Stara kamienica cz 18
Kobieta po wprowadzeniu młodej mamy z dziećmi do domu prowadzi ich na piętro. Po wejściu do pokoju dziecięcego, który znajduje się zaraz przy schodach, pokazuje jej dwa łóżeczka.
— Trzeba będzie do nich dokupić materace, bo zapomniałam i jakąś szafkę.
— Pani Ireno nie trzeba było.
— Trzeba było trzeba dzieci w końcu muszą mieć swój pokój. A teraz pokażę ci twój pokój.
Pani Irena wychodzi na korytarz, zabierając ze sobą reklamówki z ubrankami kupionymi wczoraj w sklepie z akcesoriami dziecięcymi, a potem podchodzi do drzwi naprzeciwko i je otwiera. Ela nieśmiało podąża za nią z dziećmi na rękach.
— To będzie twoja sypialnia tu masz szafę opróżniłam ją z ubrań.
— Jest piękna.
— To się cieszę, że ci się podoba.
— Bardzo. Zawsze marzyłam o takiej sypialni. Bo do tej pory gnieźliśmy się w wynajmowanym pokoju.
— Rozumiem. Trzeba będzie ci też jakieś ubrania kupić.
Potem obie kobiety schodzą na dół i siadają w salonie.
— Marian, nie stój tak! Idź do przedpokoju po dwa nosidełka, bo twojej siostrze na pewno już ręce ścierpły od trzymania niemowląt.
— Trochę.
Mężczyzna wstaje, podchodzi do drzwi, bierze nosidełka i wraca do salonu. Ela kładzie w nich dzieci, a następnie siada obok pani Ireny.
— Z tego wszystkiego zapomniałam ci dać prezenty, które kupiłam dla dzieci — mówi Irena.
Starsza kobieta podaje dziewczynie pierwszą reklamówkę. Ela zagląda do środka, wyjmuje ubranka i pokazuje Marianowi.
— Braciszku, zobacz, jakie śliczne śpioszki dostały dzieci.
— Ładne.
Dziewczyna przytula panią Irenę, a ta ją obejmuje.
— Bardzo dziękuję ciuszki są piękne, ale nie musiała pani ich kupować.
— Wiem, ale chciałam.
Po obejrzeniu pozostałych zakupów dziewczyna bierze dzieci i idzie na piętro, żeby je nakarmić i położyć spać. Po chwili wraca do salonu i ponownie siada obok pani Ireny.
— W SMS-ie pisała pani, że ten dom należy do pani — mówi Marian.
— Tak, wczoraj pakując rzeczy należące do mojego zmarłego męża, znalazłam akt notarialny, klucze i list.
— Nie tylko za moimi plecami kupił dom, choć doskonale wiedział, że nienawidzę tajemnic.
— Zaraz sam pani wszystko wyjaśni.
— Marian, co ty gadasz? Jak mój mąż może mi cokolwiek wyjaśnić, skoro on nie żyje?
Marian wstaje i bez słowa wychodzi z domu. Kobiety spoglądają na siebie nic nie rozumiejąc z tego.
Dwadzieścia minut później mężczyzna wraca do domu w towarzystwie jakiegoś nieznajomego, który wygląda na bezdomnego. Ma zarost i czarne, potargane włosy.
— Marian, co to wszystko ma znaczyć? Kim jest ten mężczyzna, który stoi obok ciebie?
— Pani mąż, Tadeusz Sumer.
— Jak to może być mój mąż, skoro mój mąż leży w grobie?
— Witaj Irenko.
— Mój zmarły mąż tak do mnie mówił.
Tajemniczy mężczyzna podchodzi do Ireny. Kobieta przez chwilę patrzy mu w oczy.
„Te chabrowe oczy wydają mi się znajome. Mój mąż miał takie same, ale to nie może być on."
Starsza kobieta chwyta mężczyznę za nadgarstek i podciąga rękaw do góry, odsłaniając na jego ręce tatuaż w kształcie kotwicy. Jej zmarły mąż miał właśnie taki.
— Tadeusz! Ty draniu! Ty jednak żyjesz? Sfingowałeś swoją własną śmierć i pozwoliłeś, żeby twoja własna żona myślała, że nie żyjesz! Żeby codziennie nosiła kwiaty na grób, zapalała znicze oraz nocami płakała do poduszki. A ty sobie żyłeś, gdzieś w ciepełku pewnie z kochanką?!
— Ireczko ja nie nie mam żadnej kochanki, bo tylko ciebie kocham.
— Nie nazywaj mnie Ireczką!
Kobieta po tych słowach policzkuje męża oszusta i kłamcę.
— Musiałem na jakiś czas się ukryć, po tym jak mój własny wnuk próbował mnie zabić w moim własnym domu. Następnego dnia po zakupieniu go odkryłem, że Karol się do niego wprowadził, jakby był jego własnym domem! Wpadłem w szał, pojechałem do niego, czyli tutaj, i kazałem mu się natychmiast wyprowadzić. Ale on odmówił, wyciągnął pistolet i do mnie strzelił, ale chybił. Dlatego mam na policzku bliznę.
— Na mnie też wydał wyrok śmierci.
— To prawda — dodaję Marian.
Tadeusz na moment wychodzi z domu, zostawiając Irenę z Marianem i Elą.
— Jak go znalazłeś? — pyta Irena.
— W końcu jestem detektywem nie było łatwo, ale się udało.
— Dziękuję ci.
— Naprawdę nie ma, za co. Pani dla nas tyle zrobiła i robi. Choćby przyjęła pod swój dach moją siostrę z dziećmi.
— Nie mogłam pozwolić, żeby dziewczyna z dziećmi trafiła pod most.
Pięć minut później mężczyzna wraca z kartonem, w którym znajduje się odtwarzacz. Podłącza go do telewizora. Potem wkłada pierwszą płytę CD, na której jest napisane „Iza, cz. 1”, i za pomocą pilota włącza odtwarzacz.
Na ekranie pojawia się obraz, a na nim młoda kobieta, którą Karol siłą wprowadza do domu.
Potem spiralnymi schodami zaprowadza ją do lochu i ją zamyka w środku. Film nagle się kończy. Tadeusz wyjmuje płytę i chce włożyć drugą część.
— Dość! Nie chcę tego dalej oglądać! Jutro zawieziecie to na policję, wracając kupcie dwa materace i szafkę dziecięcą.
— Okej.
— Cieszę się, a teraz czas spać, bo jest już późno.
Cała czwórka udaje się na spoczynek. Następnego dnia mężczyźni jadą z pudłem i odtwarzaczem na policję, a kobiety zostają w domu z dziećmi.
Trzy godziny później Marian z Tadeuszem wracają do domu, niosąc dwa materace i karton, na którym jest narysowana szafka.
Pierwszy mężczyzna zanosi do pokoju bliźniąt materace, po czym umieszcza je w łóżeczkach i kładzie na nich swoich siostrzeńców.
Drugi mężczyzna składa szafkę. Trochę się z nią męczy, bo dawno tego nie robił, ale w końcu mu się udaje.
Potem opuszczają pokój i schodzą na dół. Ela pomaga Irenie w kuchni przygotowywać obiad. Dziewczyna struga ziemniaki i marchew, a starsza kobieta wbija jajko na talerz i widelcem rozbija. Potem ubija schabowego, soli go i pieprzy, następnie moczy w jajku i obtacza w bułce tartej. Na koniec kładzie go na patelnię i smaży.
Komentarze (1)
Detektyw Nie było łatwo ma ciekawe trójczłonowe imie/nazwisko
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania