Chłopiec z Targu - 3 - Stary Sąd Kupiecki

Szybkim tempem szedł brukowanymi ulicami, pomiędzy zabudową a pustoszejącymi placami Targowiska. Musiałem co chwilę podbiegać, aby za nim nadążyć. Zatrzymał się nagle przed bramą pośrodku gmachu z czerwonego kamienia.

Z jednej strony stał posąg mężczyzny z zasłoniętą twarzą i wagą w ręce, z drugiej identyczny z wyglądu mężczyzna trzymał w ręku miecz. Waga i miecz były tak nisko nad wejściem, że wchodząc Mistrz Run musiał się schylić.

Przeszliśmy przez ciemny tunel na dziedziniec. Naprzeciw na trzech kamiennych krzesłach siedziało trzech mężczyzn z zasłoniętymi twarzami, niemalże identyczni jak posągi przed wejściem.

- To Trybunał Sądu – szepnął mi Mistrz Run. – Słuchaj i rób wszystko, co polecą.

Zatrzymałem się zdziwiony. Przed nimi stał Pan Kapitan, nagi, skuty łańcuchami i wyraźnie wybatożony. Uśmiechnąłem się z radością. Należało mu się!

Wszedłem pewnie za Mistrzem Run na plac. Rozejrzałem się. Większość chłopców z Targowiska tu była, razem z nowymi właścicielami. Na bruku po środku leżał, mocno umorusany ziemią chłopak, sprzedany na domowika. Ledwie oddychał.

Zaraz za nami wszedł mężczyzna, który kupił chłopca na zabawkę dla swojego syna. Spojrzałem z trwogą na Zabawkę. Stracił część włosów, a skóra w łysych miejscach na głowie była zaczerwieniona, jakby ktoś te włosy… wyrwał? Nie, to niemożliwe! A jednak… Za nimi wszedł na dziedziniec syn, który ciągle wrzeszczał.

- To moja Zabawka! Tato! Dlaczego mi to zabierasz! To moja Zabawka!

- Zamknij się! – rzucił ojciec do syna. – Jesteśmy w Sądzie Kupieckim.

Chłopak zamilkł. Zerkałem co chwila na niego. Wyjął długą igłę i z rozmachem wbił Zabawce w pośladek. Niewolnik krzyknął z bólu.

- Co się tu dzieje? – błyskawicznie pojawił się strażnik w zbroi. – Naruszenie jakości depozytu sądowego jest karane!

- To moja Zabawka! – wrzasnął dzieciak. – Mogę robić z tym, co mi się podoba! Mój ojciec każe cię wybatożyć i zwolnić!

- Tłumaczyłem mu… - zaczął ojciec dzieciaka.

Strażnik nie czekał na wyjaśnienia. Złapał dzieciaka za ucho i zawlókł przed Trybunał.

- Wysoki Trybunale, nastąpiło celowe naruszenie jakości depozytu sądowego i groźba skierowana pod adresem Straży Sądu! – zameldował krótko.

Tłum zgromadzony na placu zamilkł.

- Czy ten depozyt sądowy to jeden z ze sprzedanych w niewolę? – zapytał jeden z członków Trybunału.

- Tak, Wysoki Trybunale – potwierdził strażnik.

- Odpłacić w dwójnasób naruszenie jakości depozytu. A za groźbę dwadzieścia batów i usunąć go stąd! – zawyrokował.

- Potwierdzam – odezwał się drugi członek Trybunału.

- Potwierdzam – powtórzył jak echo trzeci.

Zaraz na moich oczach strażnicy zawiesili łobuza na kamiennym słupie, stojącym pod murem. Świst bata i wrzask bachora potwierdzał natychmiastowość wyroku. Po chwili odczepili skrwawionego nastolatka i wynieśli za bramę. Ojciec próbował ruszyć za nim. Zatrzymał go inny strażnik.

- Zostajesz wraz z depozytem, do czasu wydania wyroku – oznajmił kładąc mu rękę na ramieniu.

- Ale…

Nie zdążył nic powiedzieć, gdy zabrał głos jeden z sędziów Trybunału.

- Rozprawa przeciw Gniewomirowi, zwanemu Okrutnym Kapitanem, o nielegalne sprzedanie Maga jako niewolnika!

Cisza zapadła po tych słowach. Rozejrzałem się na boki. Zgromadzeni mężczyźni byli przerażeni. To chyba było poważne przestępstwo tutaj.

Słuchałem uważnie. Na Wyspie nie było ani Magów, ani niewolników.

- Wzywam Wilczura Szesnastego, jako zgłaszającego sprawę! – odezwał się drugi z sędziów Trybunału.

Przed trzech sędziów wyszedł ten Wasza Miłość, który jako pierwszy kupił niewolników dzisiejszego ranka od Pana Kapitana.

- Poszedłem dziś na Targowisko zakupić dwóch niewolników do tresury moich psów. Kupiłem tego i tego – wskazał palcem na blondynka i czarniawego. – Blondynek twierdził, że umie pisać. Nie wierzyłem w to, bo byłby wystawiony na licytację, a nie sprzedawany na sztukę. Dla śmiechu kazałem mu odczytać napis nad wejściem do mego pałacu. I odczytał. Zapytałem, gdzie się tego nauczył. Odpowiedział, że…

- Dość – przerwał sędzia Trybunału. – Czy depozyt sądowy został sprawdzony jako umiejący czytać i pisać?

- Tak, Wysoki Trybunale! – potwierdził jeden z urzędników stojących przed Trybunałem. – Czyta i pisze we Wspólnej Mowie biegle. Czyta pismo Wysp Zachodnich. Czyta pismo kapłanów Boga Ognia.

- Depozycie sądowy! – odezwał się ponownie sędzia Trybunału. – Czy ty jesteś Magiem?

- Ja, Panie… - odezwał się niepewnie blondynek. – Skończyłem Szkółkę Katedralną w Nowym Mieście, stolicy Wielkiej Wyspy Zachodniej i ojciec mój złożył wniosek o przyjęcie do Akademii Magów tutaj, w Starym Porcie. I wtedy porwali mnie piraci.

- Nie jest magiem! – zawołał Pan Kapitan. – A prawo pozwala kupować niewolników od piratów!

- Czy depozyt sądowy został przyjęty do Akademii Magów?

- Tak, Wysoki Trybunale – potwierdził ten sam urzędnik. – Został miesiąc temu wpisany na listę uczniów Akademii i jest oczekiwane jego przybycie.

- Który depozyt sądowy został sprzedany przed kupnem Maga przez Wilczura Szesnastego? – sędzia Trybunału zadał kolejne pytanie.

Nikt nie spieszył się z odpowiedzią.

- Który depozyt sądowy został sprzedany przed kupnem Maga przez Wilczura Szesnastego? – po chwili sędzia Trybunału ponowił pytanie.

- Kudłaty, mów – szturchnął mnie Mistrz Run. – Kto z chłopaków został sprzedany przed tym blondynkiem?

- Ja… Tego… No, on był pierwszy dzisiaj, Panie… - wystękałem przerażony. – Potem był Zabawka, potem ten Wielki dla Mistrza Ognia – wskazałem chłopaka stojącego daleko po lewej, potem tych sześciu dla Czerwonej Róży, chciał dziesięciu nieruszanych, ale wybrał tylko sześciu, a potem ten na domowika – wskazałem palcem na leżącego na bruku. – A potem nie wiem, bo ja zostałem kupiony przez Mistrza Run…

- Bakałarza Hiacynta, Wysoki Trybunale – skłonił się Mistrz Run.

- Trybunał wydał wyrok – odezwał się sędzia Trybunału. – Gniewomir, zwany Okrutnym Kapitanem zostaje uznany winnym sprzedaży Maga na niewolnika. Wilczur Szesnasty zostaje uznany za niewinnego kupna Maga jako niewolnika. Mag odzyskuje wolność. Cały majątek pozostający własnością Gniewomira w chwili sprzedaży, w tym zgromadzony tutaj depozyt sądowy przechodzi na własność Rady Miasta Starego Portu bez odszkodowania. Prawo Starego Portu nie kwestionując niewolnictwa według prawa innych państw i miast przyznaje każdej istocie myślącej wolność. Depozyt sądowy otrzymuje wolność.

- Potwierdzam! – orzekł sędzia siedzący po lewej stronie przemawiającego.

- Potwierdzam! – orzekł trzeci sędzia.

- Hurra! - krzyknęli chłopcy sprzedani do Czerwonej Róży. Ich były właściciel odwrócił się i wyszedł samotnie.

Sędziowie wstali ze swych tronów i stanęli wokół Pana Kapitana. Odsunęli zasłony z twarzy.

Z przerażeniem zobaczyłem, że nie mieli oczu, nosa, tylko okrągłą gębę na samym środku, otoczoną kilkoma rzędami ostrych zębów. Rzucili się na skazańca i w kilka chwil pożarli go żywcem. Ledwie zaczął wrzeszczeć i przerwał, bo już go nie było.

Zsikałem się ze strachu.

Sędziowie wąskimi, wężowatymi językami wylizali resztę krwi z bruku. Założyli zasłony na twarze i wrócili na swoje trony.

Przerażony rozejrzałem się wokół. Nie byłem jedynym, który się zsikał. Wszyscy po cichu zaczęli opuszczać dziedziniec Starego Sądu Kupieckiego.

- Kto to był, Panie? – zwróciłem się do Mistrza Run.

- Sędziowie? – upewnił się Mistrz Run. – Nikt nie wie. Mówią, że to dawni bogowie, albo jakieś demony. To Ojcowie Założyciele Starego Portu. Założyli to miasto przed kilkoma tysiącami lat i nieprzerwanie nim rządzą. Masz coś mojego, Kudłaty - zmienił temat. - Mój Kolczyk Strażniczy.

Nachylił się i jednym ruchem odczepił mi zawieszkę z ucha.

- To wszystko. Jesteś wolny – odwrócił się do mnie plecami i odszedł.

Rozejrzałem się wokół. Olbrzymie miasto. Przede mną port, z wieloma kamiennymi zatokami i mierzejami. Chyba sztucznie wybudowanymi, bo były prostokątne i proste, nie jak na Wyspie zaokrąglone i poszarpane. Palców u rąk i nóg nie starczyło, aby policzyć wszystkie zatoki, które widziałem z tego miejsca. A w każdej zatoce wiele statków. I przy każdej mierzei pełno statków. A pomiędzy portem a budynkiem sądu, gdzie stałem, prawie puste już o tej godzinie place Targowiska. A za plecami na wznoszącej się górze rzędy domów, kolejne i kolejne. A na samym szczycie jakiś olbrzymi kamienny dom bez okien.

Jeden z chłopaków sprzedanych do Czerwonej Róży zobaczył, że się przyglądam.

- To twierdza, Przygłupie. Tam mieszkają Ojcowie Założyciele – rzucił. – A niżej Dzielnica Magów. Może znajdę gdzieś tam robotę? Do domu nie wrócę, bo ojciec nie spłacił wszystkich długów, sprzedałby mnie znowu.

- Skąd jesteś? – zapytałem głupio, bo i tak nie znałem się na częściach świata. Ale wszyscy o to ciągle pytali.

- Ze Wschodnich Pustkowi – wzruszył ramionami chłopak. – A ty?

- Z Wyspy – odparłem zgodnie z prawdą.

- Jakiej wyspy?

- No… Wyspy. Tak ją nazywaliśmy, nie znam żadnej innej.

- Czyli gdzieś daleko na morzach – ocenił fachowo. – Na pewno nie z Wysp Zachodnich, ani z Archipelagu Końca Świata. A innych to ja nie znam. To się trzymaj, Przygłupie, ja idę szukać szczęścia – walnął mi na pożegnanie mukę i pobiegł.

Rozejrzałem się. Stałem sam przed zamkniętą bramą Starego Sądu Kupieckiego. Nie widziałem, dokąd pójść. Wszyscy się gdzieś rozeszli.

Nagle hen, hen daleko dojrzałem żółtą plamkę. Mistrz Run! Rzuciłem się za nim biegiem. Gdy dobiegłem na miejsce, już go nie było. Musiał zejść w którąś z bocznych uliczek, albo wejść do jakiegoś domu. Kręciłem się po okolicznych uliczkach, wypatrując żółtej odzieży Mistrza. Wreszcie dojrzałem go. Stał i rozmawiał z jakąś kobietą.

- Mistrzu! Panie! – rzuciłem się do niego.

Odwrócił się. Żółty strój mnie zmylił. To nie był on.

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Trzy Cztery 9 miesięcy temu
    Ciekawa opowieść!
  • Angela 9 miesięcy temu
    Przeczytałam wszystkie trzy części niemal na jednym oddechu i bardzo dziwi mnie brak komentarzy.
    Podoba mi się narracja pierwszoosobowa (gdyby nie ona, to pewnie miałabym zastrzeżenia co do
    niektórych zapisów). Myśli bohatera są interesujące, a cały przedstawiony świat bardzo ciekawy.
    Pomimo że nie ma jakichś większych podobieństw, kojarzy mi się trochę z Tkaczem Iluzji.
    Pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy.
  • Angela 9 miesięcy temu
    Acha, zapomniałabym "Złapał dzieciaka za ucho i zaniósł przed Trybunał." - za ucho nie da się zanieść,
    zmieniłabym na "powlókł".
  • Domenico Perché 9 miesięcy temu
    Angela Masz 100% racji, poprawiłem. Oczywiście, chodziło o zaciągnięcie, a nie zaniesienie.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania