Dawno, dawno temu.... Rozdział 7

Szykowałam się na misję zdobycia serca Łowcy. Spakowałam telefon, fiolkę z eliksirem teleportacji i tylko tyle mi wystarczy. Zadzwoniłam do Emmy by przyszła i porozmawiała z Grahamem, by wytłumaczyli sobie to, co się działo.

- Pamiętaj....Emma dalej nie wierzy w magię i Zaczarowany Las. Rozmawiaj z nią tak jak zazwyczaj to robiliście. Ale bez kłótni i wrzasków - wytłumaczyłam nakładając kurtkę.

- A nie mówisz jej tego wszystkiego? By uwierzyła w nasz świat? Jest przecież Wybraną - powiedział zaskoczony.

- Wiem. Ale jedyną osobą, która może to zrobić jest Henry, jej syn. Ja jestem tylko od ściągania klątw i od zjednoczenia wszystkich królestw. Zapomniałeś o tym?

- Nie. Ale ty jesteś najważniejszą osobą w tym i naszym świecie. Regina się ciebie boi i również Mroczny ma do ciebie respekt - próbował dalej mnie namówić.

- Nie do końca. Oni współpracują - odparłam z westchnięciem i usiadłam koło niego - Dzisiaj nad ranem stała tutaj kawa. Wzięłam ją i poparzyła mi dłoń. Wiesz, co to znaczy.

- Czarna sosna - odparł bez namysłu.

Kiwnęłam głową, że tak.

- Chcą się ciebie pozbyć. - powiedział wystraszony - Ale przecież...

- Są źli, zapomniałeś? Pamiętasz te wszystkie walki, nieprzespane noce i klątwy......A propo. Przepraszam, że ci nie pomogłam z sercem - powiedziałam po chwili - Gdy się o tym dowiedziałam, chciałam ci pomóc, ale...

- George. Wiem, co ci zrobił razem z synem. To nie twoja wina.

Uśmiechnęłam się delikatnie i oparłam głowę o jego bark.

- Czasami chcę od tego wszystkiego odpocząć, ale wiem, że wiele osób na mnie polega - przyznałam cicho.

W tym momencie ktoś zapukał do drzwi. To Emma. Szybko wstałam i poszłam otworzyć. Stała tam ona ze swoim synkiem, który miał jakąś dużą książkę w plecaku. Wpuściłam ich od razu.

- Dobra, jesteśmy. Gdzie jest Graham? - spytała.

- W kuchni. W czajniku jest ciepła woda na herbatę. W piekarniku jest też kurczak, więc się częstujcie. Też mam parę płyt na DVD - wytłumaczyłam biorąc zapasowa klucze od domu.

- A gdzie się wybierasz? - spytała zaciekawiona.

- Na malutką rozmowę z Mrocznym i Reginą. Na pewno się ucieszą, kiedy ich obudzę - odparłam z minimalnie chamskim uśmieszkiem.

Uśmiechnęli się pod nosem.

- Patty, mam dla ciebie prezent. Zostawię ci go w pokoju - powiedział Henry.

- Dziękuję. Wrócę za 2 godziny jak nie dłużej.

Pożegnałam się i szybko wyszłam z domu. Poszłam szybkim krokiem do lasu i kiedy mieszkanie zniknęło mi z oczu, to wylałam pół fiolki eliksiru pod stopy i zniknęłam w złotym pyle. Pojawiłam się w jej podziemnej komnacie. Zimno i mokro. Tak, to zdecydowanie jej klimaty. Były tutaj jej sukienki z Zaczarowanego Lasu, księgi z zaklęciami i także "kwadratowe trumienki na serca" jak to zawsze powiadał Robin. Na to wspomnienie uśmiechnęłam się pod nosem i wyciągnęłam z torebki włosy Łowcy i malutki nożyk. Nacięłam dłoń i połączyłam moją krew z jego włosami i zaczęłam szukać w ten sposób jego serca. Było tutaj prawie 30 serc. Tyle niewinnych przez jej głupotę... Jego serce było prawie na samym końcu, więc wyciągnęłam go ostrożnie i czekałam aż przyjdzie Regina. Schowałam się za jej sukniami i czekałam cierpliwie na jej powrót. Te suknie są piękne, ale zbyt mroczne i złe. Kiedyś pomagałam jej uszyć piękne suknie balowe na bal i jej koronację, a później zaczęła używać czarów dla siebie, a tak nie można. Każda dobra czarownica używa czarów, by komuś innemu pomóc, ale nie w egoistyczny sposób. Przez swoją matkę stała się taka zła i okrutna. Cora....Mój drugi wróg tuż po George'u. Królem go nie można nazwać, tylko łotrem. A jego syna.....James'a…… Aż mam gęsią skórkę, gdy tylko o nim pomyślę. Z tych bardzo nieprzyjemnych wspomnień wyrwał mnie dźwięk przesuwanego głazu i później czyjeś obcasy. To ona. Patrzyłam uważnie jak się rozgląda za sercem. Uśmiechnęłam się pod nosem, kiedy nie mogła go znaleźć. Dobra, dosyć tej szopki, pora wyjść.

- Tego szukasz? - spytałam wychodząc z ukrycia.

Wzdrygnęła się i odwróciła w moją stronę. Patrzyła na to serce, które trzymałam w lewej dłoni.

- Ale....jak się tu dostałaś? - spytała zaskoczona i zła.

- To proste. Eliksir teleportacji i odrobina magii użyta w DOBRYM celu - odparłam spokojnie podkreślając przedostatnie słowo. - Chyba zapomniałaś, co to znaczy dobra magia - zauważyłam.

- Oddaj mi to - warknęła podchodząc do mnie.

Schowałam serce za plecami.

- "TO" jak to nazwałaś jestem sercem niewinnego człowieka - przypomniałam jej spokojnie - Nie żadna zabawka dla dziecka. W tym przypadku twoja. Oddam go właścicielowi.

- A tylko spróbuj, a ……. - zaczęłam mi grozić, ale jej przerwałam.

-Co zrobisz? Zamkniesz w celi? Obrócisz przyjaciół przeciwko mnie? Oczernisz? Nie wiem czy nie zauważyłaś, ale MAM tu prawdziwych przyjaciół, w tym córkę twojego największego wroga, Emmę. A twój syn traktuje mnie jak swoją ciocię. Kiedy to zrobisz, złamiesz mu serce i się od ciebie odwróci. Jesteś dobrą matką, ale nie zapominaj, że on zna prawdę o nas. Wie, że jesteś Złą Królową, ale dalej cię kocha.

- Czemu mi to mówisz? - warknęła przez zęby.

- Bo wiem, że drzemie w tobie dobro - przyznałam szczerze - Cora namieszała ci w głowie i skrzywdziła, ale to nie powód, by się mścić.

Po tym wylałam zawartość fiolki i pojawiłam się pod domem. Nie było mnie równą godzinę, a była 22. Światło paliło się w salonie, więc oglądali telewizję lub jedli kolację. Weszłam do domu i poczułam zapach kurczaka i kawy. Na serio? Kofeina o tej porze? Weszłam cicho do salonu i zobaczyłam, że Henry ogląda "Piotrusia Pana". Przewróciłam oczami i podeszłam do niego. Jeszcze nie spał.

- Na serio oglądasz mojego kolejnego wroga? - spytałam załamana.

Odwrócił się do mnie z przepraszającym uśmiechem.

- Przepraszam, ale był też "Robin Hood" ,a wiem, że nie znosisz widoku swojego męża w wersji lisa - wytłumaczył.

-Był lisem, ale w innych sprawach - przyznałam z tajemniczym uśmiechem.

- W jakich? - spytał zaciekawiony.

- Zrozumiesz jak dorośniesz - odparłam wymijająco z dużym rumieńcem na policzkach - Reszta w kuchni?

- Mama w toalecie, a Łowca w kuchni i przegląda prezent, co ci dałem. Też tam pisze o pewnych osobach - odparł.

- Dobrze....- odparłam niepewnie.

 

Weszłam do kuchni i oniemiałam. Graham przeglądał księgę "Dawno, dawno temu....". To najwspanialszy prezent na świecie. Podeszłam do niego i zobaczyłam, że jest na stronie o Czerwonym Kapturku. Wiem, że się w niej podkochiwał w swoim prawdziwym miejscu, ale przestał, kiedy dowiedział się, że ona woli kobiety.

-Dalej coś do niej czujesz? - spytałam podchodząc do niego.

Spojrzał na mnie i kiwnął głową, że tak. Usiadłam koło niego i zobaczyłam, że pisze o innych postaciach kim tutaj są i co robią.

-Nie musiałeś tego robić. Sama mogłabym to zrobić w wolnej chwili - zauważyłam.

- Masz dużo do roboty. Chciałem ci się odwdzięczyć tym, że nam tyle pomogłaś narażając swoje życie - odparł poważnie - Ty powinnaś być Wybraną razem z nią.

- Jestem Wybraną przez bogów. Sam wiesz, że jestem ich prawą ręką.

- Wiem. Ale przez to nie miałaś chwili dla siebie - zauważył - Byłaś na każde nasze zawołanie.

- Ale odpoczęłam przez 21 lat żyjąc w nieświadomości kim naprawdę jestem. Teraz przyszła pora, by walczyć dalej. Z większą siłą i hartem ducha. - odparłam - Teraz przyszła kolej na moją pierwszą misję.

Wyciągnęłam z torebki serce i mu pokazałam. Patrzył na nie jak zaczarowany. Położyłam mu rękę na barku i delikatnie wsadziłam serce we właściwe miejsce. Trochę się wzdrygnął i wyprostował na końcu.

- Dobrze się czujesz? - spytałam z troską.

W odpowiedzi mnie przytulił. Odwzajemniłam uścisk z uśmiechem na ustach. Moja pierwsza misja okazała się być sukcesem.

- Dziękuję. Teraz pora, byś ty odpoczął po tym wszystkim, co ci zrobiła. - powiedziałam podchodząc do szafki i wyciągając GPS. - Nie bój się, mama jest naprawdę kochaną kobietą. Przy niej poczujesz się jak w domu.

 

Pojechał do mojego rodzinnego miasta o północy, więc o 7 rano będzie na miejscu. Podałam mu eliksir, by nie zapomniał, kim jest, adres wklepałam w GPS i także numer bloku i mieszkania. Nie spałam najlepiej, bo przez całą noc przeglądałam księgę i analizowałam, kim są moi przyjaciele i wrogowie tutaj. Wiem, że George jest prokuratorem, a Archie jest psychologiem Henry'ego i każdego mieszkańca w tym mieście. Będę musiała kiedyś z nim porozmawiać. Teraz siedziałam w pracy i piłam już 3 kawę na rozbudzenie komórek mózgowych. W pewnym momencie ktoś bez pukania wszedł do mojego gabinetu. To był Gold.

- Czyżbym wyczuwała ogromne zdenerwowanie? - spytałam spokojnie patrząc na niego i jedząc owsiane ciasteczko.

- Ty mała żmijo - warknął zły i trzasnął drzwiami.

- Aha, czyli jak za starych dobrych czasów - mruknęłam do siebie - Niech zgadnę....Regina ci się poskarżyła?

- Jak mogłaś mi nie powiedzieć, że masz magię? - prawie krzyknął.

- Potrafię robić eliksiry i przywracać serca. W moim przypadku to czysty minimalizm - zauważyłam upijając łyka kawy - A co? Zazdrosny?

- Dobrze wiesz, że bez magii jestem nikim. Tylko w tym ciele jestem ważnym. A tak.....Daj mi odrobinę magii - rozkazał podchodząc do mnie.

Patrzyłam na niego spokojnie.

- To straszenie mnie, rozkazywanie i oparzenie czarną sosną nie było konieczne - odparłam poprawiając papiery na blacie - Dobrze wiem, że ze sobą współpracujecie. Nie boję się was.

- A powinnaś, skarbeńku - syknął szukając czegoś w kieszeni marynarki.

- Ciekawe dla...… - przerwałam w pół pytania, bo zamarłam.

Z kieszeni wyciągnął sztylet Mrocznego. Tak, kolejna broń, przy której tracę siły. Często przykładał mi go do szyi, gdy mu się nudziło lub był wściekły. Jak w tym przypadku. Zrobił to i poczułam przeszywający ból jakby stado mrówek gryzło mnie po szyi. Zacisnęłam szczęki, by nie krzyknąć.

- Jak za starych dobrych czasów milczysz, gdy to ci robię - zauważył kpiąco - Pamiętaj.....mam czarną sosnę, sztylet i Reginę. Ty masz tylko magię. Nie masz swojego stroju, pomocników i sztyletów. Jeżeli zrobisz coś z użyciem magii, pamiętaj, że chętnie użyję tych rzeczy przeciwko tobie - zaczął mi grozić jeżdżąc końcówką sztyletu po gardle robiąc czerwone kreski. - Nie zabiję cię. JESZCZE. Będziesz mi potrzebna.

Po tym jakby nigdy nic wyszedł z mojego gabinetu zostawiając mnie samą. Tak, wraca stary dobry.....a raczej..... ZŁY Rumpelsztyk. To teraz będzie ciekawie

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania