Bursztynowa stodoła część 9

Emocje targały Antkiem z minuty na minutę co raz mocniej, w niedługim czasie już nie był w stanie wyleżeć. Nigdy nie należał do ludzi cierpliwych i identycznie było tym razem. Najchętniej wykrzyczałby natychmiast, co ma na myśli, lecz powstrzymywał się z obawy, że obudzi Hanusię. Kobieta dość szybko zdała sobie sprawę, że nie może dłużej udawać śpiącej i musi stawić czoła, temu co ma nastąpić.

Przedstawienie z wybudzaniem przebiegało w iście mistrzowski sposób. Haneczka z pewnością, sadząc po tym jakie wrażenie zrobiła na Antosiu, posiadała nie tylko talent, lecz jeszcze tak ważną intuicje aktorską, potrzebną do odegrania oscarowej roli.

- Nie śpisz – powiedziała w tak czarujący sposób, że Antkowi głupio się zrobiło na samą świadomość przerwania jej snu.

- Nie – i zaczął mówić szybko w sposób całkowicie niezrozumiały, lecz kobieta doskonale była zorientowana, o co mu chodzi, ponieważ słyszała jak cichutko mówił do siebie od dłuższego czasu, kiedy myślał, że ona śpi.

- Zgadzam się – odpowiedziała smutnym głosem, lecz jednocześnie powstrzymywała się od wybuchnięcia głośnym śmiechem i okazaniem radości, ponieważ była to pierwsza poważna deklaracja o wspólnej przyszłości.

- Naprawdę? – zapytał.

- Oczywiście, lecz obiecaj mi, że kiedy zmienisz zdanie powiesz mi o tym.

Antek słowami Hanusi był bardzo zaskoczony, ponieważ nie spodziewał się, że ona zgodzi się żeby zostali razem pod warunkiem rezygnacji z dzieci. Jednak nie był świadomy jej wiedzy i kalkulacji jaką wcześniej przeprowadziła. Kobieta była doskonale poinformowana o przyszłym ojcostwie i macierzyństwie ludzi dotkniętych przez los. Każdy wrażliwy i dobry człowiek będzie się starał, żeby jego potomstwo nie doświadczyło tego, co on. Hanusi zegar biologiczny nieubłagalnie zbliżał się do punktu krytycznego, lecz była świadoma, że najgorszym wyjściem jest pośpiech.

Chłopisko w dość krótkim czasie uspokoiło swoje emocje i jego mowa stała się zrozumiała. Haneczka nie chciała powrotu wcześniejszego tematu i dlatego zapytała.

- Wszystkie te stare rzeczy w domu są ci potrzebne?

- Nie – odpowiedział.

- Chciałbyś je sprzedać i za te pieniądze wyremontować traktor?

Antosia po tych słowach ogarnęła melancholia. Ile on już razy myślał o wyremontowaniu ciągnika i nawet zbierał na ten cel, lecz zawsze było jakieś ale. Teraz Hanuś miała plan zamiany przyniesionego do domu starego rupiecia wyrzucanego przez mieszkańców wioski i przerobienia, na jego marzenia.

- Byłabyś w stanie coś takiego zrobić?

- Oczywiście i już się biorę do roboty, a ty szykuj śniadanie.

Kiedy to powiedziała wstała nagusieńka z łóżka i zaczęła zakładać męską koszulę. Antoś na ten widok najchętniej porwałby ją w ramiona i zaciągnął na powrót pod kołdrę, lecz perspektywa remontu kapitalnego ciągnika rozwiała mu te myśli. Wyskoczył po krótkiej chwili z pościeli jakby się paliło i ubrał się w pospiechu, a po skorzystaniu z łazienki, udał się do kuchni. Wszystkim czynnościom, jakie wykonywał, towarzyszyło podglądanie Hanusi przy pracy. Kobieta z zapałem smartfonem robiła zdjęcia różnym sprzętom zgromadzonych przez niego, jakie były na wyposażeniu domów i zagród wiejskich przynajmniej półwieku temu. Starym lampom, obrazkom świętych, porcelanie i wyrobom ze szkła poświęcała znacznie więcej czasu niż innym. Jedząc śniadanie i pijąc herbatę, a później kawę była nieobecna, stale patrzyła na wyświetlacz w telefonie. Antek nie chcąc jej przeszkadzać, poszedł obrządzać. W połowie dojenia krowy do stajni wbiegła Haneczka bardzo podekscytowana i nie bacząc na czym stawia kroki podeszła.

- Tylko popatrz na ile wylicytowali ten kieliszek – powiedziała i podsunęła smartfona do Antkowej gęby przytulonej do krowiego brzucha.

Chłop spojrzał nie przerywając dojenia i aż zagwizdał z zaskoczenia. Krasula się pod wpływem niespodziewanego dźwięku spłoszyła się i kopnęła wiadro. Zanim zdążył złapać, cześć mleka wylała się do ściółki.

- Uspokój się krasula – powtarzał kilkakrotnie Antek, głaszcząc w tym czasie bok zwierzęcia.

Haneczka była zaskoczona nie tylko tym widokiem, lecz wdepnięciem w krowi placek. Wcześniej miała do czynienia tylko z odchodami psów i kotów leżącymi wcale nie rzadko na chodnikach.

- O!, cholera – powiedziała zaskoczona, lecz po chwili pod wpływem telefonu zapomniała o wszelkich niedogodnościach i własnym niekompletnym ubiorze. Całą uwagę poświęciła połączeniu internetowemu i skupiła się na licytacji starego kieliszka i innych przedmiotów.

Chodzenie wahadłowe kobiety z jednego kąta do drugiego po dużej stajni, przeznaczonej kiedyś na dwadzieścia krów, wzbudziło ciekawość krowy przyzwyczajonej do przebywania w samotności, z przerwami na karmienie, wywożenie obornika oraz dojenie. Nagle udój przedłużał się z winy gospodarza, który siedział na stołeczku i wodził wzrokiem za paplającą do siebie babą. Widocznie on, podobnie jak ona uznał, że babsztyl szaleju się najadł i bredzi coś do siebie. Krasula przeżuwając trawę, wzięła przykład z chłopa i obserwowała ludzką samicę chodzącą w kółko.

Antek w przeciwieństwie do krasuli słyszał prowadzone rozmowy, chociaż nie w pełni je rozumiał, lecz padające słowa o uzyskanych kwotach, mroziły krew w żyłach. Stary kieliszek został sprzedany za ponad pięć tysięcy złotych. Kolejne przedmioty uważane przez innych za bezwartościowe i wyrzucane na śmietnik, osiągały wartość przeciętnej wypłaty. Zanim krowa ostatecznie się nie zniecierpliwiła zbyt długim dojeniem i kopnięciem nie wylała mleko do końca, Hanusia na tej swojej licytacji uzbierała dziesiątki tysięcy złotych. Zanim nastało południe i zostawili w końcu zniecierpliwiona krasulę, licytacja dobiegła końca. Wszystkie przedmioty zostały sprzedane i teraz należało je szykować do spakowania i wysyłki.

- Jak nas nie oszukają będziesz miał nowy piękny traktor z przyczepą – powiedziała Hanuś, wciskając czerwoną słuchawkę.

Antkowi po usłyszeniu tych słów w głowie się zakręciło ze szczęścia. Nareszcie będzie miał nowy sprzęt o jakim marzył i to dzięki swojej kobiecie. Haneczka w czasie maszerowania po stajni, ubabrała łajnem swoje nogi prawie po kolana. Nie tylko były brudne, lecz jeszcze mocno cuchnęły. Chłopu wychowanemu na wsi pewne rzeczy nie przeszkadzają, o ile są pochodzenia naturalnego, tak było i w tym przypadku. Uszczęśliwiony posadził Hanusie na kłodzie drewna leżącą przed oborą i pobiegł po ręcznik, mydło, miskę i wiadro na wodę. Długo i dokładnie mył jej wypielęgnowane stopy i zastanawiał się, czy za kilka lat nie będą zniszczone jak u innych kobiet na wsi.

- Zostając ze mną na wsi nie będziesz miała tak wspaniałego i cudownego życia jak w Warszawie – powiedział, gdy wycierał jej stopy.

Haneczka słysząc te słowa uśmiechnęła się do niego tak pięknie, że serce chciało mu wyskoczyć ze szczęścia. Jednak ona na tym nie poprzestała i powiedziała.

- Wybrałam ciebie z pośród wielu kandydatów i z tobą chce spędzić resztę życia, o ile mi na to pozwolisz.

Antek nie wszystko w pełni zrozumiał, lecz jednego był pewny, że jest znacznie lepszy od innych, skoro tak piękna i mądra kobieta go wybrała.

Średnia ocena: 3.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Bożena Joanna 5 dni temu
    Hanuś zaczyna rządzić i zdobywa uznanie Antka. Świetna końcówka "jednego był pewny, że jest znacznie lepszy od innych, skoro tak piękna i mądra kobieta go wybrała". Serdecznie pozdrawiam!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania