Czerń przetykana złotem, rozdział 9
Czerń przetykana złotem
Rozdział 9 Dżem brzoskwiniowy
Zgodziła się wyjść z sypialni i zjeść dziś śniadanie na dole w jadalni. Coś co dla Dantego było zwykłym wyjściem z pokoju, dla niej wydawało się w tym momencie wyprawą w nieznane. Stała przez chwilę przed drzwiami, nerwowo mnąc w dłoni brzeg koszuli i przestępując z nogi na nogę.
- Może będzie Ci łatwiej, kiedy się przebierzesz? Maria zostawiła w mojej szafie wygodne ubrania, bardziej odpowiednie dla Ciebie.
- Co jest nie odpowiedniego w Twojej koszuli?
Westchnął, lekko kręcąc głową.
- To jest męska koszula.
- Nie mogę nosić męskiej koszuli.
- Możesz, jak widać, ale to zwykle przyciąga niepotrzebną uwagę.
- Nie chcesz, żeby chodziła w Twojej koszuli? - ściągnęła brwi, robiąc lekko nachmurzoną minę.
- To nie tak, że nie chcę. Wyglądasz w niej zdecydowanie lepiej niż ja. Niekoniecznie jednak chcę, żeby ktoś inny Cię w niej oglądał.
- Dlaczego nie? Lubię w niej chodzić.
- To już wiem.
- Więc czemu nie mogę w niej chodzić.
Potarł ręką czoło. To nie była dyskusja, którą musiał koniecznie wygrać.
- W porządku, zjedz dziś w niej śniadanie, jeśli tak bardzo chcesz, ale za to jutro chociaż przymierzysz ubrania od Marii. W porządku?
Znowu zmarszczyła brwi. Zaśmiał się w duchu na tą minę. Miała być groźna, a nadawała tylko jej twarzy jeszcze więcej niewinnego uroku. W końcu przytaknęła.
- Jutro.
- Tak, Lilith, jutro. Dziś jeszcze zostań w mojej koszuli, jeśli Ci tego właśnie potrzeba. Gotowa? Idziemy?
Popatrzyła jeszcze raz na niego niepewnie, więc po prostu wziął ją za rękę i lekko pociągnął w stronę drzwi. Zacisnęła mocno palce na jego dłoni, ale pozwoliła się poprowadzić. Szła pół kroku za nim, jakby lekko się chowając, ale kątem Dante widział, że rozgląda się po korytarzu z zaciekawieniem.
- Na tym piętrze są głównie sypialnie - zaczął jej opowiadać o domu - w tamtej części jest obszerny salon, z kominkiem, w którym zimą płonie ogień. - dotarli do klatki schodowej - na dole jest część użytkowa. Kuchnia, w której najczęściej znajdziesz Marię. Jadalnia, kolejny salon, mój gabinet i biblioteka. Myślę, że biblioteka, mogłaby Ci się spodobać.
Lilith nie wiele mówiła po drodze, ale doskonale wiedział, że rejestrowała każdy szczegół z tego co widziała i z tego co do niej mówił. Kazał swoim ludziom trzymać się z daleka od głównej części domu, więc korytarze były puste.
Dopiero przy wejściu do jadalni spotkali Rio. Na ich widok, tylko skrzyżował ręce na piersi z ironicznym uśmiechem. Od razu zwrócił uwagę na to, jak Dante ostrożnie trzyma dziewczynę za rękę.
- No proszę, kogo moje oczy widzą. Nasza śpiąca królewna we własnej osobie. I to przytomna.
Lilith wsunęła się tylko za ramię Dantego, praktycznie cała się za nim chowając. Mimo tego nie przestała z ciekawością na niego spoglądać zza Knoxa.
- Rio, daj spokój.
- No co? Próbuję się zaprzyjaźnić. Na swój sposób - posłał dziewczynie swój ulubiony paskudny uśmiech - przecież nie gryzę.
- Rio, Lilith jest naszym gościem, zachowuj się. - głos Knoxa ostrzegawczo się obniżył.
- Ah, gościem. Już nie własnością. Rozumiem. - teatralnie odsunął się na bok, wskazując przesadnie szarmanckim gestem na wejście do jadalni - w takim razie zapraszam królewnę na śniadanie.
Dante rzucił mu ostrzegawcze spojrzenie przechodząc obok, ale Lilith zerknęła tylko raczej z zaciekawieniem. Kiedy go minęli, wszedł za nimi.
- Oczywiście nie będziecie mieć nic przeciwko, jeśli do Was dołączę, prawda?
- To zależy czy zaczniesz...
- Nie - powiedziała cicho Lilith zajmując krzesło, które Dante dla niej odsunął - ja, nie mam nic przeciwko.
Rio zajął miejsce na przeciwko nich. To była pierwsza okazja, żeby mógł się uważnie przyjrzeć dziewczynie. Jej oczy były naprawdę niesamowite. Nigdy nic takiego nie widział, ale domyślał się, że to była pierwsza myśl każdej osoby, która ją widziała. Delikatne rysy twarzy dziewczyny wydawały się zbyt kruche, zbyt delikatne, żeby w ogóle mogły być realne. I jeszcze ta za duża koszula Knoxa, w której chodziła, jakby w domu nie było nic lepszego do ubrania. Całość sprawiała nierealne wrażenie, ale przecież dziewczyna siedziała na przeciwko niego. Rio nie miał jednak zamiaru tak łatwo dać się zwieźć jak reszta. Dante patrzył na nią jak dewotka na święty obrazek. Nawet Maria, która zwykle potrafiła przejrzeć ich wszystkich na wylot, pół poranka w kuchni zastanawiała się co Lilith miałaby dziś ochotę zjeść, podając mu jednocześnie wystygniętą kawę.
Ale to co go uderzyło w tym momencie najmocniej, to było to, jak Dante się przy niej zachowywał. Prowadził ją za rękę, odsunął jej krzesło, podał serwetkę, zanim zdążyła o nią poprosić. Cała uwaga dona była skupiona na tej jednej drobnej istocie przy stole. Z ramion Dantego zniknęło całe to jego zwyczajowe napięcie, które nadawało mu groźnego charakteru. Przy niej wyglądał na rozluźnionego, spokojnego i dziwnie łagodnego, co w bardzo mocny sposób kłóciło się z obrazem przyjaciela, jaki miał wypracowany przez lata.
Zanim zdążyli cokolwiek powiedzieć, pojawiła się Maria, z tą młodszą dziewczyną, którą miała do pomocy. W pierwszym momencie postawiła kubki z kawą, później na stole zaczęła pojawiać się cała różnorodność potraw.
Rio sięgnął po kubek z kawą.
- Przynajmniej ta jest gorąca - mruknął upijając łyk.
Maria tylko zmrużyła lekko oczy, w ciszy przyjmując ten komentarz. Podstawiła dziewczynie pod nos miseczkę z różnymi owocami.
- Jedz kochanie, nie przejmuj się gburem, wstał dziś lewą nogą.
Obrzuciła go jeszcze złośliwym spojrzeniem i poszła w stronę kuchni.
- Gburem? Maria, łamiesz moje serce - zawołał jeszcze za nią z rozbawieniem.
Lilith od razu zabrała się za jedzenie. Rio patrzył na to z zaciekawieniem. Maria wspominała dwa wieczory temu, że dziewczyna je więcej niż oni, ale brał to za grubą przesadę. Tym czasem, patrzył i widział na własne oczy jak dziewczyna z apetytem pochłania całą górę jajecznicy. Odchrząknął lekko.
- Lilith, Knox mówił mi, że podobno masz bardzo dobrą pamięć.
Przerwała na chwilę jedzenie, podnosząc na niego wzrok. Chwilę patrzyła na niego bez słowa, ale później przytaknęła.
- Co to dokładnie znaczy, królewno? Jakbym Ci pokazał kartkę z ciągiem różnych cyfr, to jak szybko mogłabyś je zapamiętać?
- Rio, daj jej spokojnie zjeść, nie będzie żadnych testów.
- To nie jest jeszcze test, po prostu pytam z czystej ciekawości.
- Od razu - wtrąciła.
- Od razu? To brzmi imponująco, chciałbym to kiedyś zobaczyć.
Dante, już mocno wkurzony tym przesłuchaniem, chciał coś wtrącić, ale Lilith tylko położyła mu uspokajająco rękę na przedramieniu.
- Jak się domyślam, masz taką kartkę przy sobie.
- A wiesz, tak się akurat składa, że mam - sięgnął do tylnej kieszeni i wyciągnął złożoną kartkę, całą zadrukowaną cyframi i posunął ją w jej kierunku po stole.
Lilith tylko kilka sekund na nią popatrzyła i po tym to ona przesunęła kartkę w jego stronę. I zaczęła recytować spokojnie cyfry, które przed chwilą widziała na kartce. Rio przyglądał się na zmianę kartce i dziewczynie siedzącej przed nim i czuł ciarki na plecach. Liczby się zgadzały, była nieludzko bezbłędna.
- Dobra, wystarczy...
Nie przestała recytować ciągów liczb, póki nie doszła do samego końca.
- Czy to zaspokoiło Twoją ciekawość? - zapytała na koniec. W jej głosie nie było wyrzutu, czy złości, ani nawet triumfu.
- Tak, zaspokoiło.
Przytaknęła i wróciła do jedzenia. Rio przeniósł wzrok pełny niedowierzania na Knoxa. On jednak zrobił tylko minę w stylu "a nie mówiłem" i instynktownie przysunął się do niej bliżej.
***
Dante miał na ten dzień przewidziane spotkania na większość dnia. Mimo tego, że dysponował zastępami zaufanych ludzi, wielu kwestii wolał doglądać osobiście. Jak na przykład sytuacji w porcie. Godzinę po śniadaniu zaprowadził Lilith do kuchni, gdzie Maria już obierała brzoskwinie na dżem.
- Muszę wyjść, Maria. Lilith obiecała wczoraj pomóc Ci przy brzoskwiniach.
- Ależ oczywiście kochanie, siadaj. - Maria przejęła rękę dziewczyny i wskazała jej miejsce przy stole - wypijemy razem kawę, albo jak wolisz herbatę.
Dante podszedł do swojej gospodyni bliżej i zaczął mówić cicho, tak żeby tylko ona słyszała.
- Miej oczy otwarte. Jeśli będzie chciała zwiedzać dom, pozwól jej. Ochrona ma się trzymać po za jej polem widzenia - zrobił krótką pauzę - ufam Twojemu instynktowi. Jeśli coś Cię zaniepokoi, Maria, dzwoń do mnie albo do Rio od razu, nie czekaj. Rozumiesz?
- Rozumiem. Jedź spokojnie. Będziemy robić dżem. - przeniosła wzrok na dziewczynę, która właśnie wąchała jedną z brzoskwiń - Czy naprawdę grozi jej jakieś niebezpieczeństwo?
- Nie wiem, ale wolę być na to przygotowany, niż dać się zaskoczyć.
- Czego oni mogą od niej chcieć?
- Jest wyjątkowa, Maria, czasem tyle wystarcza.
Rio stanął w drzwiach akurat w momencie, jak Dante podszedł do Lilith. Pochylił się do niej, coś cicho powiedział przy jej uchu, ona się ciepło do niego uśmiechnęła, tylko przytakując. A później Knox z niespotykaną u niego czułością, objął ją ramieniem i pocałował w czoło. Dopiero później ruszył w jego stronę.
- Auto gotowe? To jedziemy. Chcę wrócić do domu na kolację - warknął Dante oschle, przechodząc koło niego. Nie próbował nawet ukrywać, że niechętnie opuszcza rezydencję.
Rio ruszył za Knoxem bez słowa. Obserwował, jak zmienia się postawa przyjaciela, kiedy tylko opuścił kuchnię. Dante instynktownie się wyprostował, wróciło niebezpieczne napięcie w jego ramiona. Krok znowu miał zdecydowany i drapieżny. Pewną ręką przejął broń od jednego z ochroniarzy czekającego przy głównych drzwiach, sprawdził magazynek i schował broń za pasek, pod marynarką. Cokolwiek ta dziewczyna budziła w Knoxie, zostało to razem z nią w domu. Do portu jechał bezwzględny don Dante Romano, niekwestionowany capo sprawujący władzę nad cała mafijną rodziną.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania