Major Konstanty Kuzniecow Część X

Kuzniecow

Część X

Mnich zaczął mówić. Nikt mu nie przerywał. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że tylko on wie, jak pokonać tego stwora. Symonides dokładnie opisał, kto co ma robić. W walce z demonem tylko Zajcew, Kuzniecow, Własow i dwaj najbardziej doświadczeni zwiadowcy mieli konkretne zadania. Reszta miała spalić miotaczami ognia wszystkie stwory, które mógł przywołać demon. Mnich sam nie wiedział, jaką ta istota postać przyjmie, opisał więc tylko najbardziej znane. Kiedy skończył, wszystkim powiało grozą. To, co może tu się pojawić, przerażało nawet najbardziej doświadczonych żołnierzy. Tylko Zajcew wyglądał na spokojnego, co bardzo dziwiło Kuzniecowa, który o sobie nie mógł tego powiedzieć. Wprost przeciwnie nigdy w życiu nie czuł takiego napięcia.

Kiedy mnich skończył, żołnierze zadali niewiele pytań i wyglądało na to, że wiedzą, co mają robić. Po chwili wszyscy zabrali się do pracy. Mieli wykopać dół i włożyć do niego wiązkę granatów i dwa kanistry z paliwem do miotaczy. Wybrali miejsce między gęsto rosnącymi sosnami. Było tam tylko wąskie przejście. Symonides zdecydował, gdzie zmierzy się z wrogiem. Zamierzał stanąć na ścieżce, którą jak mniemał, nadejdzie demon. Na dany przez niego znak, ukryty w krzakach Zajcew miał pociągnąć za sznurek przyczepiony do zawleczki i odpalić granat, a tym samym spowodować potężny wybuch i kulę ognia. W tym momencie do akcji miały przystąpić miotacze i zionąć ogniem. To, według Greka, miało zaskoczyć nawet tak potężną istotę. Symonides chciał wykorzystać tę chwilę i wysłać demona do świata, z którego tu przybył.

W teorii wszystko wydawało się dość proste, ale widać było, że żołnierze są przerażeni. Mimo to przygotowali wszystko bardzo dokładnie. Teraz pozostało czekać. Popołudnie i wieczór upłynęły spokojnie. Następnego dnia też nic się nie wydarzyło. Wszyscy czekali w napięciu, nie mogąc spać. Nawet Zajcew nerwowo chodził po lesie. Wieczorem nie wystawili wart, bo, jak twierdził mnich, nie ma w okolicy nikogo, kto mógłby im zaszkodzić.

Rano, tuż przed świtem, Symonides po cichu obudził wszystkich.

– Demon tu idzie. Czuję go. Bądźcie czujni. Wiecie, co macie robić?

Żołnierze i oficerowie pokiwali głowami. Po chwili rozbiegli się na swoje miejsca. Przygotowali miotacze i broń. Zajcew ukrył się w krzakach i odszukał linkę, której pociągnięcie miało wyrwać zawleczkę granatu i spowodować wybuch. Tuż za nim przykucnął Kuzniecow z miotaczem w ręku.

Mnich stanął na ścieżce i znieruchomiał. Mijały minuty, ale nic się nie działo. Żołnierze także czekali w bezruchu. W pewnym momencie między drzewami pokazał się człowiek ubrany w czarny mundur SS. Szedł powoli, rozglądając się czujnie. Na widok Symonidesa stanął jakiś metr od pułapki.

– To ty Ozar? – Słowa pojawiły się w głowie Greka, choć demon nie poruszył ustami.

– Tak. Znowu cię dopadłem. Myślałeś, że tu sobie uwijesz gniazdko i będziesz tworzył te swoje maszkary? Już mi nie uciekniesz Axar.

– To się okaże. Ten świat jest mój, nie powstrzymasz mnie! Jestem tu już od dawna i nie dam się przegonić!

– Teraz już jest mój! Dam ci szansę. Możesz odejść albo cię zniszczę! Wiesz od dawna, że mnie nie pokonasz. Odeślę cię tam, skąd przybyłeś.

- Nie odważysz się?

- A niby dlaczego, nie jesteś dla mnie przeciwnikiem!

- Może ja nie, a Necrates tak

Po tych słowach zapadła cisza. Symonides wyglądał na zaskoczonego, jednak trwało to tylko chwilę.

- A co ma do tego Arcydemon, jakoś nie wierzę, żeby się wysługiwał takim gównem jak ty

- Radzę uwierzyć, bo jestem tu na jego rozkaz

- Taaaaa i wydaje ci się, że dam się na to nabrać? Zresztą jak wiesz mam z nim dobre układy

- Nie będzie żadnych układów, jak się wtrącisz, z nim jak wiesz nie da się dyskutować

- Nie wierzę, ale nawet gdyby Necrates zainteresował się tym światem, w co wątpię, to ja także mam kogo wezwać na pomoc, dlatego zejdź mi z oczu, póki jeszcze masz szansę!

– Nie!

– Jak chcesz!

W tej samej chwili mnich dał znać ręką Zajcewowi. Ten pociągnął za sznurek. Kilka sekund później nastąpił potężny wybuch i pojawiła się kula ognia, która ogarnęła Axara. Symonides zaczął kreślić jakieś znaki rękami. Kiedy dym się rozwiał, demon stał w tym samym miejscu i płonął jak pochodnia, ale także wykonywał dziwne ruchy rękami. Naraz z dłoni Greka wystrzeliły w jego kierunku dwie krwistoczerwone błyskawice. Demon zaczął się trząść, ale trwało to tylko kilka sekund. Nagle otoczyła go zielona poświata chroniąca przed błyskawicami. Mnich opuścił ręce i chwilę później demon zniknął.

Zajcew już chciał ogłosić zwycięstwo, gdy demon pojawił się tuż przy mnichu, który zaskoczony nie zareagował. Najgorsze, że teraz nie można było użyć miotaczy, bo stali zbyt blisko siebie. Axar podniósł ręce. Mnich zaczął unosić się do góry, podnoszony jakąś niewidzialną siłą, jednak zdołał opanować sytuację i powoli opadł na ziemię. Teraz stali naprzeciw siebie i walczyli, używając tak potężnych mocy, że nawet powietrze gotowało się wokół nich.

– Cholera, nie możemy mu pomóc! – Zajcew krzyknął do Kuzniecowa.

– Widzę. Stoją za blisko siebie – odpowiedział major.

Tymczasem na ścieżce trwała walka na śmierć i życie. Wyglądało to dosyć dziwnie, bo obaj prawie się nie ruszali. Magia musiała być bardzo potężna, bo stojący w pobliżu żołnierze czuli na przemian ataki gorąca albo zimna. W pewnym momencie stojący najbliżej zostali rzuceni jak zabawki na ziemię. Pobliskie drzewa zaczęły płonąć, a spadające gałęzie zapaliły trawę. Wyglądało tak, jakby świat wokół nich ogarnęło szaleństwo zniszczenia. Zajcew, widząc to, przewrócił majora i sam padł koło niego.

– Nie ruszaj się! – krzyknął mu do ucha.

Kuzniecow nic nie powiedział. Był tak przerażony, że ledwie mógł oddychać.

Chwilę później nastąpił potężny wybuch, który powalił stojących. Gdy dym opadł, na ścieżce leżał skulony Symonides. Demona nie było. Zajcew podbiegł i nachylił się nad mnichem.

- Mnichu żyjesz?

– Żyje! – krzyknął.

– A gdzie demon? – zapytał Kuzniecow, rozglądając się.

– Już… go… nie ma – dobiegł ledwie słyszalny szept mnicha.

– Zostawcie mnie… za chwilę… dojdę do siebie – dodał i zamknął oczy.

– Ktoś zginął? Ranni? – Zajcew już odzyskał pewność siebie.

– Tylko poparzenia, ale niegroźne, i trochę drobnych ran, towarzyszu kapitanie – zameldował Własow.

– No, to mieliśmy szczęście. Już myślałem, że mnich nie da rady – powiedział Kuzniecow.

– Udało się nam. Huraaaaa! – Żołnierze gratulowali sobie zwycięstwa nad demonem.

Po kilkunastu minutach, kiedy opatrzono rany i poparzenia, mnich podniósł się powoli. Popatrzył na żołnierzy i oficerów.

– Demona wysłałem tam, skąd przybył. Już jesteśmy bezpieczni. Dziękuję wam za pomoc. Teraz możecie wracać do swoich. Ja mam tu jeszcze coś do załatwienia.

– To my tobie dziękujemy, mnichu. Bez ciebie zginęlibyśmy albo stali się sługami tego potwora – odpowiedział za wszystkich Kuzniecow.

– Możecie się zbierać. Tu nie ma Niemców ani nikogo innego. Spokojnie dojdziecie do samochodów. Muszę was opuścić i mam nadzieję, że już się nie spotkamy.

Po tych słowach odwrócił się i odszedł w las, nie zwracając uwagi na zdziwionych żołnierzy. Gdy już odszedł tak daleko, że nie mogli go widzieć, zatrzymał się i wykonał niewielki ruch prawą ręką. Jego ludzka postać zniknęła, a na trakcie pojawił się biały szkielet odziany w czarny płaszcz sięgający do ziemi. W miejscu, gdzie człowiek ma oczy, świeciły dwa ciemnoczerwone ognie.

– Głupcy! Teraz dopiero będziecie się bać! – zarechotał Ozar i powoli odszedł.

Następnego dnia rano dojechali do sztabu dywizji. Po drodze uzgodnili, że nie będą nikomu mówić o żadnych demonach. Kuzniecow zebrał żołnierzy i zakazał pod groźbą sądu NKWD opowiadać, co się stało w lesie. Oficjalnie zlikwidowali niemieckich spadochroniarzy, którzy zostali zrzuceni w celu atakowania Rosjan na tyłach. Taką wersję zaproponował Zajcew, a Kuzniecow przyznał mu

rację. Nie było sensu rozpowiadać o tym, czego byli świadkami. Zresztą i tak nikt by w to nie uwierzył.

Kiedy Kuzniecow wyszedł z gabinetu dowódcy dywizji, Zajcew siedział na trawie.

– Cóż, wykonał towarzysz major swoje zadanie – zagadnął z dziwną miną.

– Tak i bardzo się z tego cieszę. To w wielkiej mierze dzięki tobie. Powiedziałem generałowi, żeby ci przywrócił stopień majora, bo bardzo pomogłeś w tajnej misji NKWD. Masz to na papierze. Taki dokument sprawi, że będziesz miał spokój z komisarzami – odparł Kuzniecow.

Kapitan tylko machnął ręką od niechcenia.

– Nie ma sprawy. ale… nie wydaje wam się, że to wszystko jest dziwne? Że ten mnich pojawił się akurat tam, w środku lasu? Że wiedział, kogo szukamy?

Major spojrzał na Zajcewa zaskoczony.

– No… nie – odparł po chwili.

– A mnie tak. Coś wam powiem. Jak już dotrzecie do Moskwy, zapytajcie o ten zakon. Czy taki istniał, czy jest nadal i czy ma siedzibę w Grecji?

– Cholera, do czego zmierzasz!?

– Nie wiem, ale coś mi nie pasuje.

– Mówisz poważnie?

– Tak. Ja bym to sprawdził.

– Dobra, Zajcew. Sprawdzę w NKWD i popytam w cerkwi. Tylko co to nam da, jak się okaże, że miałeś rację?

– To będzie znaczyło, że to nie był żaden mnich! – Zajcew prawie krzyknął.

– A kto, do cholery!

– Tego nie wiem, ale sprawdźcie to.

Kuzniecow pokiwał głową, wyciągnął rękę do kapitana i uściskał ją mocno.

– Jeszcze raz dziękuję za wszystko, kap…, nie majorze Zajcew.

– Trzymajcie się majorze i uważajcie na siebie, bo dziwny z was oficer NKWD.

Kuzniecow się uśmiechnął. Ale gdzieś w głębi czuł, że jeszcze się spotkają.

Kiedy oficer NKWD wsiadł do gazika, który szybko odjechał Zajcew zastanawiał się, czy dobrze zrobił nie mówiąc Kuzniecowowi o tym, co czuł. Czasami miewał przeczucia, które już nie raz uratowały mu życie. Kiedy stał w lesie i zobaczył demona poczuł falę zimna, tak jakby nagle owiał go bardzo zimny powiew wiatru, a przecież było ciepło. Nie było to dla niego zbyt dziwne, bo jak podejrzewał, zimno szło razem z demonem. Jednak kiedy zaczęła się walka, taki sam, a może nawet większy chłód poczuł od stojącego dość blisko mnicha. Wtedy nie zwrócił na to uwagi, bo musiał pomóc mnichowi. Dopiero teraz, kiedy analizował to, czego byli świadkami przypomniał sobie atak zimna i w tej samej chwili uczucie strachu, a nawet przerażenia uderzyło w niego z całą siła. Znał to uczucie, choć nigdy nie było tak silne. Zajcew aż się wzdrygnął.

- Może się mylę, ale to nie był mnich – tak myśl przyszła mu do głowy i miał tylko nadzieję, że ten jeden raz przeczucie go zawodzi. Chciał tego, ale w to nie wierzył i dlatego prosił Kuzniecowa o sprawdzenie tego zakonu. Jeśli się okaże, że takiego nie ma i nigdy nie było, może się okazać, że sprawa wcale nie została załatwiona.

Następne częściMajor Konstanty Kuzniecow Część XI  

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Bożena Joanna ponad tydzień temu
    Dawno nie gościliśmy w opowi.pl majora Kuzniecewa i Zajcewa. Grecki mnich zamienia się w demona, a więc mamy do czynienia z bitwą sił pozaziemskich. Co prawda, kilka razy się zastanawiałam, jak to możliwe, że grecki mnich mógł żyć na terenie Związku Sowieckiego. Pozornie wszystko jest w porządku, Zajcew awansuje, ale obaj oficerowie wyczuwają nowe niebezpieczeństwo. Z kim będą walczyć? Z duchami? Pozdrowienia!
  • Ozar ponad tydzień temu
    Dzięki za wizytę i komentarz. Problem był w tym, że gdzieś mi sie zapodziały kolejne odcinki. Jak sie okazało były pod innym tytułem. Dobrze myślisz, problem dopiero sie zaczyna tak na prawdę. Major to połączenie mojej znajomości historii z tym co kocham czyli fantasy.
  • MarBe tydzień temu
    Wyjątkowo ciekawe i mam chęci na więcej.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania