. Czuła mróz, zapach mokrej końskiej sierści i... coś jeszcze. Coś mdlącego.

– Poza padliną walenia niczego nie wyczuwam – stwierdziła z obrzydzeniem.

– A nie dziwi cię, skąd na środku lodowej pustyni taka padlina? – zapytał cicho Giron. – I dlaczego jest tak świeża?

Wanora zaśmiała się perliście, a jej kły błysnęły w szarym świetle dnia.

– Może Biały Pan ma ochotę na rybę? Ruszajmy, Gironie. Twoja przezorność zaczyna cuchnąć gorzej niż ten wieloryb.

– Nie ruszymy, dopóki nie zmienimy szyku – uciął wojownik głosem, który nie znosił sprzeciwu.

Pod presją jego autorytetu, dwaj najsilniejsi wampirzy jeźdźcy zrównali się z księżniczką, osłaniając jej boki. Na rozkaz Girona każdy z oddziału sięgnął po tarczę obitą skórą. Wanora wyśmiała ten gest, kręcąc głową, ale ostatecznie ruszyli naprzód w zwartym, obronnym klinie.

Wjechali prosto w serce ciszy.

Ragnar czekał, aż pierwsza para koni minie jego pozycję. Gdy Wanora znalazła się dokładnie w środku martwego pola, jarl wydał z siebie krótki, gardłowy okrzyk.

– TERAZ!

Z bieli, niczym demony zrodzone z lodu, wyłonili się Vilkundzi. Nie było okrzyków bojowych, tylko świst dziesiątek kusz. Bełty nie celowały w serca – celowały w tarcze i konie, by wywołać chaos. Ale to nie były zwykłe groty. Każdy z nich był zanurzony w roztworze srebra i soli.

Pierwsza salwa uderzyła w tarcze wampirów z głuchym łoskotem. Jeden z jeźdźców obok Wanory krzyknął, gdy srebrny odłamek drasnął go w ramię – rana natychmiast zaczęła dymić i czernieć.

– ZASADZKA! – wrzasnął Giron, ustawiając konia tak, by własnym ciałem zasłonić księżniczkę.

Z zasp śnieżnych zaczęły wyskakiwać dziesiątki wojowników Ragnara, wymachując sieciami obciążonymi „martwym żelazem”. Wanora, oszołomiona nagłym atakiem i potwornym smrodem sadła, który teraz bił od napastników z bliska, po raz pierwszy w życiu poczuła coś, czego nienawidziła u ludzi.

Poczuła strach.

– Brać ją! – ryczał Goldun, wywijając ciężkimi kajdanami. – Jarl chce tę sukę żywcem!

Giron ciął pierwszego z brzegu Vilkunda, rozpoławiając mu czaszkę, ale dwóch kolejnych już wspinało się na zady wampirzych koni. Pułapka Ragnara zamknęła się z trzaskiem, a lodowa pustynia spłynęła czarną, wampirzą krwią.

Następne częściCórka mroku 9

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania