Sklep rzeczy utraconych - rozdział 9a
Powóz zatrzymał się przed kamienicą De Rhena kilka minut przed ósmą. Vaelen wysiadł pierwszy i podał Eveline rękę. Kiedy stanęła obok niego, przyjrzał jej się przez moment.
— Co? — zapytała.
— Nic.
— Nie wygląda pan na człowieka, który nie ma nic do powiedzenia.
Kącik jego ust drgnął.
— Proszę mi nie odbierać rzadkich chwil powściągliwości.
Vaelen podał jej ramię. Eveline wsunęła dłoń pod jego łokieć. Oboje ruszyli w stronę wejścia. Przed wejściem stało już kilka powozów. Służący odbierali płaszcze i parasole, a przez otwarte drzwi wpadało na ulicę ciepłe światło. Weszli do środka. Z głębi domu dochodziła muzyka. Vaelen oddał płaszcz służącemu. Eveline zrobiła to samo.
Kamienica była większa niż Eveline się spodziewała. Wysoki hol otwierał się na szerokie schody prowadzące na piętro, a dalej na salę pełną ludzi. Światło świec odbijało się w lustrach i złoconych ramach obrazów.
Eveline rozejrzała się z przyzwyczajenia. Ramy były złocone, ale nie wszystkie tak samo. Trzy przy schodach ktoś poprawiał, i to niedawno. Na ścianie za nimi została wąska smuga jaśniejszej tapety, wysoka mniej więcej na łokieć.
Świeczniki na konsoli nie tworzyły kompletu. Dwa z lewej strony były o pokolenie młodsze od reszty i o klasę gorsze. Ktoś w tym domu sprzedawał rzeczy pojedynczo i starał się, żeby tego nie było widać.
— Gabinet — powiedział cicho Vaelen. — Na górze. Ostatnie drzwi po lewej.
Kilka osób odwróciło głowy, gdy weszli do głównej sali. Eveline zauważyła to od razu.
Jedna z kobiet stojących przy kominku uśmiechnęła się do Vaelena. Mężczyzna obok niej skinął mu głową. Ktoś dalej przy oknie zrobił dokładnie odwrotnie i natychmiast zajął się rozmową z sąsiadem.
Eveline pochyliła się lekko w stronę Vaelena.
— Widzę, że ma pan tutaj wielu przyjaciół.
Służący przeszedł obok z tacą kieliszków. Vaelen wziął dwa kieliszki. Jeden podał Eveline.
— Lucien jest przy oknie.
Nie spojrzała od razu.
— Który?
— Ten w granatowym surducie.
Eveline upiła łyk wina i dopiero wtedy zerknęła we wskazanym kierunku.
— Wygląda na zajętego.
— To dobrze.
Lucien zauważył Vaelena i na moment urwał rozmowę. Nie wyglądał na zachwyconego.
— Chyba jednak pana nie lubi — stwierdziła Eveline.
— To bardzo pochopny wniosek.
Gospodarz powiedział coś do swoich rozmówców i ruszył w ich stronę. Vaelen odstawił kieliszek na pobliski stolik.
— Uśmiech, panno Vale.
Eveline spojrzała na niego zaskoczona.
— Słucham?
— Idzie do nas.
Lucien zatrzymał się przed nimi.
— Lordzie Vaelen. Nie spodziewałem się .
— A jednak wysłałeś zaproszenie.
— Uprzejmość ma swoje wady.
Lucien przeniósł wzrok na Eveline.
— Nie przedstawi mnie pan?
— Panna Eveline Vale.
Przyjrzał jej się uważniej i lekko skłonił głowę.
— Panno Vale. Współczuję towarzystwa.
Eveline zerknęła na Vaelena.
— Nie wspominał, że mam się spodziewać współczucia.
— Lord Vaelen zwykle pomija takie szczegóły.
Vaelen westchnął.
— Cieszę się, że tak szybko znaleźliście wspólny język.
Lucien uśmiechnął się do Eveline.
— Proszę uważać. Ma zwyczaj sprawiać dobre pierwsze wrażenie.
— Naprawdę? — zapytała.
Vaelen spojrzał na nią.
— Nie musi pani brzmieć aż tak zaskoczona.
Lucien parsknął cicho.
— W takim razie mamy coś wspólnego.
Kącik ust Vaelena drgnął.
Ktoś zawołał gospodarza z drugiego końca sali. Lucien obejrzał się.
— Wybaczą państwo.
Spojrzał jeszcze raz na Eveline.
— Mam nadzieję, że później dokończymy rozmowę.
— Chętnie.
Lucien odszedł. Eveline odczekała, aż znajdzie się kilka metrów dalej.
— Rozumiem już, dlaczego pana nie lubi.
— To uczucie bywa odwzajemnione.
Spojrzała w stronę schodów.
— Kiedy?
Vaelen również tam zerknął.
— Jeszcze nie.
— Dlaczego?
— Za dużo osób patrzy.
— Na pana?
— Na nas.
Eveline przeniosła wzrok z powrotem na salę. Kilka par zaczynało ustawiać się do tańca. Eveline spojrzała na Vaelena.
— Nie.
— Jeszcze nic nie powiedziałem.
Wyciągnął rękę.
— Jeśli teraz zniknę na schodach, Lucien zauważy.
— A taniec ma to zmienić?
— Ma sprawić, że przez kilka minut będziemy robić dokładnie to, czego się od nas oczekuje.
Eveline spojrzała na jego dłoń.
— To było w planie?
— Nie.
Eveline spojrzała na wyciągniętą dłoń i położyła swoją.
— Oczywiście.
Vaelen poprowadził ją na środek sali. Eveline ułożyła drugą dłoń na jego ramieniu.
— Umie pan tańczyć?
— To pytanie zadaje pani trochę późno.
Muzyka ruszyła. Vaelen prowadził bez wysiłku. Eveline zauważyła to po kilku pierwszych krokach. Obrócił ją wraz z pozostałymi parami. Przy kolejnym obrocie znalazła się bliżej niego niż zamierzała. Poczuła jego wodę kolońską — drewno, skórę i coś ostrego, czego nie potrafiła nazwać. Vaelen spojrzał w dół.
— Wszystko w porządku?
— Tak.
— To dobrze.
Nie odsunął się od razu. W kolejnym obrocie znaleźli się naprzeciwko schodów. Vaelen zerknął w ich stronę.
— Jeszcze nie.
— Służący?
— Tak.
— Długo?
— Zobaczymy.
Eveline przeniosła wzrok na Luciena. Lucien rozmawiał z jakąś starszą kobietą, ale raz po raz spoglądał w ich stronę.
— Obserwuje nas.
— Wiem.
— To chyba źle.
— Nie.
— Dlaczego?
Vaelen spojrzał na nią.
— Bo głównie patrzy na panią.
Eveline uniosła brew.
— To brzmi jak pański problem.
— Na razie jak rozwiązanie naszego.
Muzyka zwolniła. Vaelen poprowadził ją w kolejnym obrocie.
— Kiedy skończymy, zostanie pani tutaj.
— A pan?
— Pójdę na górę.
— Jak długo?
— Kilka minut.
— A jeśli Lucien zapyta, gdzie pan jest?
— Proszę nie mówić, że przeszukuję jego gabinet.
— Dobrze, że pan uprzedził.
Muzyka dobiegła końca. Vaelen zatrzymał się. Przez moment nadal trzymał jej dłoń. Potem ją puścił. Eveline spojrzała w stronę schodów. Służący, który stał przy nich przez cały taniec, właśnie schodził w głąb korytarza z pustą tacą.
— Chyba ma pan szczęście — powiedziała.
Vaelen podążył za jej wzrokiem.
— Zdarza mi się.
— Rzadko.
Pochylił się nieco bliżej.
— Pięć minut.
— To mało.
— Wystarczy.
— Skąd ta pewność?
— Bo wiem, czego szukam.
Eveline zawahała się. Potem jeszcze raz spojrzała na pusty korytarz.
— Teraz.
Vaelen spojrzał na nią. Przez moment wyglądał, jakby chciał coś dodać.
— Dam sobie radę — powiedziała.
Skinął głową i zniknął między gośćmi. Eveline stanęła przy jednym z okien. Tuż obok rozmawiali dwaj mężczyźni.
— ...odmówili ubezpieczenia transportu powyżej Kadenu. Trzeci raz w tym kwartale.
— Więc niech pan wyśle okrężną.
— Wysłałem. Wróciły.
Rozmówcy przesunęli się dalej, a ich głosy zniknęły w gwarze sali. Vaelen był na górze od dwóch minut, kiedy Lucien odłączył się od rozmówczyni i podszedł do Eveline.
— Vaelen panią porzucił?
— Tylko na chwilę — Eveline obróciła kieliszek w dłoniach. — Duży dom jak na jedną osobę.
— Odziedziczyłem go po ojcu — Lucien spojrzał w głąb sali. — Nie znalazłem kupca. Ostatnio nikt niczego nie kupuje.
— Musiał być do niego przywiązany.
— Bardzo. Pracował tutaj częściej niż w urzędzie.
— Tutaj?
— Miał gabinet i trzymał sporą część dokumentów.
— Musiało tego być sporo.
— Za dużo. Po jego śmierci przeniosłem wszystko do biblioteki.
Eveline zerknęła w stronę schodów. Lucien spojrzał na nią uważniej.
— Panno Vale, dobrze się pani czuje?
— Tak.
Odstawiła kieliszek.
— Przepraszam na chwilę.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania