Na czterech kólkach do szczęścia 7

Michaś rósł jak na drożdżach. Miał już trzy miesiące i zaczynał po swojemu gaworzyć. Był dzieckiem bardzo spokojnym i pogodnym, kochanym nie tylko przez rodziców – obie babcie i dziadkowie po prostu stracili dla niego głowę.

 

Ania i Krzysiek byli dumnymi rodzicami. Ania, z małą pomocą bliskich, zajmowała się synkiem, a Krzysztof pracował.

Mimo zmęczenia, po powrocie do domu zawsze kąpał syna i poświęcał mu mnóstwo uwagi. Byli wspaniałą rodziną i kochali się jeszcze mocniej niż przed narodzinami Michasia.

Czas biegł jednak nieubłaganie. Michał miał półtora roku, kiedy Ania oświadczyła mężowi, że znów jest w ciąży. To był dla niego szok.

– Anka, miałaś się zabezpieczać, miałaś brać tabletki... – mówił poruszony.

– Ty też mogłeś pomyśleć o zabezpieczeniu za każdym razem – odpowiedziała mu spokojnie. – Michaś będzie miał rodzeństwo i tyle w temacie.

– Ale Aniu, pomyśl. Znów będziesz musiała leżeć w tym gipsowym pancerzu, w szpitalu. Będziesz musiała zostawić Michała babciom – tłumaczył.

– Wcale nie. Będę leżała w domu, nie opuszczę Michasia.

 

W tym momencie do pokoju, na swoich malutkich nóżkach, wbiegł Michałek. Wyciągnął rączki do Ani, wołając: „mama!”. Krzysztof posadził go na kolanach żony, a maluch przytulił swoją jasną, kędzierzawą główkę do jej piersi i po prostu zasnął.

– Połóż go w łóżeczku – poprosiła cicho.

Delikatnie wziął małego na ręce i przeniósł do łóżeczka. Gdy wrócił, spojrzał głęboko w oczy żony.

– Aniu, zastanówmy się wspólnie, co zrobić z tą ciążą – powiedział.

– Krzysiu, ja już się zastanawiałam. Urodzę nasze drugie dzieciątko. Choćbyś miał mnie zostawić, urodzę je.

– Anka... – podszedł do niej, usiadł przy jej wózku, nachylił się, mocno przytulił i pocałował. – Wiesz, że nigdy cię nie zostawię. Nie po to o ciebie zabiegałem i się żeniłem, żeby teraz odchodzić. Kocham ciebie i Michasia do szaleństwa.

– Krzysiu, ale ja naprawdę chcę, żeby Michał miał rodzeństwo. Ty masz brata, ja jestem jedynaczką... Niech on chociaż ma kogoś bliskiego.

– A u lekarza już byłaś? – zapytał łagodniej.

– Jeszcze nie, chciałabym pójść z tobą.

– Jutro możemy pójść. Zadzwonię do ojca i powiem, że przyjdę do pracy później albo wcale.

– Tylko proszę, nic nikomu nie mów. Powiemy dopiero, jak będziemy pewni.

Krzysztof cieszył się na drugie dziecko, ale jednocześnie bardzo się bał. Nie przerażała go odpowiedzialność, ale to, jak Ania zniesie kolejną ciążę i poród.

Martwił się, czy dziecko urodzi się zdrowe, tak jak Michaś. Wiedział jednak, że Anka nie odpuści i nie usunie tej ciąży.

Lekarz potwierdził odmienny stan Ani. Wtedy poprosiła, żeby w niedzielę przyszli na obiad rodzice Krzyśka. Uprzedziła też swoją mamę.

Ponieważ wszyscy bardzo się lubili, pani Ela z radością przygotowała przyjęcie. Ania pomagała na tyle, na ile mogła, Krzysiek zajął się Michałkiem i punktualnie o czternastej wszyscy zasiedli przy dużym stole.

Jedli rosół z domowym makaronem, a na drugie danie podano pieczoną kaczkę z ziemniakami i buraczkami. Przy stole, na specjalnym krzesełku, dumnie siedział też Michałek.

Przy deserze, do którego mama Krzyśka, pani Maria, przyniosła pyszny sernik i kawę, Ania rzuciła prosto z mostu:

– Będziecie po raz drugi dziadkami i babciami!

Obie mamy zamarły. Jedynie ojcowie szczerze się ucieszyli.

– Ela, czy ja dobrze słyszę? – zapytała cicho mama Krzyśka.

– Nie wiem, Marysiu, nie wiem... ale wiem, że nie będzie im łatwo. Jak wy to sobie w ogóle wyobrażacie?

– Normalnie, mamo – Krzysztof podszedł do niej i pocałował ją w rękę. – Damy radę.

– Ale przecież Misio jest jeszcze taki malutki, a tu następne dziecko w drodze? Krzysztof, czy ty rozumu nie masz?! – uniosła się jego mama.

– Ej, kobiety, dajcie spokój! – wtrącili się ojcowie. – Przecież są młodzi, żyją tak, jak chcą. My też w celibacie nie żyliśmy – roześmiał się ojciec Ani, a ojciec Krzyśka szybko go poparł.

– No właśnie, krew nie woda! Zagalopowali się trochę, ale to i dobrze. Dwoje maluchów będzie się razem chować, nie będzie między nimi dużej różnicy wieku.

Ania i Krzysztof już się nie odzywali. W duchu wręcz bawiło ich to biadolenie matek. Oni sami doskonale wiedzieli, że dadzą radę wychować te dzieci.

 

Ta ciąża miała jednak nieco inny przebieg. Ania miała wcześniej założony gorset – specjalny, skórzany model, który jej ojciec sprowadził po znajomości aż z USA. Ciasno opinał jej biodra i miednicę, chroniąc też żebra. Był o wiele wygodniejszy niż ten dawny, gipsowy, a Ania mogła go zdejmować do kąpieli.

Drugi syn urodził się w siódmym miesiącu, również przez cesarskie cięcie. Był zdrowy i tak samo śliczny jak Michaś. Po dwóch tygodniach spędzonych w szpitalu, cała trójka mogła wreszcie wrócić do domu.

Wieczorem, gdy w domu zapanowała upragniona cisza, a obaj chłopcy spali smacznie w swoich łóżeczkach, Krzysztof usiadł przy Ani. Wziął jej dłoń w swoje dłonie i delikatnie ją ucałował. „Dziękuję ci” – szepnął, patrząc na nią z podziwem, jaki czuł od pierwszego dnia, gdy się poznali.

Ania uśmiechnęła się, czując, że skórzany gorset, który nosiła przez ostatnie miesiące, był niczym w porównaniu z siłą, jaką dawała jej miłość męża. Przetrwali kolejną burzę i udowodnili wszystkim, że dla ich rodziny nie ma rzeczy niemożliwych.

Michał nie mógł się napatrzyć na braciszka, któremu dali na imię Miłosz. Bywał czasem odrobinę zazdrosny o to, że mama nie jest już wyłącznie dla niego i musi dzielić jej uwagę z Miłoszkiem, ale złość szybko mu przechodziła.

Starszy o blisko dwa i pół roku chłopiec rozumiał już naprawdę sporo. Obaj synowie rozwijali się znakomicie. Gdy Miłosz zaczął gaworzyć, Michaś często stawał przy jego łóżeczku, pokazywał mu zabawki i tłumaczył po swojemu, że gdy braciszek urośnie, będą bawić się razem.

Ania była wspaniałą, niezwykle kochającą mamą. Zajmowała się dziećmi najlepiej, jak potrafiła. Niestety, po dwóch porodach jej zdrowie mocno podupadło.

Kości stały się bardzo kruche i kobieta musiała na stałe korzystać z wózka inwalidzkiego. Dla niej jednak nie miało to znaczenia – najważniejsi byli synowie.

Krzysztof wspierał żonę w każdej minucie i pomagał, jak tylko mógł. Któregoś niedzielnego ranka, gdy leżeli jeszcze po przebudzeniu w łóżku, Ania spojrzała na niego i zapytała cicho:

– Krzysiu, czy ja ci się już nie znudziłam?

– Co ci znowu przyszło do głowy? – żachnął się zaskoczony.

– Pomyślałam, że może powinnam zwrócić ci wolność...

– Anka, czy ty na głowę upadłaś?!

– Nie, ale... no wiesz. Jesteś młodym, zdrowym i bardzo przystojnym mężczyzną. Może chciałbyś mieć u swego boku zdrową partnerkę?

– Aniu, jeszcze jedno takie słowo i naprawdę stąd ucieknę – zagroził półżartem, po czym spoważniał. – Kocham ciebie i chłopaków. Nigdy, nawet przez ułamek sekundy, nie pomyślałem, żeby was zostawić. Żadna, choćby najzdrowsza dziewczyna nigdy mi ciebie nie zastąpi.

Przytulił ją mocno i ucałował.

– Tylko ty się liczysz. Jesteś najważniejsza w moim życiu.

Tego samego dnia po obiedzie wybrali się całą rodziną na spacer. Ania siedziała na wózku, trzymając na kolanach malutkiego Miłosza. Obok niej z dumą wcisnął się Michałek, a Krzysztof z uśmiechem pchał ich wspólny świat przed siebie. To był dla nich wyjątkowo piękny i szczęśliwy dzień.

Gdy słońce zaczęło powoli chować się za horyzontem, rzucając złote refleksy na jasne włoski chłopców, Krzysztof na chwilę zatrzymał wózek. Nachylił się nad żoną, poprawił kocyk otulający Miłosza i delikatnie uścisnął dłoń Ani. W jej oczach zobaczył tę samą dziewczynę, w której zakochał się lata temu – silną, dumną i bezgranicznie dobrą. Los rzucił im pod nogi ogromne kłody, ale oni potrafili zamienić je w fundamenty najszczęśliwszego domu. Szczęśliwi ruszyli w stronę domu, gotowi na każdy kolejny, wspólny dzień.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Barmaria 2 godz. temu

    Witaj
    niesamowite poświęcenie

  • Grażyna godzinę temu

    Poświęcenie ogromne , ale docenione . Pozdrawiam .

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania