Silver Fangs-Rozdział 7

W szkole średniej w Vaulley trwało święto patrona, najśmieszniejsze jednak było to, że nikt z uczniów nie wiedział, o kogo chodzi. Dyrektor wraz z nauczycielami prowadził akademie na wielkiej hali, zanudzając uczniów zwałami przemówień i tekstów. Angelika wraz z Elzą niemal zasypiały, w końcu wampirzyca nie wytrzymała i syknęła do przyjaciółki:

– Zmywamy się stąd? – Sukkub przeciągnął się i ziewając, skinął głową. Gdy tylko ludzie wstali i zaczęli bić brawo jakiemuś urzędasowi, dziewczęta kucnęły i cichaczem wymknęły się na zewnątrz.

– Co robimy dalej? Starzy mnie zabiją, jak ot tak przyjdę sobie do domu.

– Daj spokój Elza, czego ty się martwisz? Powiedz, potrafisz czarować? – spytała Angie, wyciągając z automatu, kupioną przed chwilą puszkę napoju gazowanego, a drugą rzuciła przyjaciółce.

– Jestem czarodziejką męskich serc, damski też, ale preferuję facetów. – Z głośnym sykiem otworzyły swój niedawny zakup.

– Nie o to mi chodzi... Wiesz, hokus-pokus i wyrasta na przykład drzewo.

– Czy ja ci wyglądam na elfkę? – popatrzyła krytycznie na koleżankę.

– A ja potrafię biegać. – Zapadła cisza między nimi. Wampirzyca uderzyła się w czoło, no tak przecież ten drań rzucił na nią zaklęcie, by nie wygadała nikomu.

– Angie, czy naprawdę z tobą wszystko dobrze? To ja byłam ranna, ale może ty zatrułaś się oparami jadu? – Można było wyczuć troskę w głosie sukkuba.

– Nie, nie, to po prostu zmęczenie. Muszę kupić parę książek, pójdziesz ze mną? – Wyrzuciła puste opakowanie do kosza.

– Ty i czytanie? Całe lata próbuje cię nakłonić do jakiejkolwiek lektury. Może masz jakiegoś pasożyta, zmieniającego osobowości?

– Elza!

– No, co? Eh, nie ważne, gdzie ta księgarnia? – Dała za wygraną.

– Tuż za rogiem. – Wyszły z terenu szkoły i skierowały się do rynku niewielkiego miasteczka, mijając po drodze paru znajomych i zaglądając do sklepów z ciuchami. Wreszcie stanęły przed schodami największej księgarni, pokonały krótkie schody i otworzyły drzwi, przy okazji dzwoniąc dzwonkiem, wiszącym nad nimi. Spomiędzy półek wyszedł malutki staruszek z okularami, zawieszonymi na szyi.

– W czym mogę panienkom pomóc? – powiedział.

– Czy jest już kolejny numer Czerwonej Namiętności? – spytała Elza, nachylając się do niego, dziadek uśmiechnął się i równie tajemniczym tonem odpowiedział:

– Czwarty regał, po prawej. – Z widoczną ekscytacją ruszyła w tamtą stronę.

– A dla ciebie?

– Wszelkie książki o magii, ale nie tej elfickiej, ale dużo starszej. – Starzec zamyślił się i udał się w głąb sklepu, po chwili wracając z trzema księgami.

– To wszystko, co możesz znaleźć. Wiesz panienko, że bez żadnego przygotowania porywasz się na głęboką wodę? Skutki tego mogą być opłakane. – odrzekł, wpatrując się w nią poważnym wzrokiem.

– Ryzyko to moje drugie imię, ile płacę?

– Trzydzieści szylingów. Twoja sprawa drogie dziewczę, ja ostrzegałem.

– Możesz pan zawinąć je w jakiś papier? – Zignorowała ostatnią uwagę sklepikarza.

– Odłożysz mi staruszku następną cześć? Tak, jak zwykle płacę z góry. – wtrąciła się Elza, ściskając tomisko w czerwonej okładce bez jakiegokolwiek napisu.

– Dla stałej klientki wszystko – Uśmiechnął się, przyjął zapłatę i pożegnał klientki. Starzec spojrzał na zegarek i zamknął swój sklep, na zapleczu zmienił się w swoją postać, małego leśnego duszka. Podleciał do swojego telefonu i po chwili rzekł do słuchawki:

– Wolf? Tak to ja. Słuchaj mamy mały problem....

 

Dziewczęta śmiejąc się, wracały do akademika, ustaliły, że żadna nie spyta drugą, co kupiły, chciały, chociaż to zachować w sekrecie. Odwiedzając po drodze kilka sklepów z siatkami pełnymi nowych ciuchów, otworzyły drzwi do swojego dwuosobowego pokoju.

– Robimy coś dalej, czy co? – spytała, z głośnym trzaskiem siadając na własne łóżko.

– Chodźmy na dach, chce coś wypróbować... – Po chwili rozglądnęły się dookoła i otworzyły drzwi na ostatnim pietrze budynku szkoły i natychmiast je po cichu zamknęły. Z racji częstych samobójstw, które dotknęły Valley kilkadziesiąt lat temu, cały ten odkryty teren zabezpieczony był magiczną siatką uniemożliwiającą wspinanie się na nią. Ciepły wieczór umożliwiał spokojne przebywanie na tym terenie, Angie rozłożyła trzy tomy na podłodze, "Starożytna Magia"-Kennetha, "Jak zrozumieć energie natury?"-Ludluma i "Niebezpieczne Zaklęcia"-Grishama. Otworzyła księgę drugą...

 

Wolf wrócił zmęczony po sprzątaniu korytarzy, dzisiaj wyjątkowo nabrudzili więcej, niż kiedykolwiek. Ku swojemu zdziwieniu przed swoimi drzwiami ujrzał młodego chłopaka z dużą sportową torbą.

– Ty do mnie, czy podtrzymujesz ścianę w tym miejscu?

– Pan Silver Wolf? – spytał młodzieniec, podnosząc się do góry.

– Zależy, kto pyta.

– Jestem Leonard von Schwester, przysyła mnie tu mój ojciec, ponoć tylko pan może mi udzielić pomocy... – Zaprosił młodego do swojego mieszkania, pokazał, by usiadł przy stole.

– Nie sprawdzi mnie pan?

– Młody, gdybyś był przebierańcem, albo innym czymś, już byś leżał przez moje zaklęcia zabezpieczające. Samo wejście tutaj jest testem, zresztą jesteś bardzo podobny do innych członków swojej rodziny, a szczególnie do siostry. – Podszedł do lodówki i wyjął zimną wodę.

– W końcu jestem tylko trzy lata starszy od niej.

– Co sprowadza chlubę rodziny Schwesterów i wielkiego egzekutora do kogoś takiego jak ja?

– Już nie chluba, właśnie wywalili mnie z szeregów Egzekutorów Rady, ledwo uniknął kary śmierci. – Wolf aż gwizdnął ze zdziwienia.

– To naprawdę szokujące... Ale co ja, mam z tym wspólnego?

– Ojciec mówił, że masz u siebie dodatkowy pokój, jeszcze z czasów, kiedy non stop kłócił się z matką. – Na wspomnienie tamtych czasów woźny się uśmiechnął.

– Więc co takiego zbroiłeś? Jeśli oczywiście to nie tajemnica.

– Jestem dumny z tego, co zrobiłem. Zamiast zabić opętaną przez mrok demonicę, uratowałem ją, zakochałem się w niej i mam z nią dziecko, a to według Rady i jej piesków dyshonor. – Na twarzy chłopaka widać było dumę, jego rozmówca wziął łyka z butelki i zwrócił się z ciekawością:

– Widzę, że nie jesteś fanatycznie zapatrzony w tę grupę starców, która rządzi magicznymi istotami. Dziwne...

– Wszyscy mają mnie za takiego... Jednak ja jestem zupełnie inny – Wolf klepnął młodego, tak że podskoczył.

– Mamy dużo czasu na rozmowę. Zaraz wyciągnę dobre wino i zobaczymy, co ci w duszy siedzi. – Podszedł do barku.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Smok miesiąc temu
    Fajne
  • krajew34 miesiąc temu
    Dzięki za wpadniecie

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania