Chłopiec z Targu - 9 - Co dalej?

Oczywiście znów przez dłuższą chwilę dzwoniło mi w uszach. Neil przez ten czas nie próżnował. Z Wodnej Ryby czerpał wodę, wiadro za wiadrem i się polewał.

- Nie nudzi cię to? – zapytałem, gdy tylko odzyskałem słuch.

- To jest fajne! – odparł z radością. – Wiesz, że my prawie całe życie spędzamy w wodzie?

- Czekaj! – zawołałem. – Mgliste Jezioro, gdzie mieszkają Kielpie!

- No tak – kiwnął głową. – A co?

- Spotkaliśmy wczoraj jednego maga, co mówił, że to bajkowe jezioro, gdzie mieszkają bajkowe Kielpie. A przecież o Kielpie zawsze opowiadały nam Rusałki, gdy podpłynęły na Wyspę.

- Bajka, bajka, akurat – żachnął się Neil. – Czy ja wyglądam jak bajka? A Rusałki są wredne i gadają same kłamstwa!

- W sumie… - Trzynasty spojrzał na nas. – Gdyby kiedyś na Wschodnich Pustkowiach ktoś mi powiedział, że poznam bajkowego Małego Ludzia… i bajkowe Kielpie… i bajkowego Demona, to bym go wyśmiał.

- My bajkowe? To tu ludzie są wielcy jak bajkowe Olbrzymy! – wrzasnął Koperek. – A Demony wcale nie są bajkowe!

- Takie jak ty są. Prawdziwe Demony wysysają krew, a nie zjadają ludzi żywcem! Przychodzą w środku nocy lub w samo południe…

- Ja jestem Rarogiem. Prawdziwym Demonem – naburmuszył się Koperek. – A ty mówisz o Zmorach czy Południcach. To Quasidemony. Nie mają kultury! Nie zakładają rodzin! Nie mają dzieci. I są brzydkie. A my, Prawdziwe Demony – skłonił się na te słowa – jesteśmy śliczne. I kulturalne. I kochamy dzieci. Kudłaty, słyszałeś? Dzieci! Kochamy!

- Czyli każdy z nas kogoś tutaj uważał za bajkę? – olśniło mnie.

Koperek zamilkł. Zaczął poruszać palcem od jednego z nas do kolejnego. Patrzyliśmy się na niego, co kombinuje.

- Przygłupie, to wcale nie było głupie! – ocenił po dłuższej chwili. – Przestań gadać tak mądre rzeczy, bo zaczynasz przypominać mi Belfra. Nie lubię Belfrów! Lepiej zróbmy coś do jedzenia.

- Nic już nie ma – oświadczył twardo Trzynasty. – Przynajmniej tu i w piwnicy. Był worek z cebulą, worek z ziemniakami i worek ze słoniną. I koperek w doniczce. I słój z kwaśnym mlekiem. Wszystko zjedzone.

- Niestety – potwierdził Neil. – Musimy poszukać gdzie indziej. Albo jakiś pieniędzy, albo czegoś po magu na sprzedaż. Jak opuścimy miasto, to ja sobie poradzę, poskubię trawę, ale wy?

- Znajdziemy jakieś owoce – zaoponowałem. – Wszędzie rosną.

- Może u ciebie na Wyspie – zaprzeczył Trzynasty. – Na Pustkowiach tylko w ogrodach przy chałupach. A to zawsze czyjeś. Nie można rwać.

- Może znajdziemy jakieś mrówki? – zaproponował Koperek. – Lubię mrówki! Albo szczura! Gdy mieszkałem w Akademii, żywiłem się prawie cały czas szczurami!

Spojrzeliśmy na siebie z Trzynastym. Problem wyżywienia demoniątka był rozwiązany, ale co z nami?

Dojrzałem coś na końcu pomieszczenia.

- Co jest w tej beczce?

- Właściwie to nie wiem – przyznał Trzynasty. – Nie próbowaliśmy.

Koperek pierwszy rzucił się na beczkę. Wspólnymi siłami oderwaliśmy wieko. W środku był jakiś płyn, pachnący miodem i czymś jeszcze.

- Jabol! – wyszeptałem z nabożnym uniesieniem. – Cała beczka Jabola!

- Co to jest Jabol? – zdziwił się Koperek.

- To taki napój Szamana, który mogą pić tylko Ojcowie podczas świąt. Po tym przenoszą się ich Duchy w Zaświaty!

- To skąd wiesz, skoro tylko Ojcowie piją? – zainteresował się Neil.

- No… - zaczerwieniłem się – zawsze w święta robiliśmy sobie z chłopcami zawody, kto więcej wykradnie…

- Moja krew! – ucieszył się Koperek i szybko cmoknął mnie w usta.

Trzynasty w tym czasie skosztował napoju.

- Jak Barbelucha, ino zmieszana z miodem. Dobre!

- Co to jest Barbelucha?

- Taki magiczny płyn, co się robi z ziemniaków i wszelkiego ziarna – wzruszył ramionami Trzynasty. – Na Wschodnich Pustkowiach prawie każdy ma Magiczny Aparat kupiony od Magów Ognia, w którym się ją produkuje. Płonie. I sprowadza szybki sen. Albo wymioty. Albo płacz. Albo szaleństwo. I można tym prać. I myć wszystko. I truć robale. Cudowny magiczny eliksir! Tylko ten tu jest trochę słaby. Pewnie stary i zwietrzał.

- Myślałem, że magiczne eliksiry produkują Magowie Wody – zdziwił się Koperek. – Bułek, o którego mieszkałem, uczył się na Maga Wody.

Za bardzo ich nie rozumiałem. To jakieś dziwy ze Wschodnich Pustkowi i tajemnice magów.

Ale dziwny napój był smaczny. W sumie o wiele bardziej słodki od Jabola.

Napiliśmy się po kubku. Potem po drugim. Po trzecim.

Spojrzałem na Koperka nieco przymglonym wzrokiem. Koperek tańczył pośrodku kuchni, wywijając swoim ogonem. Miałem ochotę pogłaskać ten ogon… Złapałem go za chwosta na ogonie i ruszyłem w tan. Obok tańczył Trzynasty i Neil. Po kolejnym kubku Neil przytulił się do Trzynastego, a ja do Koperka. Tańczyliśmy i piliśmy, tańczyliśmy i piliśmy… W parach… I piliśmy… W kółeczku… I piliśmy… Wężykiem po schodach i komnatach… I piliśmy... Gdzieś jeszcze pamiętam smak dojrzałej papai… I piliśmy… Koperek fruwał pod sufitem… I piliśmy…

***

Znów stałem na Targu Niewolników. Ciężkie kajdany na nogach nie pozwalały mi nawet na najmniejszy ruch. Od tego ciężaru nogi mi ścierpły. Pewnie przewróciłbym się, ale ciasno zapięta obroża na szyi trzymała mnie na miejscu. Gorące słońce przypalało moje plecy, ale nie było możliwości schronienia się.

Najgorsze było pragnienie. Od rana ani łyka wody. A upał olbrzymi. Co chwilę traciłem przytomność i zawisałem na obroży. Stóp już w ogóle nie czułem. Jeśli ktoś mnie kupi, będzie musiał ciągnąć mnie za sobą.

Jak tu trafiłem? Ostatnie co pamiętałem, to wyzwolenie się od Maga Chaosu. Jakiś demon go pożarł… A, Koperek, tak miał na imię. Dziwne imię jak na demona. Spodziewałbym się, że będzie się nazywał Wielki Przedwieczny albo Niezwyciężony… Wydaje mi się, że potem z nim piłem i tańczyłem, ale to przecież niemożliwe. Z demonem? A może on mnie sprzedał? Ale czemu nie pożarł?

Plecy paliły mnie coraz bardziej. Ani chybi do wieczora będę miał całe poparzone. I pragnienie! Wody! Wody!

- Wody! Wody! – słyszałem szepty innych niewolników wokół.

Obroża była tak ciasno zapięta, że nie byłem w stanie obrócić głowy, ale kojarzyłem tych niewolników. Który to już dzień razem?

- Wody! – ten jęk mi znajomy.

Trzynasty, tak się nazywa ten niewolnik.

Wszyscy tu powoli umieramy. Targ Niewolników. Niedługo będzie Targ Trupów.

Ktoś podchodzi.

- Ruszaj się! – rozkazuje.

Chciałbym, ale nie jestem w stanie. Pod ciężkimi kajdanami nie czuję zupełnie nóg. Wiszę bezwładnie na obroży, zapiętej u szyi.

Kupca to nie obchodzi.

- Ruszaj się! Ile mam czekać!

Nie jestem w stanie wykonać ruchu.

Odwraca się i dłonią wali mnie po twarzy. Raz w jeden policzek, raz w drugi. Głowa mi skacze na boki. Policzki nabiegają ogniem.

- Boli – suchy szept ze spieczonych warg ledwo wydobywa się.

Z oczu płyną łzy. Zasychają na rozpalonych policzkach.

- Boleć cię zaraz będzie dupa, jak się nie ruszysz! – warczy mi wprost do ucha.

Chciałbym pójść za nim, ale nie mogę się ruszyć.

- Doigrałeś się! – słyszę.

Przemocą wykręca mi głowę. Siłą rozwiera usta. Wpycha mi knebel, aż zaczynam się dusić. Tracę przytomność. Ostatnie mgnienie świadomości przynosi mi smak z Wyspy, smak dzieciństwa… Dojrzała papaja…

Następne częściChłopiec z Targu - 10 - Papaja

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • rozwiazanie 2 tygodnie temu
    Kudłaty znowu w tarapatach....:)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania