Na czterech kółkach do szczęscia 9

Jednak ten komputer nie był dobrym pomysłem. Miłosz roztrzaskał z wielkim hukiem klawiaturę o podłogę tylko dlatego, że mu coś nie wyszło w grze.

Tłumaczył to później tym, że godzina to dla niego za mało na grę.

Ojciec nie kupił mu nowej klawiatury i zabronił nawet wchodzić do pokoju, w którym komputer stał. Miał się skupić na nauce, ponieważ to była już ostatnia klasa podstawówki i od nowego roku szkolnego miał zacząć naukę w gimnazjum, które akurat kończył Michał.

Miłosz stał się krnąbrnym chłopcem – niby słuchał rodziców, ale i tak robił to, co chciał.

W szkole wdawał się w bójki i co z tego, że uczył się, skoro jego zachowanie było naganne.

Michał tymczasem nie tylko dobrze się uczył, ale jeszcze w otwockim teatrze statystował w różnych przedstawieniach, występował też w przedstawieniach szkolnych.

Aktorstwo go wciągało i był pewien, że po ukończeniu liceum i zdaniu matury będzie zdawał do szkoły teatralnej.

To było jego marzeniem. Miłosz złośliwie nazywał brata artystą.

Michał skończył szesnaście lat, Miłosz dobiegał czternastu. Starszy uczył się już w szkole średniej, młodszy był w gimnazjum i troszkę się wyciszył, a obiektem jego zainteresowań nie był już Kamil, tylko koleżanka o imieniu Ewa.

Kiedyś przyszedł do ojca i powiedział, że chce poważnie pogadać. Krzysztof był ojcem, który zawsze starał się rozmawiać z synami na każdy, nawet trudny temat.

– O co chodzi? – zapytał.

– Tato, a moglibyśmy u mnie w pokoju? To męska rozmowa – spojrzał na siedzącą obok matkę.

– To może ja wyjdę? – zaproponowała.

– Wolałbym u mnie, mamo, bo nie chcę, żebyś podsłuchiwała – odpowiedział szczerze.

– No dobrze, to chodźmy na górę. – Krzysztof wstał od stołu.

Kiedy już wszedł do pokoju syna, był mile zaskoczony porządkiem, jaki zastał. Nie był to porządek jak u pedanta, ale wyglądało to całkiem nieźle. Usiadł przy biurku i spojrał na syna.

– No to o czym chcesz pogadać?

– Bo wiesz tato, tylko się nie śmiej, jest w klasie dziewczyna, która mi się podoba – wypalił.

– A ty jej? Też się podobasz?

– No chyba tak, ona się zawsze uśmiecha, jak mnie widzi, i nawet nieraz rozmawiamy. Fajna jest.

– A coś więcej? Miłoszu, dobrze, że masz koleżankę, ale masz też niespełna czternaście lat. Wiesz, w tym wieku zaczyna się już myśleć o dziewczynach, ale to pewnie nie będzie pierwsza i nie ostatnia.

– Tato, ja się z nią kiedyś ożenię – oświadczył poważnie, a Krzysztof uśmiechnął się pod nosem.

– No cóż, to będziemy mieli z mamą synową.

– Tato, nie śmiej się ze mnie – poprosił i naraz sam zaczął się śmiać. – Fajny jesteś tato, kocham cię – przytulił się do ojca.

– Ja ciebie też kocham, urwisie, wszystkich was kocham – odpowiedział mu wzruszony ojciec.

Kiedy zszedł na dół, Anna spojrzała na niego pytająco. Uśmiechnął się i rozłożył ręce:

– Nie mogę ci nic powiedzieć, musisz czekać, aż Miłosz sam ci powie.

– Ale co? No, uchyl rąbka tajemnicy – poprosiła.

– Nie mogę, ale powiem ci tylko tyle, że nasz syn w ciągu kilku miesięcy bardzo wydoroślał. Fajnych mamy tych synów.

– No – przytaknęła. – Dobrze, że ich mamy. Wiesz, ja kiedyś nigdy bym nawet nie uwierzyła, że wyjdę za mąż, że urodzę dzieci. Zawsze myślałam, który chłopak zainteresowałby się kaleką.

– Anka – przytulił ją. – Nie byłaś i nie jesteś kaleką. Jesteś piękną kobietą, którą kocham nad życie i nigdy nie zamieniłbym cię na inną.

– Kocham cię, Krzysiu, mój przystojny mężu – szepnęła. – Jak to dobrze, że rodzice pozwolili mi wtedy jechać pod te namioty, nad morze.

– A wiesz, że wcale wtedy nie mieliśmy jechać nad morze?

– Jak to nie? A gdzie mieliśmy być?

– Gdzieś blisko domu, nad Wisłą. To Maciek zapytał mnie wtedy, czy damy radę dojechać nad morze. Jak zapytałem dlaczego, to powiedział, że Ania chciałaby zobaczyć, bo jeszcze nigdy nie była, a mnie ta Ania się wtedy od razu spodobała, to się zgodziłem – roześmiał się. – Nawet pływałem z nią na moich plecach.

Wspominali ten czas sprzed wielu lat z nostalgią i radością. To były piękne, choć niełatwe czasy, ale ich zauroczenie sobą i ich miłość nie minęły.

Do drzwi pokoju ktoś zapukał. To był Michał. Zobaczyli tylko jego głowę, reszta ciała została za drzwiami.

– Wejdź, synku – uśmiechnęła się Anna.

– Dobra, na chwilę, bo muszę wam coś powiedzieć.

– Co takiego? – zapytali niemal jednocześnie.

– Zmieniłem plany.

– To znaczy? – spojrzał na syna Krzysztof.

– Nie będę aktorem. Po maturze będę zdawał na medycynę, chcę być ortopedą, tak jak dziadek.

– A dlaczego zmieniłeś te plany? – zapytała mama.

– A bo nie wiem, czy to nie będzie lepszy zawód. Aktor, jak jest młody, to ma pracę itd., a jak nie ma, to grywa ogony, a lekarzem będę zawsze.

– Cieszę się, synu – ojciec poklepał go po ramieniu i ze zdumieniem stwierdził, że sam jest wysoki, ale Michał przerósł go już o pół głowy. Kiedy on tak urósł? Zresztą Miłosz też jest już prawie jego wzrostu.

Ania też to zauważyła i zrobiło jej się troszkę smutno, że jej synowie tak szybko dorastają. Jeszcze trochę i zaczną wymykać się spod skrzydeł rodziców. Jak bardzo by chciała mieć teraz przy sobie maleństwo... Ale to już było praktycznie niemożliwe

Dwa lata do matury Michała minęły bardzo szybko. Za kilka miesięcy miał skończyć dziewiętnaście lat. Złożył dokumenty na medycynę i został przyjęty, z czego najbardziej ucieszył się dziadek Jurek, który był cenionym ortopedą. Oczywiście gratulacjom nie było końca. Babcie, dumne jak pawie, chwaliły się takim dorosłym, przystojnym wnukiem przed znajomymi i rodziną.

Rodzice zaś żałowali, że sami nie mają wykształcenia wyższego. Anna chciała studiować, ale wszystko spaliło na panewce – wyszła za mąż, urodziła Michała. Krzysztof z kolei skończył tylko zawodówkę i po przejściach z lat młodzieńczych oraz pobycie w zakładzie karnym został pracownikiem u swojego ojca. Z czasem przejął warsztat i dobrze nim zarządzał, a ojciec mu w tym pomagał.

Najważniejsze było jednak to, że byli kochającą się i wspierającą we wszystkim rodziną. Rozumieli się nawzajem, bez względu na to, jakie kto posiadał wykształcenie. Ojciec Ani zawsze powtarzał, że liczy się człowiek i to, co sobą reprezentuje, a nie wykształcenie wyższe czy niższe.

Miłosz miał jeszcze przed sobą dwa lata nauki w szkole średniej i też obstawał przy tym, że zostanie inżynierem, ożeni się z Ewą i będą tak szczęśliwi, jak cała ich rodzina. Nie przewidział tylko jednego: że Ewa go zostawi i że ta zdrada przybije go niezwykle mocno .

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Barmaria godzinę temu

    To ostatnie zdanie wprowadza nutę smutku ale myślę, że Miłosz da radę.*****

  • Grażyna godzinę temu

    Będzie rozgoryczenie , ból po zdradzie , ale wszystko skończy się dobrze . pozdrawiam .

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania