Krótko o facecie z psem
Szedłem dziś skrajem drogi. Szerokiej, wojewódzkiej. Słoneczko świeci, ja sam, idealne zen: Pusto, Cicho i jeszcze raz Cicho.
I nagle podbiega do mnie, nie wiedzieć skąd, pies. Nie jakiś tam wesoły kundelek, tylko jakiś labrador, nowofunland czy inny owczarek, wielki jak koń, prawie.
I łasi się do mnie, skacze, ogólnie zachowuje się przyjaźnie. Ale ani obroży, ani smyczy, ani żadnego właściciela w promieniu... co najmniej dwustu metrów.
I nagle jedzie facet na rowerze.
Pies podbiega, skacze na niego, jęzor wisi po pas - a facet, tak jak ja, stoi i nie wie, co robić. I gapi się na mnie.
-Panie, no zróbżesz pan coś z tym kundlem, bo jak mnie ugryzie, to po policję zadzwonię. O smyczach pan nie słyszałeś?
Nie zdążyłem odpowiedzieć, bo facet zrobił grymas i odjechał.
A pies odbiegł w przeciwnym kierunku. Zostałem sam, bogatszy o nowe doświadczenie.
Komentarze (14)
Duże psy są najfajniejsze. Nie ocenię bo mało i nie wiem jak to ugryźć.
Nawet fajki od ciebie ten pies nie wysępił? Podejrzane...
Ten akurat nie gadał... Albo nie miał ochoty na pogaduchy.
Okropny rozmawia ze zwierzętami? ;)
Nożyczki tak, tak. Non stop go fajki proszą.
Nożyczki a Ty nie?
Ty to masz te przygody :)
Co nie?
To mógł być Ślepnir
A ja bardzo lubię takie psy - łagodne to jak dziecko, a nawet bardziej, bo już dziecko prędzej ugryzie niż labrador. :D Jak już taki prawie był Twój, to mogłeś go sobie zatrzymać, zawsze to jakieś inteligentne towarzystwo. :)
Och, Ty optymistko Ty OvO'
Widać był Ci dziś pisany mały opierdol :)
Super. Extra to napisałeś, bardzo mi się podoba, 5 : )))
Polecam się na przyszłość ;)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania