Stara kamienica cz 12
Po dłuższej chwili w drzwiach staje Karol. Starsza kobieta, nie czekając na zaproszenie, wchodzi do środka.
Na podłodze w przedpokoju leżą płytki o wysokim połysku, w których można się przejrzeć.
Ściany są pomalowane na cytrynowy kolor.
— Babciu, co ty tutaj robisz?
— Ty mi tu nie babciuj! Tylko mów zaraz, czy to prawda, że jesteś szefem grupy złodziei?
— Że co proszę?
— Nie udawaj, że nie wiesz, o czym mówię.
— Nie.
— Wnusiu, chcesz mi powiedzieć, że z pensji inżyniera informatycznego stać cię na luksusowy dom i apartament na strzeżonym osiedlu?
— Tak.
Mężczyzna przechodzi do kuchni, a babcia podąża za nim. Z szafki wyjmuje szklankę i nalewa sobie wody.
— Kto babci nagadał tych bzdur?
— Twój przeciwnik Marian.
— Ja nie mam żadnego pracownika.
— I nie kazałeś w SMS-ie mnie zabić?
— Oczywiście, że nie!
— Ale widziałam wiadomości, które wymieniałeś z Marianem.
— Więc kto?
Karol sięga dłonią po telefon. Po wejściu w korespondencję doznaje szoku.
— Chyba wiem, kto jest autorem tych SMS-ów.
— Kto taki?
— Ela.
Marian, ukryty za drzwiami, wszystko słyszy i nagrywa.
— Mówisz o swojej ciężarnej dziewczynie, która jest porwana?
— Tak.
Pani Irena z torebki wyjmuje teczkę z umowami sprzedaży dzieci i zdjęciami ciężarnych kobiet, którą kładzie na stole.
— Tym kobietom na zdjęciach też dzieci sprzedałeś?!
Karol na widok tych fotografii robi się blady i ciężko siada na krześle.
— Babciu, skąd masz te dokumenty i zdjęcia?
— Znalazłam je w twoim pokoju. Leżały na szafce nocnej.
— Tak sprzedałem dzieci tych kobiet ze zdjęć.
— A co zrobiłeś z ich matkami?
— Babciu, czemu zadajesz mi tyle pytań? Piszesz o mnie książkę? Ale odpowiem ci na to pytanie. Sprzedałem je do burdeli, a te, które nie chciały mi oddać swoich bachorów, leżą w piachu.
— Wnusiu, czy ty nie wiesz, że handel dziećmi jest karalny i może za to trafić do więzienia?
— Więzienie też jest dla ludzi.
— Ostrzegam cię, jeśli kiedyś zostaniesz aresztowany za to, co robisz, nie licz na to, że będę cię odwiedzać za kratkami lub słać paczki!
Nagle z dworu dobiega wycie syreny. Młody mężczyzna zbliża się do okna, przez które widzi na zewnątrz radiowóz.
— Babciu, czy ty na mnie doniosłaś na policję? — pyta wnuk.
— To nie ja.
— Więc kto?
— Nie wiem.
— Babciu, a kto cię przywiózł?
„Muszę zniszczyć zeszyt z adresami osób, które kupowały ode mnie dzieci.”
Niespodziewanie z ukrycia wychodzi Marian, a za nim dwóch policjantów.
— Ja ich wezwałem — odpowiada Marian.
Jeden z mundurowych podchodzi do Karola i zakłada mu kajdanki.
— Nic na mnie nie macie! — krzyczy.
— I tu się mylisz! Mam na dyktafonie całe twoje przyznanie się do winy.
Policjant wyprowadza Karola na zewnątrz, ale ten się mu wyrywa i próbuje uciekać, ale na dworze zostaje złapany przez trzeciego policjanta.
Policjant, który zostaje w środku, zabezpiecza jako dowód w sprawie teczkę ze zdjęciami i umowami transakcji sprzedaży dzieci
Komentarze (2)
/Na podłodze w przedpokoju leżą płytki o wysokim połysku, w których można się przejrzeć./ – właśnie w takiej sytuacji, zwanej dynamiczną, rozjebał mi się telefon, bo zdejmowałem wówczas spodnie i zapomniałem o telefonie w tylnej kieszeni🛵🐝
🤣
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania