Dawno, dawno temu.... Rozdział 5

Minął tydzień od momentu, kiedy się tutaj przeprowadziłam. Nic się nie zmieniło, każdy żył tak jak wcześniej. Rumpelsztyk według tej umowy, którą stworzyłam jeszcze w Zaczarowanym Lesie, dał mi kluczyki do mojego nowego domu. Ten "dom", to willa zrobiona blisko lasu i połączona z najważniejszym drzewem w tamtym świecie. Był i jest idealnie w centrum tego przeklętego miasteczka, a to drzewo dawało życie i magie. A teraz jest tylko i wyłącznie pięknym bukiem.

 

Siedziałam w barze i pisałam z mamą wiadomości. Jest przerażona tym, że tylko ja i Mroczny znamy prawdę. I Regina, która zapewne już teraz planuje się mnie pozbyć z tego świata. Tak, chce mnie zabić. Ruby przyniosła mi kawę z cynamonem i rogalika z czekoladą. Podziękowałam jej z uśmiechem i napiłam się łyka kawy. Dostałam też wiadomość od nieznanego numeru telefonu. "Wiem, że znasz prawdę. J." Zaczęłam się rozglądać, ale nikt teraz nie korzysta z telefonu. To trochę przerażające. Odłożyłam telefon i zaczęłam swoją ucztę. W połowie przerwała mi Regina wchodząc z pełną teczką dokumentów i rzuciła mi je na stół prawie rozlewając kawę. Spojrzałam na nią pytająco.

-To dokumenty. Posegreguj je alfabetycznie - powiedziała znudzonym głosem.

- Dlaczego ja? - spytałam ciągle nie rozumiejąc tej sytuacji.

-Pracujesz od teraz dla mnie - zarządziła.

Zaśmiałam się szczerze i odepchnęłam od siebie te dokumenty w jej stronę.

- Nie zgadzam się. Nie chcę zostać twoją sekretarką - powiedziałam poważnie patrząc na nią.

- Ale ci rozkazuję. Jestem burmistrzem tego miasteczka...

- A ja dopiero się prowadziłam i szczerze nienawidzę cię z całego serca - powiedziałam - I nie chcę z tobą współpracować.

Za to ona wzięła niedopitą moją kawę i wylała prosto na moją białą koszulę. Szła pewnym krokiem w stronę wyjścia. Byłam taka zła, że musiałam użyć mocy. Kiedy przechodziła koło blatu, na którym stała jakaś zupa, ruszyłam delikatnie palcami i zupa wylądowała na niej. Cała się spięła i w całym barze zrobiła się cicho jak makiem zasiał. Odwróciła się do mnie i piorunowała wzrokiem. Ja za to uśmiechnęłam się słodko i pomachałam do niej palcami.

-To była maja ulubiona bluzka - warknęła przez zęby i wyszła z baru zatrzaskując za sobą drzwi.

Wszyscy wrócili do swoich posiłków i spraw, a ja poszłam do toalety przebrać się. W torbie miałam jeszcze zapasową koszulkę. Miałam takie przeczucie, że zrobi mi to prędzej czy później, więc nosiłam dzień w dzień jakąś bluzkę. Wyszłam z toalety i usiadłam na swoim miejscu, gdzie siedziała już Mary, czyli Śnieżka.

- Hej. Widzę, że zaatakowała cię burmistrz? - spytała wskazując na teczkę i na bluzkę.

- Tak, to prawda. I to jeszcze moją ulubioną kawą. - odparłam odpychając od siebie jeszcze te dokumenty - Ty widzę, że szukasz energii przed pracą - dodałam wskazując na kawę, którą przyniosła Ruby.

- Tak. Mam dzisiaj zajęcia do 16, a później pusty dom - rzekła na końcu minimalnie załamana.

Wtedy usłyszałyśmy tłuczone szkło, a później krzyki babci i Ruby.

- Co ty robisz?! Mówiłam, że nie dasz rady tego wszystkiego unieść?! - krzyczała babcia.

- Zamknij się!!!! Zaraz to posprzątam!!! - wydarła się na głos Ruby.

Postanowiłam interweniować. Wstałam od stołu i podeszłam do nich.

- Hej, spokojnie. Dziewczyny, proszę, nie kłóćcie się..

- Ale ona potłukła wszystkie szklanki. Mówiłam, że.....

Ruby chciała coś powiedzieć, ale powstrzymałam ją ruchem dłoni.

- Proszę pani. Ja to rozumiem, ale Ruby jest tutaj sama i przychodzi tutaj cały czas dużo klientów. Pani wnuczka nie daje rady z taką ilością zamówień. Jest młoda i chce się uczyć, a przede wszystkim pani pomagać.

Odwróciłam się do przyjaciółki i kontynuowałam.

- Ruby, proszę. Nie krzycz do swojej babci. Ma rację i bardzo cię kocha. Chce dla ciebie jak najlepiej, a tymi krzykami i przekleństwami smucisz. Wiem, że obu wam jest ciężko prowadzić restaurację i hotel, dlatego może powinniście poszukać pracowników. Tu jest dużo osób, które potrzebują pracy. Proszę, zachowujcie się jak rodzina i wspierajcie się. A przede wszystkim, dogadujcie i kochajcie. - wytłumaczyłam spokojnie i z uśmiechem.

Spojrzały na siebie zawstydzone.

- Przepraszam - powiedziały równocześnie.

Uśmiechnęłam się i poszłam do stolika, gdzie Mary patrzyła zainteresowana na tą całą sytuację. Kiedy usiadłam powiedziała

- Powinnaś zostać psychologiem. Masz dobre stosunki do tego. Potrafisz wytłumaczyć to, co każdy widzi i doradzić. Ale Archie nie byłby szczęśliwy.

- Archie? - spytałam zainteresowana.

- To psycholog każdego mieszkańca. Chociaż interesuje się przypadkiem Henry'ego. Próbuje zrozumieć, czemu wymyślił sobie tę "klątwę". Może u niego będziesz pracować?

Wzruszyłam ramionami i dokończyłam rogalika. Cicho westchnęła i powiedziała.

- Idę do pracy. Spotkamy się później? - spytała z nadzieją.

- Jasne. Wiesz, gdzie mieszkam. Zrobię jakieś ciasto lub ciasteczka - odparłam z uśmiechem.

-Dzięki. Do zobaczenia.

Pomachałam jej i poszła. Po chwili również wstałam i wzięłam niechętnie te papiery i schowałam do dużej torby. Wyszłam z baru i szłam dość szybko w stronę domu burmistrza. Ta praca to nawet dobry pomysł. Będę musiała tylko odwiedzić tego psychologa i dowiedzieć się, gdzie jest. Tylko gdzie mam się zatrudnić? Nie mam żadnego doświadczenia, a chciałabym pracować u Grahama, który ma wszystkie dokumenty o mieszkańcach tego miasteczka. Tylko co muszę zrobić, by się tam dostać? Miałam już wejść do domu Reginy, kiedy usłyszałam, że ktoś mnie woła. Odwróciłam się i zobaczyłam, że podchodzi do mnie szeryf Graham. A właśnie o nim myślałam.

- Dzień dobry, szeryfie. Czy coś się stało? - spytałam zaciekawiona i z uprzejmością.

- Dzień dobry, panno Light. Nie, nic się nie stało. Tylko pan Gold panią szukał. Chodzi o pracę.

- Jaką pracę? Mówił coś panu? - spytałam zaintrygowana.

- Tak. Sprzedawczyni w lombardzie. Będzie pani sprzątać jego lombard, sprzedawać rzeczy.....

Że niby co? Mam być jego sprzątaczką? Dobre sobie. Nie będę po nim sprzątać. Cicho westchnęłam i potarłam dłonią czoło.

- Cóż, będę musiała odmówić, ponieważ nie interesuje mnie ta praca. A pan przypadkiem nie szuka sekretarki do biura? - spytałam z nadzieją.

- Tak się składa, że tak. Ale tam będzie dużo pracy papierkowej, pracy przy komputerze. Codziennie po 8 godzin.... A jest pani zainteresowana?

- Tak - odparłam natychmiast i z błyskiem w oku - Lubię taką papierkową robotę, potrafię szybko pisać na komputerze. Potrafię również szybko pisać i segregować wszystko alfabetycznie....

- To świetnie się składa. Proszę przyjść jutro na godzinę 6 rano. To będzie dzień próbny dla pani. Do zobaczenia.

- Do zobaczenia, szeryfie - odparłam z uśmiechem.

Poszedł do auta i pojechał. Ja za to poszłam do drzwi tej starej wiedźmy i zapukałam. Otworzyła po chwili i patrzyła na mnie zimno.

- Mam nadzieję, że przyjdziesz jutro do pracy? - syknęła.

- Nie. Mam jutro dzień próbny w wymarzonej pracy. Nie chcę dla ciebie pracować, ponieważ jesteś paskudną wiedźmą, która zapomniała, co jej matka zrobiła tobie i twojej przyrodniej siostrze.

- Zrobiła dla nas, co najlepsze. I MY miałyśmy matkę. A ty co miałaś? - odwarknęła.

- Syna, męża, przyjaciół....Czyli rodzinę. Proszę, oto twoje papiery.

 

Mówiąc to wyciągnęłam je z torby. Rozejrzałam się dookoła i ruszyłam delikatnie palcami. Teczka zaświeciła na złoto i wszystko było alfabetycznie.

- Posegregowane i poprawione błędy. Na serio, nie znasz ortografii? - spytałam z perfidnym uśmieszkiem na ustach.

Tak, też potrafię być wredna. Zacisnęła szczęki wściekła i powiedziała lodowato.

- Zniszczę cię, zobaczysz.

- Nic nie przebije lochów Georga i brudnych łapsk James'a - odparłam - Wierz mi, to było gorsze niż dotyk Mrocznego.

Nic nie odpowiedziała, tylko zatrzasnęła mi drzwi przed nosem. Tak, teraz to było w jej stylu. Zeszłam ze schodów i poszłam szukać mieszkania Archie'ego. Albo dzisiaj z nim porozmawiam albo jutro z samego rana. Albo poproszę mojego Wierzącego, by trochę mi o nim opowiedział. Usiadłam na ławce w parku, gdzie na przeciwko był plac zabaw. Wyciągnęłam notes z torebki i zaczęłam zapisywać to, co powinnam zrobić jeszcze w tym tygodniu:

1.Rozmowa z psychologiem Henry'ego.

 

2. Rozmowa z Mrocznym.

3.Praca.

4.Przyjaźń z Emmą i namowa do tego, by uwierzyła swojemu synowi.

5.Ignorowanie Reginy lub omijanie jej szerokim łukiem.

- Tak mało?

Wzdrygnęłam się i podniosłam głowę. Stał przede mną uśmiechnięty Henry.

- Brawo, wystraszyłeś samą Strażniczkę. Jak było w szkole? -spytałam kiedy usiadł.

- Nawet w porządku. Babcia powiedziała dzisiaj, co zrobiłaś. Nadajesz się na psychologa. Ale to nie dla ciebie.

- Racja. W Zaczarowanym Lesie byłam też trochę psychologiem właśnie w takich sytuacjach. Ale to było bardzo rzadko. Hery, kto jest twoim psychologiem? Chciałabym z nim porozmawiać w najbliższym czasie.

- Archie. W waszym świecie był świerszczem i przyjacielem Gepetto. Tutaj zrobiła z niego psychologa, który jest nieśmiały i nie potrafi się jej przeciwstawić.

- Po rozmowie ze mną zmieni zdanie. - powiedziałam z delikatnym uśmiechem - Jutro zaczynam pracę u szeryfa Grahama. Będę segregować papiery i pozbieram trochę informacji o tym, kto tu jest.

- Ja mogę pomóc - powiedział szybko Henry.

- Henry, strasznie ci dziękuję, że mi tak pomagasz, ale musisz chodzić do szkoły i się uczyć. Jesteś jeszcze dzieckiem. Wiem, że w to wszystko wierzysz i dzięki tobie jeszcze nie zwariowałam. Obiecaj mi, że nie zrobisz niczego niebezpiecznego bez mojej wiedzy.

- Obiecuję. Jesteś dla mnie jak ciocia.

Uśmiechnęłam się i go przytuliłam.

- Przypominasz mi Rolanda. Też we wszystko wierzy, jest ciekawy świata. Zawsze był ze mną na spacerach, karmił Promise, Nalę, Eyes i Szybciora. Zaprzyjaźnił się nimi.

- Też oni istnieją? Twoi pomocnicy? - spytał zaciekawiony.

- Tak. Eye był ślepą sową, którą uleczyłam. Dzięki jej piórom widziałam wszystko to, co on. Szybcior to lis, który biega szybko jak wiatr. Potrafił stworzyć wymiar do innych światów. Nala...to lwica, która potrafiła ryczeć tak głośno alarmując o zagrożeniu. A Promise....to klacz, która ratowała mnie z rąk złego księcia. Brata bliźniaka twojego dziadka, Davida. ….

- Co on ci robił? - spytał zaciekawiony.

Zwiesiłam głowę i nic nie odpowiedziałam. Jak 11-latek zrozumie to, że James przytrzymywał mnie w lochu przez równe 3 miesiące wiążąc moją moc i robiąc okropne rzeczy. Widząc moją minę, rzekł szybko.

- Przepraszam, że spytałem. Nie wiedziałem, że jest to dla ciebie ciężkie.

- Spokojnie. Staram się o tym nie myśleć. Dobrze, dosyć pogaduszek. Leć odrób lekcje i bierz się za naukę. A ja postaram się wszystko odkręcić.

Po tym wstał i poszedł do domu. Ja za to byłam załamana, bo przypomniałam sobie, co ten drań mi robił. Ciągle czuję te jego łapska.

 

WIECZÓR - PERSPEKTYWA REGINY

Weszłam pewnym krokiem do lombardu Mrocznego, chociaż było już grubo po 23. Siedział przy ladzie i oglądał tę piękną roślinę, co znalazł w lesie.

- Długo jej szukałeś? - spytałam na wstępie.

- Godzinę. Była tam, gdzie ją zasadziłem. Ostatnie drzewo czarnej sosny. Drzewa, które rani naszą Emily bardziej niż mój dotyk. - rzekł z dumą oglądając z każdej strony jedną gałązkę tego pięknego drzewa.

- To wyśmienicie. Możemy ją otruć w każdej chwili - powiedziałam zadowolona - Musimy to zrobić szybko, ponieważ już zaprzyjaźniła się z Emmą, Śnieżką i moim synem.

- Moim zdaniem lepiej będzie ją uśpić niż otruć - odparł zamyślony - Może nam się kiedyś przydać.

- Rumpelsztyk. Ona jest najpotężniejszą czarownicą w naszym świecie. Jedna szczęśliwa łza i wszyscy sobie przypomną kim są. Trzeba ją zabić. Czemu chcesz ją oszczędzić? - spytałam wściekłam.

- Skarbeńku. Ona jest moją przyjaciółką. Lubię ją drażnić, ale w umiarkowany sposób. A zatrucie ją tylko sprawi to, że twój syn cię znienawidzi i odwróci. Należy dbać o nią. Ona i ja doskonale to rozumiemy - wytłumaczył znudzony.

- To co zrobimy? - spytałam.

- Zostaw wszystko mnie. Już ja sią tym wszystkim zajmę -odparł zamyślony chowając tę gałązkę do gablotki, gdzie trzyma swój sztylet.

Jeżeli on już coś zrobi, to porządnie. Oby.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania