Dawno, dawno temu.... Rozdział 9

Szłam do pracy w piękny dzień. Piękny z dwóch powodów: Regina i Rumpelsztyk nie odwiedzili mnie dzisiaj, więc nikt nie podniósł mi ciśnienia bez dawki kofeiny. Była piękna pogoda, więc ubrałam się dość lekko, ale formalnie do pracy. Miałam jeszcze 20 minut do pracy, więc przyspieszyłam kroku. Byłam już blisko, kiedy poczułam jakiś piękny zapach. To był zapach Błękitnej Wierzby. Często go potrzebowałam, by nabrać siły. Błękitna Wróżka i Czarodziej przestrzegali mnie przed nim, ponieważ uzależnia jak narkotyk i staję się podatna na jakiekolwiek sugestie. Ale on był taki piękny, świeży....Chciałam poczuć bardziej, skąd pochodzi ten zapach. Pochodził ze sklepu z kapeluszami. Weszłam bez pukania i poczułam bardziej ten piękny zapach. Zaczęłam się bardziej rozglądać po tym sklepie. Czemu wcześniej nie widziałam tego sklepu? Przecież jest blisko mojego domu, więc codziennie go mijałam. Te nakrycia głowy są ładne i niektóre dość oryginalne, trzeba przyznać. Usłyszałam skrzypienie podłogi i się odwróciłam. Stał tutaj właściciel tego sklepu.

- Pomóc pani w czymś? - spytał z uśmiechem.

- Nie, dziękuję. Weszłam tutaj, bo poczułam....to znaczy zobaczyłam kapelusze - poprawiłam szybko z uśmiechem - Ma pan bardzo ładne kapelusze.

-Dziękuję. Szyję je równo od 28 lat - przyznał podchodząc do mnie - Pani to pewnie Patricia Jackson? Nowa sekretarka szeryfa?

- Nie...To znaczy tak. A pan to....? - spytałam zaciekawiona podchodząc do niego

- Jestem Jefferson - przedstawił się całując mnie w dłoń.

Poczułam rumieńce na policzkach. Co się ze mną dzieje? Przecież kocham.....no właśnie kogo?

- Miło mi pana poznać - odparłam.

- Mogę panią dzisiaj odwiedzić? Oczywiście po pracy? - delikatnie drążył.

- Pewnie - odparłam od razu - Podać panu adres i numer telefonu?

- Nie, nie trzeba. Znam pani adres i numer telefonu na pamięć - rzekł z tajemniczym uśmiechem.

- To dobrze - odparłam z dużym uśmiechem - W takim razie do zobaczenia, panie Jefferson.

- Do zobaczenia, panno Hood.

Nie zwracając na jego ostatnie zdanie wyszłam ze sklepu i poszłam szczęśliwa do pracy. Kiedy przeszłam na drugą stronę ulicy, nagle mnie otrzeźwiło. Czemu byłam w tamtym sklepie? Z kim rozmawiałam? Obejrzałam się zaciekawiona i zobaczyłam, że stoi przy oknie i mnie obserwuje. Szybko odwróciłam głowę i weszłam do pracy, gdzie na biurku piętrzyły się akta. Na wierzchu była karteczka od Emmy "Jak przyjdziesz, to sprawdź te akta w bazie i wydrukuj. Później o 13 kawa". Uśmiechnęłam się pod nosem i zaczęłam pracę. Z tyłu głowy miałam jakieś dziwne przeczucie, że coś się dzisiaj wydarzy. Sama nie wiem co. Na pewno nie ściągnięcie klątwy, bo to będzie za proste. Jeszcze za wcześnie. Wróciłam do rozmowy w tym sklepie. Wszystko jakby zza mgły. Czy tamten facet używał na mnie jakieś magii? Nie, to niemożliwe. Chyba. Włączyłam bazę danych i chciałam sprawdzić coś na jego temat. Ale...jak on się nazywa? Cicho westchnęłam i zaczęłam pracować. Szybko mi to zleciało, ale dalej miałam pustkę w głowie skąd znam tego faceta. Może Henry mi pomoże, kiedy przyjdzie po szkole. Z tych myśli wyrwał mnie dźwięk przychodzącej wiadomości. "Uważaj na niego. Używa na ciebie Błękitnej Wierzby. P." Od kogo ta wiadomość? Co ta za tajemnicze P? W momencie, kiedy miałam odpisać, ktoś otworzył drzwi. Weszli Henry i Emma.

- Akta sprawdzone. Przepraszam, że się spóźniłam, ale musiałam coś sprawdzić - powiedziałam na swoją obronę - Mogę w tygodniu nadrobić godzinę.

- Spokojnie, nic się nie stało - powiedziała podając mi kawę i ciasto - Ruby powiedziała, że w weekend chce się z tobą wybrać na zakupy.

- W ten weekend akurat nie. Będę czymś zajęta - powiedziałam przepraszająco pijąc kawę.

- A co będziesz robiła? - spytała zaciekawiona.

Od razu spuściłam wzrok na kawę i nie chciałam odpowiedzieć. A Henry, który jako jedyny przeczytał uważnie książkę odpowiedział.

- W weekend jest rocznica ślubu jej i Robina. On jest zamrożony, a ona jest tutaj. To byłaby ich 30 rocznica ślubu.

Spojrzała na mnie zaskoczona.

- Nie wiedziałam, że masz męża. Możesz o nim powiedzieć? - poprosiła.

- Może kiedy indziej. Przy lepszej atmosferze - odpowiedziałam z proszącym uśmiechem.

Następne częściDawno, dawno temu.... Rozdział 10  

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania