LBnP 36 - Ogień Wszechświata

Spopielona dusza rozmywa się, przechodzi przez granicę wymiarów i staje się częścią wszechświata, jedną z zębatek w mechanizmie stworzenia i zniszczenia.

 

***

 

Obudziłam się i ujrzałam rzeczywistość, która dotychczas była mi nieznana.

Suche stwierdzenie, lecz człowiek zmęczony, człowiek na skraju świadomości, człowiek, który przed chwilą witał się z Charonem, nie jest w stanie pomyśleć nic więcej.

Leżałam na ziemi lub po prostu na jakimś materialnym podłożu. Otaczała mnie czerń, lecz nie była nieprzenikniona – widziałam dobrze za sprawą licznych świetlistych punktów, których natury i pochodzenia nie potrafiłam odgadnąć. Podobne były do płomyków świec, lecz znacznie odleglejsze; nieodgadnione i niedosięgalne dla moich dłoni.

Niedługo potem wstałam, gdyż stagnacja to śmierć. Nie miałam jeszcze celu, wiedzy, poczucia, że cokolwiek muszę. Zmęczenie ustąpiło. Mogłam iść, lecz względność kierunku nieco mnie zniechęciła. Pustkowie. Grunt biały niczym marmur, lecz pozbawiony jego stabilności. Sufit, kopuła, czymkolwiek był ten ogranicznik – granat – kolor, który dobrze znam.

Jeśli droga potencjalnie nic tu nie znaczy, wystarczy, że świat ruszy się w którąkolwiek ze stron. Nie wyczułam jednak żadnego przesunięcia, choć poświęciłam nieco czasu, by usłyszeć choćby mikroskopijny dźwięk. Cisza. Ta rzeczywistość była więc milczeniem, pustką, przeciwnością życia.

Ruszyłam. Tym razem naprawdę. Po prostu przed siebie. Bacznie obserwowałam horyzont, lecz on nawet na moment nie przestał być prostą, niezachwianą linią. Plansza. Odrodziłam się, jeśli można tak wnioskować, na szachowej planszy.

 

***

 

Zatraciłam możliwość określania czasu. Początkowo kroki wyznaczały rytm, lecz po pewnym czasie, nawet jeślibym skrupulatnie je liczyła, straciły swoją materialność. Płynęłam. Mięśnie pracowały, lecz nie czułam powierzchni, nie czułam przesunięcia. Dryfowałam – to brzmi trafniej. Nie zmrużyłam nawet na moment oczu – tak jak na początku opuścił mnie materializm energii, tak trwało to nadal. Miałam wrażenie, że zostałam już tylko świadomością. Nie ma już nic, tylko moja myśl, która podtrzymuje wszelkie istnienie nim wszystko zgaśnie. Czy to właśnie jest śmierć? Gdzie rzeka, gdzie cierpienie, poczucie odejścia z miejsca do którego się należało?

Nic mi nie pozostało, lecz, choć nie wiem czy to prawda, czy złudzenie, posuwałam się dalej. Gdzieś tam musi być „Coś”. Cokolwiek. Materia, duch lub tylko wspomnienie. Jednostka, która nie jest mną, nie jest myślą, nie jest złudzeniem naiwnych oczu.

W końcu jednak znalazłam. Wystarczyło zamilknąć i dać wypowiedzieć temu wymiarowi pierwsze słowo.

Dziewczyna blada niczym pergamin. I włosy, i cera, i oczy, i szata, która przykrywała jej niemal przeźroczyste ciało.

— Czym jesteś? — zapytała głosem, który nie przypominał żadnej z mów, jakie słyszałam za życia.

— Bytem, który nie wiedzieć czemu się tu znalazł. — Odpowiedziałam, unikając słowa „człowiek”. Mogłaby nie zrozumieć.

— Pomogę ci.

 

***

 

Pomoc, jeśli można tak to nazwać, okazała się być odkryciem. Pokazaniem prawdziwej natury tego miejsca. Nadal otaczała nas pustka, nadal sklepienie jarzyło się dziesiątkiem drobnych świateł, a rzeczywistość pozostała tak biała, jaka była, gdy ujrzałam ją po raz pierwszy. Jednak zaczęłam spostrzegać byty, które najpewniej były życiem tego osobliwego świata. Wszyscy, jednakowo jak ta dziewczyna, posiadali sylwetki ludzkie, acz zdecydowanie wyblakłego koloru i ezoterycznego charakteru.

— Kim oni są? — spytałam, z uwagą przyglądając się tym wszystkim idącym w nicość.

— Braćmi i siostrami tego Wszechświata — odrzekła tajemniczo.

— To znaczy?

— Tworzymy duchową jedność.

Natura tej rzeczywistości okazała się być dla mnie dziwna. Brak jednostki, jedność, względność czasu, miejsca, wątpliwość istnienia bytów innych niż życie. Czy jednak oni, te niezrozumiałe dla mnie duchowe istoty, są w ogóle istnieniem? Zbyt mało wiem, za mało póki co usłyszałam. Dziewczyna zaczęła prowadzić mnie dalej. Objawienie jej pobratymców było widocznie jedynie pierwszym etapem poznania „tego wszechświata”.

— Dom — powiedziała, zapraszając mnie do środka czegoś, co przypominało wywrócony do góry nogami kadłub łodzi, a może nawet tym było.

— Drzwi? — spytałam, nie mogąc dostrzec niczego poza bielą ścian.

— Nie trzeba.

Złapała mnie za dłoń, przeniknęła do środka, a ja razem z nią.

***

 

Zegar. Puste pomieszczenie, tak samo jak pusty jest ten świat, ale na ścianie wisiał symbol rzeczywistości, do której niegdyś należałam.

— Macie tu czas?

— Czas życia, czas powrotu, czas odejścia, wyjścia na zakupy…

Poprosiłam by przestała wymieniać. Nie zrozumiała albo ja nie rozumiałam. Przyjrzałam się jednak tarczy. Uważnie, chcąc poznać godzinę.

Dwunasta siedemnaście. Wszystko normalnie, lecz sekundnik… Brak mu było rytmu, chodził bez tykania, przystanków. Przerażające. Jakby czas zatracił koncept, policzalność. Płynął jak rzeka. Jak rzeka, która była udziałem mojego życia, lecz stanowiła kontrast – bo mój zegar zawsze tykał, bym mogła policzyć każdą sekundę z osobna.

— Czemu sekundnik tak działa?

— A powinien inaczej?

— W mojej rzeczywistości na pewno.

— We Wszechświecie nie ma innych sekundników — odpowiedziała, jakby moje pytanie w jakiś sposób ją dotknęło.

Wszechświat. Cóż za dziwna nazwa rzeczywistości. Czemu cząstka „wszech”? Czemu tytułują swoje istnienie jako nieskończoność rzeczy? Niepojęte. I jeszcze te sekundniki…

— Czemu mnie tu przyprowadziłaś?

— Byś go poznała.

— Wszechświat?

— Dokładnie.

— Twój dom to chyba za mało na poznanie.

— Możesz iść. Możesz wszystko.

— A jest jakiś cel?

— Jeśli znajdziesz…

Duchy, dla których życie stało się stagnacją. Znajdę tu „coś”. Nie mam innego pomysłu.

 

***

 

Pierwszą istotą, którą napotkałam podczas mojej wędrówki był błękitnooki duch – Quizomanta. Imię dziwne, acz oddające dobrze jego naturę. Jak mi wyjaśnił, bo mój umysł nie poznał jeszcze przymiotów Wszechświata, quiz to pytania odczytujące duszę, by móc poznać swoją naturę z nieznanej jeszcze strony. Zaintrygowało mnie to, więc poprosiłam, by przeprowadził ze mną ten duchowy rytuał.

— Wiedz jednak, że dla nas to tylko rozrywka — powiedział, nim zaczęliśmy.

Rozrywka? Doprawdy dziwne. W mojej rzeczywistość za zabawę pojmowano ruch – skakanka, rzut kamieniem, zawody w piciu nektaru. Widocznie w tym świecie, Wszechświecie, gdzie przesunięcie materii jest tylko pozorne, radość i zabicie czasu tworzą słowa.

— Podaj mi swą dłoń, dziewczę.

Wykonałam polecenie. Dotyk, jak spostrzegłam, również ma tutaj wymiar tylko wizualny; choć jego palce splotły się z moimi, nie poczułam choćby nawet drobnej zmiany ciepła.

— Quiz — wyrzekł z powagą. — „Jakim kamieniem jesteś?” — Kamieniem? — Pytanie pierwsze: marmur czy granit?

Niemożebne. Składowe moje rzeczywistości. Materia, która jest mi znana i z nazwy i ze zmysłów. Skąd on to…?

— Milczysz, dziewczę — wtrącił z drobnym zniecierpliwieniem.

— We Wszechświecie nie ma kamieni.

— Są.

— Jakże? Nic takiego tu nie widziałam.

— Liczy się poznanie. Znam je, więc istnieją. Odpowiadaj, dziewczę.

Jego twarz była spokojna, podobnież oczy. Wiedział. Czuł i znał granit oraz marmur równie dobrze jak ja. To był wzrok istoty, która należy do rzeczywistości, gdzie istnieją takie materie. Jak to możliwe? Czyżby przez kontakt? Czy możliwym jest, że przygarnął do swojego jestestwa kawałek mojej duszy?

— Marmur — odpowiedziałam wreszcie.

— A więc jesteś marmurem.

„Nieznana część natury” — poczułam się oszukana.

— Nie ma następnych pytań?

— Są zbędne. Znasz siebie, dziewczę. Nie muszę cię dalej czytać — powiedziawszy to „puścił” dłoń.

— A gdzie tu rozrywka?

— Zabawnie jest wtedy, gdy dusza sama się nie zna — powiedział z gorzkim uśmiechem. — Jesteś czysta, dziewczę. Wyczytałem to, wypytałem, a ty sama jeszcze to powiedziałaś.

A więc jednak. Quiz to nie poznanie, lecz odkrycie zagubionej strony. Moja księga jest uporządkowana, znam wszystkie karty, więc mój umysł zaprzeczył idei quizu.

— Imię? Możesz wyczytać moje imię?

— Zapomniałaś? — odrzekł ze zdziwieniem. — Znasz księgę, a nie zerkasz na okładkę? Catfish. Jesteś Catfish, dziewczę – sumą wszystkich rzeczy, spopieleniem.

Niemożliwe. Byłam pewna, wiedziałam – moje miano było inne. Lecz on wie, a ja nie byłam pewna. Quizomanta to duch, który rozumie Wszechświat, a więc też wie jaką jestem istotą.

— Spopielenie? Tak powiedziałeś? Cóż to znaczy?

— Wykracza to poza moje pojmowanie.

— Więc skąd ten zwrot?

— Antofagasta – spopielony. On tak powiedział, ja zaś powtórzyłem. Przewidział twoje nadejście, dziewczę i powiadomił mnie zawczasu.

— Gdzie go znajdę?

— W płaszczyźnie rzeczywistości — odrzekł jakby bez przekonania. — Poznałaś już Wszechświat na tyle, by wiedzieć, że przestrzeń to oszustwo twoich naiwnych oczu. Zechciej, a go poznasz. Poproś, a przybędzie. Możesz też iść, lecz równie dobrze eony przeminą nim znajdziesz choćby jego cień.

— Czy on jest taką istotą jak ty, jak tamta biała dziewczyna?

— Byt zwany Antofagastą, naiwne dziewczę, wykracza poza granice Wszechświata i również stamtąd pochodzi. Catfish, sumo wszystkich rzeczy, nie powiedział tego ani zapewne tobie tego nie powie, lecz patrząc na materię, którą otacza twoją duszę, poznaję iż jesteście kroplami tego samego stworzenia – brat i siostra rzeczywistości, która wypluwa przypalone skwarki.

— Odchodzisz, Quizomanto?

— Tak i nie, a właściwie nie. Idź już. W razie potrzeby znajdziesz mnie, gdy twój umysł zacznie poszukiwać mojej istoty.

Rozpłynął się, choć powinnam to nazwać zmianą częstotliwości istnienia. Zniknął mi sprzed oczu, lecz zapewne nie ruszył się choćby o milimetr. Nie powinnam jednak zaprzątać sobie tym myśli. Nie szukałam, lecz przeznaczenie samo mnie znalazło. Cząstka mojej rzeczywistości w obcym dla mojego poznania Wszechświecie. Antofagasto, spopielony bycie, jak cię określił Quizomanta, zamierzam się z tobą spotkać, by poznać prawdę.

 

***

 

Ujrzałam istotę, która dotychczas była mi nieznana. Ujrzałam miejsce, które było częścią Wszechświata, lecz przybrało zupełnie inny kształt.

Żółty pokój. Nie mogłam w zasadzie dostrzec krawędzi. Żółta, statyczna przestrzeń, a w niej, zaledwie parę kroków ode mnie byt, którego sam kształt zdawał się mówić: Antofagasta.

Człowiek, nie duch, tak jak inne życie tej rzeczywistości. Wyższy ode mnie mężczyzna o skórze czarnej niczym wody Styksu. Jednak oczy miał takie jak moje – granatowe. Zerknęłam tylko na moment, lecz poczułam się jakby były lustrem. Antofagasta, byt spopielony, w swoim krystalicznym mroku stawał się zwierciadłem, które odbijało moje jestestwo.

Nic jeszcze nie zrobił, nie sprawiał nawet wrażenia żywego, lecz czułam się w jego obecności tak prosto, zwyczajnie, namacalnie, jakbym ponownie znalazła się w swojej rzeczywistości. Quizomanta się nie mylił – tylko dwie istoty tak podobne do siebie są w stanie tak oddziaływać.

Jego umysł wydawał się być ciągle odległy. Czułam się jak mysz, która wkradła się przez szczelinę w ścianie. Spoglądałam na niego, lecz nie odważyłam się na ruch, czas, przestrzeń. Wszechświat, choć przebywałam tam relatywnie krótko, odcisnął na mnie swoje piętno – wątpiłam w realność wszystkiego, co nie jest życiem, a w nim, w tej czarnej, stojącej jak pionek na szachownicy postaci, ledwie wyczuwałam cząstkę życia.

Podeszłam jednak bliżej, gdyż statyczność to śmierć, a impas nie odkryje przede mną prawdy.

— Antofagasto… — zaczęłam bez pomysłu, co mówić dalej.

— Catfish, Persefono, dziecię Demeter, bogini wiosny… Primavero w przestrzeni granatu… Czy… Czy chcesz ze mną pozostać?

Imiona, określenia, które stanowiły wyrywki mojej rzeczywistości. Czy to wszystko to ja, czy tylko mgliste wspomnienie śmierci? On wiedział więcej. Jego wiedza na pewno wykraczała poza to, na co pozwalał Wszechświat.

— Co to znaczy?

— Pozostać. Skryć się tu, gdzie nie do sięgają echa twojej rzeczywistości. Granacie, Catfish, dziewczę… Zawsze słuchałem, gdy mówiono o tobie.

— Kim jesteś? Skąd to wszystko znasz?

— Jestem ogniem i popiołem, Antofagasta, byt, który wie, gdy spopielona, zgubiona w ogromie wszelkiego istnienia dusza spada do przestrzeni smutnego, wypełnionego duchami Wszechświata, który nawet swoją nazwę dziedziczy po rzeczywistości, gdzie istnieje prawdziwe życie.

— Wiesz więc co tu robię?

— Ty to wiesz — Wykonał ruch, przechylił nieznacznie głowę w moją stronę. — Uciekasz, Catfish, ale zapomniałaś, bo Wszechświat pożera sens dalszej egzystencji. Samozapłon, dziewczę. Poprosiłaś Charona, by wypuścił twoją duszę, ciało przekuł na monety, a owe monety przekuł na blaszkę, którą następnie złamał, pokruszył, by stała się częścią ziemi. Zapomniałaś albo ukryłaś to przed swoim umysłem, lecz ty, sumo wszystkich rzeczy, jako jedna z niewielu wiesz, że spopielenie napędza tryby istnienia.

— Nie rozumiem. Przed czym uciekłam? Czemu to sobie zrobiłaś?

— Nie odgadnę twojego serca. Znam wszystko, każdy byt z osobna, lecz ty jedna jesteś ponad mną. Trafiłem tu jak ty, posiadłem świadomość zupełnie przypadkowo, lecz nigdy nie przewyższyłem twojego rozumowania, o sumo wszystkich rzeczy.

— Możesz więc mnie przywrócić do mojej rzeczywistości?

— Mogę, lecz znowu uciekniesz.

— Odzyskam całość swojego pojmowania…

— Dokładnie — potwierdził, podnosząc głos. — Zachowasz jednak również pamięć i poznanie Wszechświata, więc być może podejmiesz inną decyzję.

Trudna kwestia. Czego ja właściwie chcę? Trwać w niebycie czy jednak powrócić do rzeczywistości, gdzie materia jest najwyższą wartością? Mogę się tu błąkać w nieskończoność, bo pozbawiłam się śmierci lub wrócić i patrzeć jak wymiar, do którego chciałam uciec, który miał się stać moim azylem istnieje dalej bez choćby mojego wspomnienia.

— A więc? — przerwał ciszę Antofagasta.

— Cofnij mnie do mojej rzeczywistości. We Wszechświecie nie ma prawdy, a tam, czymkolwiek było moje życie, dowiem się w pełni kim jestem.

— A więc wybrałaś ciekawość… Bardzo dobrze. Ludzki odruch. Ludzka myśl. Ludzkie pragnienie. Pozwól — Złapał mnie za dłoń. — To już koniec twojego istnienia w tym wymiarze. Żegnaj. I do zobaczenia, Persefono, bogini Styksu.

Cisza. Krócej niż mrugnięcie. Jestem już z powrotem.

Otworzyłam oczy i ujrzałam rzeczywistość, która była mi znana.

Tak jak być powinno.

 

***

 

Spopielona dusza, będąc popiołem, wędruje i w swoim zagubieniu w końcu odnajduje prawdziwą przystań, gdyż nawet najdrobniejsza drobina spalonej materii ostatecznie wraca do ziemi.

Następne częściLBnP 37 - Drzwi (projekt η)

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (13)

  • Literkowa Bitwa na Prozę 2 miesiące temu
    Witamy kolejne opowiadanie w Bitwie i życzymy dobrej zabawy.
    Literkowa pozdrawia
  • Onyx 2 miesiące temu
    Ciekawe. Daje możliwość dowolnej interpretacji i zastanowienie się nad tekstem. Co do sekundnika - czas nieubłaganie leci, a on uświadamia, ile czasu zostało. Czyż nie przyjemniej by się żyło, nie patrząc w zegarki? 5
  • Pan Buczybór 2 miesiące temu
    Dzięki za komentarz
  • Clariosis 2 miesiące temu
    Tekst bardzo w moim stylu, z bardzo ciekawym przedstawieniem tematu wszechświata, który do tej pory, mimo tak dużego postępu w nauce, jest jedną wielką zagadką, gdzie każda odpowiedź daje tylko więcej pytań.
    Dusza trafiła do Wszechświata, gdzie czas jest jedynie ideą, a nie realnym bytem - gdzie zarówno mija, jak i nie mija, a jedynie ten który wybije się ponad niego osiąga wyższość. Pytaniem jednak jest, czym jest ta wyższość - jak widać, w tym przypadku nie jest to odpowiedź, więc ani prawda, a bohaterka pranie wrócić do rzeczywistości. Czyli znów ożyć i zacząć żyć, gdyż to nie we wszechświecie jest prawda, ale na ziemi. Częściej myśli się właśnie na odwrót - że to tam gdzieś w gwiazdach można odnaleźć tą filozoficzną "prawdę", gdyż tutaj na ziemi to nic nie jest pewne. A może jest właśnie na odwrót, tak jak poczuła to bohaterka? A może gdzieś po środku?
    Ze spraw technicznych - narracja bardzo ładna, czytało się płynnie i bez przeszkód. To wielki plus. Nic nie wybijało mnie z rytmu, dzięki czemu wczułam się odpowiednio w opowiadaną historię. Zostawiam pięć.
    Pozdrawiam. :)
  • Pan Buczybór 2 miesiące temu
    Dziękuję bardzo za wnikliwy komentarz. Myślałem trochę, że za bardzo pogmatwałem, ale w sumie chyba nie...
    Pozdrawiam również
  • pasja miesiąc temu
    Wow ciekawe filozofowanie ze śmiercią pomiędzy życiem. Początek i nowy wybór kierunku. Szachowa plansza? Jednak czy plansza nie ma określonych zasad?
    Nieświadomość czasu i zarazem świadomość czegoś, co nie było materialnym zjawiskiem. I nagle jakiś byt w niebycie oferował pomoc. Dom bez drzwi i cząstka wszechświata. Codziennie zasypiamy z nadzieją powitania świtu. A co jeśli obudzimy się na drugim brzegu Styksu i zostaniemy kamieniami? To co się z nami stanie?
    Jednak mimo spokoju i czasu bez rytmu i sekundników, bez liczenia. To jednak jej pragnieniem było powrócić do tamtego życia, jaki pozostawiła.
    Czas życia, czas powrotu, czas odejścia… i według twoje tezy czas powrotu.
    Czyli zwykła nasza ciekawość często popycha nas w ogień, a my lecimy jak ta ćma nie zważając na oparzenia i czasem śmierć.
    Ciekawe bardzo rozmyślania.
    Pozdrawiam
  • Pan Buczybór miesiąc temu
    Dziękuję bardzo za opinię.
    Pozdrawiam również :)
  • Rozpoczynamy głosowanie. Zapraszamy na Forum :
    https://www.opowi.pl/forum/literkowa-bitwa-na-proze-glosowanie-w935/
    Czytamy od deski do deski i zostawiamy komentarze. Wybieramy najlepszy! Nagradzamy punktami i milym slowem dlaczego?
    Może ty zwyciężysz?
  • Dekaos Dondi miesiąc temu
    Panie Buczyborze→Przeczytałem wolno i dokładnie:)
    Przedruk z uzasadnienia głosowania:
    Za, pytania, odpowiedzi, klimat tajemny nierealnej realności... z wątpliwym horyzontem.
    Pozdrawiam:)↔5
  • Pan Buczybór miesiąc temu
    Dzięki za komentarz. Pozdrawiam również :)
  • Antoni Grycuk miesiąc temu
    Przede wszystkim za klimat należy Ci się wielki plus. Druga rzecz to filozofowanie.
    Całość mocno na tak.

    Pozdrawiam
  • Pan Buczybór miesiąc temu
    No, właśnie na klimacie skupiłem się najbardziej. Filozofowanie wyszło w trakcie :)
    Dziękuję za opinię, pozdrawiam również
  • Shogun miesiąc temu
    Dobry zastanawiający tekst. Wiele iście filozoficznych przemyśleń na temat życia, śmierci i Wszechświata.
    Intrygujący klimat zachęcający do dalszego czytania.
    Bardzo podoba mi się również wymowa tekstu:
    Wszechświat nie jest najważniejszy, jest coś więcej, ponad nim. Wybór, którego dokonuje zagubiona dusza.
    Pozdrawiam :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania