Na czterech kółkach do szczęscia 3
Ostatniego dnia pobytu po raz ostatni poszli nad morze. Słońce mocno grzało, a piasek parzył ich w stopy. Chcieli jeszcze trochę pokąpać się i poopalać. Chłopcy, niewiele myśląc, od razu pobiegli do wody, a dziewczyny – oprócz Ani – ruszyły za nimi.
Krzysiek, stojąc już po kostki w wodzie, odwrócił się i spojrzał na samotną, smutną Anię. Podbiegł do niej, pomógł jej wstać z wózka i wziął ją na ręce.
– Chcesz też? – zapytał.
– Bardzo – uśmiechnęła się. – Ale nie chcę przeszkadzać.
Pobiegł do wody, mocno trzymając ją na rękach. Powoli wchodził coraz głębiej, aż woda sięgnęła mu do pasa. Ania trzymała go kurczowo za szyję.
– Puść szyję, dzisiaj popływasz inaczej – powiedział ciepło i zawołał chłopaków, żeby przypłynęli bliżej. – Bądźcie w pogotowiu – rzucił krótko.
Delikatnie ułożył ręce tak, że Ani wystawała z wody tylko głowa. Leżała na jego ramionach bezpieczna jak dziecko.
– Anka, ruszaj rękami tak, jakbyś pływała – instruował ją. – Nie bój się, wyciągnij nogi. Trzymam cię i nie wypuszczę.
Zrobiła tak, jak mówił, a on – szczęśliwy, że daje jej tyle radości – zakręcił z nią w wodzie młynka. Później poprosił, żeby objęła go za szyję i przytuliła się do jego torsu.
Obrócił się na plecy i pływał z nią, delikatnie podtrzymując. Napływające fale próbowały im przeszkodzić, ale się nie poddawali.
Ta zabawa silnego chłopaka z kruchą, niepełnosprawną dziewczyną nadawała sens życiu im obojgu. Sens, o którym jeszcze nie wiedzieli i o którym nawet nie myśleli.
Po wyjściu z wody Ania poprosiła, żeby postawił ją na gorącym piasku i tylko asekurował. Chciała spróbować przejść kawałek samodzielnie.
– Dasz radę? – zdziwił się.
– Muszę. Chcę udowodnić samej sobie, że potrafię.
Pomalutku, krok za krokiem, uważając, żeby się nie potknąć i nie przewrócić, szła w stronę siedzących na kocu koleżanek.
Każdy krok kosztował ją mnóstwo wysiłku, ale szła z wielkim zacięciem. Była dumna, że jej się udaje.
– Anka, zadziwiasz nas! – zawołała Marysia.
Ania tylko się roześmiała i odparła:
– Maryś, czego się nie robi z mi...
Nie dokończyła. Krzysiek stał obok i uśmiechał się szeroko. Domyślił się, co chciała powiedzieć, i postanowił podjąć tę grę.
– No widzicie? Ja zrobiłbym to samo dla koch... – roześmiał się głośno i znowu pobiegł w stronę fal.
– On się naprawdę zakochał czy tylko udaje? – zapytała cicho Iwona. Była zazdrosna, bo sama skrycie podkochiwała się w Krzyśku, ale przyjaźń z Anią mimo wszystko była dla niej ważniejsza.
W końcu dziewczyny też pobiegły do morza, zostawiając Anię samą. Dziewczyna odprowadzała ich wzrokiem, roześmiana, osłaniając oczy przed piekącym słońcem. Nie była jednak sama zbyt długo. Chwilę później z wody wybiegł Krzysiek.
Opadł na piasek tuż obok niej, położył się na brzuchu i opierając głowę na dłoniach, zaczął się jej intensywnie przyglądać. Ania natychmiast to zauważyła.
– Czemu mi się tak przyglądasz? – zapytała z uśmiechem.
– Bo mi się podobasz – odpowiedział z rozbrajającą szczerością, choć lekko się zmieszał.
– Naprawdę? Ja? Nie żartuj...
– Nie żartuję – powiedział cicho. – A mogę o coś zapytać?
– Pytaj, a będzie ci odpowiedziane, czy jakoś tak – roześmiała się. – Co chcesz wiedzieć?
– Dlaczego jeździsz na wózku? Przecież potrafisz chodzić... – Zawahał się, po czym dodał szybko: – Nie musisz odpowiadać. Przepraszam, że zapytałem.
– Nie masz za co przepraszać – odparła spokojnie. – Urodziłam się z wadą. To choroba genetyczna tkanki łącznej, wrodzona łamliwość kości.
Wprawdzie mój stan nie jest ciężki, ale muszę bardzo na siebie uważać. Przy byle okazji moje kości mogą się połamać.
Próbowałam chodzić o kulach, ale to nie zdało egzaminu. Zbyt duże obciążenie, za duży nacisk. Zdążyłam się już jednak przyzwyczaić. Mimo wózka, dzięki pomocy wspaniałych rodziców i przyjaciół, żyję w miarę normalnie.
Zauważyłeś, że nie jestem niska? Przy tej chorobie pacjenci najczęściej są niscy i mają deformacje, u mnie na szczęście to nie wystąpiło.
Słuchał jej, a ona z minuty na minutę stawała mu się coraz bliższa.
– Anka... Ja nie wiem, co mam powiedzieć i jak to ująć, ale ja się chyba w tobie zakochałem – wyznał nagle.
– Chyba? – uśmiechnęła się smutno. – Krzysiu, ty też nie jesteś mi obojętny, ale sam widzisz, jak jest. Zakochaj się w innej dziewczynie.
– Ale ja chcę w tobie, Aniu.
Usiadł bliżej, ujął jej twarz w obie dłonie, pochylił się i pocałował ją w usta. Mocno i pewnie.
Ten pocałunek, pierwszy z chłopakiem w całym jej życiu, wprawił Anię w lekkie zażenowanie, ale jednocześnie ogromnie jej się podobał. Krzysiek to zauważył i pocałował ją po raz drugi.
– To był pocałunek z premedytacją – roześmiał się. – Bardzo chciałem dotknąć twoich ust moimi wargami. Chciałbym całować cię tak codziennie.
Rozmowę przerwało im nadejście reszty towarzystwa. Wszyscy zaczęli zbierać się do odejścia. Musieli spakować rzeczy i ulokować je w aucie, żeby rano zostało im już tylko złożenie namiotów i zwinięcie materacy.
Wyjechali o świcie. Ania, oprócz pięknych wspomnień i smaku pierwszego pocałunku, wiozła do domu coś jeszcze – swoją rodzącą się miłość.
Nie wiedziała, jak długo to uczucie z nią zostanie, ale najważniejsze było to, co czuła tu i teraz.
Późnym wieczorem dotarli wreszcie do Otwocka. Najpierw odwieźli do domu Anię. Pani Elżbieta, mama dziewczyny, podbiegła do furtki, podziękowała wszystkim za opiekę nad córką i zaprosiła całą paczkę za dwa dni na ciasto i lody.
Pożegnali się i auto miało już odjeżdżać, gdy Krzysiek nagle wysiadł, podbiegł do Ani i w obecności jej mamy pocałował ją czule.
– Kocham cię – szepnął.
Dopiero wtedy wrócił do samochodu, usiadł za kierownicą i odjechał.
W domu, kiedy Ania porozmawiała już z mamą, odświeżyła się i zjadła kolację, położyła się w swoim pokoju. Leżała na łóżku, ale sen nie nadchodził. Wciąż czuła na wargach dotyk ust Krzyśka.
– Kocham cię – szepnęła w ciemność nocy. – Szkoda, że nie możemy być parą...
W tym samym czasie Krzysiek leżał we własnym łóżku, wpatrując się w sufit.
– Kocham cię, Anka – powiedział cichutko do siebie. – Zrobię wszystko, żebyś została moją dziewczyną.
Z tym mocnym postanowieniem w sercu w końcu zasnął .
Noc minęła spokojnie, ustępując miejsca nowemu dniu, który dla obojga grał już zupełnie inną melodię.
Choć dzieliło ich kilka kilometrów i setki niewypowiedzianych obaw, niewidzialna nić została już zawiązana. Oboje zaczęli odliczać godziny do spotkania, które miało nastąpić za dwa dni.
Spotkania, które mogło zmienić wszystko.
Komentarze (3)
Mam prośbę do odwiedzających i czytających moje opowiadanie . Piszę bo mi się to podoba , nie dla ocen tylko dla przyjemności . Są dwie osoby które oceniaja te moje bazgrołki na piątkę , i są osoby które notorycznie zaniżają te oceny . Dziękuję za każdą ale uwierzcie mi proszę że nie to jest najważniejsze , ważne ze wogóle chce to ktoś czytać . Więc w związku z tym proszę klikać same jedynki jeżeli już chcecie . Tak będzie sprawiedliwie . dziękuję .
Witaj
Ja czytam z przyjemnością. Podoba mi się Twój styl i poruszane tematy. A obecne opowiadanie, tym bardziej, że oparte na faktach bardzo wciąga.
Witam . Dziękuję i cieszą mnie Twoje komentarze , zresztą jednakowo przyjmuję i te pozytywne i te negatywne , ale sama spójrz , wiem że kliknęłać pięć gwiazdek , dwie osoby zaniżyły tę ocenę . Mnie naprawdę nie chodzi już o te oceny , ale o to jaki głupi musi być ktoś kto to robi Chyba lepiej byłoby napisać szczerze co o tym myśli a nie anonimowo klikać . Pozdrawiam .
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania