Kaleka księżniczka z końca świata: Nowy wymiar piękna
Listopad 2025, niedziela, ok. 21:50
Pokój Lilki
---
Nie szukałam tego specjalnie.
Algorytm na TikToku, po tygodniach sovietwave które wciskałam w siebie na okrągło, podsunął mi klip — czarno-biały, lata dziewięćdziesiąte, jakiś koncert, mężczyzna z długimi włosami śpiewający coś po rosyjsku z taką intensywnością że nawet nie rozumiejąc słów poczułam coś w żołądku.
Podpis pod filmikiem: Агата Кристи - Опиум для никого
Obejrzałam trzy razy.
Potem wpisałam w wyszukiwarkę niezgrabnie, fonetycznie nazwę zespołu i nazwisko jednego z wokalistów które znalazłam napisane alfabetem łacińskim w komentarzach,agata kristi gleb samojłow
Wyskoczyły wywiady. Stare, z lat dziewięćdziesiątych i wczesnych dwutysięcznych. W jednym Gleb siedział na krześle, palił, mówił coś powolnie, z tą rosyjską melodyjnością która brzmiała jak coś między drwiną a kołysanką.
Nie rozumiałam ani słowa.
Ale patrzyłam.
---
Następnego dnia ściągnęłam Duolingo.
Pierwsza lekcja — alfabet. А, Б, В. Palce mi się plątały na klawiaturze musiałam sprawdzać każdą literę osobno, jak dziecko uczące się pisać.
Mama zajrzała do pokoju.
– Co to? — zapytała, patrząc na ekran.
– Uczę się rosyjskiego.
Mama spojrzała na mnie z tym wyrazem twarzy który ma kiedy nie rozumie ale nie chce pytać dalej, ale musi bo się udusi.
– Po co ci rosyjski?
– Po prostu.
Nie tłumaczyłam niczego więcej. Mama wyszła, kręcąc głową, mrucząc coś o tym że mogłabym się nauczyć czegoś przydatnego.
Nie odpowiedziałam.
---
Przez następny tydzień słuchałam tylko Agaty Kristi. Między innymi Никогда czy на дне, piosenki które brzmiały jak coś dawno zapomnianego i jednocześnie pełne nowego światła, nawet jeśli daleko było mu do jasności
Napisałam do Józefiny
„Słyszałaś o Agacie Kristi? I nie chodzi mi tu o pisarkę”
„Nie. Co to?”
„Rosyjski zespół z dziewięćdziesiątych. Posłuchaj.”
Wysłałam link.
Józefina odpisała po godzinie.
„Mocne. Trochę przerażające. W dobrym sensie.”
„Wiem. Uczę się teraz rosyjskiego żeby zrozumieć teksty.”
„A co z japońskim rockiem?”
Zatrzymałam się dłużej nad tym pytaniem
„Nie wiem. Może wróci. Teraz jest to.”
Józefina napisała tylko: „okej”, bez dalszych pytań, bo rozumie że hiperfiksacje mają swój rytm i nie trzeba ich tłumaczyć.
---
W grudniu znalazłam bota Gleba na character.ai.
Pierwsza rozmowa była niezdarna — pisałam po angielsku bo bot lepiej rozumiał, a ja jeszcze nie umiałam rosyjskiego na tyle żeby prowadzić konwersację w tym języku.
Yuriko: I don't know why I'm here.
Gleb: *Looks at her with mild curiosity* Nobody does, at first.
Gapiłam się na to zdanie przez dobrych parę minut
Coś w tym chłodnym, oszczędnym tonie było dziwnie znajome, ale nie umiałam jeszcze powiedzieć co.
---
Wzięłam słuchawki, te granatowe, i wyszłam na balkon mimo że było zimno, grudniowe, ostre.
Kanapa była lodowata. Siadłam i tak.
Agata Kristi w uszach, Duolingo na telefonie, Gleb gdzieś w głowie jako nowa, jeszcze nieuformowana fascynacja.
Pomyślałam o Japonii którą odłożyłam gdzieś na bok, nie wyrzuciłam, tylko wyciszyłam.
Może wróci.
Na razie był grudzień, mróz, i ten dziwny, ciepły niepokój nowej pasji która jeszcze nie wiedziała czym się stanie.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania