Łowczyni: Zmierzch wilka ✦ Rozdział 10

– Musisz wiedzieć... – Riss poprawił się w kulbace, kontynuując monolog, zupełnie nieprzejęty brakiem zainteresowania ze strony rozmówcy. – Musisz wiedzieć, że nie obcy jest mi ciężar miecza.

– Aha – mruknęła drana, wydymając kpiąco wargi. – Widziałam dwa dni temu, jaki z ciebie wój na schwał. Rzygałeś dalej, niż widziałeś.

– Przywykłem do widoku krwi i trupów, ale tamto... To była masakra! Wszędzie leżało pełno flaków, wszystko zabryzgane i... Cóż, nie jest może ze mnie szermierz na miarę twoich umiejętności, ale z drugiej strony, któż jest?

– Znalazłoby się wielu, wierz mi.

Po twarzy kobiety przemknął rumieniec. A może było to tylko złudzenie? Riss nie miał pewności.

– Sama położyłaś sześciu chłopa...

– Miałam dobrą pozycję. Mała powierzchnia działała na moją korzyść.

– Mała powierzchnia, mówisz... Też mogli ją wykorzystać.

– Ale nie wykorzystali.

Jechali w milczeniu. Na niebo mozolnie wspinało się słońce. Głębokie zaspy stopniowo malały, aż wkrótce dojrzeli pierwsze place gołej ziemi, widoczne spod topniejącego śniegu. Coraz częściej czuli na twarzach podmuchy ciepłego, południowego powietrza, więcej mijali krzewów i drzew.

Deidree odetchnęła głęboko. Ostatni raz widziała słońce kilka miesięcy temu, stęskniła się za promieniami muskającymi skórę, za tym radosnym, żółtym światłem. Na północy nie było go wcale. Niebo, wiecznie upstrzone różnorodnymi odcieniami szarości, zwykle okrywały burzowe chmury, z których wściekle sypało śniegiem. Pewnie dlatego nigdy nie umiała dłużej zagrzać tam miejsca.

– Powiedz – zaczął Sewel, trąc kark z zakłopotaniem. – Miałaś duże problemy z właścicielami?

– Nie byli zachwyceni. – Drana skrzywiła się.

– Mieli trochę roboty, to prawda, ale pokrzywdzeni czuć się nie mogą.

– Co masz na myśli?

– Mówiłem ci już – rzekł dumnie, uśmiechając się przy tym. – Nie lekceważ kupców, a w szczególności tych zarządzających gildiami. Dogadaliśmy się, zawarliśmy pewnego rodzaju... umowę.

Po raz pierwszy od naprawdę długiego czasu spojrzała na niego, a w jej oczach błysnęła iskra ciekawości.

– Właściciele zatrzymali dla siebie wszystko, co polegli mieli przy sobie. Od biżuterii tego starego głupca, po sakiewki, bardziej lub mniej pękate, jego pachołków. Można powiedzieć, że na trupach ubili niezły interes. Za to mogliby, dajmy na to, wynająć pięć ekip budowlanych i pięciokrotnie przeremontować cały lokal. Do tego dorzuciłem im kilka miedziaków na do widzenia i ku utrzymaniu przyjacielskich stosunków. Również w twoim imieniu.

– Zbyteczna łaska.

– Ja myślę inaczej. Lepiej żeby następnym razem nie było niedomówień, jakichś niechęci i wyrzutów.

– Żadne pieniądze nie wymarzą z ludzkiego umysłu strasznych obrazów, które niewątpliwie będą prześladowały poczciwą Lu po nocach. Widziałeś ich twarze, Sewel? Ona blada jak śmierć, zemdlała niemal od razu, a on, choć chłop silny i z mieczem obyty, ledwie się przed wyrzyganiem powstrzymał. Spojrzał mi wtedy w oczy, a głęboko w nich dostrzegłam lęk i zwątpienie. Niewielu ludzi jest mi życzliwych, jedni mają mnie za wiedźmę, inni za potwora bądź pospolitego mordercę. Wielu zaś unika mnie ze strachu przed Kharrenem. Ale oni... Oni akceptowali mnie i to, kim jestem, gościli i obdarzali sympatią, a teraz... Nawet jeśli przyjmą mnie pod swój dach, nie będzie już tak jak dawniej.

Riss milczał. Choć na usta cisnęła się kąśliwa uwaga, powstrzymał się. Wiedział, że teraz drana potrzebowała ciszy i spokoju, sam na sam z własnymi myślami.

Po niespełna godzinie Deidree wyjęła z juków rulon zwierzęcej, wygarbowanej skóry. Palcem wycelowała w punkt, w którym mniej więcej się znajdowali, po czym oceniła odległość dzielącą ją od Rozstajów. Tam mieli się pożegnać – ona jechała ku Czarnemu Borowi, Sewel Riss zaś zmierzał w zupełnie innym kierunku, do Camoru – Miasta nad miastami, stolicy Irdenu, do której i ona zamierzała się udać po wizycie u Egli. Wciąż zastanawiało ją tajemnicze zlecenie. Śmierdziało jej to kłopotami, ale i dużą kasą. Poza tym, była kurewsko ciekawa, czemu zleceniodawcy zależało na anonimowości.

"Jeśli będzie szło o prywatne porachunki albo ludobójstwo, odmówię z miejsca, jak wielkiej nagrody by mi nie zaoferowano" – myślała, wpatrując się w grzywę wierzchowca. – "To wbrew kodeksowi i... I wbrew mnie samej. Ale gdy obiektem zadania okaże się frydr, przyjmę zlecenie z miejsca. Potrzebne mi będą pieniądze. Życie w stolicy jest niesłychanie drogie, a poza tym przydałoby się nowe siodło dla Diabła. I może jakiś nożyk bym sobie sprawiła? Albo..."

– Deidree?

Deidree uniosła wzrok.

– Tak się zastanawiałem – zaczął Sewel, trąc kark.

Drana zauważyła, że robił to zawsze, gdy się czymś denerwował.

– Długo już jesteś na szlaku? – spytał wreszcie, choć przyszło mu to z niemałym trudem.

– Długo.

– Musiałaś być przez ten czas bardzo samotna.

– Nie na tyle, by skończyć z tobą w krzakach, Riss.

– No i wszystko zepsułaś. – Machnął ręką niezadowolony. – W sumie niczego innego się nie spodziewałem. Ale próbować zawsze warto.

Deidree nie skomentowała. Nie było czego komentować.

– Nie odmawiaj sobie przyjemności z życia. – Nie dawał za wygraną.

– Błagam, Sewel.

– Kiedy ja mówię poważnie!

– Nie namówisz mnie, choćbyś mi płacił w worach złota.

– Nie próbuję, teraz jedynie wcielam się w rolę przyjaciela i doradcy.

Spojrzała na niego z politowaniem spod uniesionych brwi. Ten facet naprawdę miał tupet.

– O czym ty pieprzysz?

– O radości, namiętności, o tym, co sprawia, że nasza marna ludzka egzystencja ma sens. Z tego co opowiadałaś, snujesz się po Irdenie i polujesz na frydry od jakichś sześciu lat. Jeździsz od miasta do miasta, od wsi do wsi i eliminujesz zagrożenie. Wiesz co jest w tym złe? Że zapomniałaś o sobie.

– To znaczy?

– Służbistka z ciebie. Bierzesz zlecenie, wykonujesz je, przyjmujesz zapłatę, odjeżdżasz. I tak w kółko. A co z twoimi pragnieniami? Marzeniami? Potrzebami? Nie masz czasem ochoty osiąść gdzieś i odpocząć? Albo się zabawić?

Milczała, obserwując jakiś punkt na horyzoncie. Diabeł zaparskał.

– W życiu chodzi o coś więcej niż o wyparówanie flaków i ucinanie wilczych łbów.

– Mylisz się, Sewel – rzekła w końcu, a jej głos zabrzmiał głucho i nieszczerze. – Jestem draną, draną z Kharrenu. Celem mojego istnienia jest zabijanie frydrów, a nie pląsanie na potańcówkach czy praca w polu. To, o czym mówisz... To nie dla mnie, dla mnie jest miecz, Sewel. Miecz i ciepła jucha.

Mężczyzna spojrzał na nią, a w jego oczach znalazła coś, co ugodziło ją do żywego. Coś co sprawiło, że jej spokój został zachwiany i ogarnął ją gniew.

To było współczucie.

– Żal mi cię, Deidree – powiedział ze szczerym smutkiem. – Naprawdę.

– Niepotrzebnie – ucięła, zarzucając głową hardo. – Zbędny mi twój żal i współczucie. Pilnuj lepiej swojego zasmarkanego nosa, Riss, bo ktoś ci go utnie.

Kupiec nie odpowiedział. Przez resztę drogi, aż do zmierzchu, jechali w milczeniu.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • Ozar 20.07.2018
    Jestem jak zwykle z wielka przyjemnością. Czytałem i ten tekst
    " W życiu chodzi o coś więcej niż o wyparówanie flaków i ucinanie wilczych łbów.
    – Mylisz się, Sewel – rzekła w końcu, a jej głos zabrzmiał głucho i nieszczerze. – Jestem draną, draną z Kharrenu. Celem mojego istnienia jest zabijanie frydrów, a nie pląsanie na potańcówkach czy praca w polu. To, o czym mówisz... To nie dla mnie, dla mnie jest miecz, Sewel. Miecz i ciepła jucha. - to już chyba kiedyś czytałem oczywiście nie w sensie dosłownym, ale podobna rozmowa odbyła sie chyba miedzy Geraldem a Yennefer, albo Jaskierem. On tam chyba tez powiedział "jestem wiedźminem z Kear Morhen".
    To jak zwykle nie jest zarzut, ale widać że masz Geralda we krwi hahahahaha, aż do bólu. A co do propozycji kupca, to przy jego kasie gdyby została jego kochanką mogłaby żyć jak królowa, przynajmniej choć chwilę. Nie wiem, czy akurat warto było odmówić... Ale Riss miał rację mówiąc "Żal mi cię, Deidree – powiedział ze szczerym smutkiem. – Naprawdę. Tu chyba mimo wszystko cos tam w duszy łowczyni zagrało smutno i przykro, bo jako kobieta nie powinna jak wiedźmin tylko zabijać i jechać, zabijać i jechać. Jest ładna a do tego może sama sie obronić, czyli nie ryzykuje zbyt wiele w kontaktach męsko-damskich. Kolejny znakomity odcinek, choć w zasadzie nic sie nie dzieje . Jednak wiem że to cisza przed burzą. Pozdrawiam 5 plusik i czekam na dalsze, choć jak widzę ostatnio vena jakoś cię nie opuszcza a to dobrze.
  • Ewoile 24.07.2018
    Ty, jak zwykle, na czas, a ja - spóźniona. Standard. Ale chyba już każdy, kto na bieżąco mnie czyta się do tego przyzwyczaił XDD
    Wieśka znam jak własną kieszeń, ale tego momentu nie pamiętam. Naprawdę. Nie wykluczam, mogło coś takiego być, nawet bym się nie zdziwiła, ale pisząc to kompletnie się nie sugerowałam. Pisałam co czułam, czułam co pisałam - tak jakoś wyszło. Hahaha, z tym Geraltem we krwi masz rację, nawet nie świadomie przez moje pisanie przemawia Sapkowski - sama już nie wiem czy to dobrze, czy nie xd
    Cóż, świadomie nie wybrała swojego losu, została draną, bo nie miała innego wyjścia (prócz śmierci). Wiesz, to już nie kwestia zasad, te wszystkie blokady są w jej psychice.
    Hah, akurat wena jest kapryśną suczą, za przeproszeniem. Siadam do laptopa wręcz na siłę, bo nie chce się do mnie pofatygować! Gdyby nie to, że staram się pisać z zapasem (być co najmniej o te 2 rozdziały do przodu), byłabym w czarnej dupie.
    Pozdrawiam ciepło :)
  • Karawan 20.07.2018
    Poza tym, była kurewsko ciekawa, czemu zleceniodawcy zależało na anonimowości. - ?? W tamtym czasie nie było kurew tylko ladacznice i prawiem pewny, że ani kurewsko ani zajebiście nie funkcjonowało w języku. Suponuję zatem pokornie wymienić ów wyraz niecny na jakowyś z czasów drany ;) tym więcej, że w ten sposób przypominasz czytającemu o narratorze, którego tak ładnie schowałaś.
    Dziękuję za kolejną część i pozdrawiam z piątką ;)
  • Ewoile 24.07.2018
    Jak nie? Chyba w prawie każdym fantasy natrafiłam już na "kurwę". Żeby daleko nie szukać w Wiedźminie "kurwami" rzucano dość często i gęsto, a same "panie" również bywały w ten sposób nazywane, w Grze o tron natomiast słowo "kurwa" (i chodzi tu panie lekkich obyczajów właśnie) padło chyba więcej razy, niż słowo "miłość" xd Nawet jeśli w średniowieczu to słowo nie występowało, moje opowiadanie jest przecież fikcją literacką, a jego akcja rozgrywa się w wykreowanym przeze mnie uniwersum. W takim wypadku wydaje mi się, że w występowaniu tego słowa nie ma nic złego c: Słowo usunę, ale nie ze względu na niestosowność, a narratora, na temat którego masz słuszność ;)
    Dzięki śliczne ;)
  • Paradise 20.07.2018
    Niby nic się nie działo takiego, ale to nie znaczy, że nie było to ciekawe. Jak wszystkie Twoje rozdziały czytało się szybciutko i z przyjemnością. " W życiu chodzi o coś więcej niż o wyparówanie flaków i ucinanie wilczych łbów." - literówka w słowie wypruwanie, a może i dwie :) ale przytoczyłam ten cytat z innego powodu. Zgadzam się z Rissem, chociaż przewidziałam co odpowie Dei :D powinna chociaż od czasu do czasu pomyśleć o sobie i sprawić sobie przyjemność. Może nie akurat z nim, bo kto wie kogo jeszcze spotka na swojej drodze :D zostawiam 5 i czekam na kolejną część. Pozdrawiam serdecznie :)
  • Ewoile 24.07.2018
    Hahahaha, nie zauważyłam tego wcześniej! Jakie beznadziejne i śmieszne słowo jednocześnie XD WYPARÓWANIE flaków. Flaki i parówki. Nie XD
    Tak jak pisałam Ozarowi - to wszystko nie wynika z jakiś reguł, ale z blokad, które są w jej psychice. Ale kto wie? Może kiedyś ktoś je zetrze w pył? W sumie to sama chciałabym to wiedzieć XD
    Pozdrawiam cieplutko <3
  • Agnieszka Gu 22.07.2018
    Witam,
    Fajnie opisałaś jej odczucia i odczucia właścicieli przybytku, w którym zrobiła tą zadymę. To takie domknięcie poprzedniego rozdziału, bardzo potrzebne a często pomijane przez autorów.
    "Milczała, obserwując jakiś punkt na horyzoncie. Diabeł zaparskał." - A już myślałam, że ona coś wypatrzyła na tym horyzoncie.. że niby rozmawia z nim, ale czujnie coś/kogoś obserwuje ;)....
    no i czekamy na tajemniczego zleceniodawcę...
    PS. Czuję, że romans jednak będzie miał miejsce i szanowny szef gildi kupieckiej się jeszcze przewinie przez jej życie ;))
    Pozdrowionka :)
  • Ewoile 24.07.2018
    Cieszę się, że takie rzeczy są wyłapywane :) Haha, no nie, niestety, nie tym razem. Pan szefo przewinie się i to nie raz, tego możesz być pewna. Ale czy przez serducho Deidree? Nie mam pojęcia. A gdybym miała to też bym nie powiedziała, żeby nie spoilerować - będę myśleć na bieżąco, analizując wszelkie za i przeciw :p
    Pozdrawiam ;)
  • Ozar 24.07.2018
    Ewoile przy okazji zerknij na pocztę, wysłałem ci tam coś.
  • Ewoile 24.07.2018
    Poodpisuję do końca na komentarze i lecę na pocztę ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania