Na czterech kółkach do szczęscia 5

Dni stawały się coraz krótsze. Krzysiek wpadał do Ani dwa, czasem trzy razy w tygodniu, na krótko, żeby tylko się z nią przywitać i chwilę porozmawiać.

W niedzielę zabierał ją na dłuższy spacer, nieraz przed obiadem, a często po obiedzie. Otwock to małe miasto, więc najczęściej bywali w parku albo chodzili po pobliskim lesie – to znaczy chodził Krzysiek, a Ania siedziała w wózku.

Czuła się trochę gorzej niż latem, ale widok chłopaka zawsze napawał ją lepszym samopoczuciem. Rozmawiali podczas tych spacerów albo po prostu milczeli – ważne, że robili to razem.

Nie było z ich strony deklaracji, że są parą, czy czegoś podobnego. Kochali się i to im wystarczyło. Po jednym z takich przedobiednich spacerów rodzice Ani poprosili, żeby został na obiedzie.

Chciał się wymówić, ale Ania spojrzała na niego i z uśmiechem poprosiła, żeby został. Zrobił to dla niej.

Podczas obiadu ojciec Ani zadał mu pytanie:

– Powiedz nam, Krzysztof, jaki jest naprawdę twój stosunek do naszej Anki? Spotykacie się, wymieniacie pocałunkami i co dalej?

– Ja kocham Anię – powiedział, patrząc w oczy jej ojcu. – Myślę o niej bardzo poważnie, tylko nie wiem, jak ona i jak państwo się na to zapatrujecie, ale ja chciałbym spędzić z nią życie.

– Anka, a ty co nam powiesz? – teraz padło pytanie do córki.

– To samo, tato. – Spuściła głowę. – Kocham Krzysia, ale nie chcę, żeby był przeze mnie nieszczęśliwy.

– Ania, ja? Nieszczęśliwy? Z tobą? Nawet tak nie myśl!

Rodzice przyglądali się im, a doktor coraz bardziej lubił tego chłopaka. Był pewien, że nie skrzywdzi jego ukochanej córki. Po obiedzie poprosił Krzyśka do pokoju, w którym ten nigdy wcześniej nie był. Wyciągnął z szuflady komody papierosy i skierował je w stronę chłopaka.

– Dziękuję, ale nie palę – odmówił.

– Teraz młodzież pali, a ty naprawdę nie? Gdzie się uchowałeś taki niepalący? – Zaciągnął się papierosem. – Ja palę, niestety. Powiedz coś o sobie, Krzychu.

– Nie będę kłamał, powiem prawdę, chociażby miał mnie pan wyrzucić – Krzysiek uderzył się w pierś.

– Zna pan mojego tatę, prowadzi warsztat samochodowy, no to ja pracuję u ojca.

– Też jesteś mechanikiem? Twój ojciec to dobry mechanik, zawsze jadę do niego, jak coś się dzieje z moim autem.

– Skończyłem zawodówkę, ale nie jako mechanik, tylko konstruktor urządzeń żelbetowych, to budowlanka.

– Czemu nie pracujesz w zawodzie?

– Bo odbywałem trzy lata w odosobnieniu, proszę pana. Głupota, ale wstyd mi za to.

– Za co siedziałeś?

– Obrabowałem sklep z trzema kolegami, już po zamknięciu. Nikomu nic nie zrobiliśmy. Nie wiem, po co nam to było, chcieliśmy się popisać sami przed sobą.

Milicja nas złapała, no i pół roku temu opuściłem Białołękę. Wiem, to mnie przekreśla w pana oczach.

Doktor długo mu się przyglądał, zanim odpowiedział:

– Nie wyglądasz na złego chłopaka. Żałujesz tej głupoty, to widać. Czy Anka o tym wie?

– Tak, powiedziałem jej nad morzem. Czy... czy będę się mógł z nią spotykać?

– Oczywiście, że tak, tylko proszę, nie skrzywdź jej, bo tego bym ci nie wybaczył. A teraz leć do tej swojej... czy jeszcze nie? Dziewczyny.

Uradowany Krzysiek poszedł do pokoju Ani i pierwsze, co zrobił, to zapytał:

– Anka, czy chcesz być moją dziewczyną?

– Żartujesz sobie? – zapytała zaskoczona.

– Pytam bardzo poważnie – odpowiedział. – Chcesz?

– Tak. Bardzo chcę.

Próbowała wstać z wózka, ale jej na to nie pozwolił. Wstała przy jego pomocy, zarzuciła mu delikatnie ręce na szyję i przytuliła się. Nachylił się nad nią i dosłownie obsypał jej twarz pocałunkami.

– Ożenię się z tobą, Aniu – szeptał czule. – Będziesz moją żoną. Nieważne czy będziemy mogli, czy nie – wiesz co, tak od razu... Ale nauczymy się, żeby nam obojgu było ze sobą dobrze. Nie musimy mieć nawet dzieci, bylebyśmy byli razem. Anka, Aniu, Aneczko – odmieniał jej imię na różne sposoby. – Nie potrafiłbym kochać innej dziewczyny tak jak ciebie.

Była szczęśliwa i przy nim taka bezpieczna. Nie przeszkadzała jej jego przeszłość ani to, że skończył tylko zawodówkę. Kochała i była kochana.

Nie planowali ślubu od razu, bo w Polsce w tym czasie źle się działo. Zostały wprowadzone kartki na żywność, w sklepach zaczęło brakować towaru, a przed północą trzynastego grudnia 1981 roku ogłoszono stan wojenny.

W tym okresie wprowadzono też godzinę policyjną – po osiemnastej na ulicach i w środkach komunikacji sprawdzano przepustki wydawane osobom pracującym.

Ania nie widywała się już tak często ze swoim chłopakiem. On pracował, a po pracy wpadał do niej tylko na chwilę, raz czy dwa w tygodniu. Dłużej widywali się jedynie w niedziele, ale ten czas też mieli ograniczony.

Równo rok po ogłoszeniu stan wojenny został zawieszony, a w lipcu następnego roku całkowicie zniesiony.

Wtedy zaczęli na nowo wspominać o ślubie. Rodzice z jednej i drugiej strony nie byli tym pomysłem zachwyceni. Obie matki zastanawiały się, jak urządzić wesele, ale młodzi temu się sprzeciwili.

Chcieli skromnego ślubu i skromnego przyjęcia. Ania miała tylko jedno życzenie: do ślubu chciała iść lub jechać w białej sukni i w welonie.

W końcu nastał ten dzień. Rano pojechali do USC i zawarli cywilny związek małżeński, a po południu wzięli ślub w kościele.

Wyglądała pięknie, idąc do ołtarza podtrzymywana przez ojca – nie chciała wjechać na wózku. Mimo że młodzi nie chcieli hucznego wesela, rodzice urządzili po ceremonii przyjęcie na blisko pięćdziesiąt osób w lokalnej restauracji.

Ojciec Krzysia postarał się o kupno mięsa gdzieś na wsi, rodzice Ani przynieśli wędliny kupione w Peweksie za dolary oraz różnego rodzaju ciasta, a panie kucharki z restauracji przyrządziły to wszystko.

Było co jeść, pojawił się nawet szampan i inne alkohole. Ta sobota na zawsze zmieniła ich życie.

Po przyjęciu, kiedy już wszyscy goście się rozeszli, wrócili do domu rodziców Ani – mieli tu teraz zamieszkać we dwoje. Otrzymali największy pokój, urządzony jako sypialnia, z dużym łożem małżeńskim. Oboje byli nieco speszeni. To była ich noc poślubna i nie wiedzieli, od czego mają zacząć wspólne życie. Ania miała dwadzieścia jeden lat, a Krzysiek dwadzieścia pięć.

Usiadła na łóżku, zmęczona, i spojrzała na stojącego przy oknie męża.

– Krzysiu, możesz mi pomóc zdjąć tę suknię? – zapytała.

– Tak, kochana, oczywiście. – Uśmiechnął się. Podszedł i delikatnie pomógł jej się rozebrać. – Zmęczona jesteś, prawda?

– Tak, trochę, ale za to jaka szczęśliwa.

– Położymy się spać? Jutro zaczniemy na dobre nasze nowe życie – zaproponował.

– Oczywiście, muszę się tylko przebrać w piżamę.

– Nie musisz. – Uśmiechnął się.

– Będzie mi zimno.

– Ja cię ogrzeję swoim ciałem, zobaczysz. A mamy przecież kołdrę, nawet dwie.

Ktoś zapukał do drzwi i po usłyszeniu „proszę”, do ich sypialni weszła babcia Ani, mama jej taty.

– Kochani, przepraszam, że zakłócam wam te chwile szczęścia. Chciałam się tylko pożegnać.

– Babciu, dlaczego pożegnać? – zapytała Ania.

– Jerzy został pilnie wezwany do szpitala, więc po drodze podrzuci mnie do domu. Bądźcie ze sobą szczęśliwi. Krzysiu, bądź dobry dla naszej Anulki. – Ucałowała ich i wyszła.

– Muszę pójść do łazienki, obmyć się, zanim położę się do łóżka – powiedziała Ania.

– Pójdę z tobą – zaoferował się.

– Nie, pójdziesz po mnie, mój mężu.

Tak też zrobili. Oboje, już wykąpani, położyli się w jednym łóżku, które miało być ich na długie lata.

– Przytul mnie – poprosiła.

– Boję się – odpowiedział.

– Mnie się boisz?

– Boję się, że niechcący zrobię ci krzywdę.

– Krzysiu, chcesz tego?

– Czego?

– Wiesz... to nasza noc poślubna. Mamy tylko razem spać czy będziemy się też kochać?

– Anka... – uniósł się i spojrzał jej w twarz. – Nie wiem, jak mam się do tego zabrać.

Słysząc to, zaczęła się śmiać.

– Ty, mężczyzna, nie wiesz? Nigdy nie byłeś z kobietą w sytuacji intymnej?

Nachylił się nad nią i zaczął ją całować. Robił to delikatnie, choć zachłannie.

– Byłem – szeptał między jednym a drugim pocałunkiem. – Byłem, ale z żoną jestem pierwszy raz.

Całował ją i gładził dłonią po całym ciele. Stało się – tej nocy byli ze sobą naprawdę. Spełniło się to, o czym marzyli. Ania oddała mu się cała, duchem i ciałem, a on przyjął ją z ulgą i ogromną miłością.

– Jak było? – zapytał cichutko, tuląc ją do siebie.

– Było wspaniale. Posiadłeś dziewicę, a śpisz już z kobietą. Dziękuję ci za to, kochanie.

Wtuliła się w jego ramiona i zasnęła.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Barmaria godzinę temu

    Witaj, pozdrawiam i *****stawiam

  • andrew24

    Pozdrawiam serdecznie

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania