Kaleka księżniczka z końca świata: Cierniowe lustro
Październik 2019, wtorek, ok. 15:20, gabinet Daniela w ośrodku, Wielkopolska
Narrator: Daniel
Lilka siedzi na macie, czeka, aż skończę notować w karcie. Ma dziś na sobie tę swoją ulubioną bluzę z jakimś japońskim napisem.
- Kojarzysz zespół Malice Mizer?- pyta znienacka, kiedy odkładam długopis.
- Zupełnie nie.
- Visual kei. Ciężkie klimaty, teatralne, trochę przerażające, jeśli nie wiesz, o co chodzi. - Opowiada z takim skupieniem, jakby to było coś więcej niż zwykła ciekawostka muzyczna, jakby chciała sprawdzić, czy zareaguję tak jak inni - politowaniem albo obojętnością.
- Z opisu wydaje się być to dość wymagające emocjonalnie.- mówię tylko, bez cienia rozbawienia, którego się chyba spodziewała po innych.
- Wiem. Dlatego tego słucham.
Nie komentuję tego dalej. Nie muszę. Znam to uczucie, kiedy coś ciężkiego w muzyce daje ulgę, której nic lżejszego by nie dało - sam mam playlistę, której nikomu nie pokazuję. Nie mówię jej o tym. To nie jest coś, co się mówi pacjentce, nawet takiej, z którą rozmawia się o wszystkim innym.
Zaczynamy ćwiczenia. Ona się nie skarży, mimo że widzę po wyrazie jej twarzy, że boli bardziej niż zwykle.
- Dziś jest gorzej - stwierdzam, nie pytam
- Trochę.
Nie drążę. Wiem, że czasem „trochę” znaczy dużo więcej, i że ona wie, że ja to wiem, i że żadne z nas nie ma zamiaru tego nazywać głośno. To wystarczy, żeby kontynuować w milczeniu, które nie jest niezręczne.
---
Czerwiec 2020, piątek, ok. 17:45, świetlica ośrodka
Narrator: Lilka
Leje dziś niemiłosiernie.
Ludzie kręcą się po świetlicy bez większego celu, bo zajęcia dawno się skończyły, a do kolacji jeszcze trochę.
Siedzę przy oknie, obserwuję krople spływające po szybie, kiedy Daniel siada obok, bez pytania, z kubkiem kawy.
- Zauważyłem, że czytasz coś nowego - odzywa się, kiwając głową w stronę książki na moich kolanach.
- Teoretycznie japoński kryminał, ale według mnie to bardziej dramat psychologiczny. O kimś, kto morduje własną rodzinę i nikt się nie domyśla, kto i po co.
Nie krzywi się, nie pyta „po co czytasz takie rzeczy?” Krystyna od razu by zapytała, gdyby wiedziała co czytam, ale nie wie. I bardzo dobrze.
- I jak, domyślasz się kto i po co?
- Jeszcze nie. Ale mam swoją teorię.
Uśmiecha się, tym swoim krzywym, ale szczerym półuśmiechem, biorąc łyk kawy. Przez chwilę milczymy, patrząc na deszcz. Nie mówię mu, że czasem, gdy jestem naprawdę zmęczona, moje myśli też schodzą w miejsca, których nikomu bym nie pokazała - nie chodzi o fantazje o krzywdzeniu kogoś realnego, tylko coś ciemniejszego, bardziej abstrakcyjnego, jakby część mnie lubiła zaglądać tam, gdzie inni się boją patrzeć.
Nie muszę mu tego mówić. Coś w sposobie, w jaki nie odsuwa się od tematu książki, w jaki nie próbuje mnie z tego wyciągnąć w stronę czegoś „zdrowszego”, mówi mi, że rozumie ten rodzaj patrzenia w ciemność bez potrzeby by w niej tonąć.
- Ja bym raczej podejrzewał najstarszego syna - mówi w końcu.
- Też o nim myślałam. Ale to zbyt oczywisty trop.
- Właśnie dlatego. Czasami prawda bywa okrutnie oczywista, księżniczko.
Śmieję się, cicho, bo całkiem możliwe, że ma rację, i wracam do książki, a on siedzi jeszcze chwilę, dopijając kawę, zanim wraca do swoich obowiązków.
---
Marzec 2021, środa, ok. 11:00, sala do ćwiczeń, ośrodek
Narrator: Daniel
Ktoś,kto był tu wcześniej,zostawił radio włączone na jakiejś stacji grającą typową radiową papkę - coś lekkiego, wesołego, kompletnie nie pasującą do niczego, a na pewno nie do mojego gustu.
Lili też wyglądała jakby miała szczerą ochotę kogoś zamordować. Może mnie.
- Możesz to wyłączyć? - pyta chłodno, nie odrywając wzroku od ściany.
- Mogę, oczywiście.
Nie wyłączam jednak od razu, bo lubię patrzeć, jak reaguje na coś, co uważa za estetyczną zniewagę.
- Strasznie gówno. - mówi w końcu, z tą swoją miną kompletnego braku cierpliwości do czegokolwiek bez głębszej treści.
Wyłączam radio. W ciszy, która nastaje, coś się we mnie rozluźnia - też nie znoszę tej społecznej presji ciągłego optymizmu niezależnie od okoliczności. Dla większości ten kierunek coś oczywistego, coś, do czego przynajmniej powinno się dążyć.
Nigdy nie powiedziałem tego wprost żadnemu pacjentowi bo nie brzmi to dobrze z ust fizjoterapeuty, który z definicji ma dodawać pacjentom otuchy.
- Lepiej - stwierdza Lilka, kiedy zapada cisza.
- Lepiej - zgadzam się. Zaczynamy ćwiczenia w tej ciszy, którą oboje najwyraźniej wolimy od czegokolwiek głośnego i wesołego, bez potrzeby tłumaczenia sobie nawzajem dlaczego.
Nikt z nas tego nie nazywa. Ale patrząc na nią kiedy myśli, że nie patrzę, widzę coś okrutnie znajomego. W tym, jak zaciska szczękę na dźwięk czegoś zbyt jasnego, zbyt łatwego - to jest to, co czuję, kiedy ktoś każe mi „po prostu myśleć pozytywnie” o czymś, czego nie da się tak łatwo rozjaśnić.
Komentarze (1)
LittleDiana - "że" czterokrotnie powtórzone w jednym zadaniu... jeśli to wyliczanka to OK.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania