Kama - cena życia- rozdział XIV
Zima skończyła się tak szybko, jak się zaczęła. Początek wiosny był ciepły, a piękna pogoda zachęcała do spacerów. Kama umówiła się z Michałem w Łazienkach. Szli alejkami powoli, zatrzymując się co chwila. Obserwowali łabędzie i kaczki pływające po dużym stawie, na którym znajdowała się sztuczna wyspa z Pałacem na Wyspie. Nieco dalej pawie okupowały dużą część trawnika.Troszkę zmęczeni przysiedli na jednej z parkowych ławek. Nic nie mówili, patrzyli przed siebie, unikając nawet swojego wzroku. Czuli się dziwnie niezręcznie, a przecież jeszcze przed chwilą, spacerując, normalnie rozmawiali.– Czemu nic nie mówisz? – zapytał w końcu Michał.Kama uśmiechnęła się łagodnie.– Nie wiem, tak jakoś. Co mam mówić? Ty coś powiedz.– Ja też nie wiem... albo wiem – ożywił się nagle. – Kama, ty mi się podobasz, wiesz?– Ale dlaczego? – zapytała zaskoczona.– No tak, normalnie. Chciałbym, żeby między nami pojawiło się jakieś uczucie. Ty byś tego nie chciała?– Nie myślałam o tym. Lubię cię, a to też jest uczucie.Michał pokręcił głową.– Chodzi mi o inne uczucie. Wiesz, takie jak miłość? Oddanie.– Ty tak na poważnie? – Kama spoważniała. – Michał, ja nie jestem gotowa wiązać się z kimś. Lubię cię, nawet bardzo, ale to nie jest miłość.– Rozumiem. – Michałowi zrobiło się przykro. – Myślałem, że może... może będziemy parą. Pewnie przeszkadza ci mój wiek. Jestem starszy, ale czy to naprawdę aż taki problem?– Nie, Michał. To, że jesteś starszy, nie jest żadnym problemem. Po prostu nie mogę ci nic obiecywać. Nie chcę dawać ci nadziei, żebyś się później nie zawiódł. Nasze relacje mogą być koleżeńskie, tak jak teraz, nawet przyjacielskie, ale na dzień dzisiejszy inne nie wchodzą w rachubę. Przepraszam, że cię zawiodłam, ale nie będę udawać, że jest inaczej.Wstała z ławki i spojrzała na niego.– Wracamy razem czy osobno? – zapytała.– Odprowadzę cię – odpowiedział cicho.Powoli ruszyli ku wyjściu. Kama nie brała tego dnia samochodu, ponieważ Michał przyjechał po nią swoim autem. Teraz odwiózł ją pod sam dom. Podziękowała mu za spacer i szybko się pożegnała. Michał patrzył, jak odchodzi. Było mu przykro, ale nic nie mógł zrobić. Postanowił jednak, że będzie zdobywał Kamę powoli, małymi krokami. Ale czy mu się uda? Tego nie był pewien.Znów mijał dzień za dniem. Wiosenne, ciepłe dni nastrajały do wyjścia z domu. Kama po skończonej pracy często wracała pieszo. Nie musiała się do nikogo spieszyć, nikt na nią nie czekał. W domu zwykle siadała przy laptopie i wkuwała tajniki psychologii. Chciała zaliczyć wszystkie egzaminy oraz kolokwia jak najszybciej, by wziąć urlop i wyjechać. Marzył jej się odpoczynek nad Bałtykiem – dotąd nigdy nie była nad morzem. Przez internet zarezerwowała tygodniowy pobyt w Sopocie, wpłaciła zaliczkę za kawalerkę i umówiła się na przyjazd w ostatnim tygodniu czerwca.Nadszedł w końcu ten upragniony dzień. Lato przywitało ją słońcem i upałem. Zapakowała do samochodu walizkę i ruszyła w drogę. Jechała kilka godzin prawie bez odpoczynku, tylko raz zrobiła krótką przerwę na kawę. W Sopocie udała się pod wskazany adres, gdzie właścicielka mieszkania już na nią czekała. Zapłaciła resztę pieniędzy i została sama. Wzięła prysznic, a ponieważ była zmęczona podróżą, najpierw postanowiła się zdrzemnąć.Po dwóch godzinach snu wyszła na dwór. Do morza miała kawałek drogi. Doszła do mola, wykupiła bilet wstępu i spacerowała, urzeczona widokiem fal oraz zatoczki, przy której cumowały jachty. Usiadła na ławce i przez długi czas patrzyła na falujący horyzont.Następnego dnia zaraz po śniadaniu postanowiła pójść na plażę. Ubrała od razu strój kąpielowy, na to założyła lekką sukienkę, pantofelki i wyszła. Na plaży było już sporo ludzi, ale udało jej się znaleźć wolne miejsce tuż przy brzegu. Rozłożyła wypożyczony leżak, zdjęła sukienkę i najpierw weszła do wody – w ten sposób chciała przywitać się z morzem.Leżała później na leżaku, obserwując innych plażowiczów, kiedy nagle poczuła uderzenie w ramię. Odwróciła głowę. Przed nią stał mały chłopiec.– Przepraszam, to ja rzuciłem piłką. Chciałem do taty, ale piłka uderzyła panią.Kama patrzyła na dziecko jak urzeczona. „To niemożliwe, to nie może być Adaś” – myśli nie dawały jej spokoju. Ten chłopiec był niesamowicie podobny do Damiana.Rozejrzała się wokoło, a chłopiec przyglądał jej się z dziecięcą ciekawością.– Boli panią? – zapytał. – Mój tata jest lekarzem. O tam, widzi pani? Idzie.Rzeczywiście, w ich kierunku zmierzał młody jeszcze, wysoki mężczyzna.– Adasiu – zwrócił się do chłopca. – Prosiłem, żebyś uważał.– Tata, ale ja nie chciałem! Ta piłka sama tak poleciała.Kama nie mogła wydusić z siebie głosu. „Adaś? Mój Adaś?” – kołatało jej się w głowie.– Przepraszam panią za syna – powiedział mężczyzna.– Nic się nie stało – zmusiła się do uśmiechu. – Mądrego ma pan synka. I bardzo ładnego. Ile ma lat?– Siedem! – odpowiedział dumnie chłopiec zamiast ojca. – Po wakacjach idę do szkoły.Kama poczuła ogromne rozczarowanie. Jej synek miałby dopiero pięć lat. A więc to nie był jej Adaś. Dlaczego zatem widziała w nim Damiana? „Szkoda” – pomyślała ze smutkiem.Słońce mocno grzało. Wstała z leżaka i weszła do wody. Fale ocierały się o jej nogi, a ona rozglądała się wokół, ale Adasia i jego taty już nigdzie nie widziała. Odruchowo pomyślała wtedy o Michale. Mimo wszystko lubiła go i teraz nagle zatęskniła. Rozmowy z nim zawsze napawały ją spokojem, potrafił sprawić, że się uśmiechała.Złożyła leżak, zaniosła go do wypożyczalni i wróciła do mieszkania. Postanowiła, że zadzwoni do Michała. Odebrał po dłuższej chwili, dokładnie wtedy, gdy zrezygnowana miała już się rozłączyć.– Kama? – zdziwił się. – Gdzie jesteś? Coś się stało?– Brakuje mi ciebie – szepnęła cicho.Po drugiej stronie nastała cisza, słyszała jedynie głębokie westchnienie Michała.– Dlaczego? – zapytał w końcu.– Nie wiem, Michał. Smutno mi.– Przyjadę. Wiem, że jesteś w Sopocie.– Ale przecież jesteś w pracy.– To nic, wezmę kilka dni urlopu, należy mi się. Nie będzie żadnego problemu. Mam przyjechać autem czy pociągiem?– Nie wiem... Może pociągiem? Ja mam samochód, więc wrócimy razem.– Dobrze. Zadzwonię, jak będę blisko. Wyjdziesz po mnie na stację?– Tak. Czekam na ciebie, Michał.Przyjechał następnego dnia około południa. Kama czekała na peronie. Kiedy wyszedł z wagonu, pomachała do niego. Podbiegł bliżej, a ona mocno go objęła i wtuliła się w jego ramiona.– Kocham cię – szepnął jej do ucha.– Ja chyba ciebie też – odszepnęła. – Wczoraj do tego doszłam.Poszli do wynajmowanego mieszkania. Michał po podróży wziął szybki prysznic, przebrał się i wyszli na miasto. Skierowali się w stronę słynnej ulicy Bohaterów Monte Cassino, zwanej popularnie Monciakiem. W jednej z wielu restauracji zjedli obiad, a potem spacerowali, trzymając się za ręce, aż do późnych godzin wieczornych.Ta noc należała do nich. Michał delikatnie całował Kamę po szyi, gładził ją po plecach. Nie chciał wywierać na niej żadnego nacisku, choć bardzo jej pragnął. Kama oddawała mu pocałunki, czując się w końcu szczęśliwa i bezpieczna. Oddała mu siebie z pełną rozwagą i wiedziała, że nie będzie żałować. Ta noc była spełnieniem tego, co i tak miało nastąpić – wielkich zmian w życiu obojga, zmian, przed którymi Kama nie chciała już dłużej uciekać.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania