Chłopiec z Targu - 10 - Papaja

Papaja… Mój ulubiony owoc z Wyspy… Tak dawno go nie jadłem. Tutaj jego smak przypominało mi to natrętne demoniątko…

- Koperek! – wrzasnąłem, odpychając go od siebie.

- Wreszcie się obudziłeś – westchnął. – Bałem się, że już po tobie. Więc myślałem, i myślałem, i myślałem… i wymyśliłem, że co jak co, ale całować się będziesz ze mną chciał! I zadziałało! Obudziłeś się! Całujemy się?

- Nie chcę się z tobą całować! – odsunąłem się od niego tak daleko, jak dałem radę.

Stopy wciąż miałem przykute ciężkimi kajdanami, zupełnie ich nie czułem.

- Jak to? – zdziwił się Koperek. – Chcesz robić dzieci bez całowania? Jak zwierzęta?

- Ledwie żyję – wychrypiałem. – Umieram z pragnienia. Nie chcę się całować ani tym bardziej robić dzieci.

- Ja też chcę pić – wyszeptał. – A ty leżysz na mnie i nie mogę wstać.

- Nic nie widzę – rozejrzałem się wokół. – Co to za lochy?

- Puste… i bez jedzenia – wyszeptał żałośnie Koperek. – Pomrzemy tu z głodu do rana.

- Może przetrwamy – próbowałem go pocieszyć. – Przykuli mnie do podłogi, nie mogę się ruszyć.

- To Neil – wyjaśnił Koperek.

- Neil nas zdradził? – zdziwiłem się. – A tak porządnie wyglądał!

- Neil leży ci na stopach. Nie widzisz?

- Przecież jest ciemno w tych lochach!

- Oj tam ciemno, zwykła noc – westchnęło demoniątko. – No dobra, przyświecę…

Czerwony płomień pojawił się tuż przed moimi oczami.

- I jak?

- Świeci prosto w oczy!

- Tylko narzekasz – jęknął Koperek, ale przesunął światło w bok.

Uświadomiłem sobie naraz kilka rzeczy. Czerwonym ogniem płonie chwost na końcu ogona demoniątka. Tego samego ogona, którym owinął mnie ciasno dookoła szyi. Reszta demoniątka spoczywa pode mną i przypieka mnie swoim rozgrzanym ciałem.

No i nie byliśmy w lochach handlarzy niewolników, tylko w kuchni, gdzie odkryliśmy beczkę Jabola. Czy też Barbeluchy, jak mówił Trzynasty.

Stopy wciąż miałem przykute do podłogi.

Odwinąłem sobie ogon Koperka z szyi. Chwilę to trwało. Jakimś cudem udało mu się go nieźle zaplątać.

- To Windsor – podpowiedziało demoniątko z dumą. – Eldredge też umiem, jest śliczny.

Zanim się spostrzegłem, Koperek owinął mi szyję znowu ogonem. Tym razem węzeł był o wiele większy. I, muszę przyznać, całkiem ładny.

Zabrałem się za ponowne rozplątywanie.

- Trinity też umiem! – wrzasnął radośnie.

Zdążyłem poznać jeszcze Cape, Merovingian, Balthus i Pratt.

- Aleś ty wymagający – westchnął Koperek. – Żaden ci nie odpowiada?

- Ładnie wiążesz – odpowiedziałem. – Ale chciałem wstać. A nie mogę, kiedy jestem do ciebie przywiązany. I mam kajdany na nogach.

- To Neil, mówiłem ci – pokręcił głową z zażenowaniem.

Złapałem go za koniec ogona i przysunąłem do przodu.

Nie miałem kajdan na nogach. Leżał na nich jakiś potwór! Ni to koń, ni wąż.

- Ja już tego stwora widziałem – zdziwiłem się. – Wtedy, gdy mag cię przywołał…

- To Kelpie w zwykłej postaci – wzruszył ramionami demonek. – Neil, przecież ci mówię!

Na szczęście pomógł mi wyciągnąć nogi spod Neila. Odpełzłem na rękach kawałek dalej. Spojrzałem na stopy. Nie było dobrze. Miały kolor niedojrzałego banana. Po chwili krew zaczęła mi się wsączać. Płakałem z bólu. Stopy zmieniały kolor na dojrzewające mango, aż wreszcie przybrały odcień wnętrza arbuza. Po dłuższym czasie zaczęły odzyskiwać swój naturalny kolor gnijącego banana.

Ledwo wstałem. Pokuśtykałem niepewnie do Wodnej Ryby. Zaczerpnąłem pół wiadra i wypiłem duszkiem sporo, resztę rozchlapując na siebie.

- Daj trochę – dopchał się Koperek.

Dałem mu. Przypomniałem sobie, jak się z radością wodą oblewał Neil i postanowiłem zrobić mu niespodziankę. Kolejne wiadro wylałem na niego.

- O, jak dobrze, mamusiu – przeciągnął się, nie otwierając oczu. – Jeszcze, jeszcze!

Wylałem kolejne trzy wiadra na niego.

- Jak dobrze, mamusiu… Śnił mi się koszmar… że mnie poza jeziorem zakuli w postaci naturalnej i przykuli do słupa w centrum wielkiego miasta i nie mogłem się zmienić, i wszyscy mnie takiego oglądali!

- Jesteś w postaci naturalnej – zdziwił się Koperek.

- Co? – Neil otworzył oczy. – To wy? Jak ja wyglądam! – spojrzał na siebie. – Nie patrzcie na mnie! – wrzasnął. – Proszę! – rozpłakał się.

Zwinął się w kłębek, przybierając postać chłopca.

- Nie patrzcie na mnie! – łkał. – Idźcie sobie! Nie mówcie nikomu! Proszę!

- Ale co? – zdziwiło się demoniątko.

- Że mnie widzieliście w naturalnej postaci – łkał Neil. – Taki wstyd!

- To źle? – zdziwiłem się.

- Tylko w wodzie przybieramy taką postać! – wychlipiał Neil. – Na lądzie to nieprzyzwoite! Nawet wiele małżeństw nie pokazuje się sobie w tej postaci poza jeziorem! Gdyby moja babka to widziała!

- Ale nie widziała – wzruszyło ramionami demoniątko. – Tylko my.

- Co wy sobie o mnie pomyślicie! – chlipiał dalej Neil. – Taki wstyd!

- Chodźmy poszukać Trzynastego – szepnąłem Koperkowi. – Niech sobie sam popłacze.

Wiedziałem, co mówiłem. W dziedzinie płaczu i wstydu byłem ekspertem.

Trzynasty spał na szczycie schodów dwa piętra wyżej. Zbudziliśmy go i zeszliśmy do kuchni. Napił się i rozejrzał. Światło świtu powoli rozjaśniało mroki nocy.

- Gdzie znaleźliście ziemniaki i cebulę? – wskazał na walające się po podłodze warzywa. – Byłem pewien, że zjedliśmy wszystkie.

- Jest jeszcze słonina – wskazałem na Koperka obgryzającego solidny połeć.

- Dobra, wędzona, paprykowana – mlasnął Koperek. – Chyba prawdziwa z Mangalicy! – użarł kolejny wielki kęs.

- Podzieliłbyś się – wyciągnął rękę Trzynasty. – Też jesteśmy głodni.

- Dla was jest drugi kawałek w worku – wskazał na pakunek koło siebie. – A ta leżała na ziemi, trochę chyba podeptana…

Obejrzał swoje stopy, a potem zwrócił uwagę na nasze.

- To ty, Przygłupie, łaziłeś po słonince! – wskazał na tłusty ślad obtartej papryki na mojej pięcie. – Ale i tak ją zjem.

- Nie było tego wczoraj – skomentował Trzynasty.

- Hej, a to zielsko? – przyniosłem na stół doniczkę. – Pachnie jak…

- KOPEREK! – wrzasnął Koperek.

Coś dalej mówił, ale tylko dzwoniło mi w uszach.

Trzynasty z Koperkiem oglądali zdziwieni doniczkę. Wreszcie postanowili ściąć cały koperek i odstawili doniczkę na stół. Zanim odzyskałem słuch, koperek odrósł.

- Łał! – ucieszył się Koperek. – Magiczna doniczka z koperkiem! Moja! Moja! Moja!

- I magiczne worki – wskazał Trzynasty na dwa worki, jeden z ziemniakami, drugi z cebulą. Wysypał na próbę na stół. Worki powoli napełniły się znowu.

- Nie musimy się troszczyć o jedzenie – ucieszył się Koperek.

- O ile chcemy jeść ciągle to samo – mruknąłem. – Na Wyspie mieliśmy większy wybór owoców…

- Znam ponad sto potraw z ziemniaków – oznajmił z dumą Trzynasty.

Widząc nasze zdumione miny wzruszył tylko ramionami.

- Na Wschodnich Pustkowiach mieć ziemniaki, cebulę i słoninę oznacza być bogatym. Wiem! Założymy gdzieś karczmę! Będę kucharzem! Zobaczycie! Zaraz zrobię wam zupę, jakiej w życiu nie jedliście!

Zabrał się za obieranie cebuli.

Koperek spojrzał na mnie z nadzieją.

- To co, wracamy do miło rozpoczętego dnia? Buziaki, dzieciaki? – uśmiechnął się, owijając mi szyję ogonem.

Znowu Windsor, rozpoznałem węzeł, rozplątując go na szyi.

- Daj mi spokój! – wrzasnąłem na niego! – Niech dotrze do twego rogatego łba, że jestem chłopakiem! I ty też! Nie możemy mieć dzieci!

- Jesteś bezpłodny? – zmartwił się. – Próbowałeś się leczyć?

- Sam się lecz! Na głowę! Jesteś chłopakiem! I kto tu jest przygłupem?

- Ty – westchnął Neil, wyłażąc zza stołu. – Sorry, Przygłupie, ale to Koperek ma rację.

- Co? - wrzasnąłem.

- Co? – wrzasnął Trzynasty. – Co ty pier…

- Nie jesteś magiczny, nie? – wytknął mu Neil. – Istoty magiczne nie mają płci. To domena istot biologicznych. Jednym słowem, czy ja, czy Koperek, jesteśmy jednocześnie chłopcem i dziewczynką.

- Ale ty wyglądasz jak chłopak!

- Żaden problem – wzruszył ramionami Neil.

Na naszych oczach przeobraził się i wyglądał prawie jak Rusałka. Tylko był mocniej niebieski, a Rusałki były bardziej zielonkawe.

- Ale ekstra! – zawołał Trzynasty. – Tak wyglądasz… eee… - zaczerwienił się i nie mógł wydobyć słowa.

Neil powrócił do pierwotnego wyglądu chłopca.

- Hej, tamto wyglądało lepiej – wytknął mu zawiedziony Trzynasty. – Czemu chodzisz jako chłopak?

- Taki zwyczaj – wzruszył ramionami Neil. – Kielpie przybierają postać chłopców, a Rusałki dziewczyn.

- To Rusałka może być chłopcem? – zdziwiłem się.

- A skąd miałyby się brać małe Rusalątka? – wytknął mi Kielpie. – Mnoży się to tałatajstwo ponad miarę.

- Też tak możesz? – zwróciłem się do Koperka. – Przybierzesz postać ślicznej dziewczyny?

- Nie da rady – pokręcił głową Koperek. – Jestem Demonem. Rarogiem! My na stałe przybieramy postać pierwszej istoty, jaką zjemy, wykluwając się z jaja. I mi się trafił Mały Człowiek – wskazał na ciało. – Niestety – dodał smutniejąc.

Siadł na podłodze. Z oczu popłynęły mu łzy.

- A matka już złapała kurczaka dla mnie! I musiał ten chłopak się napatoczyć na mojej jajo! Same problemy tylko! – płakał głośno.

- Wolałbyś wyglądać jak kurczak? – zdziwiłem się.

- No co? – spojrzał na mnie. – To dobra postać dla Raroga. A kurczaki są tak głupie, że byłbym bardzo inteligentnym demonem! Wiele bardziej niż mamusia, która zjadła papugę.

- Kurczak jest inteligentniejszy od papugi? – pokręciłem głową z niedowierzaniem.

- Im głupszy pierwszy żer dla jaja, tym mądrzejszy Demon, to chyba oczywiste, Przygłupie – Koperek wyjaśniał powoli jak małemu dziecku. – A skoro zjadłem Małego Człowieka…

- Przecież nie jesteś głupi – zaprotestowałem.

- Tak mówisz, bo mnie kochasz, Kudłaty – uśmiechnął się Koperek i cmoknął w czubek nosa. – Siedem lat kiblowałem w pierwszej klasie!

- Nieźle – gwizdnął Trzynasty. – Na Pustkowiach jest Szkoła Trzyletnia. A potem, jeśli ktoś ma srebro, to może uczyć się dalej. Synowie Sołtysa wszyscy poszli do Internatu w miasteczku. No, ale skończyłeś?

- Uciekłem – zaczerwienił się Koperek. – Pewnie nadal chodziłbym do pierwszej klasy… A ty, ile klas skończyłeś, Przygłupie?

- Na Wyspie nie ma żadnej szkoły! – zapewniłem, nie wiedząc, jak się wierutnie myliłem.

- Nie musicie się uczyć? – zdziwił się Koperek. – To Kraina Wiecznej Szczęśliwości! Musimy tam dotrzeć!

- To, gdy zjemy zupę, przeszukamy ten dom maga i przygotujemy się na wyprawę do tej Krainy Wiecznej Szczęśliwości – zawyrokował Trzynasty, stawiając miski na stół.

Milczkiem jedliśmy, nie wiedząc, co postanowił dla nas Los.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • rozwiazanie 9 miesięcy temu
    Koperek to lizus i żywa apaszka, demoniątko-dominiątko:)))

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania