Na czterech kółkach do szczęścia 2

Było ich razem ośmioro. Ania na wózku została postawiona z tyłu samochodu, reszta ją asekurowała. Usiedli na podłodze tak, żeby w razie hamowania wózek się nie potoczył do przodu. Prowadził ten nowy, Krzysiek, obok niego na miejscu pasażera siedziała Iwona.

Z boku wózka na kocu usiadła Jola, z drugiej strony Marysia, a chłopcy z przodu: Mirek, Maciek i Zbyszek. Ania była przeszczęśliwa.

– Słuchajcie, to gdzie właściwie jedziemy? – zapytała.

– Gdzieś na pole namiotowe, żeby był dostęp do toalety – odpowiedziała jej Jola.

– Chciałabym zobaczyć morze, nigdy nie byłam – powiedziała cicho.

Maciek podniósł się z podłogi i schylony podszedł do Krzyśka.

– Damy radę nad morze dojechać? – zapytał bardzo cicho.

– Tak – Krzysiek skinął głową. – Ale dlaczego akurat nad morze?

– Żeby Ania zobaczyła, nigdy nie była.

– Rozumiem.

Maciek wrócił na swoje miejsce, nic nie mówił. Chłopcy spojrzeli na niego, ale położył palec na ustach, żeby byli cicho.

Po kilkudziesięciu kilometrach jazdy Krzysiek zatrzymał samochód na poboczu pod lasem. Odwrócił się do nich przodem.

– Jedziemy nad morze! – powiedział głośno. – Możecie teraz rozprostować kości, pójść pod drzewko czy gdzie chcecie i zaraz wracamy do auta.

– Ale Ania... Może też potrzebuje? – odezwała się Jola.

– Anię zabieramy ze sobą – odpowiedział jej któryś z chłopców.

– Ja mogę iść bez wózka – odezwała się dziewczyna. – Tylko musicie mi pomóc, żebym się nie potknęła i przewróciła.

– Ania idzie, wózek zabieramy. Będzie potrzebny, jak się zmęczy – komenderował nimi Krzysiek

Podszedł z drugiej strony, stanął przy drzwiach.

– Podajcie mi ją – powiedział. – Tylko delikatnie.

Pomogli jej wstać i bardzo delikatnie podprowadzili dosłownie dwa kroki do wyjścia z auta. Krzysiek wziął ją na ręce i postawił na ziemi.

– Ania, na pewno dasz radę? – zapytał.

– Tak – uśmiechnęła się.

Wszyscy się rozeszli za potrzebą. Dziewczyny pomagały Ani, a w drodze powrotnej do samochodu asystował jej już Krzysiek.

Po zajęciu miejsc ruszyli w dalszą drogę. Dziewczyny zaczęły podśpiewywać, przekomarzali się też z chłopcami. Zrobili jeszcze jeden postój na jedzenie i inne sprawy.

A potem pojechali już prosto do Łeby. Było ciemno, więc do rana jeszcze posiedzieli w samochodzie. Rano wykupili miejsca na leśnej polanie, na której znajdowało się pole namiotowe – stąd mieli blisko do morza.

Rozbili dwa duże namioty, pompowali materace, na których mieli spać. Byli szczęśliwi, radośni i tacy dla siebie przyjaźni.

Późnym popołudniem poszli do jednego z gospodarstw, gdzie oferowano domowe obiady. Jedli rybę z chlebem i popijali kompotem, a po obiedzie Ania została posadzona w wózku i wszyscy poszli przywitać się z morzem.

Popłakała się ze szczęścia. Poprosiła, żeby pomogli jej usiąść na piaszczystej plaży. Wszyscy rzucili się z pomocą. Siedząc na piasku, oparła się o Maćka, a z drugiej strony zaraz usiadł Mirek.

– Ej, może coś zaśpiewamy? – krzyknęła Iwona.

– Morze, nasze morze... – zaczęła Ania, a za nią śpiewali wszyscy.

Miała bardzo ładny głos. Krzysiek dyskretnie spoglądał na nią. „Jaka ona jest ładna” – oceniał w myślach jej urodę.

Była nie tylko ładna, ale też bardzo zgrabna. Podobała mu się, mimo że poruszała się na wózku.

Siedzieli prawie do wieczora. Byli na tym małym skrawku plaży jedynymi plażowiczami – nikt im nie przeszkadzał i oni nie przeszkadzali nikomu. Ktoś z nich zaproponował, że może rozpalą ognisko.

– Dzisiaj nie – odezwał się Krzysiek. – Ale jutro nazbieramy drewna, jakieś kamienie może się znajdzie, wtedy zabawimy się w kamiennym kręgu.

– Zapałki jakieś musimy mieć – odezwała się Jola.

– Kupimy.

– Na czym polega ta zabawa? – zapytała Ania.

– Usiądziemy wokół ogniska i każde z nas będzie musiało powiedzieć coś o sobie. – Krzysiek spojrzał na nią i uśmiechnął się. – Wstajemy dzieciaki, robi się chłodno. Idziemy do namiotów.

Złapał za rączki wózka, chłopcy mu pomogli i za chwilę znaleźli się na leśnej ścieżce. Pomogli Ani ułożyć się na materacu.

– Gdyby co, to wołaj – odezwał się cicho Krzysiek. – Pomogę.

– Dziękuję – uśmiechnęła się.

Spali wszyscy snem kamiennym. Rano dziewczyny poszły się umyć do wspólnej łaźni, pomogły Ani i wróciły do namiotu.

Chłopcy przygotowali śniadanie. Jedli wszyscy razem,

siedzieli na trawie i zajadali, aż uszy się im trzęsły, a nawet postarali się o gorącą herbatę z termosu.

Tymczasem w domu Ani w Otwocku jej mama, Ela, zamartwiała się. Ani nie było od dwóch dni, a matka przeżywała istny horror.

– Jurek – mówiła do męża. – Gdzie oni pojechali? Boję się o Anię. A jak coś się stanie?

– Elu, nic się nie stanie. Nie możemy jej trzymać pod kloszem. Pojechała z przyjaciółmi, przy nich jest bezpieczna – odpowiadał jej.

– Boję się jednak o nią, bardzo.

– Nie martw się. – Pocałował ją w policzek i przytulił. – Da sobie radę.

Młodzi po śniadaniu udali się nad morze. Dzień był piękny, słońce grzało mocno. Dziewczyny, łącznie z Anią, były ubrane w stroje plażowe. Każda miała na sobie bikini, postanowiły się poopalać. Chłopcy w kąpielówkach kąpali się w morzu.

– Też bym tak chciała! – zawołała Ania i pomachała do nich.

Krzysiek wyszedł z wody i podbiegł do niej.

– Naprawdę chcesz? – Podniósł ją z piasku delikatnie i poszedł w stronę morza. – Chcesz popływać? – zapytał.

– Nie umiem.

– Popływamy razem. – Uśmiechnął się. – Złap mnie za szyję, tylko nie za mocno. Chłopaki! – zawołał w stronę kolegów. – Pomóżcie nam!

Byli zaskoczeni, ale podpłynęli.

– Pomóżcie Ani, żeby znalazła się na moich plecach, i asekurujcie nas.

Leżała na jego szerokich plecach i mocno obejmowała jego szyję, a on płynął. Po obu stronach miał asekurację kolegów na wypadek, gdyby Ania się zsunęła – mieli ją ratować. Przytuliła twarz do jego barków i cichutko szeptała: „Chwilo trwaj”. To było dla niej coś pięknego i absolutnie nowego. Pływali tak kilkanaście minut, kiedy poprosiła, żeby ją zaprowadził do koleżanek.

– Dziękuję, Krzysiu. – Pocałowała go w policzek, a on tak jakby się zawstydził

Przyniósł ją do zaskoczonych dziewczyn i posadził na ręczniku.

– Anka! – odezwała się Jola. – Ty naprawdę byłaś w morzu! Pływałaś!

– Tylko dzięki Krzysiowi. – Roześmiała się. – Dziewczyny, to było coś cudownego!

– Nie bałaś się, że cię utopi? – Iwona była chyba trochę zazdrosna.

– Nie, nie bałam się. Z takim chłopakiem to można na koniec świata iść.

– Ania... – tym razem Marysia się odezwała. – Podoba ci się Krzysiek?

– Tak, ale wiecie, że nie mam szans ani u niego, ani u żadnego innego chłopaka. Dziewczyny, no co wy?

Rozmowę przerwało podejście chłopaków. Padli na gorący piasek, wyczerpani pływaniem. Krzysiek po chwili odpoczynku zagonił wszystkich do zbierania gałązek i kamieni – przecież mieli wieczorem bawić się w kamiennym kręgu.

– A ja co mam robić? – zapytała Ania.

– O, koleżanko, nie ma lekko! Ty będziesz z nami, na wózku, będziesz odbierała gałązki! – roześmiał się.

– Oczywiście! – też się śmiała. – Wszystko będziemy składać w tym miejscu?

– Tak, zrobimy ognisko, będziemy piekli ziemniaki i kiełbaski. – Chłopcy szybko podchwycili temat. – Anka, będziesz bogatsza o nowe doświadczenia.

Nie wiadomo skąd i jak, ale udało im się uzbierać sporo dużych kamieni. Naściągali różnych patyków i gałązek z lasu, a naokoło paleniska usypali duży krąg z piasku.

Wieczorem przyszli na plażę.

Rozpalili ognisko, do którego zostały wrzucone ziemniaki, na patyki nadziali kiełbasę. Każde z nich trzymało swój patyk nad płomieniem, siedzieli na usypanym kręgu. Ania z radości i ze szczęścia, że jest z nimi, popłakała się. Siedziała między Krzyśkiem a Iwoną. Śpiewali, byli wszyscy tacy młodzi, piękni i szczęśliwi.

Ogień zaczął przygasać, więc zaczęli się zbierać.

– Idźcie – odezwała się Ania. – Ja tu jeszcze trochę posiedzę.

– Anka, jak później sama wrócisz? – zaniepokoiła się Jola.

– Ja z nią zostanę – zaoferował się Krzysiek. – I tak trzeba wygasić ogień.

Nie trzeba było, bo przecież wszędzie był wilgotny piasek i nic by się nie stało, ale on chciał pobyć tylko z Anią, sam na sam.

Kiedy już poszli, zapytał, czy nie jest jej zimno. Nie wiadomo skąd, ale miał ze sobą cienki kocyk – zarzucił jej na plecy.

Patrzyła w dogasający ogień i była taka śliczna. Nie mówili nic, tylko napawali się tą chwilą, razem przy dogasającym ognisku.

– Nie znałam cię wcześniej – Ania przerwała ciszę.

– Nie było mnie w Otwocku trzy lata – odpowiedział. – A do ogólniaka nie chodziłem. Jestem starszy trochę od was.

– Ile masz lat?

– Skończyłem dwadzieścia dwa. A ty?

– Ja osiemnaście. – Uśmiechnęła się. – A gdzie byłeś, jak cię nie było?

Nie odpowiadał przez dłuższą chwilę, a potem spojrzał na nią, spuścił głowę i bardzo cicho odpowiedział:

– Odsiadywałem wyrok. Trzy lata. Chcesz wiedzieć za co ?

– To zależy, czy chcesz o tym mówić. – Spojrzała mu prosto w twarz.

– Chcę. Byłem głupi. Chłopaki, koledzy z zawodówki, zaproponowali skok na sklep. Ja prowadziłem samochód. Milicja nas złapała... No, niedawno wyszedłem. Pewnie się dziwisz, co tu z wami robię? Maciek to mój brat. Zaproponował, żebym z wami pojechał, bo mam prawo jazdy, a ojciec nie chciał mu pożyczyć tej Nyski.

– Maciek rzeczywiście wspominał, że ma brata – powiedziała.

– No ma. Kryminalistę, łobuza i co tam jeszcze o mnie gadali, nawet nie wiem.

– Jesteś dobrym człowiekiem, z tego co zauważyłam – wzięła jego dłoń w swoją małą rękę. – Nie wyglądasz na łobuza.

– Ania... – odezwał się jakoś tak czule. – Ania, ty jesteś jak... jak...

Nie dokończył. Był za bardzo wzruszony po tym, co powiedziała. Zobaczył, że się wzdrygnęła.

– Zimno ci? – zapytał.

– Troszkę tak.

Nie pytając o zgodę, przytulił ją do siebie i tak jeszcze trochę siedzieli.

– Chwilo trwaj... – szepnął, tak jak ona, kiedy z nią pływał. Spojrzała i uśmiechnęła się.

Ogień wygasł, musieli wracać do namiotów. Podniósł Anię z ziemi i posadził w wózku. Był taki wysoki i silny, i tak bezpiecznie się przy nim czuła. Zamknęła oczy i pomyślała: „Szkoda, że nigdy nie będę miała chłopaka”.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Barmaria 3 godz. temu

    Witaj , bardzo mi się podoba *****

  • Grażyna 2 godz. temu

    Witaj . Będzie więcej . Pozdrawiam i dziękuję za ocenę .

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania