Na czterech kółkach do szczęścia 8

Lata uciekały, w kraju zmienił się ustrój polityczny, a wraz z nim nastawienie ludzi do siebie. Gdzieś umykało to dawne, wzajemne porozumienie i życzliwość. Ale w domu w Otwocku na szczęście nie zmieniło się nic – wszyscy domownicy byli teraz jedną, dużą, szczęśliwą rodziną.

Chłopcy nie byli już maluszkami. Michał szedł właśnie do pierwszej klasy, a Miłosz do przedszkola. Rodzice pękali z dumy, że mają tak wspaniałych synów, a Ania nigdy nie żałowała decyzji o urodzeniu dzieci. W domu bardzo pomagała jej mama, dosyć często wpadała też teściowa i wtedy obie babcie przejmowały stery w kuchni.

W dniu trzydziestych urodzin Ani przygotowały małe przyjęcie, na które zaproszono przyjaciół – większość była już po ślubie, a dwie pary miały własne dzieci.

Przy suto zastawionym stole wspominali dawne czasy nad morzem, a Ania i jej mąż uśmiechali się do siebie. To przecież tam, na plaży, narodziła się ich miłość, która wciąż była tak samo silna.

Rodzice obojga wspomnieli z uśmiechem, jak bardzo na początku bali się tego związku i po cichu mu sprzeciwiali. Po latach okazało się, że byli w błędzie – i to nie tyle ojcowie, co mamy. Przy pożegnaniu gości pani Ela powiedziała:

– Niedługo będą trzydzieste czwarte urodziny Krzysia, mam nadzieję, że znów zobaczymy się w tym samym gronie.

Krzysztof uśmiechnął się ciepło. Kochał swoją teściową tak samo jak własną mamę. Kochał je obie.

Czas pędził nieubłaganie. Michał za chwilę kończył podstawówkę i szedł do gimnazjum, a Miłosz był już w czwartej klasie.

Obaj bardzo dobrze się uczyli i do tej pory nie sprawiali kłopotów wychowawczych. Te jednak w końcu nadeszły. Michał był wesołym, poukładanym i spokojnym chłopakiem. Nie wdawał się w awantury ani bójki, wszyscy go lubili.

Natomiast Miłosz miał zupełnie inny charakter. Gdy skończył trzynaście lat, zaczął się buntować. Pewnego dnia Ania zauważyła w kieszeni jego bluzy niedopałek papierosa. Postanowiła natychmiast z nim porozmawiać.

Gdy chłopak wszedł do pokoju, już od progu rzucił obronnym tonem:

– Co jest? Ja nic nie zrobiłem!

– A skąd wiesz, o co chcę cię zapytać? – odpowiedziała pytaniem matka.

– Domyślam się. – Wzruszył ramionami i przyjął zbuntowaną postawę.

– Ach tak? To powiedz mi, Miłoszku, co robi niedopałek papierosa w kieszeni twojej bluzy?

– Jaki niedopałek, mamo? Ja nic nie wiem, to chyba Michał mi podrzucił.

– Miłosz... – Ania zrobiła groźną minę. – Proszę, nie kłam.

– No bo zawsze myślisz, że kłamię! – zaperzył się.

– Mam powiedzieć tacie, żeby z tobą porozmawiał?

– Nie... – chłopak wyraźnie spuścił z tonu. – No dobrze, mamo, spróbowałem, ale mi nie smakowało.

– Posłuchaj, synu, nigdy więcej tego nie rób. A skąd w ogóle wziąłeś papierosa?

– Dziadkowi podwędziłem z paczki – przyznał cicho.

– Miłosz, proszę cię, nie rób tego więcej. A teraz pokaż mi swój dzienniczek.

– Po co? Mamo, tam nie ma nic ciekawego.

– Ale chcę go zobaczyć. Przynieś, proszę.

Poszedł do siebie i po chwili wrócił, niechętnie podając matce zeszyt. Ania przeglądała kolejne strony i aż łapała się za głowę. W dzienniczku roiło się od uwag: „Miłosz nie uważa na lekcjach”, „Miłosz notorycznie się spóźnia”, „Miłosz wdał się w bójkę z kolegą”...

– Co to ma znaczyć? – zapytała ostro.

Spuścił głowę i nic nie odpowiedział. Patrzył na matkę spode łba, przestępując z nogi na nogę.

– Wytłumacz mi to, proszę.

– Mamo, odpuść... Umówiłem się z Kamilem, mogę już iść?

– Nie możesz. – Spojrzała mu prosto w twarz.

– Ale mamo, Kamil na mnie czeka!

– Nie, synku. Nakładam na ciebie karę, masz tydzień na poprawę. Później zobaczymy, co z tobą zrobić, bo tata oczywiście o wszystkim się dowie.

– To co? Mogę już iść?

– Do swojego pokoju.

Po nadbudowie piętra każdy z chłopców miał swój własny kąt, dzięki czemu nie przeszkadzali sobie nawzajem. Michał u siebie sam sprzątał i dbał o porządek. Miłosz za to był strasznym bałaganiarzem – w jego pokoju często ledwo dało się postawić stopę. Wiedział, że mama ze względu na zdrowie nie wchodzi samodzielnie na górę, więc mieszkał sobie po swojemu.

Zły, że nie może wyjść do kolegi, jednym machnięciem ręki zrzucił z biurka książki i zeszyty. Kamil miał w domu komputer, na którym można było grać w świetne gry. Miłosz bardzo mu zazdrościł – też chciał taki mieć, a dzisiejsze wspólne granie miało być hitem dnia. Mama jednak wszystko zepsuła.

Wieczorem, już po kolacji, drzwi do pokoju Miłosza otworzyły się i wszedł Krzysztof.

– Miłosz, musimy pogadać – powiedział stanowczo ojciec.

– Mama mi powiedziała, że się opuszczasz w nauce, że masz uwagi w dzienniczku, o papierosie też słyszałem. Jak się z tego wytłumaczysz?

– Poprawię się, ale dzisiaj byłem umówiony z Kamilem, a mama mi zabroniła – poskarżył się chłopak.

– Dobrze zrobiła i ja się pod tym podpisuję. Po co się umówiłeś z Kamilem? Co chcieliście zbroić?

– Mieliśmy grać w grę u niego. On ma do gier taki komputer, a my nie mamy.

– Jak poprawisz oceny i nie będzie skarg na ciebie ze strony nauczycieli, to pomyślimy o tym komputerze. A póki co, to staraj się, chłopie. Wiesz, że mama jest chora, nie można jej denerwować, a ty swoim zachowaniem właśnie to robisz.

Miłosz patrzył na ojca i potakiwał głową.

– Poprawię się, tato, wszystko poprawię. Ale naprawdę kupisz mi ten komputer?

– Nie tylko tobie, Michał też będzie go użytkował, ale póki co musisz się wykazać.

Krzysztof potargał syna po głowie i wyszedł. „Też taki byłem” – uśmiechnął się w duchu na wspomnienie własnej młodości. – „Tylko że ja dostawałem paskiem lanie za przewinienia. Sam tego robił nie będę”.

Kochał obu chłopców jednakowo, ale do Miłosza miał szczególną słabość. Michał wdał się w Anię z charakteru, za to Miłosz był wykapanym ojcem. z czasów jego dzieciństwa i wczesnej młodości . Zszedł na dół i poszedł do kuchni, gdzie siedziała Anna ze swoją mamą.

– I co? Porozmawiałeś z nim? – zapytała od razu Ania.

– Tak, obiecał poprawę. I wiesz co? Myślę, żeby chłopakom kupić komputer. Będą grać u siebie, a nie szwendać się po kolegach.

– Nie wiem, czy to dobry pomysł, Krzysiu – odezwała się teściowa. – Michasia, z tego co widzę, te rzeczy w ogóle nie interesują. A Miłoszek? On wtedy zupełnie zatraci się w tych grach.

– Mamo, wyznaczymy jakieś granice, nie wiem... godzinę dziennie?

– Krzysiu, przemyśl to jeszcze, proszę – poprosiła go żona.

– Dobrze, kochanie, jeszcze pomyślę. Tylko że już mu obiecałem, jeśli wszystko poprawi.

– Dobrze, ale niech najpierw na to zasłuży.

Do kuchni wszedł tymczasem Michał.

– Hej, rodzice! – roześmiał się od progu. – Mamo, tato, mam do Was prośbę.

– Do obojga? – zapytał z uśmiechem ojciec.

– No chyba tak. Będziemy jechać z klasą do teatru, wspomożecie finansowo ucznia?

– Michasiu, a ile potrzebujesz? – wyrwała się od razu babcia, sięgając do kieszeni.

– Mamo, nie – powstrzymała ją łagodnie Ania. – Ile potrzeba synku w ramach tego wspomożenia?

– Jeszcze nie wiem, wychowawca prosił, żeby na jutro dać odpowiedź, kto w ogóle będzie mógł pojechać.

– Oczywiście, że pojedziesz. Chyba że teatr Cię nie interesuje? -powiedział ojciec .

– Tato, jasne, że interesuje! Ja chcę być kiedyś aktorem.

– Kiedyś to za kilka lat, twoje plany mogą ulec jeszcze niejednej zmianie – roześmiał się i poklepał go po ramieniu.

Michał już teraz był wysoki jak on i bardzo do niego podobny. Miał takie same blond włosy i duże, niebieskie oczy. Krzysztof ze zdziwieniem spostrzegł, że u syna pojawia się maleńki, jeszcze prawie niewidoczny zarost. „Kiedy to zleciało?” – pomyślał z lekkim rozrzewnieniem.

Po kilku minutach wszyscy rozeszli się do swoich pokoi. Leżąc już w łóżku, Krzysztof zapytał cicho:

– Anka, zauważyłaś? Nasz syn chyba niedługo będzie się golił.

– Który? – zdziwiła się, poprawiając poduszkę.

– Nasz pierworodny, żono.

– Michał? On ma dopiero piętnaście lat! – roześmiała się.

– Skończone pół roku temu. Czas biegnie i ani się obejrzymy, jak możemy zostać dziadkami.

– Nie wybiegaj tak naprzód, mężu – śmiała się cicho. – Za młody będziesz na dziadka.

– Aniu, za kilka lat już nie będę taki młody. Pamiętaj, że czterdziestka stuknęła mi rok temu.

– Ach, ty mój czterdziestolatku... Przytul mnie. Tak mocno, tak jak wiesz...

Spełnił jej życzenie. Nie skończyło się tylko na przytulaniu – dla obojga ten późny wieczór był po prostu pięknym dopełnieniem ich małżeństwa

Kolejne tygodnie przyniosły w domu w Otwocku małą rewolucję. Miłosz, zmotywowany wizją własnego komputera, rzeczywiście wziął się w garść. Choć w jego pokoju wciąż panował artystyczny nieład, to z dzienniczka zniknęły uwagi o bójkach, a nauczyciele z zaciekawieniem obserwowali, jak krnąbrny trzynastolatek nagle zaczął zgłaszać się do odpowiedzi. Krzysztof dotrzymał słowa – tuż przed grudniowymi świętami w wolnym pokoju na dole stanęło wielkie pudło z upragnionym sprzętem.

Zgodnie z zapowiedzią babci Eli, Michał podszedł do nowinki z dystansem, woląc czytać dramaty i przygotowywać się do szkolnych akademii, ale dla Miłosza komputer stał się całym światem.

Pewnego zimowego popołudnia, gdy za oknem prószył gęsty śnieg, Michał wrócił ze szkoły wyjątkowo podekscytowany. Wpadł do kuchni, gdzie Ania parzyła ziołową herbatę.

– Mamo, nie uwierzysz! – zawołał od progu, zrzucając ciężki plecak. – W naszym domu kultury organizują casting do amatorskiego teatru. Szukają młodych talentów do nowej sztuki! Reżyser przyjeżdża z samej Warszawy!

Ania uśmiechnęła się, patrząc na błyszczące oczy starszego syna, ale w tym samym momencie z pokoju w którym stał komputer dobiegł ich głośny, wściekły krzyk Miłosza i huk uderzenia w klawiaturę...

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Barmaria godzinę temu

    Jak to w życiu, chłopcy jak ogień i woda*****

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania