Chłopiec z Targu - 7 - Demonia mamusia

Chyba ogłuchłem od demoniego krzyku, bo przez dłuższy czas nie słyszałem nic, poza dzwonieniem w uszach. Próbowałem coś powiedzieć, ale nie słyszałem własnego głosu. Odwróciłem głowę na lewo. Trzynasty próbował cos mówić, ale nie słyszałem go. On chyba też mnie nie słyszał. Spojrzałem na lewo. Dziwna bestia gdzieś zniknęła, znowu leżał przykuty tam niebieski chłopiec. Coś mówił, a przynajmniej poruszał ustami, ale nic nie słyszałem.

Co gorsze, po chwili przysiadł się do mnie demon i zaczął głaskać po włosach. Nawijał je sobie na palce. Zaplatał razem w mini warkoczyki. Nie to, żeby to było nieprzyjemne. Ale to chłopak! Zakochany we mnie! Fuj!

- Proszę, zostaw mnie! Nie gustuję w chłopakach!

Nie wiem, czy coś do niego docierało, bo sam siebie nie słyszałem. Chyba jednak słyszał, bo w pewnym momencie się nachylił i zamknął mi usta pocałunkiem. Noż! Chciałem go z siebie strząsnąć, ale za bardzo poruszyć się nie mogłem.

Przerwał na chwilę. Złapałem oddech. Spojrzał na mnie, uśmiechnął się i pocałował ponownie. Leżałem przykuty do posadzki, obcałowywany przed demona. Chłopaka w dodatku. Przynajmniej po chwili przestało mi dzwonić w uszach.

- No, Kudłaty, znalazłeś chłopaka – dotarł do mnie złośliwy szept Trzynastego. – A to mnie sprzedano do Czerwonej Róży… Tylko z tego dzieci nie będzie…

- Jak to nie będzie? – Demon oderwał się od moich ust. – Jeszcze go przekonam! Mam na to wieki, demony są cierpliwe.

- Ale… - dalszą wypowiedź Trzynastego przerwał potworny szum wichru. Przez schody nadleciała powoli kula ognia, kierując się prosto w nas. Szykowałem się na śmierć w płomieniach. Zsikałbym się ze strachu, ale już nie miałem czym.

- Jak śmiesz zaczepiać mojego synusia! – wrzasnęła kula, przybierając kształt ogromnej kobiety z ptasią głową.

Dziobem rozgryzła moje kajdany. Porwała mnie z posadzki, przerzuciła przez kolana i trzasnęła solidnie w tyłek.

- Ała! – rozdarłem się, zszokowany nagłością wydarzeń.

- Mamo! Mamo! – zaczął wrzeszczeć Ognisty Chłopiec.

Ignorowała go. Trzy kolejne uderzenia spadły na mój tyłek. przez łzy nic nie widziałem.

- Mamo! To nie on!

Łapa demonicy zatrzymała się tuż przed moją skórą.

- Jak to nie on? To kto? – zwróciła się do syna.

- Jakiś mag mnie porwał! Magicznym kręgiem! A Kudłaty jest niewinny! Uratował mnie! Kocham go!

Demonica złapała mnie pod pachę i obeszła pomieszczenie, dokładnie oglądając wszelkie kreski i znaki. Po chwili odstawiła mnie pod ścianę. Tyłek mnie piekł straszliwie. Otarłem łzy.

- Gdzie on jest! – warknęła.

- Zjadłem go! – pochwalił się.

- Zuch chłopak! – porwała synka w objęcia i zaczęła go obcałowywać. – Nic ci nie zrobił? Na pewno?

- Nic, mamusiu – zapewniło demoniątko. – Kudłaty mu przerobił pieczęć wiążącą i to mag stał się moim niewolnikiem. A potem Kudłaty przełamał graniczne koła i mogłem maga zjeść.

- Trzeba było go najpierw przesłuchać, jak cię uczyłam – skomentowała matka surowym tonem – a potem zjadać. Skąd on miał twoje imię?

- No, zawaliłem to – demoniątko spuściło głowę ze wstydem. – Będzie lanie? Ale byłem bardzo głodny! I Kudłaty mi pomógł się uwolnić, a już go zbiłaś! Kocham go! Wybrałem go na żonę! Będziemy mieli dzieci!

- Kochanie, nie będę cię bić – demonica posadziła synka na kolanach. – Jestem dumna, że sobie tak dobrze poradziłeś. Ale jeszcze wielu rzeczy musisz się nauczyć, dlatego o tym wspomniałam. W Pandemonium, gdybyśmy tam pozostali, to obecnie byś chodził do Niższej Szkółki. Potem dopiero byś poszedł do Gimnazjum uczyć się dalej. A gdybyś był dobry w nauce…

- Wiem, wiem – westchnęło demoniątko. – Poszedłbym do Liceum. A potem odrobić lata Służby u Imperatora. A dopiero potem żona, dzieci… Mamusiu, ale uciekliście z Pandemonium! Nie muszę pełnić Służby u Imperatora! Nie muszę chodzić do Liceum, ani do Gimnazjum! Ani nawet do Niższej Szkółki!

- Dlatego uciekliśmy – potwierdziła demonica. – Chcieliśmy być wolni.

- No właśnie – kontynuował zadowolony synek – czyli mogę mieć żonę już teraz?

- Synku, nie rozumiesz – westchnęła demonica. – Jesteś trochę za mały. A zresztą… Ty go nie kochasz, to tylko magia…

- Kocham Kudłatego!

- Spójrz – zaciągnęła go za rękę do Trzynastego. – To glif pożądania. A tu – wskazała na napisy na ciele Niebieskiego – glify na rodzenie dzieci. Zniszczymy je i przestaną działać.

- Magia? – demoniątko wyraźnie zbladło. – A ja go już trzykrotnie pocałowałem!

- CO? – wrzasnęła demonica.

Coś dalej tłumaczyła, ale nie słyszałem. Jedynie mi w uszach dzwoniło.

- … się dowiedzieć, skąd znał twoje imię – doleciały wreszcie do mnie słowa. – Może twój Kudłaty coś wie?

- Nie wiem, proszę pani – odpowiedziałem zalękniony. – Porwał nas z ulicy i przykuł tutaj.

- Tak sobie spacerowaliście z Kielpiem po ulicy miasta i dał radę was porwać?

- Nie wiem, kto to Kieplie. My, to znaczy ja i Trzynasty. Ten niebieski chłopak – wskazałem palcem – już tu chyba był.

- No to masz swoje pierwsze poważne zadanie – zwróciła się demonica do syna. – Musisz się dowiedzieć, skąd znał twoje imię. Jak magowie je zdobędą, to nie będziesz mieć chwili spokoju! A nie po to uciekaliśmy z Pandemonium, aby jacyś prymitywni magowie nami władali! No to pa! – odwróciła się i ruszyła w kierunku drzwi.

- Mamo! – słowa demoniątka zatrzymały ją w pół kroku. – A oni?

Spojrzała na nas.

- Zjedz ich sobie na kolację.

- Mamo! To moje Chowańce! Nie są do jedzenia!

Powąchała mnie uważnie. Potem Niebieskiego i Trzynastego

- Faktycznie, nie zwróciłam uwagi. Ale do naszej wioski nie możesz ich zabrać, znasz zasady, żadnych Chowańców za palisadą! To zrób z nimi, co tam chcesz.

Odwróciła się ponownie do drzwi.

- Mamo! – krzyk demoniątka zatrzymał ją ponownie w miejscu.

- Synku, już długo utrzymuję tę postać. Męczę się. Wiesz, że to cena mieszkania poza Pandemonium. Co jeszcze?

- Ich kajdany – wskazało demoniątko.

- Już, tylko…

Coś trzasnęło, dym się rozwiał, na podłodze siedziała mała papużka. Takie latały u nas na Wyspie. Podstawiłem palec. Podfrunęła i siadła na nim.

- Tylko nie waż się śmiać! – zaskrzeczała. – Może nie wyglądam groźnie, ale cały czas jestem demonem!

Faktycznie, miała dwie pary oczu, jedne nad drugimi, i małe baranie różki na szczycie głowy. Wyglądała tak ślicznie, że próbowałem ją pogłaskać.

- Ani mi się waż! – dziabnęła mnie w palec.

Sfrunęła i siadła na piersi Niebieskiego. Dziobem zaczęła tarmosić magiczne okowy. Strzępy metalu fruwały wokół. Po chwili szyja chłopaka była wolna. Przefrunęła na lewą rękę.

- Co się tak gapicie! – zaskrzeczała. – Już pędzić po kilka wiader wody! Przecież on ledwo żyje!

Wolałem się demonicy nie narażać. Ruszyłem schodami na górę. Demoniątko pognało za mną. Po wielu schodach doszliśmy do pierwsze drzwi. Za nimi piwnica z jedzeniem. Następne tuż obok prowadziły do kuchni. Były wiadra, garnki, ale skąd wziąć wodę? Gdzie tu jest strumień?

- Tutaj, Przygłupie – demon wskazał mi wystającą ze ściany miedzianą rybę. – Podstawiaj wiadro.

Postawiłem. Tuż obok wisiał wykuty z miedzi jakby kozi ogon. Zaczął nim intensywnie machać w górę i w dół. Po chwili z rybiego pyska zaczęła lecieć woda.

- Co to za magia? – zdziwiłem się.

- Magowie Ognia dość tanio takie robią – wyszczerzył kły. – W każdym lepszym domu w tym mieście Wodna Ryba jest zamontowana.

- Skąd wiesz? Mieszkałeś tu?

- Uhu – przytaknął. – U takiego jednego uczniaka Akademii Magicznej, dla żartu udawałem przez dwa lata jego Chowańca. Dorabiał do czesnego jako posłaniec dla Doktorów Magii, więc odwiedziłem z nim większość bogatych domów. Ale nie gadajmy więcej o tym. Smutno się rozstaliśmy.

Czy mi się zdawało, czy łza spłynęła mu po policzku? Ale szybko ją oblizał.

Wiadra napełnił wodą. Powoli znosiliśmy je na dół. Tam już Niebieski siedział na półprzytomnie pod ścianą, a demonica kończyła rozgryzać kajdany Trzynastego.

Niebieski ożywił się na widok wody. Trzy wypił duszkiem, a jednym się oblał. Patrzyłem zdumiony.

- Nie zaszkodzi ci tyle wody na raz?

- Nie, jest w porządku. A co? – zdziwił się.

- No, kochanie, gotowe – demonica zaskrzeczała do synka. – Twoje Chowańce są wolne. Opiekuj się nimi należycie, ja wracam do Wioski.

Papuga poderwała się i odleciała.

- Co teraz? – rozejrzał się Trzynasty. – Trzeba go czymś zająć i uciekamy – wyszeptał mi do ucha.

Trochę za głośno.

- Słyszałem! – wrzasnęło demoniątko. – Czemu chcecie uciekać? Kielpie nie jest groźne, nic wam nie zrobi.

- Chyba myślał o tobie – mruknął Niebieski, wyraźnie zły, że chcieliśmy go zostawić.

- O mnie? – zdziwił się demonek. – Jestem śliczny! I fajny! Nie znajdziecie drugiego tak fajnego demona jak ja!

- Zjadłeś maga – wytknąłem mu.

- No, smaczny był – potwierdził.

- A zaraz nas zjesz! – wrzasnął Trzynasty. – Nie chcę być pożarty przed demona!

- Jesteś zatruty, żaden demon cię nie zje – stwierdziło demoniątko. – Nikogo z was już żaden demon nie ruszy. No, przynajmniej, dopóki będę żył.

- Bo dasz radę nas obronić – prychnął Trzynasty.

- Już to zrobiłem – wystawił mu jęzor. – Dałem wam wypić kroplę mojej krwi. Jesteście trujący. To tak między innymi działa.

- Między innymi? – dociekał Trzynasty. – To co to jeszcze robi?

- Nie wiem, nie nauczyłem się tego na sprawdzian – westchnęło demoniątko. – Dlatego rzuciłem szkołę. Trzy lania za sprawdzian to za dużo! Najpierw belfer, potem Matka, a na końcu Ojciec! To uciekłem. Po tygodniu, jak mogłem na pupie usiąść. I od tej pory wałęsam się po tym Świecie.

- I zjadasz sobie ludzi – wytknął Trzynasty.

- Nie można zjadać ludzi! Ani żadnych gatunków myślących! – zaperzyło się demoniątko. – Ich duch może cię opętać! To nawet ja wiem! To podstawy BeHaPe!

- BeHaPe? – powtórzyłem zdziwiony.

Kolejne słowo, którego znaczenia nie znałem.

- Bezpieczeństwo i Higiena Posiłków, Przygłupie – wyjaśniło z dumą demoniątko. – Zdałem na celujący! No, za siódmym razem – na jakieś wspomnienia potarło się po pośladku. – Pierwsze: Myj ręce przed posiłkiem! Drugie: Jedz świeże, najlepiej żywe. Trzecie: Nie jedz istot rozumnych, bo ich duch cię opęta. Proste, nie?

- Maga zeżarłeś! – wytknąłem mu lukę w wypowiedzi.

- Jak masz mi wypominać, to nie trzeba było mi go dawać – demoniątko spojrzało na mnie z żalem. – Mogłeś go sobie sam zjeść!

- Nie chciałem go zjadać!

- To czemu mi żałujesz?

- Bo to istota myśląca, a mówiłeś…

- Ech, Przygłupie – demonek spojrzał na mnie z wyższością. – To Niewolnik. Sam mi go dałeś w prezencie. To się nie liczy. Jak inaczej demony zjadałyby te wszystkie Ofiary w kręgach, gdy je przywołują?

- Tak gadamy o jedzeniu, że w sumie bym coś zjadł – dopowiedział po chwili milczenia. – No i te znaki na waszych ciałach powodują, że czuję się głodny.

- Faktycznie! – wrzasnął Trzynasty.

Zerwał i zrzucił z siebie koszulkę, a resztę wosku z nóg odłamał. Ja wykruszyłem wosk ze skóry.

- Już lepiej – westchnął demon. – To ja pójdę do kuchni przyszykować skromny posiłek, a wy idźcie się umyć. I zmyjcie te wszystkie napisy z Kielpia.

- Jestem Neil, syn Nevina – powiedział Niebieski. – A ty?

- Co ja?

- No, jak masz na imię – zapytał się Neil.

Pięść demoniątka wylądowała na nosie Neila. Niebieski aż się przewrócił, z nosa pociekła mu krew. Demoniątko rzuciło się na chłopaka i zaczęło okładać go pięściami. Próbowaliśmy z Trzynastym go odciągnąć, ale się wyrywał.

- Zrób coś, Kudłaty! – wrzasnął Trzynasty. – On go zaraz zatłucze!

Co ja mogłem zrobić? Myśl, myśl szybko, bo zaraz Niebieski będzie martwy.

Rzuciłem się pomiędzy demoniątko i Neila, złapałem obiema rękami za głowę i pocałowałem. Odepchnął mnie, ale po chwili przyciągnął. Wtulił mi twarz w szyję i płakał. Płakał. Objąłem go rękami. Dłonią pokazałem Trzynastemu, aby poszedł z Neilem na górę.

Demoniątko zanosiło się spazmami płaczu. Po jakimś czasie w spazmach zacząłem rozróżniać fragmenty słów…

- On… mnie zabić… niewolnika… uratowałem go… życzenie… przywołanie matki… zabić mnie… chciał…

Pozwoliłem mu płakać. Nie wiedziałem, o co chodzi, ale płacz pomaga. Tyle razy płakałem po nieudanych Próbach Chłopców, że byłem w tym ekspertem.

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (12)

  • rozwiazanie 9 miesięcy temu
    - Magia? – demoniątko wyraźnie zbladło. – A ja go już trzykrotnie pocałowałem!
    - CO? – wrzasnęła demonica, a w uszach znowu mi zadzwoniło.
    Coś mu dalej tłumaczyła, ale nie słyszałem. Ciągle mu /mi...?/ w uszach dzwoniło.

    Eksperymentalny świat z naszymi problemami.:)
  • Domenico Perché 9 miesięcy temu
    Dzięki
  • Jan Szubin 9 miesięcy temu
    "Magowie Ognia" - kapłani zoroastyryjscy z Persji, dziś to m.in. Parsowie w Indiach (zaratusztrianie).
    Pozdrawiam!
    JSz.
    (oczywiście:5)
  • Angela 9 miesięcy temu
    Kolejna fajna i zabawna część. Masz Autorze lekkość stylu, co (przynajmniej mi) zapewnia przyjemność czytania.
    Szkoda trochę, że dystansujesz się od użytkowników portalu, bo ich rady mogą okazać się bardzo cenne,
    np: ja raczej nie zwróciłam uwagi, że w niektórych fragmentach znajduje się znaczne zagęszczenie zaimków i
    niektórych można się pozbyć, ale ktoś już to wskazał.
    Czekam na kolejne części i pozdrawiam.
  • Domenico Perché 9 miesięcy temu
    Powoli staram się poprawiać...
  • Domenico Perché 9 miesięcy temu
    P.S. Komentarza o nadmiarze zaimków nie znajduję :-( Technika mnie pokonała
  • Angela 9 miesięcy temu
    Domenico Perché pierwszy komentarz, trzecia linijka. Takich miejsc jak wskazane jest więcej.
    Wiem, że pisanie w pierwszej osobie rządzi się trochę innymi prawami, ale niektóre "mi, mu, ja"
    z powodzeniem można usunąć.
    Nie przejmuj się jednak za bardzo moim komentarzem, bo sama często popełniam ten błąd : )))
  • Domenico Perché 9 miesięcy temu
    Angela A tego to nie zrozumiałem :-(

    Myślałem, że chodzi o pomyłkę mu / mi (zły zaimek również wstawiłem).
  • Angela 9 miesięcy temu
    Domenico Perché Panie Autor, jesteś Waść zajebisty, tym dopiskiem kompletnie rozwaliłeś
    system : )))
  • Domenico Perché 9 miesięcy temu
    Angela A co w tym najlepsze? BHP?
  • Angela 9 miesięcy temu
    Domenico Perché cały wstawiony fragment był świetny, ale przy BHP faktycznie
    parsknęłam śmiechem : )))
  • rozwiazanie 9 miesięcy temu
    "Myślałem, że chodzi o pomyłkę mu / mi" , dobrze zrozumiałeś za pierwszym razem. Podoba mi się styl w jakim piszesz, a błędy zgoła kosmetyczne, nie przeszkadzają w odbiorze. :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania