Dawno, dawno temu.... Rozdział 11

I musiał nadejść ten dzień. Za tydzień Emma w końcu dowie się prawdy o tym miasteczku i będzie przesiadywać u mnie, by nauczyć się chociaż postawy białej magii. Dla niej to dobrze, a dla mnie w tej chwili...Nic nie cieszy w ten dzień. Obudziłam się o północy i już nie zasnęłam. Też ze względu na Księgę, ale też ze względu na piękne wspomnienia. Dzisiaj byłaby 40 rocznica naszego małżeństwa. Tak, ja i Robin jesteśmy już 40 lat po ślubie, a znaliśmy się już 60 lat. Taki szmat czasu, a codziennie poznawaliśmy się od nowa. On nauczył mnie nie korzystać za często z magii, a ja go nauczyłam, by tak często nie kradł. To była ciężka i kręta droga, ale warto było.

Teraz była godzina 6 rano i robiłam coś przy motorze. Był cały, ale jak mam doła, to psuję coś specjalnie i naprawiam. Lepsze to niż korzystanie z magii. Byłam ubrana w szary dres i bezgłośnie płakałam. Odłożyłam narzędzia do skrzynki i oparłam się o motor. Zobaczyłam w drzwiach stroskaną mamę, która trzymała dla mnie kawę i śniadanie.

- Kochanie, nie możesz się tak przemęczać - powiedziała wchodząc do garażu - Ale motor już wcześniej był cały, więc o co chodzi? O Mrocznego, Reginę, Henry'ego?

- Nie, nie o nich. Chodzi o Robina. Jest dzisiaj nasza okrągła 40 rocznica ślubu i chciałam z nim spędzić ten dzień. I także z synem....

- Co? Jak to 40? Przecież....

- Tam wszystko robiłam od ponad 300 lat. Mam równe 341 lat - odparłam spokojnie rzucając brudną szmatkę na stolik - Ale nie o to teraz chodzi. Muszę się skupić na Emmie i jej mocach. Muszę przyszykować wszystkie księgi, zaklęcia, eliksiry.... I nauka teleportu. A obiecałam mu, że będę ograniczać magię do granic możliwości....

- Rozumiem, kochanie. A propos księgi....Coś się dzieje z tą książką "Dawno, dawno temu...". Cały czas się świeci na złoto i się kartkuje.

Spojrzałam na nią pytająco i poszłam do swojego pokoju, gdzie leżała na łóżku. Faktycznie, coś dziwnie się zachowywała. Podeszłam do niej niepewnie trzymając mamę za sobą, by nie wchodziła do środka. Kiedy byłam już blisko zobaczyłam, że wypływają z niego z złotym świetle dwie postacie. Kiedy zobaczyłam te postaci, to nie mogłam uwierzyć.

- Mama!!!!! - krzyknął radośnie Roland podbiegając do mnie i przytulając do moich nóg.

- Roland - powiedziałam zdławionym głosem podnosząc go i całując w policzek.

Drugą osobą był oczywiście mój mąż, Robin. Nic się nie zmienił. Klątwa Cory jednak działa cuda. Podeszłam do niego i mocno przytulając i całując w usta. Oddawał to z rozkoszą i ogromną namiętnością.

- Jak się za tobą stęskniłem, Emily - szepnął głaszcząc mnie po policzkach i odgarniając mi włosy z czoła - Nic się w ogóle nie zmieniłaś. Tylko ciuchy masz bardzo dziwne.

Zachichotałam i odpowiedziałam.

- W tym świecie wszystko jest dziwne - przyznałam. - Też się za wami bardzo stęskniłam. I to bardzo...

Usłyszałam znaczące chrząknięcie za sobą i się szerzej uśmiechnęłam.

- Chciałabym wam kogoś przedstawić. Roland, Robin, to jest moja przybrana mama, Sally Jackson.

- Pani jest moją babcią? - spytał zaciekawiony synek schodząc z moich rąk.

Tak, muszę się przyzwyczaić do tego, że będę go często nosić na rękach. Mama się szeroko uśmiechnęła i kucnęła przed nim.

- Tak, kochanie, jestem twoją babcią. Masz też przybranego wujka, który niestety jest bardzo daleko.

Robin objął mnie ramieniem i pocałował w czubek głowy. Też się do niego przytuliłam i położyłam głowę na jego torsie.

- Pewnie Zeus was tutaj przysłał? - spytałam zaciekawiona.

- Tak. Jednak nie jest taki zły - przyznał po chwili namysłu.

- Nigdy nie był zły, tylko ty zawsze byłeś o niego zazdrosny - zauważyłam.

 

Złapał mnie za boki i zaczął łaskotać. Próbowałam się wyrwać, ale był za silny. Zaczęłam się śmiać jak opętana, tak samo jak reszta.

- Mamo, możemy zobaczyć to miasteczko, w którym żyjesz? - spytał synek podchodząc do nas.

Cicho westchnęłam i spojrzałam na mamę. Z tym będzie problem, ponieważ nikt nie może ich zobaczyć, a już zwłaszcza zła dwójka.

- Kochanie - zaczęłam powoli kucając przed nim - Chętnie bym wam to miasteczko, ale w nim rządzą dwie bardzo złe osoby. Mroczny i Zła Królowa.

Zląkł się i schował za mamą.

- A dobrze wiesz, że mnie nie lubią i chcę, byście dla bezpieczeństwa zostali tutaj.....

- A nie możesz użyć czarów? - przerwał mi - Przecież jesteś najpotężniejszą czarodziejką w naszym świecie.

- To prawda, ale nie chcę, by to wyczuli...

- Zawsze możemy was przebrać - zaproponowała mama - Mogę skoczyć do sklepu, kupić jakieś ciuchy i wam przynieść...

- Tylko dla synka. - dodał mąż pomagając mi wstać - Chcę pewien czas spędzić z pańską córką. - dodał Robin obejmując mnie ramieniem.

Spojrzała na nas znacząco, na co skromnie się uśmiechnęłam. No co, nie widziałam męża równe 21 lat, mam prawo z nim to zrobić.

- Dobrze, wrócę za pół godziny. Jakby co, to powiem, że....że co? - spytała patrząc się na mnie.

Zaśmiałam się i powiedziałam.

- Powiedz, że kupujesz ciuchy dla swojego bratanka, który ma mieć urodziny za tydzień. Kup dresu i zwykła koszulkę. Tyle na razie starczy.

- A nie kupujesz więcej rzeczy na zapas? - spytała zaskoczona mama.

I klops. Co mam odpowiedzieć? Przecież złamię jej serce, a tego nie chcę. Z tej opresji usłyszałam pukanie do drzwi i ktoś wszedł do środka bez mojego pozwolenia. Usłyszeliśmy że ktoś wchodzi po schodach i po chwili zobaczyliśmy Henry'ego z jakąś reklamówką.

- Wiedziałem, że się pojawicie. Tak było w przepowiedni - powiedział zachwycony patrząc na mojego męża i synka.

- Robin, Roland, poznajcie Henry'ego. To jest syn Wybranej, Emmy Swan. Henry, ty pewnie ich znasz - przedstawiłam ich.

- Witajcie. Chętnie pokażę wam miasteczko. Jest tu wiele ciekawych rzeczy do zwiedzania. Zacznę może od parku, a później...

- Dziękujemy, młodzieńcze, ale pokażesz to wszystko naszemu synkowi. Chcę spędzić sam czas z moją żoną, ponieważ mamy 40 rocznicę naszego ślubu - wyjaśnił Robin - Możecie wrócić za 3 godziny.

Mama spojrzała na mnie z niedowierzeniem, na co wzruszyłam ramionami.

- Dam ci znać, kiedy możecie przyjść. Pomogę ci się ubrać, kochanie i możesz pójść na spacer z babcią i nowym kolegą. I uważajcie na te osoby. Nie chcę później słyszeć ich ględzenia.

Poszłam z synem do drugiego pokoju wraz z mężem. Zaczął się rozglądać zaciekawiony.

- Jest tu przyjemnie, ale także przerażająco.

- Taki jest ten świat - przyznałam zakładając synkowi bluzkę z krótkim rękawem - Ale i tak będziemy tu bardzo krótko. Tylko nie wiem, jak to powiedzieć. Ma jeszcze syna, ale on też jest daleko - odparłam załamana.

- Wiem, kochanie - przyznał Robin - Ale musisz jej to powiedzieć.

Cicho westchnęłam i spojrzałam na synka. Był już ubrany i gotowy do zwiedzania.

- Bądź grzeczny i nie rozmawiaj z nieznajomymi. Pamiętaj, że tutaj nikt nie pamięta swojej historii, dobrze? - upomniałam Rolanda - Później pójdziemy do Promise i reszty.

- Są tutaj? - spytał zachwycony.

- Tak, ale są zmienione w kamienie i pilnują moich ksiąg - wyjaśniłam.

- Chyba je oddasz Emmie? - spytał Robin.

- Niektóre tak - przyznałam - I będę musiała ją nauczyć paru sztuczek....Ale to później.

Syn wyszedł z mamą i Henrym. Pomachałam im przez okno i później zaczęliśmy naszą 40 rocznicę ślubu.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania